Nr 9/2024 Na teraz

Retrowzruszenia

Julia Lizurek
Teatr

Każda osoba obdarzona pamięcią utrzymuje kontakt z własną przeszłością. Może mieć ona formę wspomnienia, które w sobie pielęgnujemy, albo traumy, której nie chcemy pamiętać, więc wypieramy ją ze świadomości. Procesy pracy z pamięcią indywidualną przeplatają się i przecinają z procesami zewnętrznego jej kształtowania, tworząc i definiując pamięć zbiorową. Tak powoływane są historie: rodziny, społeczności lokalnej czy narodu.

Michael Rubenfeld i Marcin Wierzchowski, twórcy scenariusza spektaklu inspirowanego książką Georgiego Gospodinowa „Schron przeciwczasowy”, nie po raz pierwszy sięgają do tematu pamięci i tożsamości. Akcja przedstawienia zrealizowanego w Narodowym Starym Teatrze, podobnie jak akcja powieści, toczy się w eksperymentalnej klinice, której pacjenci chorują na alzheimera. Schorzenie to, o czym przypominają twórcy, realistycznie kreśląc sytuacje i postacie pacjentów, charakteryzuje się utratą pamięci krótkotrwałej, co skutkuje zmianami nastroju i ograniczeniem umiejętności komunikacyjnych. W efekcie – prowadzi do postępującego wykluczenia społecznego. Alzheimer to choroba zwyrodnieniowa mózgu, na którą nie znaleziono dotychczas leku, a dostępne kuracje pozwalają jedynie na spowolnienie jej postępów.

Do scenicznej kliniki trafiają dwie rodziny. Na jednej ciąży trauma stanu wojennego oraz inwigilacji przez Służbę Bezpieczeństwa i współpracy z nią, na drugiej – wspomnienie przymusowej emigracji w konsekwencji Marca 1968 roku. Metoda leczenia, którą proponuje się podopiecznym kliniki, zakłada udział członków ich rodzin w procesie rekonstrukcyjnym. Krewni odtwarzają przeszłość z użyciem teatralnej scenografii i kostiumów w zaprojektowanych „pokojach wspomnień”, pozwalając w ten sposób Janinie Balińskiej (Anna Dymna) i Wiesławowi Serafinowi (Jacek Romanowski) przeżywać ją jako teraźniejszość, która w konsekwencji choroby nie odgrywa w ich życiu większego znaczenia. Przewrotna oryginalność konceptu organizującego krakowski spektakl wynika z faktu, że podobny proces przechodzą nie tylko chorzy na alzheimera, ale także ich bliscy. Powrót do przeszłości, jeśli nie wynika z choroby, traktowany jest jako forma nostalgii (w kontekście dobrych wspomnień) albo resentymentu (w temacie wspomnień trudnych i bolesnych).

Prowadząca akcję postać – Gabriela (Małgorzata Gałkowska) – zainwestowała prywatne środki finansowe, by zbadać dostępne kuracje oraz opracować innowacyjne i skuteczne metody leczenia. Sama o sobie mówi, że jest bogiem. Idealizując zmarłego ojca, którego próbuje przywrócić do życia dzięki teatralnej sztuczce, bardziej przypomina jednak małą dziewczynkę. Proces ten tłumaczy koniecznością sprawdzenia terapii na samej sobie. Zatrudnia więc aktora imieniem Iwo (Zbigniew W. Kaleta), który podążając za jej wspomnieniami, odtworzyć ma jej przeszłość. W otwierającym spektakl monologu skierowanym bezpośrednio do widzów Gabriela sugeruje – niczym wytrawny sprzedawca – że powrót do przeszłości jest remedium na wszelkie problemy. Twórcy „Schronu przeciwczasowego” krytycznie odnoszą się do takiego sentymentalizmu, nie podejmując próby dowartościowania powrotów do przeszłości.

Krytycznie do przeszłości odnosi się Klementyna (Paulina Puślednik) – partnerka syna Janiny, Łukasza (Szymon Czacki). Uważa ona, że jej związek nie przetrwa, jeśli Łukasz, tłumacząc to potrzebą pomocy matce, będzie koncentrował się jedynie na analizowaniu jej przeszłości. Wierzchowski ukazuje różne motywacje i sposoby taktowania kuracji: od poczucia obowiązku wobec zniedołężniałego rodzica, po kpinę i lekceważenie, określające postawę brata Łukasza, o imieniu Tomasz (Bogdan Brzyski). Relacja braci i Klementyny – negocjacje dotyczące strategii postępowania z matką w obliczu jej choroby, rozmowy o bieżących wydarzeniach i przyszłości partnerskiej relacji czy odnoszące się do spraw materialnych – to najciekawszy wątek przedstawienia. Puślednik i Czacki za pomocą drobnych gestów ukazują zażyłość i miłość pomiędzy kreowanymi przez siebie postaciami, unikając przy tym taniej ckliwości. Mimo wątpliwości dotyczących decyzji podejmowanych przez Łukasza, Klementyna służy mu wsparciem. Ukazanie w spektaklu związku miłosnego pozwala widzom spojrzeć na międzyludzkie relacje przez pryzmat jednostkowych doświadczeń i niedostatków z przeszłości. Narzędziem rozpoznania są stosowane w terapii systemowej ustawienia, w których realne osoby reprezentują – swoich i czyichś – przodków. Nieco dziwi mnie decyzja reżyserska, by właśnie tego wątku nie zaakcentować jako formy skutecznego poznania własnej historii. Ostatecznie bowiem twórcy „Schronu przeciwczasowego” skupiają się na negatywnych skutkach powrotów do przeszłości.

Lęk przed wspomnieniem czasów, w których mieszkające w Polsce osoby pochodzenia żydowskiego zostały zmuszone do emigracji, uosabia Mosze (Michael Rubenfeld), syn Wiesława. To on przywiózł ojca ze Stanów Zjednoczonych do kliniki Gabrieli. Jego ojca wiąże z Polską wspomnienie miłości, a nakładające się w jego świadomości plany czasowe pchają go do flirtu z Martą (Anna Paruszyńska-Czacka), młodą dekoratorką pokojów, która w przyszłości zastąpić ma szefową kliniki, w której pracuje. Mosze wstydzi się za ojca, próbuje więc powstrzymać jego zaloty, co wywołuje komiczny efekt. Brakuje mu jednak wyważenia, które pozwoliłoby, żeby farsowa relacja pomiędzy ojcem, synem a jego fantazmatyczną ukochaną stała się pretekstem do odpominania traumy i wyjaśniała przyczyny tak poważnego zaniepokojenia syna wobec – raczej rubasznego i niewinnego, a nie niebezpiecznego – zachowania ojca.

próba medialna spektaklu | fot. Ryszard Kornecki

„Schron przeciwczasowy” jawi się jako psychologiczno-obyczajowy dramat odnoszący się do kultury psychoterapii. I w tym spektaklu, podobnie jak w „Zanurzeniu” z Teatru Śląskiego w Katowicach, które także stworzone zostało we współpracy Wierzchowskiego i Rubenfelda, jedyną szansę na ratunek przed nadciągającą, globalną katastrofą (której kontekst zostaje wprowadzony do przedstawienia jedynie hasłowo poprzez projekcję filmową ukazującą nacjonalistyczne manifestacje), daje konfrontacja z traumą. Powracające jak echo wyobrażenie śniegu, który zmieni apokaliptyczny krajobraz w spowite bielą pustkowie, przywodzi mi na myśl weselny, ocalający chocholi taniec. Zimowy sen w „pokoju wspomnień” przynosi nadzieję na wybawienie rodziców od choroby i zapomnienia, a dzieciom daje obietnicę dorosłości. Wraz z nią pojawi się szansa na życie na własny rachunek, bez uwikłania w problemy matki czy ojca. Mimo dojrzałego wieku Gabriela oraz dzieci Janiny i Wiesława mentalnie pozostają nastolatkami. Świat wydaje się im kuźnią możliwości, w której mogą rozwinąć swoja kreatywność. Ostatecznie jednak, jak w wątku Marty i jej partnera Demiego (Błażej Peszek), którzy po rozstaniu dążą do znalezienia ukojenia w rodzinie, powracają do tradycyjnych modeli organizujących relacje z innymi.

Spektakle tworzone przez Wierzchowskiego i Rubenfelda wydają się konsekwentne zarówno w zakresie podejmowanych tematów, jak i rozwiązań formalnych. Nie mam jednak pewności dotyczącej celu, w jakim są realizowane. Czy – często w ich spektaklach – skupienie na wojnie i wywołanej przez nią traumie służy diagnozie społecznej, czy raczej wywoływaniu wzruszeń? Twórcy „Schronu przeciwczasowego” sugerują, że czas miniony przeniknął do teraźniejszości i zlał się z nią, nierozerwalnie łącząc nas z historią. Jak pokazuje spektakl, nierozróżnianie wspomnień od aktualnych doświadczeń, a snów od realności, skutkuje – na poziomie indywidualnym – chorobami pamięci, a w wymiarze zbiorowym – nasilającymi się ruchami nacjonalistycznymi i faszystowskimi.

Wracając do przeszłości, postaci ze sztuki konfrontują się z własnymi marzeniami oraz z tym, co trudne i traumatyczne. Krytyczny stosunek do osobistych wspomnień wyraża Klementyna, nieustannie powracająca do tematu pamięci. Postać grana przez Paulinę Puślednik rozpięta jest pomiędzy stanem czułej, wspierającej obecności a umiejętnością wycofania się i rezygnacji z własnych pragnień oraz indywidualnych dążeń. Choć targa nią wściekłość wywoływana przez materialistyczne podejście Tomasza w kontekście sprzedaży mieszkania jego matki, nie przeciwstawia się jednoznacznie jego planom. Klementyna to najbardziej dojrzała, empatyczna i samoświadoma postać spektaklu Wierzchowskiego. Zestawienie jej postawy z sentymentalnym nastawieniem Gabrieli, uzurpującej sobie rolę kreatorki, sprawia, że inni sceniczni bohaterowie i bohaterki jawią się jak osoby zaburzone. Klementyna i Gabriela reprezentują dwa bieguny kobiecości: jedna prezentowana jest jako wspierająca, rozumiejąca matka, druga – kobieta romantyczna, marzycielka i wizjonerka. Choć Wierzchowski przedstawia Klementynę jako strażniczkę rozsądku, równowagi, zaufania i uważności, prowadzi prezentację tak, żeby widzowie skupili się raczej na współczuciu dla szefowej kliniki.

„Schronowi przeciwczasowemu” brakuje dyscypliny formalnej – wiele dialogów brzmi w tym spektaklu jak puste frazesy, a puzzle w kryminalnej historii Janiny i Wiesława zostają odkryte kilkukrotnie, choć nigdy dość dobitnie. Wskutek tego (swoją drogą spóźniony we współczesnych realiach) temat utraty pamięci, resentymentu i powrotu idei faszystowskich, zostaje wyparty i zdominowany przez melodramatyczne opowieści o rozpadzie romantycznych związków, bezsilności wobec choroby i cierpienia czy o konflikcie pomiędzy prawdą a przyjętymi rolami społecznymi.

„Schron przeciwczasowy”
spektakl inspirowany książką Georgiego Gospodinowa

adaptacja i scenariusz: Michael Rubenfeld, Marcin Wierzchowski
reżyseria: Marcin Wierzchowski

scenografia: Joanna Załęska
kostiumy: Paula Grocholska
choreografia: Aneta Jankowska
muzyka: Marta Zalewska
reżyseria światła: Szymon Kluz
wideo: Borys Dubiański

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie
premiera: 1.03.2024