Archiwum
26.04.2012

„Ożenek” hybrydyczny

Tomasz Kowalski
Teatr

Wyreżyserowany przez Monikę Dobrowlańską „Ożenek” to kolejna odsłona prowadzonego przez Teatr Wielki cyklu „Opera kieszonkowa”, w ramach którego prezentowane są kameralne utwory operowe. Realizacja ta odbiega jednak od innych przedstawień, z jakimi dotychczas mieli okazję zapoznać się widzowie.

Ze względu na to, że Modest Musorgski skomponował zaledwie część pierwszego aktu opery, po czym zarzucił pracę nad nią, twórcy spektaklu postanowili uzupełnić istniejące libretto tekstem komedii Gogola, na której opierał się kompozytor. Powstało więc dzieło hybrydyczne, łączące teatr muzyczny z teatrem mówionym, a śpiewaków wsparli aktorzy Teatru Polskiego, w koprodukcji z którym przygotowywane było przedstawienie.

W pierwszym akcie niewielką przestrzeń w Sali Drabowicza wypełnia w dużej części sporych rozmiarów łóżko, na którym przez niemal cały czas leży Podkoliosin (Andrzej Ogórkiewicz) – podstarzały kawaler, mający wprawdzie świadomość, że wypadałoby się ożenić, ale jednocześnie niespecjalnie palący się, by uderzać w konkury. Do działania zachęca go Koczkariow (Bartłomiej Szczeszek), który usilnie stara się ożenić przyjaciela, tym bardziej że swatka Fiokła Iwanowna (Jolanta Podlewska) poczyniła już pewne kroki, by znaleźć odpowiednią kandydatkę.

Ze względu na specyficzną konstrukcję akcji oraz wyraźne, sztywne dyspozycje Musorgskiego, dotyczące wykonania utworu (kompozytora interesowały w tym czasie zagadnienia umuzykalnionej mowy, a w jego operze dominują partie recytatywne, nie ma więc choćby klasycznych arii), pierwszy akt jest dosyć statyczny, a efekt ten potęguje jeszcze niewielki ruch sceniczny. Operowa część spektaklu, wykonywana w języku rosyjskim, służy zatem przede wszystkim jako zawiązanie akcji, przygotowanie pola dla jej wyraźnego przyspieszenia w akcie drugim.

Po przerwie miejsce łóżka zajmuje na scenie atrapa fortepianu – wielofunkcyjna, bo służąca chociażby jako kredens (ciekawy i funkcjonalny pomysł Hanny Sibilski, autorki scenografii). Postacie zrzucają XIX-wieczne kostiumy, ubrani są współcześnie. Akcja przenosi się do domu Agafii Tichonowny (Anna Sandowicz), gdzie zjawiają się kawalerowie starający się o jej rękę. Stypizowani przez Gogola, wszyscy równie dalecy od ideału, niezmiennie budzą uśmiech politowania.

W roli Jajecznicy dobrze sprawdza się Wojciech Kalwat, zainteresowanie budzi też Tomasz Raczkiewicz jako Żewakin – sztywny, zamknięty w wojskowej formie kapitan, rozmawiający z innymi i poruszający się, jakby wciąż był w armii. W jednej ze scen wskakuje jednak na fortepian i brawurowo wyśpiewuje Agafii pieśń „’O sole mio” (to jeden z momentów, w których hybrydyczna konstrukcja spektaklu ujawnia swój potencjał, a zestawienie aktorów operowych i dramatycznych daje ciekawy efekt). Choć cały drugi akt grany jest w konwencji teatru mówionego, nie zrezygnowano też zupełnie z muzyki Musorgskiego, która towarzyszy co jakiś czas aktorskim działaniom.

Trzeba, niestety, powiedzieć, że jak na „kieszonkowe” przedstawienie sporo jest tu elementów niezrozumiałych, przypadkowo zresztą układających się w spinającą spektakl klamrę. Na początku pojawia się bowiem krótka projekcja wideo, ukazująca biegnącego przez zboże chłopca, dla której trudno znaleźć w dalszej części przedstawienia jakieś uzasadnienie. Podobnie rzecz ma się z finałem: pada w nim oczywiście nieśmiertelne Gogolowskie „z samych siebie się śmiejecie”, jednak w zestawieniu z budowanym we wcześniejszej scenie dramatyzmem wydaje się ono nieuzasadnione i sprawia wrażenie, jakby doklejono je na siłę.

Niekonsekwencji i wątpliwych rozwiązań znaleźć można w spektaklu więcej, zwłaszcza jeśli chodzi o konstrukcję postaci. Do końca nie przekonuje chociażby Anuczkin (Andrzej Szubski), który w inscenizacji Dobrowlańskiej został przedstawiony jako stereotypowy gej. Można oczywiście uznać, że operowa konwencja unieważnia pytania o spójność postaci, zastanawia jednak także poprowadzenie roli Agafii Tichonownej, która chwilami jawi się jako trzepoczący rzęsami, rozkapryszony i naiwny podlotek na wydaniu, by w innych scenach sprawiać wrażenie kobiety w pełni świadomej opresyjności sytuacji, w której się znajduje.

„Ożenek” pokazany we współczesnym kostiumie nadal bawi, jest to jednak przede wszystkim zasługa sprawnego pióra rosyjskiego dramatopisarza. Uzupełnienie libretta tekstem dramatycznym okazało się pomysłem trafionym, nie najgorszy rezultat przyniosło też połączenie dwóch zespołów aktorskich, mimo że różnice w sposobie gry w niektórych scenach są aż nader wyraźne. Chociaż w inscenizacji Dobrowlańskiej spod komediowego sztafażu przebijają co jakiś czas tony nieco bardziej dramatyczne, nie służą one jakiemukolwiek przewartościowaniu. Wprawdzie raczej nie o reinterpretację Gogolowskiej komedii tutaj chodziło, ale podjęcie takiej próby mogłoby przynieść ciekawe efekty.

Nikołaj Gogol, „Ożenek. Zdarzenie całkiem niewiarygodne w 2 aktach według Modesta Musorgskiego i Mikołaja Gogola”
reżyseria: Monika Dobrowlańska
kierownictwo muzyczne: Krzysztof Słowiński
scenografia i kostiumy: Hanna Sibilski
choreografia: Natalia Draganik
Poznań, Teatr Wielki
premiera: 31.03.2012

Fot. Katarzyna Zalewska

alt