Archiwum
14.07.2016

Szczeble władzy

Jakub Małecki
Gry

Coraz więcej gier odnosi dziś sukces na Kickstarterze oraz jego polskim odpowiedniku, Wspieram.to. Dla niewtajemniczonych: są to platformy finansowania społecznego, na których ludzie zbierają fundusze na swoje projekty, a donatorzy dzięki wsparciu otrzymują potem gotowy produkt na promocyjnych warunkach. Coraz częściej jest to jedyny sposób na wyprodukowanie tytułów trudniejszych i bardziej rozbudowanych. Autorzy gry „Namiestnik” zachęcali przyszłych wpłacających bajecznymi grafikami i niebanalną mechaniką. Czy ich obietnice znalazły pokrycie w rzeczywistości?

Fabularnie „Namiestnik” odwołuje się do popularnego uniwersum – rosyjskiego dark fantasy „Berserk”. Jest to jednak gra dość abstrakcyjna i poza budującymi klimat rozgrywki ilustracjami trudno się tu doszukiwać jakiejś akcji. Oprawa graficzna zapiera jednak dech w piersiach, postaciom na kartach można się przyglądać godzinami. Oprócz nich w pudełku znajdują się także opatrzone tekstem karty praw, ogromna ilość żetonów oraz zasłonki, za którymi będą one ukrywane.

Partia toczy się przez dwanaście rund, a każda z nich składa się z dwóch faz: aukcji i rozwoju. W tej pierwszej odkrywane są nowe karty postaci, umieszczane pod jedną z kart licytacji, które odpowiadają czterem kolorom żetonów kamieni szlachetnych: żółtemu, czerwonemu, zielonemu i niebieskiemu. W pierwszej rundzie dostępne są tylko cztery postaci, ale te, które nie zostaną wybrane, będzie można jeszcze zdobyć w kolejnej – przy większości aukcji wybór bywa zatem większy. Następnie gracze decydują, o którą postać zamierzają zawalczyć, sięgają po odpowiedni kolor żetonu zza swojej zasłonki i zaciskają go w pięść. Gdy wszyscy są już gotowi, ujawniają swoje wybory. Jeśli tylko jedna osoba sięgnęła po dany kolor, to problemu brak, przejmuje ona po prostu postać leżącą przy odpowiedniej karcie licytacji . Gorzej, jeśli wskazania dwóch lub więcej osób są identyczne. Tutaj pojawia się mechanizm, który jednym może się podobać, a drugich nieco zniechęcić do tego tytułu. Jeśli przy danym kolorze karty licytacji znajdują się dwie postaci, to gracze mogą spróbować się dogadać, komu przypadnie która karta. Jeśli jednak zgody nie ma, to żetony przepadają, a rywale mają jeszcze dwie kolejne szanse, by coś zdobyć. Istnieje także opcja pokazania pustej ręki i pobrania w zamian trzech dowolnych kamieni szlachetnych. Jeśli naprawdę bardzo nam zależy, możemy także zamiast kamienia zagrać zdobyty wcześniej żeton miecza, mamy wtedy prawo wybierać przed innymi. Jest to jednak mało opłacalne rozwiązanie, gdyż każdy miecz, który zachowamy do końca gry, może kosztować przeciwników punkty ujemne. Tak czy owak, podczas fazy licytacji każdy ma prawo zdobyć tylko jedną kartę, od  dobrego rozeznania w sytuacji na stole będzie zależało, jak wiele środków będziemy musieli na to poświęcić.

Faza rozwoju składa się z trzech rund zagrywania kart. Tu również gracze podejmują decyzje jednocześnie, w każdej z nich wybierając kartę do powiększenia swojej piramidy władzy. Jakie zasady panują przy jej tworzeniu? Maksymalnie może się ona składać z pięciu poziomów, a żeby dołączyć kartę wyższego poziomu, muszą się pod nią znaleźć dwie karty niższego. Każdą postać charakteryzuje kilka współczynników. Im wyżej chcemy ją położyć, tym więcej musimy na to wydać kamieni szlachetnych. Każdy poziom oferuje inny zysk, te na samym szczycie są oczywiście najbardziej wartościowe. Ponadto każda karta postaci u dołu i w dwóch górnych rogach ma fragment kolorowego koła. W trakcie budowy piramidy można się starać tak dokładać postaci, by tworzyć pełne, jednokolorowe kręgi i zyskać odpowiadające im kamienie szlachetne. Poza kartami postaci w grze występują również karty praw. Dokłada się je do piramidy na tej samej zasadzie, a każda oferuje inną zdolność. Czasem są to premie jednorazowe, natychmiastowe, innym razem prawa zadziałają dopiero podczas ostatecznego podliczania.

A jakie nagrody oferują postaci? Najprostsze to możliwość dobrania kart, zniżka na kolejne, punkty zwycięstwa bądź dodatkowe kamienie szlachetne. Oprócz tego do zdobycia są żetony specjalne, które definiują często podejmowaną przez graczy strategie. Można się skupić na zbieraniu żetonów magii oraz żetonów premii za magię. To, ile będą warte pierwsze z nich, zależy od sumy tych drugich. Innym sposobem na pokaźne dochody jest pójście w żetony premii za koła określonego koloru. Oprócz wyżej wspomnianych mamy jeszcze żetony nauki zwiększające dobór kamieni szlachetnych, oraz tarcze, które na koniec gry chronią graczy przez żetonami mieczy przeciwników. Jakby tego było mało, obłowić można się jeszcze na zestawach żetonów (obrony, magii i nauki), które przynoszą aż dwanaście punktów. Jak widać, sposobów na zwycięstwo jest bardzo dużo, co stanowi jeden z głównych atutów tej pozycji.

Po zapoznaniu się z „Namiestnikiem” większość osób wyraża się o nim przychylnie. Gra nie powiela schematów, zasady są przystępne, a możliwości kombinowania bardzo satysfakcjonujące. No i te genialne ilustracje! Z interakcją bywa różnie, niby każdy buduje swoje, nie można nic niszczyć przeciwnikom, za to licytacje potrafią być mocno zacięte. Gra sprawdza się podobnie przy każdym zestawie graczy, przy dwóch jest jednak nieco za mało przepychanek i rozgrywka może przerodzić się w pasjans. Warto wtedy wprowadzić opcjonalny wariant, generujący wirtualnego przeciwnika. Z plusów warto jeszcze wymienić to, że większość poczynań wszyscy wykonują jednocześnie, nie ma zatem przestojów. Istnieje też spora liczba strategii, można się skupić na tworzeniu okręgów, można pójść w naukę lub w zbieranie setów żetonów, po prostu ciułać punkty zwycięstwa albo robić wszystko po trochu. Czy „Namiestnik” posiada jakieś wady? Drobną może być jakość kart, przy częstym użyciu mają tendencję do przecierania się. Jeśli chcemy, żeby posłużyły nam dłużej, to nieodzownym będzie zainwestowanie w odpowiednie koszulki. Zastrzeżenie można mieć także do niektórych kart praw, kilka z nich jest wyraźnie silniejszych od innych i nie wysilając się zbytnio, można zyskać dzięki nim pewną przewagę, ale jest to drobiazg do przełknięcia. „Namiestnika” należy mimo wszystko zaliczyć do produkcji bardzo udanych. Kickstarter może być zatem bardzo przydatnym narzędziem dla ludzi z pasją i dobrym pomysłem.

 

„Namiestnik”
projekt: Yuri Zhuravlev
grafiki: Dmitry Burmak, Sergey Dulin, Pavel Guzenko, Anna Ignatieva, Ilya Komarov, Kate Maximovich, Dmitry Prosvirnin, Uildrim
wydawca w Polsce: Games Factory Publishing

 

alt
{gallery}namiestnik{/gallery}