Ukraiński artysta Yurii Solomko stworzył symptomatyczny obraz, „Taniec” (2021), przedstawiający siedzącego na mapie współczesnej Ukrainy Kozaka. W jego rękach spoczywa strunowy instrument muzyczny (kobza, torban?) – muzyk szykuje się do gry. Nad jego spokojnym i niewzruszonym niczym ciałem tańczy gromada ludzkich postaci, zaczerpniętych z obrazu Henriego Matisse’a „Taniec II”. Frenetyczność walczy z kontrolą, chaos z ładem, spokój z pozorem spokoju, a to wszystko na terenach, które zaraz ogarną wojna i śmierć.
W podobnym tonie wraca z kolejnym tomem opowiadań jeden z najbardziej rozpoznawalnych ukraińskich pisarzy XXI wieku, Serhij Żadan. Napisałem „opowiadania”, ale właściwie, gdyby nie ich tematyka, można by określić je mianem „opowiadanka”. Rzeczywiście są one krótkie (długość nie przekracza zazwyczaj 10 stron); ktoś właściwie mógłby powiedzieć, że za krótkie, bo nie ma w nich nawet chwili, aby się rozgościć, poznać bohaterów, posmakować akcji. Jednak będąc w stanie permanentnej wojny, nie tylko tej rozumianej przez kategorie polityki i militariów, ale też wojny ze zmęczonym ciałem, z własnymi emocjami, z tęsknotą za bliskimi, nie ma czasu się rozpisywać. Na co komu powieść rzeka, gdy wschód Europy pokrywa się betonowym kurzem i plamą krwi? Potrzebne są komunikaty krótkie, surowe, skoncentrowane, ale przy tym na tyle celne, że wyjaśniające świat, którego nie można pojąć. Tak właśnie działa Żadan w „Arabeskach”.
Wszyscy udawaliśmy, że nie jest nam zimno, nie boimy się, nie czujemy się samotni, że nieszczególnie martwi nas bliska i nadmierna obecność śmierci. Kilka tygodni temu złamało się życie, zepsuł czas, zmieniło się poczucie oddychania, jego miarowości i konsekwencji. Teraz staliśmy pod ogromnym jasnym niebem – zbiliśmy się w grupkę, osłaniając siebie nawzajem, na coś czekając, w coś się wsłuchując. Ukrywając strach za zdecydowaniem i panikę za skupieniem.
O ile nie mamy czasu zadomowić się w nowych opowiadaniach autora „Internatu”, o tyle daje on nam możliwość posmakowania atmosfery panującej w Ukrainie. Nie tej z pierwszej linii frontu, z żołnierskich koszar, ale tej codziennej, nierzadko prostej, przewidywalnej i mało heroicznej. Migawki z życia pozafrontowego to sprawdzanie, czy starsza kobieta w bloku nadal żyje, czy nikt o niej nie zapomniał. To rozmowy z niewidomym żołnierzem, wykreślanie z listy numerów w telefonie osób, które już nie żyją, zabranie dzieciaka na opustoszałe boisko, choć wszyscy wiemy, że przecież żaden mecz odbyć się nie może. Wojny pisanej wielką literą – tej patetycznie brzmiącej w ustach polityków, wzbudzającej trwogę podczas wymiany jeńców, tłamszącej wszelkie słowo, gdy ogląda się zdjęcia z Buczy – w ,,Arabeskach” nie ma. Jest raczej jej cień; majaczy gdzieś na horyzoncie, ale nie zostaje wprost nazwana. Nie musi występować jako pierwszoplanowy aktor czy też przytłaczająca scenografia, wiemy bowiem, że potrafi dotrzeć do najmniejszej szczeliny ukraińskiej rzeczywistości.
Wojna tuż obok nie sprawia, że naturalne potrzeby bohaterów całkowicie znikają – raczej odchodzą na dalszy plan, co jakiś czas szukając możliwości objawienia się. Przypadkowe znajomości, potrzeba drugiego człowieka, cisza pokoju hotelowego w Charkowie – każdy bohater szuka porozumienia ponad słowami, tego opartego na fizycznej bliskości, spotkaniu dwóch ciał, wymianie spojrzeń. Żadan nie jest tu wylewny. Chce, aby niedomówienia między bohaterami stanowiły sedno opowieści: „Wróciła, położyła się obok, znalazła jego dłoń. On zabrał rękę, leżał, milczał”. Owszem, człowiek nadal człowiekowi wilkiem, ale to w osobie obok możemy odnaleźć ostoję na czas katastrofy.
Jest też inne lekarstwo na spotworniałą rzeczywistość, którą proponuje ukraiński pisarz: uważność. Mimo świata nasączonego lękiem narrator jest baczny: patrzy, słucha i szuka. Jest też w dobrym sensie wyczulony na drobiazgi: letnie słońce o poranku, cisza na przedmieściu, bujna zieleń metodycznie zarastająca opuszczone tory tramwajowe. Otwartość na moment, zanurzenie się w prostocie szczegółu jest często ostatnią deską ratunku przed światem odwróconego dekalogu. A ze wszystkich Żadanowskich momentów najpiękniejsze są te ze słońcem, ciepłem, światłem. Powracają one w wielu opowiadaniach, jak zaklęcie mające odwrócić mrok i ciemność.
Tomasz Szerszeń w eseju ,,Być gościem w katastrofie” zauważy, że wojna to przede wszystkim żywioł wzroku. Tymczasem Żadan upodobał sobie ślepców. Brak możliwości widzenia nie oznacza jednak nurzania się w mroku. W „Arabeskach” czytamy, że „[w]szystko może zniknąć, jeśli zamknie się oczy”. Prawdziwa ślepota nie polega tu na utracie zmysłu wzroku, na niemożności widzenia dzięki oczom – ociemniałość dopada nas dopiero wtedy, gdy tracimy wrażliwość, uważność na drugiego człowieka i na istoty więcej-niż-ludzkie (tę, która charakteryzowała narratora). W końcu ostatecznie chodzi nie o to, aby po prostu, fizjologicznie „widzieć”, ale czuć, rozmawiać, myśleć, kochać, pożądać, płakać, przechodzić żałobę.
Można też nurzać się w ciszy. Tyle że brak odgłosów wybuchów, starć, walących się budynków nie daje żadnych odpowiedzi ani nie stanowi nowego otwarcia (jak zwyczajowo się myśli o ciszy przychodzącej po burzy) – nie można w niej zobaczyć czegoś lepszego, pozytywnego. Żadanowski bezgłos pozwala nam raczej skonfrontować się z pamięcią, która jest zarówno ratunkiem, jak i pułapką. Narzuca klisze o świecie lepszym, bez zagrożenia, bez ofiar, bez rakiet, bez syren alarmowych, bez strachu o dzień następny. Ale czy pozostaje coś innego?
Któregoś wieczora wyprowadzam go na dwór w ciemności. I wtedy coś przylatuje. Pies się wyrwał i rzucił między drzewa, w bramę, wybiegł na ulicę. Ja rzuciłem się za nim. Wołam go. Słyszę – gdzieś dyszy. Ale nie widzi mnie, nie podchodzi. I ja go nie widzę. Stoimy we dwóch w środku ciemności, dwóch ślepych, słuchamy się nawzajem. I nie możemy się znaleźć.
„Arabeski” są sprawozdaniem z rzeczywistości obok, tragedii sąsiedniego narodu, która trwa nieustannie od trzech lat – nie przerywa jej cisza, nie znika wraz z zamknięciem oczu. Podczas gdy geopolityczny panteon przerzuca się na platformie „X” deklaracjami, stejtmentami i nic nie znaczącymi kłótniami, Żadan daje świadectwo uważności i codzienności. Jego zbiór opowiadań przypomina o tym, że walczy także ukraińska kultura.