Archiwum
09.12.2010

Liczby i nerwy

Adam Kruk
Film

Początkowo o tegorocznej edycji festiwalu Plus Camerimage było głośno ze względu na przeprowadzkę imprezy z Łodzi do Bydgoszczy. Potem zamieszania medialnego narobił przyjazd Darena Aronofsky’ego i Keanu Reevesa.

Dzięki nim (choć ciekawych gości było dużo więcej) dedykowany głównie operatorom filmowym festiwal zabłysnąć mógł w świadomości masowej. Dzień po zakończeniu imprezy odbyła się druga tura wyborów samorządowych i okazało się, że w Bydgoszczy zmienią się władze, co może postawić pod znakiem zapytania przyszłość festiwalu w tym mieście. Kto wie, czy za rok, przy okazji Camerimage, znów nie przyjdzie przejechać się gdzie indziej. Bo choć Camerimage jest najbardziej międzynarodowym polskim festiwalem, sprawia też wrażenie mocno nerwowego.

Nerwowych bywało także wiele filmów wyświetlanych na festiwalu, a przynajmniej one właśnie zrobiły największe wrażenie. Mam tu na myśli przede wszystkim oszałamiające, australijskie „Królestwo zwierząt”, które zgarnęło nagrodę zarówno za debiut operatorski (Adam Arkapaw), jak i reżyserski (David Michôd). Film uderzający swoją brutalnością niczym obrazy Francisa Bacona, pokazuje dżunglę zależności, w której człowiek staje się zwierzyną – zaszczutą, kalkulującą, jak przetrwać. Jedynym rozwiązaniem jest symbioza z silniejszymi okazami, jednak to zemsta, której nie dopuszczają się zwierzęta, staje się zasadą porządkującą życie bohaterów „Królestwa zwierząt”. Kwestie honoru i podtrzymywanie mafijnego, ale też uniwersalnego mitu rodziny prowadzą do rewanżyzmu. Film będący rewelacją festiwalu i swoistą odpowiedzią na „Proroka” Jacquesa Audiarda, wchodzi niebawem na ekrany polskich kin.

Jasnych punktów było więcej. Jeżeli wyróżnić przewodnie tropy festiwalowej selekcji, nie wzbijając się na wyżyny abstrakcji (niemal każdy film traktuje o np. miłości) i mając w pamięci to, że każdy widz wybiera na festiwalu inne filmy (toteż otrzymuje inny obraz imprezy), wbiły mi się do głowy trzy powtarzające się podczas festiwalowych projekcji motywy.

Dziwnym trafem, dominującym motywem filmów wyświetlanych w Bydgoszczy stała się cierpiąca górna kończyna. Rannych rąk naliczyłem 7. Paradowali z nimi bohaterzy filmów pokazywanych w retrospektywach: poza znanym „Upadkiem” Joela Schumachera (przewodniczący jury Konkursu Etiud Studenckich), „Requiem dla snu” Aronofsky’ego, gdzie Jaredowi Leto wdało się zakażenie po nadużywaniu żył, w akcie rozpaczy skaleczyła się też Margit Carstensen w „Gorzkich łzach Petry von Kant” Rainera Wernera Fassbindera, wyświetlanych w ramach przeglądu filmów nakręconych kamerą Michaela Ballhausa. Bez ręki skończył także bohater laureata tegorocznego Złotego Niedźwiedzia, filmu „Submarino” Thomasa Vinterberga, który w złości pobił się z budką telefoniczną. Namiętnej autoagresji oddaje się również Natalie Portman w „Czarnym łabędziu”. W tym nerwowym (a jakże!) filmie piękność zdziera paznokcie do krwi. A może jedynie halucynuje? W kaleczeniu rąk najdalej posunął się Danny Boyle, tematyzując bolącą łapkę. Protagonista jego najnowszego obrazu „127 godzin”, grany przez Jamesa Franco (wystąpił też w roli Allen Ginsberga w pokazywanym na Camerimage „Skowycie” Roba Epsteina i Jeffreya Friedmana), ląduje w jaskini, a dłoń przygważdża mu skała, pozostawiając chłopaka w sytuacji – wydawałoby się – beznadziejnej. Mniej poważnie kaleczy się bohater „Undertow” Javiera Fuentesa-Leóna. Doświadcza natomiast kontaktu z duchami zmarłych, których też niemało pałętało się po bydgoskich salach kinowych.

Pośmiertne życie powtórzyło się na festiwalu aż czterokrotnie. Tajniki życia pośmiertnego zgłębiał Clint Eastwood w intrygującym, ale i irytującym „Medium” na podstawie scenariusza Petera Morgana („Królowa”, „Frost/Nixon”). Eastwood stanął tu w obronie wszystkich wierzących w świetlisty tunel i bynajmniej nie ograniczył się do jednego kontynentu (historia rozpisana jest na wątek amerykański, francuski i angielski). Nie wszystek umarł bohater imponującego „Wkraczając w pustkę” Gaspara Noé – naczytawszy się przed śmiercią „Tybetańskiej księgi umarłych”, krążył zespolony z kamerą po Tokio, obserwując swoją siostrę i towarzyszy zakończonego właśnie życia. W rzeczonym, wzruszającym „Undertow” akcja toczy się w peruwiańskiej wiosce Cabo Blanco, którą niegdyś upodobał sobie Ernest Hemingway. Zagubiony Miguel oddaje się konwersacjom z duchem swojego zmarłego kochanka. Wizje te ustaną dopiero po rytualnym pogrzebie – ceremonii powierzenia ciała wodzie. W końcu żywe trupy pojawiają się w hollywoodzkim „After.life” Agnieszki Wójtowicz-Vosloo – filmie nekrofilskim, jak mawiano w Bydgoszczy, komentując nagą i bladą Cristinę Ricci, uwijającą się niezgrabnie w filmie.

Skupiając się na ziemskich przyjemnościach, zauważyłem, że bohaterowie filmów festiwalowych 2 razy zamawiali kaczkę w chińskiej restauracji. Jedli ją Keanu Reeves z Verą Farmigą w „Henry’s Crime” Malcolma Venville, filmie, którego pokaz spontanicznie zorganizowany został z okazji przyjazdu gwiazdy, przesuwając seans „Flamenco Flamenco” Carlosa Saury o kilka dni. Decyzja ta była dość odważna, bo Reeves pokazał się na scenie i zniknął, zmuszając widzów do oglądania tego zupełnie niepotrzebnego filmu. Ale co gwiazda, to gwiazda. Kaczkę zamówili też bohaterowie „After.life” – Ricci i Justin Long zjeść jej jednak nie zdążyli, bo kolacja została przerwana awanturą, po której dziewczyna zmarła, a raczej zamieniła się w rodzaj zombie. Jej pośmiertne przygody stanowią właściwy trzon filmu – niestety – również nieudanego mimo udziału samego Liama Neesona, który miał odebrać na Camerimage specjalną nagrodę aktorską imienia Krzysztofa Kieślowskiego (ze względu na pogodę, do Bydgoszczy nie dotarł).

Kaczki się zatem jadło, a żaby przyznawało. Cieszy fakt, że główną nagrodę, Złotą Żabę,  otrzymał w tym roku Arthur Reinhard za zdjęcia do „Wenecji” Jana Jakuba Kolskiego. Polak zostawił w tyle nawet Mihaiła Krichmana (Srebrna Żaba za „Milczące dusze” Aleksieja Fedorczenki) i Eduarda Grau (Brązowa Żaba za „Pogrzebanego” Rodrigo Cortésa). Reinhard zresztą, od lat czego się nie dotknie – zamienia w złoto.

 

XVIII Międzynarodowy Festiwal Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych Plus Camerimage
Bydgoszcz, 27.11. – 04.12.2010



Początkowo o tegorocznej edycji festiwalu Plus Camerimage było głośno ze względu na przeprowadzkę imprezy z Łodzi do Bydgoszczy. Potem zamieszania medialnego narobił przyjazd Darena Aronofsky’ego i Keanu Reevesa.