Archiwum
10.10.2016

Tapeta muzyczna dla łowców doznań

Marek S. Bochniarz Adrian Kolarczyk
Rozmowy

Skąd to zainteresowanie muzyką?

Gdy studiowałem kulturoznawstwo, dużo pisałem o sztuce dźwięku. Poznałem człowieka, który komponował muzaki. Na studiach artystycznych, na intermediach, przypomniałem sobie o tym.

 

Dlaczego muzak na wystawie „Zgłośnij” jest taki kiczowato-myśliwski?

Miejsce, w którym jest :SKALA, ma długą i ciekawą historię. Sklep myśliwski stał się nagle galerią sztuki. Pozyskaliśmy zdjęcia od właściciela sklepu. Człowiek, który zajął się skomponowaniem muzyki, pracował w korporacji Muzak i masowo produkował taką muzykę. Nawet nie wiedział, że tego sklepu już tutaj nie ma. Gdy komponował, trwał remont galerii.

 

Jak powstaje muzak?

Zrobienie muzaka opiera się na konkretnych zasadach. Kompozytor dostał plan całej przestrzeni – łącznie z redakcją „Czasu Kultury”, w której była kiedyś rusznikarnia. Dlatego zaproponowałem, żeby otworzyć również przestrzeń redakcyjną i ją także nagłośnić.

 

Czym jest w zasadzie muzak?

Muzak jest związany z psychoakustyką, z percepcją słuchową człowieka. To muzyka do użytku komercyjnego, komponowana bez licencji. Ma twarde reguły, wedle których należy ją pisać i nagrywać. Na wernisażu dobrze było widać, że ludzie dostosowują swój głos do muzyki. Niby ją słyszą, ale muzak nigdy się im nie narzuca.

 

Ale kompozytorowi narzuciłeś niejako to, jak wasz muzak ma brzmieć?

Tak i nie. Gdy bank zleca napisanie muzaka, przyjeżdża ktoś, kto ogląda przestrzeń. Wie, co się w niej robi i w jakich godzinach się pracuje. Patrzy na oświetlenie i bada, jak blisko ulicy dane miejsce się znajduje – czy jest tam głośno, czy cicho. Przestrzeń zawsze narzuca to, jak powstaje muzak. Tworzy się długie programy odtwarzania w konkretnych interwałach.

 

Jaką drogą typowy muzak trafiał do konkretnych przestrzeni?

System nagłaśniający, który jest produktem amerykańskim, nie istnieje już od kilkunastu lat. Ówczesny schemat odtwarzania polegał na tym, że montowano antenę satelitarną i odbiornik podłączony do odtwarzacza CD. Na płycie znajdowały się utwory, które tak naprawdę były tylko skrótami, pobierającymi informacje z satelity. Programy były pobierane satelitarnie i układano je na miesiące, kwartały, a nawet lata. W ten sposób muzaki funkcjonowały do 2010 roku.

 

A teraz?

Obecnie firma zajmująca się ich produkcją nazywa się Mood Media i tworzy też zapachy do przestrzeni. Wykupiła Muzaka i rozwinęła działalność na kolejne pola. Obecnie odeszli od samego komponowana muzyki i projektują nawet konkretne przestrzenie! Jeśli chcesz otworzyć oddział banku, to oni go zaprojektują – z konkretną wykładziną, zapachem i muzyką. W ten sposób stymuluje się pracowników.

W Polsce muzaki chyba nie są tak popularne?

Nie są powszechnie stosowane, ale regularnie na nie natrafiam w różnych miejscach. Na przykład mój dentysta używa muzaka [śmiech]. W sklepie spożywczym w mojej rodzinnej miejscowości też usłyszałem muzaka. To nie radio, a hity z lat 60. grane przez muzyków sesyjnych, zorkiestrowane pod dzisiejsze wymagania i standardy produkcji – dlatego wszystko jest krystalicznie czyste.

Muzak z wystawy „Zgłośnij” został stworzony tylko na tymczasową ekspozycję czy na stałe zagości w redakcji „Czasu Kultury”?

Na pewno będzie go można posłuchać podczas wystawy. A jeśli spodoba się członkom redakcji – będą mogli go odtwarzać.

 

[Wywiad nieautoryzowany]

alt