Archiwum
14.01.2014

Krótkie wprowadzenie w (zbyt) długą historię

Tomasz Kowalski
Literatura

W jednym z fragmentów „Życia osobistego” Henryka Grynberga narrator pozwala sobie na dosyć ponurą i gorzką w istocie „zabawę” językową, rozważając podobieństwo niemieckiego słowa „Jude” oraz imienia Judasz. Zaznacza, że język polski „ma pod tym względem sporo własnych, emocjonalnych pułapek. Oprócz «judasza» w drzwiach, który symbolizuje nieufność, oraz […] «judzić» i «podjudzać», polskie dziecko słyszy dźwięk «Żyd» w słowach: brzydki, brzydota, obrzydzenie, obrzydzać, obrzydliwość” (H. Grynberg, „Życie ideologiczne. Życie osobiste”, Warszawa 1992, s. 178–179). Jakkolwiek z etymologicznego punktu widzenia wyrazy te nie mają ze sobą nic wspólnego, a słowa narratora nacechowane są wyraźną goryczą, wynikającą z wojennych i powojennych traum, trudno się nie zgodzić z jednym – wciąż spotkać można osoby odczuwające obrzydzenie z powodu powszechnego ich zdaniem „obżydzenia”, niezależnie od tego, czy miałoby ono dotyczyć światowej gospodarki, polskiego rządu, czy kibiców od niepamiętnych czasów znienawidzonego klubu piłkarskiego.

Bożena Keff ma więc niestety rację, umieszczając w podtytule swojego eseju o antysemityzmie określenie „niezamknięta historia”. Choć w ostatnich latach poświęcono temu problemowi sporo uwagi, nadal trudno mówić o jego rozwiązaniu. Naiwne byłoby też uznanie, że nasze społeczeństwo poradziło sobie z trudnymi kwestiami historii stosunków polsko-żydowskich, zwłaszcza w kontekście II wojny światowej, o czym świadczą chociażby dyskusje poświęcone „Pokłosiu”, naznaczone zwyczajowym już właściwie przywołaniem magicznego terminu „antypolonizm”, czy debata wokół Jedwabnego. Nazwanie kogoś „żydem” nadal budzi negatywne emocje, skoro używa się tego określenia jako wyzwiska lub próbuje w ten sposób zdyskredytować politycznych przeciwników, drukując przedwyborcze ulotki, zawierające „prawdziwe” (czytaj: żydowskie) nazwiska kandydatów.

Można oczywiście stwierdzić, że mówienie o antysemityzmie w Polsce to przesada, a tego rodzaju zjawiska są marginesem lub też nie mają większego znaczenia. Tak też uważają kupujący i sprzedający obrazki z Żydem liczącym pieniądze (które stały się ponoć nawet naszym towarem eksportowym). Problem w tym, że – jak słusznie przekonuje Keff – „ten wizerunek pochodzi z samego serca odwiecznego stereotypu antysemickiego i jest bardzo obraźliwy, co Żydzi (raczej nie ci z Polski) i cudzoziemcy rozpoznają bez wątpliwości, jednak Polacy mają trudność z przypisaniem wizerunku do stereotypu, tak bardzo ten stereotyp jest w Polsce niewidoczny jako stereotyp, bo funkcjonuje jako element rzeczywistości”. Kto nie wierzy, niech wybierze się choćby na poznański Stary Rynek i zobaczy, co można kupić na straganach z pamiątkami. Owszem, sprawa wydaje się błaha, jest jednak symptomatyczna, podobnie jak stwierdzenie „nie jestem antysemitą, ale… (coś jest na rzeczy)”. Tak jakby przyznanie, że w polskim społeczeństwie antysemityzm wciąż miewa się dobrze, a w naszej historii obok kart bardzo pięknych znajdują się także momenty, za które powinniśmy się wstydzić, miało zniszczyć nie tylko dobre samopoczucie narodu, lecz także unicestwić jego podstawy.

Książka Keff nie pretenduje do miana opracowania naukowego, jest raczej przystępnym przewodnikiem po historii kształtowania się rozmaitych aspektów wrogości lub niechęci wobec Żydów. Autorka słusznie zwraca uwagę, że „antysemityzm nie jest takim samym poglądem czy punktem widzenia jak inne poglądy. Nie jest w ogóle poglądem. Nie ma żadnej wartości – poznawczej, intelektualnej ani moralnej. Jest uprzedzeniem”. Opowieść o tym uprzedzeniu Keff zaczyna od nakreślenia tła historycznego, opisując żydowski monoteizm w świecie politeizmu. Przedstawia też dzieje powstania i utrwalenia się wizerunku Żydów jako „zabójców Boga”. Zwraca uwagę na konsekwencje procesu kształtowania się tożsamości religijnej chrześcijan, dokonującego się poprzez odróżnienie od wyznawców judaizmu – między innymi na fakt, że dzieje Jezusa były stopniowo pozbawiane historycznego kontekstu, a to, że sam był religijnym Żydem i wśród takich działał, wymazywano ze świadomości.

Od antyjudaistycznych uprzedzeń wytworzonych w średniowieczu na tle religijnym i rzutujących na późniejsze epoki autorka przechodzi do omówienia procesu kształtowania się niechęci do Żydów w okresie stopniowej sekularyzacji, aż do czasów, kiedy pojawiły się pseudonaukowe teorie stanowiące podstawę antysemityzmu rasistowskiego ideologii, która posłużyła jako podstawa dla nazistowskiego „ostatecznego rozwiązania”. Zdaniem Keff, rozróżnienie między antyjudaizmem a antysemityzmem nie jest do końca uzasadnione – ten ostatni „jest raczej nowszą formą tych samych postaw, które dawniej występowały jako nienawiść do Żydów podsycana emocjami wiary. […] Tak więc w antysemityzmie widzę raczej wariant i kontynuację utrwalonej średniowiecznej koncepcji Żyda, przystosowaną do innych warunków społecznych i politycznych”. W ostatnich rozdziałach autorka omawia czasy powojenne aż do współczesności.

Keff opisuje liczne antyżydowskie stereotypy utrwalone przez wieki w zbiorowej świadomości – pisze między innymi o rzekomym zatruwaniu studni, sprowadzaniu zarazy, szczególnym upodobaniu Żydów do lichwiarstwa oraz – oczywiście – porywaniu chrześcijańskich dzieci, których krew miała służyć jako jeden ze składników macy. Przedmiotem zainteresowania czyni zarówno dzieje Żydów w różnych krajach europejskich, jak i w Polsce. Dotyka więc choćby problemu „rozpijania” chłopów przez żydowskich arendarzy, prowadzących należące do szlachty gospody. Sporo uwagi poświęca także dziejom żydowskiego osadnictwa na ziemiach polskich oraz miejscu, jakie Żydzi, stanowiący właściwie osobny stan, zajmowali w strukturze społecznej naszego kraju.

Opisy te, ze względu na charakter publikacji, bywają siłą rzeczy uproszczone, choć trzeba przyznać, ż chwilami Keff wymaga od czytelnika dobrze ugruntowanej wiedzy historycznej, tym bardziej że w niektórych partiach tekstu dość swobodnie porusza się po różnych okresach dziejów Polski. Można by też pewnie się spierać się z autorką o znaczenie (nieco chyba przez nią niedocenianego) Statutu kaliskiego (1264), w którym Bolesław Pobożny określił zasady regulujące życie wspólnoty żydowskiej na polskich ziemiach, nie jest to jednak aż tak istotne.

Trudniejszy do zaakceptowania jest sposób, w jaki Keff rozgrywa kwestię domniemanego żydowskiego pochodzenia Mickiewicza. Celowo piszę o rozgrywaniu, bo – choć pewnie w dobrej wierze – autorka traktuje tę kwestię nazbyt nieprecyzyjnie. Literaturoznawcom znana jest hipoteza mówiąca o tym, że matka poety, Barbara Mickiewiczowa z domu Majewska, pochodziła z rodziny frankistowskiej, a więc – nie wdając się w szczegóły – wywodziła się z grupy Żydów, którzy przyjęli chrześcijaństwo. W ten sposób próbowano niegdyś objaśniać słynny cytat z „Dziadów”, mówiący o zbawcy narodzonym „z matki obcej”, który posłużył zresztą jako tytuł książki Jadwigi Maurer, przekonanej o tym, że Mickiewicz „był z Żydów”.

Problem nie polega jednak na tym, że mógłby być (co miałoby mu „odebrać polskość” czy strącić z piedestału, więc lepiej to przemilczeć), ale na tym, że ze względu na zniszczenie wielu źródeł nie sposób rzetelnie rozwiązać tej kwestii. Maria Janion – w tekście „Trzy wariacje na temat żydowski u Mickiewicza”, na który Keff zresztą się powołuje – wspomina o tej hipotezie, jednocześnie „uznając za oczywistość niepokonywalne już dzisiaj trudności w rozstrzygnięciu problemu pochodzenia Mickiewicza” (M. Janion, „Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie”, Warszawa 2009, s. 197). Tymczasem Keff pisze: „z rodziny frankistowskiej – co dziś zazwyczaj przyjmuje się za udowodnione – pochodziła matka Adama Mickiewicza”, sugerując, że milczy się o tym fakcie, „bo to, co żydowskie, nie przynosi zaszczytu”. Ujmując rzecz kolokwialnie, trzeba powiedzieć wprost, że autorka w tym wypadku „przedobrzyła”, niepotrzebnie osłabiając swój wywód, w którym celnie wskazuje, iż o roli, jaką w myśli i tekstach Mickiewicza odgrywali Żydzi (by przywołać choćby „Skład zasad” napisany przezeń dla legionu żydowskiego), wiedzą zazwyczaj jedynie specjaliści.

Nie zmienia to faktu, że książka Bożeny Keff zasługuje na uwagę. Warto postawić ją na półce obok innych publikacji przeznaczonych dla czytelnika niespecjalizującego się w tematyce, takich jak „Trudne pytania w dialogu polsko-żydowskim” albo „Holokaust. Zrozumieć dlaczego” Piotra Trojańskiego i Roberta Szuchty. A najlepiej czytać je wszystkie razem.

Bożena Keff, „Antysemityzm. Niezamknięta historia”
Czarna Owca
Warszawa 2013

alt