Archiwum
25.11.2010

„Byłem niemal wszechwiedny, gdy miałem lat 20…”

Maciej Twardowski
Literatura

Pisać o profesorze Leszku Kołakowskim jest niezwykle trudno. Był to z pewnością człowiek obdarzony niezwykłym umysłem, a przy tym szalenie odważny. Świadectwem prawdziwego męstwa jest bowiem umiejętność spojrzenia na siebie z dystansem i odrzucenie utartych we własnym umyśle przekonań. Kołakowski swoim sceptycyzmem pokazał, że jeśli – jako jego duchowi spadkobiercy – możemy być czegokolwiek pewni, to tylko i wyłącznie własnej niepewności.

Trzymając w ręku książkę „Nasza wesoła apokalipsa. Wybór najważniejszych esejów” odczuwam pewien niepokój. Oto bowiem w jednym miejscu udało się zebrać najważniejsze teksty wybitnego polskiego filozofa. Być może najwybitniejszego. O Kołakowskim napisał z okazji jego 80. urodzin Adam Michnik: „Filozof i pisarz, którego stawiamy od dawna już wśród największych mistrzów w dziejach polskiej humanistyki”. „Nasza wesoła apokalipsa” to zbiór esejów, na którym wychowały się pokolenia Polaków. Kształtowały świadomość rodzimych intelektualistów; w konsekwencji zaś – wpływy na historię całego kraju. Miejsca, które nazywamy dziś domem.

W skład kompilacji wchodzą 22 teksty. Artykuły wybrał Zbigniew Mentzel – prozaik i publicysta „Tygodnika Powszechnego”. We wstępie redaktor przyznaje, że zamierzeniem publikacji było „zebranie w jednym, nieprzesadnie opasłym tomie takich tekstów Autora, które jako najważniejsze i najbardziej reprezentatywne dla jego twórczości eseistycznej pomagają zrozumieć, czym w historii myśli polskiej i światowej jest «FENOMEN: KOŁAKOWSKI»”.

Niespełna 400-stronicowa książka to wyprawa przez arkana nie tylko myśli Kołakowskiego, ale także najnowszej historii Polski. Kilku dziesięcioleci czytanych piórem wybitnego filozofa. Człowieka, z jednej strony, intelektualnie wielkiego, z drugiej, tak duchowo bliskiego.

Pierwszym – i zarazem szalenie ważnym – esejem jest „Śmierć bogów”. W tym napisanym w 1956 roku artykule Kołakowski rozprawia się z komunizmem, a także ze sobą samym oraz własnym środowiskiem młodych komunistów, którzy zaślepieni ideą socjalistycznego Lepszego Świata nie potrafią dostrzec, że na ich oczach rodzi się dyktatura elit i bezprawia. „Śmierć…” to świadectwo rozczarowania oraz straconej młodzieńczej wiary, że komunizm przyniesie niebawem wspólny świat bez barier, królestwo wolności pozbawione nacjonalistycznej freazeologii i nierówności społecznych. Kołakowski spojrzał prawdzie w oczy i napisał o tym, o czym niektórzy bali się nawet pomyśleć. Kilkadziesiąt lat później, podczas pogrzebu filozofa, Karol Modzelewski powiedział nad grobem: „[Kołakowski] miał przymus mówienia głośno tego, co my myśleliśmy po cichu. Wyróżniał się absolutem odwagi cywilnej, dlatego stał się naszym przewodnikiem”.

Kontynując wątek polityczny, należałoby wspomnieć o „Tezach o nadziei i beznadziejności” opublikowanych w 1971 roku w paryskiej „Kulturze”. Był to przełomowy esej, który stworzył podwaliny dla opozycji demokratycznej, inspirując powstanie KOR-u i Uniwersytetu Latającego. Tekst ten był nie tylko bezkompromisowym opisem realnego socjalizmu, ale również (przede wszyskim) krytyką inercji polskiej inteligencji i zachętą do działania, aby „stare słowa «wolność», «sprawiedliwość» i «Polska» wypowiadać pełnym głosem”.

Podobny wpływ na kształtowanie się ideałów opozycji miał esej „Sprawa Polska”. Kołakowski opowiada w nim o problemach naszej narodowej tożsamości. Pisze o „sowietyzacji” Polski, która „buduje się jako sytuacja, w której wszyscy wiedzą, że nic nie jest i nie może być naprawdę w mowie publicznej, że wszystkie  słowa utraciły pierwotny swój sens. Tam właśnie sowietyzacja zbiera żniwo, gdzie za wyczyn umysłowy albo za ekstrawagancję szaleńczą uchodzi publiczne użycie słów w ich zwykłym znaczeniu; gdzie jest rzecza samo przez się zrozumiałą, że mowa publiczna nie ma zgoła nic wspólnego z «prawdziwym życiem» a prawdziwe życie to: błoto na ulicy, kaszanka na talerzu, podanie o mieszkanie, podwyżka, obniżka, jabłka podrożały, nie dać sobie świni podłożyć, nie ma frajerów, urwać, poderwać, zarwać, wyrwać, podłapać, załatać, kac, lekarstwo, pogrzeb”. Dla Kołakowskiego degradacja mowy publicznej oznaczała śmierć tożsamości wspólnotowej. Mowa publiczna jest bowiem czymś, co ją kształtuje. A jej zniekształcenie niszczy w człowieku poczucie bycia podmiotem dziejów: „Kultura narodowa nie przechowania wymaga, ale obrony czynnej i w złej wierze żyje ten, kto powiada, iż nie wie, co to znaczy”.

Wagę dwóch powyższych esejów podkreśla we wstępie Mentzel, pisząc, że „stały się intelektualnym aktem założycielskim powstającej w PRL-u opozycji demokratycznej”.

Oczywiście, kompilacja nie ogranicza się tylko do polityki. Pośród esejów znajdziemy również na przykład „Jezus Chrystus – prorok i reformator”, w którym Kołakowski zaczyna publicznie manifestować swoje przemyślenia dotyczące zależności pomiędzy marksizmem a religią. W tekście tym autor pisał znamiennie: „Jeżeli w końcu – zgodnie z naszą niepewną nadzieją – świat chrześcijański okaże się zdolny do istotnej naprawy i przemiany, to siły samonaprawcze będzie czerpał tylko z własnego źródła […] może tedy odtwarzać tę [samonaprawczą] umiejętność tylko dzięki nieustannej koncentracji na zasobach duchowych, które związane są z imieniem Jezusa. Być może zdołamy dzięki temu uwolnić się kiedyś od ciemnej zmory klerykalizmu, fanatycznego i tępego katolicyzmu, który od czterech stuleci przygniata i sterylizuje naszą kulturę narodową”.

Nie sposób tutaj opisywać po kolei każdy esej wchodzący w skład „Naszej małej apokalipsy”. Ale z pewnością warto jeszcze wspomnieć o kolejnych, niekoniecznie politycznych, tematach podejmowanych przez Kołakowskiego. Takich, jak choćby dobre i złe stron Oświecenia opisywane w eseju „Bałwochwalstwo polityki” lub o kwestiach związanych z wiarą i niewiarą („Troska o Boga w pozornie bezbożnej epoce”). W zbiorze nie mogło również zabraknąć należącego do kanonu Kołakowskiego „Jak być konserwatywno-liberalnym-socjalistą? Katechizm”. Jest to z pewnością jeden z najczęściej cytowanych tekstów tego autora.

Trudno zarzucać cokolwiek, jeśli chodzi o wybór esejów – z jednym tylko zastrzeżeniem. W publikacji z pewnością zabrakło dwóch bardzo ważnych tekstów.
Pierwszym z artykułów, których mnie osobiście brak, jest napisany w 1956 roku dla zamkniętego rok później „Po Prostu” manifest „Czym jest socjalizm”. Była to pierwsza publikacja Kołakowskiego skonfiskowana przez cenzurę i pierwsza, która zaczęła funkcjonować poza oficjalnym obiegiem.

Drugim „brakującym” tekstem jest z pewnością wystąpienie Kołakowskiego podczas otwartego zebrania ZMS UW w październiku 1966 roku, którego tematem miał być „Rozwój kultury polskiej w ostatnim dzisięcioleciu”. W praktyce chodziło o podsumowanie dekady od wydarzeń z 1956 roku. Było to wystąpienie kluczowe w życiorycie Kołakowskiego – kulminacyjny punkt jego przemyśleń. Mówił wtedy między innymi, że „to, co nas przygniata, to jest brak perspektywy. Pauperyzacja duchowa. To jest brak oddechu. Brak nadzei. Poczucie stagnacji. Społeczne zniechęcenie, niewiara, brak nadzei związane są z pewnością z niedotrzymaniem, z niespełnieniem tych nadziei, jakie więkoszość społeczeństwa wiązała z październikiem. Postulat odpowiedzialności władzy przed społeczeństwem. Postulat rzeczywistego wpływu społeczeństwa na sposób sprawowania władzy nie został wprowadzony w życie”. Od tego wystąpienia zaczęły się kłopoty Kołakowskiego z władzą.

Do czytania Kołakowskiego nie trzeba nikogo zachęcać. Kołakowski był „duchowym mistrzem liberalnej inteligencji” – jak powiedział ksiądz Józef Tischner. Był to także jeden z nielicznych myślicieli, którym umiejętność myślenia autorionicznego pozwoliła zachować przez całe życie trzeźwy osąd, sceptycyzm i nieprzywiązanie do własnych poglądów, o czym wspominał w 2009 roku podczas uroczystości upamiętniających Kołakowskiego w kaplicy All Souls Collage kanadyjski filozof Charles Taylor, cytując fragment z „Moich jedynych słusznych poglądów na wszystko”: „To prawda, że byłem niemal wszechwiedny (jednak niezupełnie), gdy miałem lat 20, ale – jak ci wiadomo – z wiekiem ludzie głupieją, tak więc mając lat 28, byłem już mniej wszechwiedzący i proces ten postępuje po dziś dzień”.

Pozostaje żal, że proces ten dobiegł już końca.

Leszek Kołakowski „Nasza wesoła apokalipsa. Wybór najważniejszych esejów”
wyboru dokonał i opatrzył wstępem Zbigniew Mentzel
Wydawnictwo Znak
Kraków 2010

Zobacz książkę na stronie Księgarni internetowej ARSENAŁ.



Pisać o profesorze Leszku Kołakowskim jest niezwykle trudno. Był to z pewnością człowiek obdarzony niezwykłym umysłem, a przy tym szalenie odważny. Świadectwem prawdziwego męstwa jest bowiem umiejętność spojrzenia na siebie z dystansem i odrzucenie utartych we własnym umyśle przekonań. Kołakowski swoim sceptycyzmem pokazał, że jeśli – jako jego duchowi spadkobiercy – możemy być czegokolwiek pewni, to tylko i wyłącznie własnej niepewności.