Nr 1/2022 Na teraz

Outsiderzy idą do nieba

Anna Pajęcka
Teatr

„Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają, każdy tam aktor niejedną gra rolę, bo siedem wieków teatr życia składa” – stwierdza Jakub w słynnym monologu z komedii „Jak wam się podoba” Williama Szekspira (przeł. L. Ulrich). Kilka lat później, około 1630 roku Pedro Calderón de la Barca stworzył „Wielki teatr świata”, któremu – choć oparty był na kanwie religijnej – towarzyszyła podobna myśl. W fabule tej sztuki Autor – chełpliwy twórca-demiurg – poleca Światu wystawienie komedii. Świat, nabożnie wobec Autora uległy, organizuje przedstawienie, w którym role rozdane zostają podług figur organizujących życie w społeczeństwie. Są więc: Król, Roztropność (albo Religia), Prawo Łaski, Piękno, Bogacz, Wieśniak, Biedak i Dziecko.

Sztuka Calderona wyreżyserowana została w roku 1986 przez Andrzeja Dziuka w założonym przez niego Teatrze im. Witkacego w Zakopanem. Niespełna dwa lata później „Wielki teatr świata” zainscenizował w Białostockim Teatrze Lalek Tadeusz Słobodzianek. I choć polski teatr pamiętał o tym tekście, premiera jego kolejnej adaptacji na scenie dramatycznej odbyła się dopiero na początku stycznia tego roku – w Teatrze Nowym w Łodzi, gdzie wystawił go Cezary Tomaszewski. Skorzystał przy tym z przekładu stworzonego przez Leszka Białego dla teatru Dziuka. Oryginał wzbogacony został dramaturgicznymi twistami (dramaturgia Aldony Kopkiewicz), które sugerują, że społeczne role z wieku na wiek zmieniają swoje znaczenia, a życie może być Cioranowskim wrzuceniem w świat – wbrew naszej woli.

Widzowie spektaklu Tomaszewskiego znajdują się w przestrzeni magazynu wypełnionego kartonami (za scenografię, jak zazwyczaj u tego reżysera, odpowiadają Agnieszka Klepacka i Maciej Chorąży). Na ruchomej taśmie przesuwają się paczki opatrzone logo „Auto sacramental”, do złudzenia przypominającym logotyp Amazona. Nawiązanie do firmy Jeffa Bezosa to aluzja do kapitalistycznego wyzysku, pracy zakładającej odhumanizowanie robotników, współczesnego techno-niewolnictwa z fantazją o zastąpieniu człowieka bardziej wydajną maszyną. Amazon obrazuje piekło współczesnej pracy, a Tomaszewski – proponując wędrówkę przez jego kręgi – staje się dla nas Wergiliuszem. Jak Emil Cioran pisał o przekleństwie narodzin i piekle samoświadomości, które czyni z życia nieprzerwaną agonię, tak Tomaszewski rysuje obraz świata, w którym piekło kapitalizmu zmusza człowieka do porzucenia samoświadomości i poddania się regułom rynkowej gry. Sufler, którym w tekście Calderona staje się Prawo Łaski, to w spektaklu nadzorująca pracowników kobieta o piskliwym głosie, w dopasowanej garsonce i z nieodłącznym skanerem w dłoni (Aleksandra Posielężna). Paradoksalnie, to ona wypowiada kwestię powracającą jak refren: „Kochaj bliźniego jak siebie samego oraz czyń dobro, bowiem Bóg jest Bogiem”.

Przedstawienie zaczyna się od dialogu: „Szuka pan pracy? – No, chyba nie mam wyjścia”. Pojawia się oferta: „Mamy cztery rodzaje pracy: praca stojąca, praca stojąca, praca stojąca, praca stojąca albo praca chodząca, praca chodząca, praca chodząca, praca chodząca”. Adam Mortas, grający stażystę, za chwilę stanie się Dzieckiem w komedii świata („Jako stażysta jest pan naszym dzieckiem!”) – wcześniej to byt zawieszony pomiędzy życiem a śmiercią, zdiagnozowany jako płód. Taka interpretacja postaci z tekstu Calderona stanowi niezwykle celne nawiązanie do aktualnego dyskursu aborcyjnego. Mortas znajduje się w zawieszeniu pomiędzy światem scenicznym i realnością widzów. Staje się ich przewodnikiem – uprawia autoteatr i zagaduje publiczność, testując jej reakcje na odgrywane sceny („Wierzycie, że to jest prawda?”, „Czy ja naprawdę tu jestem?”). Wspomniany pierwszy dialog podgrzewany jest przez wybrzmiewający w tle głos odliczający sekundy do startu rakiety New Shepard, którą Bezos wybrał się w przestworza, realizując fantazję o komercyjnej turystyce kosmicznej (od 250 tysięcy dolarów za lot!). Rakieta – którą pomylić można z kościołem: ma strzelistą wieżę, wisi na niej krzyż – jest jednym z elementów genialnie zrealizowanej scenografii. Z niej na końcu wysiądzie Autor – wszak niebo nie jest dziś efektem biblijnych fantazji, a dostępnym kierunkiem podróży. Kapitalizm to współczesna religia – ostatnia schodzi ze sceny.

 

fot. Natalia Kabanow

 

„Wielki teatr świata” w łódzkim Teatrze Nowym to, zgodnie z zapowiedziami reżysera, „religijny musical”. Pojawiają się w nim swoiste psalmy: „Like a prayer” Madonny czy „…Baby One More Time” Britney Spears. „Ale co tu się dzieje? Błagam – on mówi, że patrzy na swoje posągi, a ta leci i śpiewa »hit me baby«, jakby się zakochała pierwszy raz? Kto dzisiaj robi takie postacie kobiece?” – dopowiada Dziecko, łącznik ze światem sceny. Te i podobne komentarze, chociaż wprowadzają do spektaklu elementy performansu, zdają się naiwne i rozbijają dynamikę spektaklu. Czasami wybrzmiewa z nich nachalna dydaktyka, co w teatrze Tomaszewskiego jawi się jako szczególne zaskoczenie. Tym razem mamy jednak do czynienia z moralitetem: skoro już nie religia, to mężczyzna objaśnia nam świat.

Kiedy nadchodzi czas śmierci – zejścia ze sceny – nikt nie chce się poddać. W sekwencji ukazującej śmierć Piękna (świetny w tej roli) Damian Sosnowski wchodzi na platformę i śpiewa kolejny utwór Britney – „Work, bitch”. Energia pomiędzy aktorami jest tak ogromna, że ewentualne słabości przedstawienia można usprawiedliwiać ich dobrą zabawą. Są w niej szalenie wiarygodni – w momentach muzycznych udaje im się ożywić publiczność, która także dobrze się bawi. Ukazany świat jest równocześnie ładny i brzydki, atrakcyjny i odpychający; są w nim przemoc, seks i zabawa. Każdy jest artystą swojego życia – może uczyć się na błędach i popełniać je znowu.

Koncepcja świata jako sceny, na której role nie zostały sprawiedliwie przydzielone, jest tragiczna i nadal prawdziwa, choć w erze cyfrowej wydaje się oldschoolowa. W wydanym w zeszłym roku przekładzie powieści „Anomalia” Hervégo Le Telliera nakreślona jest podobna, demiurgiczna fabuła – jednak pisarz tworzy postaci, które okazują się złożonymi algorytmami, nadzorowanymi przez nieokreślonych programistów systemu. Czy lepiej być marionetką niezidentyfikowanego Autora, czy symulacją w realnym Second Life? A jeśli „wolna wola” rzeczywiście istnieje i nie ma na kogo zrzucić odpowiedzialności? Spektakl Tomaszewskiego jest satyrą na religię, ale też obrazem subwersywności ról wpisanych w tekst XVII-wiecznej sztuki. Dzisiaj to Bogacz, nie Król, okazuje się nagi. Choć na początku wszyscy zdają się mieć równe szanse – ubrani w takie same robocze kombinezony wykłócają się o przypadające im role – nie dajmy się zwieść! To próba oszustwa w komediowej konwencji, która jest silniejsza w przedstawieniu od, nomen omen, powagi tekstu.

We wszystkie te tematy zaplątał się też teatr, bo współczesny teatr lubi mówić o sobie. Czym jest teatr w teatrze świata? Czy sztuka ta będzie jeszcze ludziom potrzebna, kiedy uświadomią sobie teatralność rzeczywistości? Po co w ogóle chodzić do teatru? Co z tego mamy my, publiczność? Aktorzy, wypowiadając tekst, czasem zdają się ironiczni, znudzeni albo rozproszeni. Może wystawianie sztuki z XVII wieku – nawet jeśli jej treść nie straciła na aktualności – jest trochę nudne, a trochę niepoprawne? Może trzeba poddać ją silnej konwencjonalizacji? Tekst Calderona to moralitet religijny – auto sacramental. Jeśli dzisiaj religią jest kapitalizm, a symbolem boskości Jeff Bezos spoglądający na nas z nieba (choćby tylko przez cztery minuty), to szansa emancypacji z systemu zdominowanego przez kapitał jest mniej realna niż apostazja w Polsce. Z pułapki wymyka się jedynie Biedak, choć akurat on chciałby być w nie uwikłany: „Męka, zmartwienie, prostactwo, niedola, nędza, nieszczęścia, boleści, wzdychanie, rozpacz, cierpienie, powolne konanie, hańba, natręctwo, wstyd, lekceważenie, […] mozól nad siły, pogarda, płacz, wina, to, że się na to poradzić nic nie da, ot, i masz wszystko, co oznacza bieda!”. Tylko outsiderzy pójdą do nieba.

Cezary Tomaszewski udowadnia, że eksperymentując, negocjując z gatunkami (jest przecież, jak sam mówi, „fanatykiem operowym”) i skrupulatnie konstruując sensy, które potem – w jednej chwili – rozbija, nawet z XVII-wiecznego tekstu potrafi zrobić widowisko atrakcyjne dla współczesnej publiczności. Można zastanawiać się nad stawką jego przedstawienia – czy to zabawa, czy raczej nauka, która prowadzić ma do gorzkiej refleksji nad naszym miejscem w świecie? Memento mori oszukane zostaje popową muzyką, dym przypomina o iluzji teatru (czy tylko teatru?), a reżyser nie chce wcielać się w demiurgicznego Autora. Wie, że w teatrze widz dysponuje wolną wolą, na szali znajdując przyjemność oglądania, śmiech, taniec, refleksję i śmierć. Jak już się to wszystko przetrawi, mieszanka, z której składa się „Wielki teatr świata”, okazuje się bardzo smaczna.

 

Pedro Calderón de la Barca, „Wielki teatr świata”
przekład: Leszek Biały
reżyseria: Cezary Tomaszewski

dramaturgia: Aldona Kopkiewicz
scenografia i kostiumy: Agnieszka Klepacka, Maciej Chorąży
reżyseria światła: Jędrzej Jęcikowski
przygotowanie wokalne: Adam Rymarz
nagranie podkładów muzycznych: Sylwia Michalik
nagranie audio: Vadim Radishevskiy
asystentka reżysera / inspicjentka: Agnieszka Choińska

Teatr Nowy im K. Dejmka w Łodzi
premiera: 7.01 2022