Nr 9/2021 Na teraz

Nigdy nie będziesz szła sama (na miasto)

Julia Kowalska
Teatr

W „Halce” wyreżyserowanej przez Annę Smolar w krakowskim Narodowym Starym Teatrze jest wszystko: nawiązania do klasyki, oryginalny scenariusz napisany we współpracy z zespołem i aktualny, nośny kontekst polityczny (w spektaklu znaleźć można związki ze skandalicznym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, drastycznie ograniczającym prawo aborcyjne w Polsce, i z falą demonstracji Strajku Kobiet). Na scenie pojawiają się zaangażowani, świadomi kontekstu aktorzy, których grę dopełnia wykonywana na żywo eklektyczna muzyka Enchanted Hunters i choreografia Pawła Sakowicza. Jeśli komuś wydaje się, że połączenie wszystkich tych elementów doprowadzi do przesytu i chaosu – nie w tym przypadku. „Halka” to świetny spektakl: subtelny, ale mocny; wierny polskiej operze narodowej, a współczesny aż do bólu.

Przedstawienie otwiera scena rozgrywająca się w szlacheckim salonie: na dwóch ustawionych naprzeciwko siebie fotelach siedzą Halina – służąca, góralka ze wsi i Stolnik – przyszły teść Janusza, jej pracodawcy. Mężczyzna próbuje nakłonić młodą dziewczynę do aborcji – wszak ciąża jest efektem jej romansu z Januszem, który wkrótce ma żenić się z jego córką, Zofią – niemłodą, ale zamożną panną. W wypowiedzi Stolnika trudno o jasne komunikaty, konkretne stwierdzenia czy wyraźne oczekiwania. Mężczyzna lawiruje i kluczy, jakby oczekiwał, że Halka sama domyśli się treści obcesowego żądania i z własnej woli podejmie zobowiązanie. Nic takiego jednak się nie dzieje – dziewczyna jest spokojna, jakby wyprana z emocji. Zadaje proste, naiwne pytania, którymi prowokuje Stolnika do obnażenia swoich rzeczywistych zamiarów, poglądów i spostrzeżeń. Ten w końcu wybucha i ujawnia, co chował pod płaszczykiem troski o dobro córki. Dobitnie sugeruje Halinie, że sama jest sobie winna, ponieważ rozłożyła nogi przed Januszem. Pozorna troska zafrasowanego Stolnika to pokaz salonowej hipokryzji. Nie chce, by osoby postronne dowiedziały się o romansie, który w kręgu wtajemniczonych jest sprawą powszechnie znaną. Jego pragnieniem pozostaje, by winna ciąży kobieta – która powinna przecież myśleć głową (w przeciwieństwie do mężczyzny, któremu zawsze wolno słuchać tylko głosu przyrodzenia) – pozbyła się uciążliwego problemu; nie w trosce o swoje zdrowie, swój byt, swoją przyszłość, a mając na uwadze konwenans. Zgodnie z jego regułami obiecujący panicz poślubić ma dobrze sytuowaną pannę. Halina ripostuje: mam prawo być w ciąży, mam prawo w niej nie być. Nikomu nic do tego.

Odtąd wszystko, przynajmniej pozornie, rozgrywa się według dobrze znanego schematu tragedii romantycznej. Zaręczyny Janusza i Zofii dochodzą do skutku, choć Halka uparcie próbuje doprowadzić do ich zerwania. Janusz co prawda spotyka się z kochanką – tłumacząc swojej narzeczonej i pozostałym gościom, że służąca jest szalona i potrzebuje pomocy – ale nie ma już zamiaru poświęcać jej czasu i uwagi. Rozpaczającą Halką opiekuje się Jontek–nieszczęśliwie zakochany w niej góral. Łączy ich nie tylko ból miłosnego odrzucenia, oboje zostają bowiem brutalnie wygnani z dworu przez zarządcę, Dziembę, traktującego ich jak roszczeniową hołotę i nie szanującego ich potrzeb, praw oraz uczuć. Podczas ślubu Janusza i Zofii Halka podejmuje ostatnią próbę odzyskania ukochanego. Po niepowodzeniu gotowa jest nawet podpalić świątynię, jednak opamiętuje się. Teraz – zgodnie z tekstem klasycznego libretta – powinna rzucić się ze skały w nurt rzeki.

Tak się jednak nie dzieje: Halka buntuje się przeciwko tragicznemu zakończeniu jej losów i – już jako Halina, postać z przestawienia w reżyserii Anny Smolar – odmawia zagrania samobójstwa postaci z opery Moniuszki. Wobec kolejnych, coraz bardziej natarczywych namów Dziemby, Stolnika, Janusza i Jontka, próbujących przekonać ją do wypełnienia tragicznego schematu, oświadcza, że wychodzi z koleżankami na miasto. Tak kończy się pierwsza część spektaklu. Część druga jest bardzo osobliwym widowiskiem utrzymanym w konwencji prezentacji „dalszych losów” Janusza, Zosi, Stolnika, Jontka i Dziemby. Małżeństwo Janusza i Zofii okazuje się dalekie od ideału: mężczyzna jest wiecznie zmęczony i marudny, kobieta znudzona i poirytowana. Stałym bywalcem ich domu jest Jontek, opiekun dziecka Janusza i Haliny (które na scenie wyobraża… plecak), a także kochający przybraną wnuczkę Stolnik, gorliwie wykonujący wiele obowiązków związanych z opieką nad dzieckiem oraz Dudziarz – w pierwszej części posępny umilacz zaręczyn i wesela, a w drugiej służący Janusza i Zofii.

Spektakl grany jest przez zespół aktorski z ogromnym – i wyraźnie zaznaczanym – dystansem do klasyki. Ze sceny wprost wybrzmiewają pytania, wątpliwości i zarzuty w odniesieniu do klasycznego tekstu, jego autorów oraz tradycji wystawiania. Aleksandra Nowosadko nie ma pewności, czy w scenie, w której grana przez nią Halka usiłuje przerwać zaręczyny Janusza, postać jest jeszcze w ciąży, czy też dziecko już jest na świecie. Karolina Kraczkowska jako Tancerka (sama grająca weselnych gości i tłum gapiów) zaznacza, że – wbrew utartemu schematowi – nie będzie naśmiewać się z lamentującej Haliny, wyrzuconej na bruk z domu kochanka. Kreowana przez Magdę Grąziowską Zofia nie chce udawać, że nie wie o kochance przyszłego męża i nie widzi, jak próbuje ona udaremnić ich ślub – nawet kiedy robi to, siedząc na kanapie, zajadając żelki i biernie obserwując przebieg wydarzeń. W każdej z tych scen – a podobne przykłady można by przytaczać dalej – wykonawcy dosadnie dzielą partie, w których odtwarzają klasykę, od tych, w których ją komentują. Ten zabieg jest nieprawdopodobnie cenny – na polskich scenach z reguły panuje przekonanie, że w klasyce nie ma nic złego. Wystarczy wystawić ją dosłownie, albo – wręcz przeciwnie – drastycznie uwspółcześnić, żeby wydobyć nowoczesny, wolnościowy przekaz. Anna Smolar wraz ze współpracowniczkami i współpracownikami idą trzecią drogą: obnażają tkwiące w klasyce skostniałe konstrukcje i tradycyjne formy jej wystawiania. Uzmysłowiają widzom, że potrzebujemy podważania i kontestowania tradycji, komentarzy do niej, rozwikływania klasycznych tekstów i gestów, które do tej pory były przezroczystą normą. Wszystko to szczególnie wyraźnie widoczne jest w pozycji społecznej, zachowaniu i losach kobiecych postaci „Halki” Anny Smolar.

 

fot. Magda Hueckel

 

Krakowski spektakl według scenariusza reżyserki i Natalii Fiedorczuk to przedstawienie o kobietach, którego realizatorki bezbłędnie rozprawiają się ze stereotypami i fantazmatami w treści dziewiętnastowiecznej opery. W rozmowie Stolnika z Haliną padają sformułowania podobne do tych, które do dziś słyszą kobiety od tak zwanych „strażników molarności”. A to tylko wierzchołek góry lodowej. W spektaklu wyeksponowany zostaje osobliwy paradoks: pogarda wobec prostej kobiety „z ludu”, niewykształconej i nisko urodzonej, miesza się z seksualną fascynacją. Wynika ona właśnie z domniemanej dzikości, nieokrzesania, pozostawania poza wyższą sferą – a więc z nieskażenia konwenansem (jak przyznaje sam Janusz, Halina była bardzo dobra w łóżku). Smolar podkreśla, że dla historycznych twórców i inscenizatorów najważniejszy w kobiecych bohaterkach był (a dla ich spadkobierców jest do dzisiaj) ich wygląd na scenie.

Halka, na chwilę przed tym, jak – zgodnie z tradycją inscenizacyjną – skoczyć ma do górskiego potoku, jest przez kilka minut starannie dekorowana przez mężczyzn. Pojawiają się kwiaty, a jej długie włosy są rozrzucane na ramionach w pozornym nieładzie. W najtragiczniejszej chwili, u kresu życia, postać kobieca musi być piękna. Co za absurd! Zdaje się, że żeńskie bohaterki polskich utworów klasycznych nie mają innej możliwości: mogą tylko nieszczęśliwie się zakochać, oszaleć z miłości, a w końcu – tragicznie umrzeć. Aleksandra Nowosadko, która u Smolar gra tragiczną protagonistkę, odmawia samobójstwa jako Halina. Buntuje się, że po kilku latach szkoły w każdym spektaklu musi na scenie umierać.

Krakowska „Halka” to studium siostrzeństwa – a raczej jego braku, spowodowanego ustawianiem wszystkich kobiecych postaci w bolesnych opozycjach względem siebie nawzajem. Zofię i Halinę dzieli wszystko: jedna jest bogata, druga uboga, pierwsza dojrzała, druga młodziutka. Zofia należy do wyższych sfer, jest ze świata konwenansu i kultury, a Halka to emanacja żywiołów i natury. Jakby tych różnic było mało, obie pragną być z tym samym mężczyzną, co dodatkowo czyni je rywalkami. Zespół pracujący nad przedstawieniem w Starym Teatrze dostrzegł linię przecinającą kobiecy zbiór i spróbował ponownie go połączyć: oto pod koniec spektaklu Zosia i Halina, Tancerka i – mający kobiecy wygląd, ale nieidentyfikujący się z kobiecością – Dudziarz dojrzewają do trzymania się razem. Na przekór krzywdzącym podziałom i sztucznie piętrzonym konfliktom, jednoczą się.

Tak jak patriarchat krzywdzi nie tylko skazane na wieczną dyskryminację kobiety, ale i mężczyzn – wymagając, by byli niezłomnymi, dominującymi zdobywcami i twardzielami, tak w „Halce” wiwisekcji poddane zostają nie tylko postaci kobiece, ale również męskie. Oto Janusz dostaje przestrzeń, by być, po prostu, „mężczyzną w średnim wieku” – niekoniecznie silnym i samowystarczalnym, a często też miękkim i przestraszonym przemijaniem czy swoją niezbyt dobrą sytuacją finansową. Jontek może być dumnym ze swojego pochodzenia góralem posługującym się gwarą i równocześnie bez wstydu przebywać wśród „wyższych sfer”. Stolnik – zamiast wywierać na swojej córce niezdrową presję – może szczerze odradzać jej pochopne macierzyństwo. Wreszcie wszyscy mogą być troskliwymi, czułymi, przejętymi ojcami i dziadkami, sprawując opiekę nad małymi dziećmi bez udziału kobiet. Bo to właśnie także jest męskie.

„Halka” w reżyserii Anny Smolar to znakomity przykład nowoczesnego podejścia do klasyki – przepełnionego szacunkiem, ale i badawczym dystansem. Tak otwarte czytanie tekstów dawnych powinno stać się powszechną praktyką wystawienniczą. Czego życzę zarówno sobie – jako widzce – jak i polskim scenom teatralnym.

„Halka”
reżyseria: Anna Smolar

scenariusz: Natalia Fiedorczuk, Anna Smolar, we współpracy z zespołem aktorskim
scenografia i kostiumy: Anna Met
choreografia: Paweł Sakowicz
muzyka: Enchanted Hunters (Magdalena Gajdzica, Małgorzata Penkalla)
reżyseria światła i wideo: Liubov Gorobiuk

Narodowy Stary Teatr w Krakowie
premiera: 16.06.2021