Archiwum
03.01.2014

Wagina pozostaje waginą

Natalia Golik
Literatura

Trudno pisać o kobiecości, posługując się dość autonomicznym językiem, a jeszcze trudniej uzyskać oczekiwany skutek, gdy kobietę sprowadza się do waginy. Tylko i wyłącznie. Mimo najszczerszych chęci, Naomi Wolf ulega ogólnoświatowej tendencji degradującej kobietę do postaci organu i nie wnosi nic nowego w biografię kobiety. Bo o niej tu przecież powinna być mowa, nie o waginie.

Autorka „Waginy. Nowej biografii” nie stroni od dość kontrowersyjnych tez. Kobieta osiąga sukces dzięki doskonałym orgazmom – to raz. Dwa: ludzkie zachowanie ukształtowało się (i pozostaje niezmienne do dziś) już w czasach, którymi obsesyjnie interesował się Darwin. Czy naprawdę od wieków jesteśmy ubezwłasnowolnieni przez wykształcone wówczas zwierzęce mechanizmy obronne? Brzmi to kusząco – Wolf operuje bowiem językiem popularnonaukowym – ale zarazem niewiarygodnie. Po trzecie i najważniejsze, wprowadzając kobietę w rolę Wielkiej Bogini, autorka zupełnie zapomina o mężczyznach. W jednym z rozdziałów dotyczącym wykorzystania waginy do walki o władzę wyraźnie wyznacza granicę pomiędzy kobiecym-dobrym a męskim-złym. I ustanawia nowy podział ludzkości – na kobiety Boginie i mężczyzn Poddanych. Czy na pewno tak powinny się skończyć dywagacje na temat waginy? Czy osiągnięcie złotego środka w dyskusjach damsko-męskich naprawdę nie jest możliwe? Myślę, że byłoby, gdyby autorka bardziej obiektywnie wypowiadała się o kobiecie i jej psychice. Wskutek tego treść nabiera zabarwienia stricte feministycznego. Miałam głęboką nadzieję, że przy odrobinie chęci można rozmawiać o kobiecości bez planów na przejęcie władzy nad światem. Jak widać, nie jest to (jeszcze) w pełni możliwe.

Skrajności w świecie Wolf jest wiele. Nadaje ona waginie osobowość, łączy delikatną nicią z mózgiem i uczuciami, by za moment uświadomić nam, że waginy się używa. Oczekuje szacunku do waginy, ale infantylizuje ją na różne sposoby. Przekonuje też, że bez orgazmu kobiety stają się nieszczęśliwe i niespełnione. Zarzuca medycynie bezduszne podejście do waginy, rozpoczynając swój wywód właśnie od biologizmu. Krytykuje sprowadzanie kobiety do pradawnych ról płciowych samicy, podkreślając jednocześnie, że wagina i jej uczucia uwarunkowane są przez chęć zdobycia spermy dobrej jakości i odpowiedzialnego opiekuna dla potomstwa. Brak konsekwencji jest dość widoczny i zniechęca, przynajmniej w deklarowaniu, które ze spostrzeżeń przemawia silniej.

Ciekawe zestawienie biologii z metafizyką, od którego wychodzi Wolf, w końcowym rozrachunku okazuje się ciężkostrawne. Rola znawczyni tematu wyraźnie pochlebia autorce, potrafi się ona jednak tak bardzo zagalopować w swych spostrzeżeniach, że pod koniec lektury wątki darwinistyczne mieszają się z tantrą i kulturą Wschodu. Wszystko to zostaje na domiar złego okraszone wynikami badań przeprowadzanych na szczurach. Wchodząc w tę mozaikową narrację, czytelnik na jednej stronie potrafi się zachwycić, by na kolejną zareagować śmiechem lub zniechęceniem. Treść książki powinna zostać znacznie okrojona. Prywatne wstawki z życia autorki ciekawie uzupełniają medyczne spostrzeżenia lekarzy, jednak rozstrzał pomiędzy tematyką biologiczną a przypisywaniem waginie cech osobowości, planów i chęci zbawienia świata – jest już zbyt wielki.

Najciekawsze, co wypływa z książki, to chęć uświadomienia, że z seksu można czerpać radość, a problemy natury erotycznej rozwiązać, wsłuchując się we własne ciało. Rozdział nawiązujący do historii kultury i jej podejścia do waginy (a ściślej kobiety) na przestrzeni lat szczerze polecam. Resztę, obok wątków medycznych, radzę wziąć w spory cudzysłów. Po lekturze nasuwa się jedna, natrętna myśl: kiedy pojawi się książka traktująca o penisie? Byłaby, myślę, ciekawym równoważnikiem idei zawartej w „Waginie”, która staje się, zapewne wbrew zamierzeniu autorki, „wypowiedzią performatywną” skierowaną do kobiet na całym świecie.

Po zamknięciu książki zaczęły mnie męczyć dość osobliwe pytania: czy setki lat temu zostałam biologicznie ubezwłasnowolniona, kierując się w wyborze partnera jedynie jego zapachem? Czy zamiast mózgu za seksualne odruchy odpowiedzialna jest wagina? Czy gdybym przeżyła wczorajszego wieczoru prawdziwy, obezwładniający orgazm, ta recenzja byłaby lepsza, a świat stanąłby dla mnie otworem? Szczerze wątpię.

Naomi Wolf
„Wagina. Nowa biografia”
Czarna Owca
Warszawa 2013

alt
Fot. ilustracja Matta Blease'a