Nr 11/2022 Na teraz

Odsłuchy maja

Mateusz Witkowski
Cykl Muzyka

Jedni straszą i biorą odwet na wrogach, drudzy pocieszają i zachwalają prosty żywot. A ja słucham, piszę, a następnie zapraszam – wraz z Harrym Stylesem, AdMą, Alexem G, Bedoesem i White’em 2115.

 

Harry Styles
„Harry’s House”
Erskine Records Limited

Jak przyznał wokalista, tytuł jego najnowszego albumu nawiązuje do twórczości Haruomiego Hosono. Na szczęście to nie jedyna miła rzecz związana z „Harry’s House”.

Słowo „miły” wydaje się w kontekście trzeciego longplaya Brytyjczyka kluczowe. Styles już dawno udowodnił, że życie poza One Direction istnieje. Przeszedł etap okołorockowy (cokolwiek by to znaczyło), teraz nadszedł czas na opowieści o prostych przyjemnościach i domatorskie manifesty (jak w doskonale radzącym sobie na TikToku „As It Was”). „Harry’s House” sprawia chwilami wrażenie „Żywotu człowieka poczciwego” przetłumaczonego w ironiczny sposób na język popu. (Styles doskonale zdaje sobie sprawę z rozziewu między gwiazdorskim statusem a intymnością – przed premierą albumu pojawił się w magazynie „Better Homes & Gardens”, gdzie pozuje do zdjęć w piżamie od Gucciego.) Wraz z zespołem pożycza sobie w najlepsze: a to od sledgehammerowego Petera Gabriela (otwierające „Music For a Sushi Restaurant”) czy Steviego Wondera („Late Night Talking”), a to od artystów indiefolkowych („Boyfriends”). Całość brzmi momentami jak The 1975 pozbawione intelektualnych pretensji. Bo i taka jest właśnie ta płyta: urokliwa, odprężająca, łatwa do słuchania (no, może poza drugą połową „Cinema”, w której aranż stoi w intrygującej kontrze wobec linii wokalnej).

Eskapizm? Może i tak – ale czy nie do tego służy pop?

 

AdMa
„Slash!” (EP)
AdMa

AdMa wraca z EP-ką konceptualną i… problematyczną.

Czuję się nieco niezręcznie. Z jednej strony imponują mi warsztatowy rozwój artystki i nawijka zawieszona między grubo ciosanym ulicznictwem a nieco bardziej technicznym rapowaniem. Podoba mi się odwaga, jaką AdMa prezentuje na „Slash!”: dostaje się zarówno nieuczciwej wytwórni oferującej absurdalny kontrakt, jak i napalonym chłopcom składającym niewybredne propozycje w DM-ach. I oczywiście wszelkiej maści przemocowcom (patrz „BoogieMan”). Dobrze wypada też sam koncept: tytuły (niemal) wszystkich utworów pochodzą z filmów grozy, a AdMa rozprawia się z wrogami jak w klasycznym slasherze, z czym dobrze współgrają nieco horror-rapowe bity Ayona, @atutowego i SlvR Beatz. „Slash!” to deklaracja niepodległości oraz ręka wyciągnięta w stronę wszystkich pań, którym odbiera się prawo głosu (polski hip-hop to w tym przypadku tylko pars pro toto naszej rzeczywistości). Mimo to nawijka AdMy wypada czasem siłowo i sugeruje, że raperka za wszelką cenę chce nam udowodnić, że jest twardą dziewczyną z bloków (to problem dobrze słyszalny również w twórczości Wdowy – nieobecny natomiast w utworach Ryfy). Nie chcę jednak być kolejnym facetem, który tłumaczy kobietom, kim naprawdę są – dlatego zwrócę raczej uwagę na kompozycję zamykającą EP-kę: w zupełnie odbiegającym od reszty numerów „Scary Movie” (tym razem tytuł zaczerpnięto ze znanej parodii horrorów), podanym na reggaetonowym bicie, AdMa jest naprawdę znakomita.

Gdybym miał decydować, to życzyłbym nam właśnie takiej AdMy jak w finale płyty. Ale to nie ja decyduję – i o tym między innymi jest „Slash!”.

Alex G
„Blessing” (singiel)
Domino

Najpierw kwietniowa ścieżka dźwiękowa do filmu „We’re All Going to the World’s Fair”, teraz „Blessing”. Alex G (już nie Sandy) stał się naprawdę straszny. Nie jest to jednak zarzut.

O tym, że Alexander Giannascoli potrafi napisać ładną – choć często konfundującą – piosenkę, wiedzieliśmy już od dawna. Tym razem stawia jednak nie na melodię, a na atmosferę. Całość otwiera shoegaze’ująca ściana syntezatorów, następnie lądujemy gdzieś w okolicach przełomu wieków, a towarzyszy nam gitarowa alternatywa z tamtych lat. Potem bijemy ukłony w stronę Pixies, by na dobre wpaść w Lopatinowską, synthową pętlę. Alex G pod względem wokalnym nie wykracza tu poza deklamację. Zaczyna od słów: „Everyday is a blessing”, ale zanim zdążymy zdziwić się tą radosną, nieprzystającą do jego twórczości literaturą, dorzuca „as I walk through the mud”. I tak oto, po upływie trzech minut i pięciu sekund, nie jesteśmy stuprocentowo pewni, czy mamy do czynienia ze zwykłą (choć alternatywną) twórczością piosenkową, czy z okultystycznym rytuałem. „The horror! The horror!” – chciałoby się powiedzieć – ale za to jaki piękny!

A! Sprawdźcie koniecznie teledysk.

 

Bedoes, White 2115
„BEDOESIARA” (singiel)
2115

Pozwólcie, że tym razem nie będzie o muzyce.

Polski rap się zmienia. We wciąż zmaskulinizowanym i konserwatywnym pod względem światopoglądowym środowisku pojawia się coraz więcej sygnałów, że lata 90. mamy już za sobą. I to najzwyczajniej w świecie cieszy. Moglibyśmy oczywiście kontrargumentować, że drugo- i trzecioplanowe bohaterki klipu do „BEDOESIARY” mogły wziąć udział w castingu, kupiwszy ciuchy ze specjalnej kolekcji. Że wyrazy wsparcia dla osób LGBT, formułowane między innymi przez Bedoesa, nie zawsze brzmią fortunnie. I że w wersach raperów o „bardziej progresywnym usposobieniu” wciąż pojawia się sporo maczystowskiego sosiku. Nie oczekujmy jednak, że newschoolowi hip-hopowcy zaczną mówić głosem „Krytyki Politycznej” czy młodzieżówki Razem (piszę to jako osoba, której ze wspomnianymi środowiskami zdecydowanie jest bardziej po drodze niż z centrum czy prawicą). Cieszmy się raczej hymnami na cześć kobiecej niezależności, linijkami w rodzaju: „Ty nie potrzebujesz typa, co nie umie zrobić prania / Nie umie zrobić obiadu, kolacji i śniadania / Nie potrzebujesz typa, który po sobie nie zmywa / Ty to Bedoesiara, a nie, ku*wa, jego mama”. Albo: „Jej nie obchodzi wcale Ferrari na wynajem / Ona chce mieć gościa, z którym będzie mogła konie kraść” – czy całą antybodyshamingową wymową „BEDOESIARY”. To naprawdę są rzeczy, które jeszcze kilka lat temu pozostawały w przypadku polskiego hip-hopu w sferze marzeń.

A żeby nie było, że o muzyce nie było wcale: Bedoes i White 2115 to porządni zawodnicy, bit @atutowego i Abela de Jonga jest znakomity, całość to niemiłosierny banger.