Archiwum
15.01.2016

Rolnik z La Granji

Jakub Małecki
Gry

W każdym szanującym się wiejskim gospodarstwie pracy jest pod dostatkiem. Trzeba oporządzić zwierzęta, zebrać plony, dostarczyć je odbiorcom, pomyśleć o rozbudowie potrzebnych pomieszczeń. Ten kompleksowy charakter działań sprawia, że autorzy gier ekonomicznych z dużą chęcią sięgają właśnie po tę tematykę. Pod planszówką „La Granja” o codziennych zmaganiach na hiszpańskiej farmie podpisał się mało znany duet twórców, mający do tej pory na koncie zaledwie jeden tytuł, który przeszedł raczej bez echa. Ich nowa produkcja mierzy jednak bardzo wysoko. Trudno się dziwić, bo źródłem inspiracji zostali najświetniejsi autorzy gier planszowych, ze Stefanem Feldem i Uwe Rosenbergiem na czele.

Rozgrywka „La Granji” toczy się na dwóch obszarach. Plansza główna przedstawia targ i budynki rzemieślnicze, do których dostarczane będą towary, widnieją na niej także pola przychodu oraz tor sjesty. Jak wiadomo, na południu ludzie cenią sobie przerwy w godzinach pracy, punktowane będzie więc między innymi to, jak wiele czasu damy naszym pracownikom na zregenerowanie sił. Oprócz tego każdy gracz dysponuje własną planszą gospodarstwa rolnego, o które trzeba jak najlepiej zadbać. Najistotniejszym elementem „La Granji” są jednak karty, zagrywane na cztery sposoby. Rozkładane są one w specjalnie do tego przeznaczonych miejscach wokół plansz graczy. U góry każdej z nich wycięto trzy otwory, w które można wsunąć wybrane kartoniki. Należy je wtedy traktować jako wózki towarowe, które czekają na zapełnienie konkretnymi towarami. Karty wsuwane z prawej strony farmy będą jej rozszerzeniami, po lewej z kolei jest miejsce na pola uprawne. U dołu znajdują się natomiast trzy wcięcia dla zatrudnionych pracowników i to właśnie oni mają największy wpływ na obierane przez graczy strategie. Wszystkie podejmowane działania oznaczane są za pomocą drewnianych znaczników. Są one jednolite, nie tak urozmaicone jak chociażby w „Agricoli”, w której każde zwierzę czy warzywo ma osobny kształt i kolor. W tym przypadku drewienko symbolizuje ten zasób, który jest akurat składowany w danym miejscu.

Rozgrywka trwa sześć rund, a te składają się z czterech faz. W Fazie Farmy mamy możliwość zagrania jednej karty, po czym dobieramy je do naszego aktualnego limitu. Następnie należy pobrać przychód, o ile jakiś nam przysługuje, po czym na polach wzrastają zasiewy, a w chlewikach rodzą się młode. Ostatnia czynność tego etapu to możliwość zakupu fragmentu dachu dla naszej farmy, które dają jednorazowe efekty. Faza Dochodu zaczyna się od rzutu kośćmi i umiejscowienia ich na polach zależnych od tego, ile oczek wypadło. Gracze wybierają wtedy dla siebie po dwie kości, a z efektu ostatniej pozostałej korzystają wszyscy razem. W Fazie Transportu zaś zagrywane są żetony posiadające pewną kombinację symboli sjesty oraz osłów. Decydują one o tym, ile czasu poświęcimy na odpoczynek, a ile na dostawy na targ i zapełnianie wózków.

Wszystkie te działania zmierzają do czerpania jak największych zysków i zdobywania potrzebnych bonusów. Wreszcie zostaje już tylko podliczyć punkty za zajmowane miejsca na torze sjesty oraz znaczniki na targu i można szykować się do następnej rundy. Na końcu gry mamy możliwość sprzedania wszelkich nadmiarów, które zostały nam na planszy, a później zamiany gotówki na punkty zwycięstwa. Kto zbierze ich najwięcej, zostaje wiejskim potentatem.

„La Granja” to kawał solidnej eurogry. Może nie proponuje niczego nowego, ale za to czerpie pełnymi garściami z najlepszych wzorców. Mamy przetwarzanie surowców, jest handel, są pomocnicy, stawiani jesteśmy bezustannie przed ciekawymi wyborami. Z początku pewien problem może sprawiać nauczenie się terminologii, można się pogubić w tym, czym są plony, czym zasoby, a które to towary. Pierwsza partia w całości przebiega z instrukcją w ręku. Na szczęście plansze są przejrzyste i łatwo dostrzec na nich to, czego akurat poszukujemy. Bardzo przydają się pomoce graczy z rozpiską tego, co może nas spotkać. Najwięcej zamieszania bywa ze zdolnościami pomocników, ich działanie pokrótce przedstawione jest na kartach, ale po szczegóły trzeba zaglądać do specjalnej książeczki. Co do niektórych można mieć wątpliwości, odpowiedzi można jednak szybko znaleźć w internecie. „La Granja” dobrze się skaluje, przewidziano nawet wariant solo, stanowiący dobre wprowadzenie dla osoby, której przyjdzie potem tłumaczyć zasady. Cieszy też to, że często do samego końca nie wiadomo, kto jest najbliżej wygranej – dzięki temu, a także z powodu różnorodności cech pomocników do gry chce się wracać, nawet dzień po dniu.

 

„La Granja”
autorzy: Michael Keller, Andreas „ode.” Odendahl
grafiki: Harald Lieske
polski wydawca: G3
2014

alt