Archiwum
16.07.2018

Poezja, „co pod ręką nie ustaje w biegu”

Jolanta Nawrot
Literatura

Wśród ostatnich debiutów, wydanych nakładem poznańskiego Wydawnictwa WBPiCAK, „Napływ” Emanueli Czeladki spotkał się z dosyć dużym zainteresowaniem czytelniczym i został nominowany do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius”, natomiast „Smuta” Franciszka Limego jest słabo obecna w dyskursie o poezji współczesnej. Okazuje się jednak, że mimo zupełnie odmiennych poetyk, obydwa tomy mają ze sobą dużo wspólnego – łączy je chęć wyrażenia nagromadzonych ulotnych wrażeń i emocji oraz nakierowanie na płynność języka poetyckiego, jego związki z żywiołem wody.

Wiersze Limego w swojej formie przypominają haiku, ale z pewnością klasycznym haiku nie są. Choć stanowią krótkie utwory trzywersowe, nie mają stałego układu sylabicznego 5-7-5, a kluczowym tematem nie jest dla nich natura. Miniatury poetyckie Limego, podobnie jak poezja japońska, wyrażają smutek podmiotu lirycznego i przepełnione są nastrojem samotności. Świat jest zasłoną, za którą osoba mówiąca w wierszach wyraża swoją tęsknotę, a może nawet rozpacz wynikającą z przemijania piękna. Część utworów charakteryzuje się przy tym autotematyzmem, na przykład: „z wierszami jak z oknami / zasłoniętymi firanką za którą / stoi porwane dziecko”; „przyjdź do mnie wierszu / rozłóż po kątach wersy / niech będą potrzaskiem dla pustki”; „stawia się / na czas / wiersza”; „spokoju szuka w poezji / wciąż decydując się na świat / który zaraz podejmie go listem gończym”. Widać, że sztuka poetycka jest dla autora „Smuty” sztuką życia oraz twórczą odpowiedzią na „listy gończe” od świata, który chce współczesnych ludzi całkowicie pochłonąć, zmusić do owczego pędu, pozbawić własnej osobowości. Tym samym Lime podkreśla ocalającą moc poezji i kreuje ją jako miejsce, w którym można odnaleźć spokój, ukojenie, i które pozwala radzić sobie z poczuciem pustki pozbawiającym jednostkę sił witalnych. Być może nie jest to specjalnie oryginalne podejście, ale potrzeba poezji została przez autora wyrażona szczerze, subtelnie i w sposób wyważony.

Nieco dziwi melancholijna refleksyjność wierszy zawartych w „Smucie” ze względu na to, że jest to tom debiutancki, a po debiutach spodziewamy się zwykle buntu, eksperymentu, rozrachunku z dzieciństwem, wyrazistej ekspresji czy społecznego zaangażowania. Jednakże bunt w tym tomie się pojawia, ale podskórnie, pośrednio, w sposób nieoczywisty. Jest to sprzeciw przeciwko obojętności wobec detali codzienności, a także przeciwko izolacji jednostki i tabuizacji śmierci: „woli gdy jesteś martwy / krzyku niesiony w głosy / na niebie zakrytym przez ptaki”; „tylko oddechy izolują nas / od braku oparcia w powietrzu / które nigdzie nie ruszyło się z miejsca”. Pojawia się więc tutaj niemy krzyk jako wyraz świadomości niemożliwości zakotwiczenia w świecie, który cechuje się niestabilnością, nieustannym ruchem, nie daje poczucia bezpieczeństwa. Dlatego w tomie Limego „rozlewa się smuta”, a spojrzenie podmiotu lirycznego jest chłodne, zamrażające, próbuje wykreować „zimowy świat”, a więc taki, który się zatrzymał.

Podczas gdy świat poetycki Limego „odpływa w stronę / wyspy umarłych”, Czeladka zdecydowanie stoi po stronie życia, które według niej sytuuje się pomiędzy tym, co stałe i niezmienne, a tym, co nagłe, gwałtowne, nieprzewidywalne lub nieuniknione – jak deszcz czy burza: „przecież zaraz miało padać pranie zdjąć zamykać okna / matka już nie chciała mówić ratowałam co się da / nasiąkłe pierzyny zbyt ciężkie na moje oczy” („po brzegi”). Przy tym poetka podzieliła swoje utwory na kilka części: „Wezbranie”, „Wieleset”, „Spiętrzenie”, „Przystęp”, „Hydra”, „Podsiąknięcie”. Podział ten odzwierciedla chęć uwolnienia się z przytłoczenia sprzecznymi emocjami (smutkiem i radością, poczuciem sprawczości i bezradnością, nadzieją i rezygnacją) oraz uwypukla chęć wydobycia się z ograniczeń, które nakłada na nas cielesność. Obydwa dążenia doprowadzają do sytuacji kryzysowych, jak w wierszu „dron”, w którym „ciało czeka w niebezpiecznej odległości od nadjeżdżającego pociągu”. Co ciekawe, w tym utworze dochodzi do rozdzielenia materialnego i duchowego wymiaru egzystencji. Dlatego „ciało przelewa się na tory” i po zderzeniu z „wielkim cielskiem” pociągu, w tym z jego „zielonym pyskiem”, podmiot liryczny mówi: „zwinąłem ciało jak karimatę / ognisko przydeptałem / węgiel schowałem potem zasnąłem / a wraz ze mną moje drony by było nam razem bezpiecznie”. W ten sposób wyraża on swoje zdystansowanie wobec cielesności, próbuje patrzeć na nią krytycznie, z zewnątrz, ponieważ to ona niejako pcha człowieka ku śmierci.

Wspominając o cielesności w wierszach Czeladki, warto zauważyć, że opisywane przez nią ciało nie jest jedynie męskie lub jedynie żeńskie. Płynność w poezji kołobrzeskiej poetki przejawia się bowiem między innymi w częstej zmianie perspektywy – raz posługuje się ona podmiotem-mężczyzną, raz podmiotką-kobietą. Co więcej, zarówno mężczyźni, jak i kobiety są równoprawnymi bohaterami jej twórczości. Szczególnie istotne są postacie matki, babci i syna oraz związane z nimi ciągłość istnienia i niestabilność ról. W wierszu „notatka” możemy przeczytać: „karmiłam babcię jakby była moim dzieckiem / a przecież nim nie była / cieszyła mnie bezpieczna odległość / pomiędzy łyżką a ustami”. Mężczyźni i kobiety są również przez Czeladkę na przemian poddawani zabiegowi generalizacji oraz indywidualizacji. Dwa ostatnie wersy utworu „parasolka” brzmią: „dowiedzmy się jak pachną włosy mężczyzn po deszczu jak kobietom rozmazują się oczy / w zmąconej kałuży ujrzę twój ból a ty dostrzeżesz moją bezradność”, a dwa początkowe wersy wiersza „pomiędzy” to: „mężczyzna który wszedł do windy nie wniósł żadnego zamiaru nerwowo pociągał za brzeg / kołnierzyka usiłując złapać równowagę choć lepiej byłoby dystans”.

Czeladka świetnie operuje słowem, tworząc wielopoziomowe wiersze wolne ze swobodnym podziałem na kilkuwersowe strofy, niekiedy dystychy. Potrafi budować interesujące obrazy poetyckie, często bardzo zmysłowe: „twój czarny sweter łasi się do mnie jak kot / wciągam go na siebie leniwie przez głowę rękawy przydługie na tyle / by można było związać jeden koniec z drugim”. Płynnie przechodzi od skojarzenia do skojarzenia oraz bawi się znaczeniem słów. Często wykorzystywanym przez nią środkiem stylistycznym jest apostrofa – ze względu na to, że poetka próbuje oddać dialogiczny charakter kontaktów damsko-męskich czy też próbę nawiązania prawdziwych, dwustronnych relacji międzyludzkich. Natomiast miniatury poetyckie Limego są oszczędniejsze w formie, przypominają błyski, kadry z rzeczywistości poddawanej refleksji. Są bardziej wyciszone, nienarzucające się, wyrażają osobiste przemyślenia czy żal po tym, co utracone. Dla obydwojga poetów poza świadomością konieczności ciągłego sprawdzania przystawania dynamicznego języka do zmieniającej się rzeczywistości wspólna jest potrzeba bliskości – zarówno ze światem, z drugim człowiekiem, z własnym ciałem, jak i z systemem językowym właśnie. Dlatego debiutanckie wiersze Franciszka Limego i Emanueli Czeladki – ich poezja „co pod ręką nie ustaje w biegu” – intrygują. Serdecznie zachęcam więc do zapoznania się ze „Smutą” i z „Napływem”.

 

Franciszek Lime, „Smuta”
Wydawnictwo WBPiCAK

Poznań 2017

Emanuela Czeladka, „Napływ”
Wydawnictwo WBPiCAK

Poznań 2017