Archiwum
04.08.2015

Potrzebuję dla mojej ballady tytułu…

Jakub Małecki
Gry

Niedawna premiera najnowszej części komputerowego „Wiedźmina” sprawiła, że część sklepów sprzedających ten tytuł otwierana była już o północy, a najzagorzalsi fani byli gotowi do nie lada poświęceń, by wymarzone pudełko trafiło jak najszybciej w ich ręce. Świat gier planszowych musi jeszcze poczekać na wyzwalanie tak dużych pokładów emocji przy okazji debiutów najbardziej oczekiwanych tytułów, co nie zmienia faktu, że wiele osób śledziło z dużym zainteresowaniem doniesienia o powstawaniu planszówki opartej na sadze Andrzeja Sapkowskiego.

Pozycja ta należy do gatunku gier przygodowych, znajdziemy więc w planszowym „Wiedźminie” wszystko, co dla nich charakterystyczne: podróże, walki i rozwój postaci. Do wyboru dostajemy czwórkę najbardziej rozpoznawalnych bohaterów: Jaskra, Yarpena, Triss Merigold oraz samego Geralta z Rivii. Każdy z nich dysponuje unikalnym zestawem cech, zdolności i mocy, które wpływają znacznie na sposób prowadzenia rozgrywki.

W porównaniu do jednego z prekursorów, gry „Talisman: Magia i Miecz”, zostało wprowadzone kilka innowacji. Przede wszystkim plansza nie ogranicza wyboru kierunków do prostego „w lewo bądź w prawo”. Tutaj poszczególne lokacje połączone są ze sobą liniami na różne sposoby, dając wrażenie większej swobody. Inną zmianą na lepsze jest to, że bohater nie może już nam zginąć w trakcie przygody. Nie było nic bardziej irytującego niż konieczność wyboru nowej postaci, gdy poprzedniej z powodu nieszczęśliwego splotu okoliczności przydarzyło się zebrać zbyt wiele ran. Tym razem otrzymywane razy spowalniają jedynie dążenie do upragnionego celu, a tym nie jest już pokonanie końcowego potwora, tylko jak najszybsze wypełnianie powierzonych nam misji.

Na początku partii gracze otrzymują po dwie karty zadań, z których zatrzymują jedną. Przedstawiony jest na nich cel główny, którym może być zebranie określonych zasobów, stoczenie walki czy przybycie do wskazanej lokacji. Po spełnieniu założenia misji, gracz zdobywa określoną liczbę punktów, musi także zmierzyć się z konsekwencjami jej zakończenia. Następnie należy wybrać kolejne zadanie do wykonania, a rozgrywka kończy się, gdy ktoś ukończy ich trzy. Nie oznacza to jednak natychmiastowego zwycięstwa – „Wiedźmin” byłby tylko prostym wyścigiem, gdyby nie zadania poboczne. Nie ma przymusu ich podejmowania, ale to właśnie one mogą przechylić szalę na naszą korzyść.

Tura gracza składa się z dwóch akcji. Wspólne dla wszystkich postaci są podróż, śledztwo, rozwój i odpoczynek. Ponadto każdy bohater posiada swoją akcję specjalną. W przypadku Geralta jest to ważenie mikstur, Triss może przygotowywać zaklęcia, Jaskier – zarabiać na śpiewaniu, a Yarpen korzysta z pomocy swoich kompanów. Po wykonaniu akcji przychodzi czas na zmierzenie się z przeszkodą. W zależności od aktualnego miejsca pobytu będzie to jakaś poczwara lub karta złego losu. W ruch idą wtedy kości walki, przydają się także dodatkowe umiejętności. W gruncie rzeczy nic nie stoi na przeszkodzie, by zaraz po swojej turze obmyślać następne posunięcia z wyprzedzeniem – rozgrywka staje się wtedy znacznie płynniejsza.

„Wiedźmin” to typowy przedstawiciel gatunku, z masą kostek, kart i żetonów. Klimat jest silnie odczuwalny, wielbiciele białowłosego wojownika nie mają pod tym względem powodów do narzekań. Kwestią gustu jest to, jak czujemy się z powodu braku negatywnej interakcji pomiędzy graczami, ale jakże mogłoby być inaczej, w końcu głównymi bohaterami są książkowi sprzymierzeńcy. Postacie mogą się wspierać i handlować ze sobą, przebywając w tej samej lokacji, ale nic poza tym. Przeważnie pozostaje po prostu spokojne czekanie na swoją kolej, umilane czytaniem nastrojowych tekstów, zapisanych na kartach kursywą. Jeśli nie mamy tego typu pozycji w naszej kolekcji, a właśnie się za takową rozglądamy, to warto rozpatrzyć tę kandydaturę.

„Wiedźmin”
autor: Ignacy Trzewiczek
grafiki: Damien Mammoliti
Fantasy Flight Games

alt