Archiwum
17.12.2020

O miejscu cierpliwym na poddaszu przy Głównej

Daniel Stachuła Ewelina Chatłas Zofia Małkowicz-Daszkowska
Podskórny Poznań

Ze współtwórcami przestrzeni Fyrtel Główna – Eweliną Chatłas i Danielem Stachułą ze Stowarzyszenia Młodych Animatorów Kultury – rozmawia Zofia Małkowicz-Daszkowska

Jeden z ostatnich wieczorów spędziłam, oddając się wirtualnym przyjemnościom podróżowania trasą wideospaceru tematycznego na stronie Fyrtel Główna. Wybrałam szlak wodny – prowadzący zarówno przez miejsca, które miałam szansę rozpoznać na mapie, jak i przez te, które lokalizują się już tylko w pamięci mieszkanek i mieszkańców czy zapisane są w materiałach archiwalnych, składających się na prowadzone przez was Archiwum Dzielnicy Główna. Kiedy podążałam szlakiem i odkrywałam kolejne wątki, obrazy, opowieści i wspomnienia, nie mogłam uporać się ze wstydliwym poczuciem, że w mojej wyobraźni – rodowitej poznanianki z ulicy Mostowej – nigdy nie identyfikowałam Głównej jako części miasta mającej wyrazistą, własną tożsamość czy historię. Myślę, że nie tylko przeze mnie, ale także przez innych poznaniaków dzielnica Główna może być postrzegana jako miejsce znajdujące się poza nurtem życia miejskiego: półperyferyjne, przejazdowe, poprzemysłowe, a w związku z tym w jakiś sposób wyrwane z poznańskiej teraźniejszości. Co zobaczyliście w tym fyrtlu?

Daniel Stachuła: Na samym początku naszą uwagę zwrócił „brak”. Główna jest dzielnicą, gdzie „brak” w sferze społecznej i kulturalnej jest wyraźnie obecny. Nie ma miejsca, gdzie można by wypić piwo; nie ma kawiarni, kina ani żadnego innego punktu związanego z szeroko rozumianą kulturą. Ludzie nie mają gdzie poznawać się ze sobą nawzajem ani spędzać wspólnie czasu, a przemiany, które zachodzą aktualnie w dzielnicy, zdecydowanie wymagają budowania nowych relacji. Główna – nawiązując do nomenklatury polityków UE – jest dzielnicą dwóch prędkości. Z jednej strony jest prędkość deweloperska: powstaje tu bardzo dużo nowych osiedli, a wraz z nowymi mieszkaniami pojawiają się osoby, które na Głównej dopiero zaczynają zapuszczać swoje korzenie. Z drugiej strony jest prędkość długiego trwania: wielopokoleniowe rodziny, które żyją tu z babki prababki; osoby, które są silnie przywiązane do tej przestrzeni, mające niezwykłą pamięć dotyczącą kulturotwórczych wydarzeń i miejsc. Integracja tych dwóch światów – jak można się domyślić – nie przebiega łatwo. Szczególnie jeśli okazuje się, że jedynymi miejscami do spotkania innych ludzi są supermarket, park – gdzie przychodzą głównie młodzi rodzice z dziećmi, czy kościół – ale to tylko dla praktykujących katolików. A mówimy przecież o potrzebach osób w różnym wieku, o różnych doświadczeniach i odmiennych statusach. My, jako animatorzy i animatorki, dostrzegamy tutaj duże pole do działania.

Ewelina Chatłas: Na Głównej znaleźliśmy się nie przypadkiem, z całkiem prozaicznego powodu: Daniel przeprowadził się tam kilka lat temu. W 2018 roku zrealizowaliśmy tu pierwszy projekt „Śpiewy historyczne. Główna” w ramach OFF Opera i w ramach tego projektu rozpoczęliśmy pracę z historią dzielnicy opowiadaną przez mieszkańców. Pracowaliśmy wówczas z młodzieżą szkolną, która brała udział w warsztatach fieldrecordingowych i etnograficznych, prowadzonych przez Agatę Stanisz – antropolożkę dźwięku z UAM w Poznaniu. To były pierwsze kroki zmierzające w stronę tworzenia Archiwum Głównej.

 


Na Głównej odbywają się wydarzenia kulturalne i artystyczne w ramach przestreni Fyrtel_Główna (Społeczne Centrum Kultury). Fot. Marianna Łakomy

 

Opowiedzcie więcej o samym Archiwum. W jaki sposób je tworzycie i w jaki sposób włączacie do tego procesu mieszkanki i mieszkańców Głównej?

E.C.: Tutaj punktem wyjścia był dla nas również „brak”. Jeśli chcielibyśmy dowiedzieć się czegokolwiek na temat historii dzielnicy Głównej, moglibyśmy sięgnąć do „Kroniki Miasta Poznania”, wybrać numer zatytułowany „Zawady i Główna” (2002, nr 2) i przebrnąć przez ścianę tekstu. Brakuje alternatywy, która w bardziej przystępny sposób mogłaby przybliżyć historię tej dzielnicy szerszej grupie odbiorców. Brakuje także innych źródeł, z których można by korzystać w działaniach popularyzacyjnych czy edukacyjnych.

D.S.: W związku z tym postanowiliśmy rozpocząć pracę nad Archiwum Dzielnicy Główna – repozytorium cyfrowym, którego charakter jest hybrydowy. Po pierwsze, udostępniamy i gromadzimy zasoby instytucjonalne. W tym zakresie współpracujemy między innymi z Biurem Miejskiego Konserwatora Zabytków, Biblioteką Uniwersytecką w Poznaniu oraz Instytutem Zachodnim w Poznaniu. Po drugie, uruchomiliśmy także archiwum społeczne, w ramach którego zbieramy głównie historie mówione i fotografie.

 


Materiały Archiwum Dzielnicy Główna, pochodzące ze zbiorów partnera projektu – Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu

 

E.C.: Obserwując od wewnątrz proces pracy ze społecznością lokalną, doszliśmy do wniosku, że udostępnienie zasobów instytucjonalnych może być kluczowym posunięciem i wspomoże dalsze budowanie archiwum społecznego. Jesteśmy świadomi, że namówienie ludzi do udostępnienia swoich prywatnych zbiorów wymaga zbudowania zaufania. Musimy zapewnić ich, że ich wspomnienia trafią w dobre ręce, ale także zachęcić do własnego zaangażowania i dzielenia się pamięcią, również tą zapisaną na fotografiach. Archiwum społeczne jest zatem częścią Archiwum Dzielnicy i mamy nadzieję, że udostępniając zbiory muzealne, wywołamy efekt kuli śniegowej, czego pierwsze przejawy możemy już rzeczywiście obserwować. Ludzie śledzą nasze doniesienia, komentują, wysyłają nam informacje dotyczące miejsc w okolicy, na przykład takich, które zniknęły; dzielą się pojedynczymi zdjęciami, które wykonują swoimi telefonami.

D.S.: Aby rozwijać archiwum społeczne, potrzebujemy nieco bardziej bezpiecznej atmosfery. Kiedy zelżeją restrykcje związane z pandemią, planujemy osobiście zbierać zdjęcia, artefakty i prowadzić wywiady z najstarszymi mieszkankami i mieszkańcami Głównej.

E.C.: W tej chwili na podstawie tego, co mamy już zebrane – czyli zasobów instytucjonalnych oraz fragmentów historii mówionych – dokonujemy opracowań. Przygotowujemy materiały dla odbiorców w różnym wieku,na przykład mazanki dla dzieci czy właśnie szlaki spacerowe jak ten, który skoncentrowany jest wokół tematu wody.

Wsłuchując się w zebrane przez Was opowieści o zakamarkach Nadolnika, Rynku Wschodniego czy o spalonym Młynie, odniosłam wrażenie, że Wasze powiązania z dzielnicą Główna wykraczają daleko poza inicjatywę samego Archiwum. Czy możecie opowiedzieć o „miejscu” oraz sieci działań i relacji, które współtworzycie na Głównej?

D.S.: Archiwum Dzielnicy jest jednym z czterech powiązanych wzajemnie ze sobą projektów, które na Głównej realizujemy od mniej więcej dwóch lat. Drugi obszar to działania o charakterze kulturalno-społecznym i artystycznym, które realizujemy z mieszkańcami i mieszkankami – w ramach przestrzeni nazywanej przez nas wspólnie Społecznym Centrum Kultury. SCK fizycznie znajduje się w miejscu, które z punktu widzenia naszego Archiwum i działań animacyjno-edukacyjnych jest dosyć istotne. Mowa tu o poddaszu tak zwanej czerwonej szkoły, która historycznie była siedzibą pierwszej polskiej szkoły wybudowanej – w opozycji do pruskiej – na Głównej. Trzeci filar to prowadzenie przez nas Centrum Inicjatyw Lokalnych, w ramach którego wspieramy oddolne pomysły oraz działania mieszkanek i mieszkańców dzielnicy oraz rozwijamy partnerstwo lokalne z innymi organizacjami czy instytucjami. Czwarty projekt wypączkował w tym roku w ramach działań CIL-u i jest to biblioteka sąsiedzka, która również mieści się w naszym poddaszu – pierwsza w dzielnicy od kilkunastu lat!

E.C.: Nad inicjatywą biblioteki oraz jej siedmiotysięcznym księgozbiorem czuwa mieszkanka Beata Rosińska (pomysłodawczyni) oraz zespół opiekunek i opiekunów, między innymi przewodnicząca Rady Osiedla Marzena Strzyżewska, Paulina i Michał Taraskowie, Marta Kolasińska. Sąsiedzkość tej biblioteki ma jeszcze kilka wymiarów. Remont pomieszczenia i przygotowanie regałów pod książki wykonywaliśmy wspólnie z innymi mieszkańcami, co sprawiło, że udało się stworzyć dobre fundamenty pod budowanie więzi z tym miejscem. Na otwarciu w lipcu widać było radość wśród mieszkańców, że mają swoją bibliotekę, którą sami powołali do życia. Dzisiaj klucze do SCK mają też oni sami i prowadzą wolontaryjne dyżury w bibliotece.

 


Biblioteka Sąsiedzka na Głównej powstała jako inicjatywa oddolna mieszkańców i mieszkanek zrealizowana dzięki projektowi Centrum Inicjatyw Lokalnych. Na zdjęciu Beata Rosińska – inicjatorka powołania biblioteki. Fot. SMAK

 

Na czym polega proces budowania relacji i wzajemnego zaufania?

E.C.: Zacznę od końca, czyli od namacalnego miejsca, które wydaje się grać kluczową rolę w całej historii. To poddasze ma wyjątkowy, przytulny charakter. Ludzie, którzy przychodzą do SCK na warsztaty i inne wydarzenia kulturalne, jak koncerty czy kameralne spektakle – a są to osoby w naprawdę różnym wieku i o różnych potrzebach – mówią niezależnie, że czują się, jak gdyby byli u kogoś w domu i chcą bywać tutaj częściej. W związku z naszą lokalizacją przy głównej ulicy – w szczególności latem – ludzie często zaglądają, co dzieje się na podwórku, zatrzymują się, zagadują, dają się wciągnąć we wspólne działania. Wróćmy może teraz do początków?

D.S.: Pamiętam to tak, że wchodziliśmy trochę w pustkę, ponieważ nie mieliśmy jeszcze zadzierzgniętych żadnych relacji ze społecznością ani jej przedstawicielami. Nie jest to jednak pełen obraz: niezwykle istotna na początku była dla nas współpraca z Agnieszką Liberacką, bez której byłoby nam o wiele trudniej. Agnieszka jest pracowniczką MOPR-u na stanowisku organizatorki społeczności lokalnej i jej rolą jest animowanie i rozpoznawanie potrzeb społecznych, potencjałów, a także sieciowanie ludzi, miejsc, podmiotów oraz ułatwianie możliwości współpracy. To ona sprawiła, że postanowiliśmy podjąć się prowadzenia CIL-u. Był to bardzo dobry zbieg okoliczności, tworzący podwaliny do dalszej pracy.

Czego jeszcze potrzeba, aby ludzie zaczęli chcieć ze sobą wspólnie działać?

D.S.: Może zabrzmieć to banalnie, ale widzimy, w jaki sposób te relacje buduje się w codziennej, systematycznej pracy. Takie sytuacje, jak wspólne przygotowywanie bibliotecznych regałów ze stu skrzynek po owocach, mają niebagatelne znaczenie dla myślenia o długofalowym programie. Pociliśmy się wszyscy równo, nosząc razem skrzynki na nasze poddasze i z powrotem, a potem siedzieliśmy na podwórzu i malowaliśmy je wspólnie, dyskutując na temat życia na Głównej. To właśnie wtedy zebraliśmy dużą część historii, w oparciu o które stworzyliśmy narrację w spacerze wodnym.

E.C.: W kontekście budowania relacji duże znaczenie ma również wiedza dotycząca nieformalnych kanałów komunikacji w dzielnicy. Tutaj też zawdzięczamy wprowadzenie Agnieszce.

D.S.: Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia w kategoriach: „wrzucę informację na Facebook i na pewno przyjdzie wystarczająco dużo ludzi”. Tutaj to tak nie działa. Potrzebujesz wywiesić plakat w jednej konkretnej cukierni i jeśli to uda ci się to zrobić, masz pewność, że połowa dzielnicy jest poinformowana. Oczywiście nie gwarantuje to frekwencji, ale wiesz, że oni wiedzą! To jest węzeł kontaktowy. W oparciu o zrealizowaną przez nas diagnozę potrzeb, między innymi komunikacyjnych, zdecydowaliśmy się wmurować przed budynkiem szkoły gablotę informacyjną. Na pierwszy rzut oka gablota wydaje się stosunkowo archaicznym pomysłem w dobie galopujących social mediów, ale widzimy, że to rozwiązanie rzeczywiście tutaj się sprawdza. Ludzie wracają z supermarketu i czekając na pasach, odwracają się, żeby doczytać, co ciekawego wydarzy się u nas w tym tygodniu.

Jakie scenariusze przyszłości kreślicie dla Archiwum? Zacznijmy może od tych, które rysują się najbliżej na horyzoncie?

E.C.: Chcemy rozbudować archiwum społeczne o zebrane historie mówione od osób, które już rozpoznaliśmy jako lokalnych „ekspertów”, mających niebywałą wiedzę na temat dzielnicy. Jest to kilka osób w podeszłym wieku, od których zebraliśmy świadectwa o charakterze szczątkowym, dotyczące bardzo konkretnych wątków, miejsc czy wydarzeń. Chcemy w najbliższej możliwej przyszłości zarejestrować pełną historię ich życia, a w szczególności życia na Głównej. Żeby to zrealizować, potrzebujemy wyciszenia pandemii i zminimalizowania zagrożenia zdrowia dla naszych rozmówców.

D.S.: W sposób ciągły zbieramy materiały zdjęciowe od mieszkańców. Będziemy zajmowali się systematyzowaniem procesu digitalizacji i ich opracowywania. Jesteśmy bardzo ciekawi tego, co uda nam się zgromadzić.

 


Budujemy bazę! czyli cykl warsztatów tworzenia ogrodu społecznego i przestrzeni integracji sąsiedzkiej na Głównej odbywał się w lipcu i sierpniu 2020 roku. Fot. SMAK

 

E.C.: Chcielibyśmy też kontynuować pracę tematyczną z archiwaliami muzealnymi i najbliższym zagadnieniem, jakiemu będziemy poświęcali uwagę, jest przemysłowa strona dzielnicy. Mamy w planach stworzenie kolejnego spaceru skoncentrowanego wokół tego tematu, ale musimy poczekać cierpliwie na zdigitalizowanie zbiorów jednego z poznańskich muzeów.

D.S.: Ale archiwum dzielnicy i strona fyrtelglowna.pl to nie wszystko! W naszej pracy na Głównej, czy raczej dla Głównej, kluczowa jest też moim zdaniem dalsza, pogłębiona praca na czterech płaszczyznach, o których wspominaliśmy wcześniej: archiwum dzielnicy, Społeczne Centrum Kultury, Biblioteka Sąsiedzka i Centrum Inicjatyw Lokalnych. Te wszystkie elementy wzajemnie się uzupełniają i wspierają, tworząc komplementarną całość.

A jeśli wybieglibyśmy trochę dalej w przyszłość, jakie problemy i kwestie wydają się Wam żywe i zajmujące?

E.C.: Ostatnio coraz częściej zastanawiam się, kiedy – i czy w ogóle – przyjdzie taki moment, w którym stwierdzimy jednogłośnie, że społeczność Głównej jest już wystarczająco zaangażowana czy zaktywizowana. Teraz jest to kilkanaście osób, co do których czujemy, że są obecne, aktywne i jeśli my będziemy potrzebowali jakiejś pomocy, to będziemy mogli na nie liczyć. Kilka, kilkanaście – to jest dużo czy mało? Czy musimy mieć społeczność zaangażowanych kilkudziesięciu osób, żeby uznać, że jesteśmy wystarczająco usieciowieni? Kiedy patrzę na nasze zasoby lokalowe, uświadamiam sobie, że jednorazowo zmieści się tam maksymalnie 20 osób. Ale tu już moglibyśmy przejść do sfery marzeń!

D.S.: Przyglądam się temu, w jaki sposób internalizacja tożsamości związanej silnie z historią może być niekiedy zamykająca. Zastanawiam się, czy w którymś momencie nasze działania wyewoluują w coś, co będzie zorientowane na przyszłość? Czy dla ludzi, którzy współtworzą te wspomnienia, zdjęcia, historie, pojawi się jakaś inspiracjado wspólnego działania z myślą o tym, co dopiero może się wydarzyć? Ostatnio mieliśmy spotkanie ewaluacyjne z udziałem ekspertów z Fundacji Antypody, którzy wspierają naszą inicjatywę i pojawiła się w dyskusji kategoria opisująca nasze działania jako miejsce cierpliwe. Myślę, że tożsamość miejsca, pamięć zbiorowa czy inicjatywy, gdzie nie wszystko udaje się od razu, jest wątkiem, któremu będziemy się wspólnie przyglądać. Z uważnością i cierpliwością.

Wirtualny spacer wodny po Głównej miał swoją premierę na żywo podczas Malta Festival. Na zdjęciu Ewelina Chatłas podczas spaceru w sierpniu 2020 roku. Fot. Mariusz Forecki