Nr 20/2022 Na teraz

Otchłań starości

Mateusz Żebrowski
Film

Gaspar Noé ma łatkę enfant terrible światowego kina. Argentyński reżyser jest dilerem skrajnych audiowizualnych doświadczeń. Za pomocą rozedrganego, pulsującego obrazu od lat narkotyzuje publiczność. Czy można było się spodziewać, że taki twórca zrealizuje kameralny, wyciszony, płynący powolnym tempem film o starości i umieraniu? Wbrew pozorom trudno tu o jednoznaczną odpowiedź. Noé ma w zwyczaju zaglądać w zakamarki egzystencji, w które nikt przed nim lub nikt w taki sposób nie zaglądał. „Vortex” nie jest pod tym względem wyjątkiem. Sto czterdzieści minut spędzone z parą osiemdziesięciolatków zmagających się z mozołem codzienności ma w sobie coś z immersyjnego tripu w otchłań zniedołężnienia i demencji.

X muza nie przepada za starością (co nie oznacza, że na jej temat nie kręci się dobrych, ważnych filmów). W centrum zainteresowań twórców kina od zawsze znajduje się przede wszystkim młodość. Trafnie opowiada o tym niedawny horror Ti Westa „X” (2022), w którym samozachwyt grupki atrakcyjnych dwudziesto- i trzydziestolatków kręcących film pornograficzny zostaje zestawiony z ich pełną obrzydzenia reakcją na obwisłe ciała i przeżarte przez demencję umysły sędziwych właścicieli rancza.

Przed obiektywem wdzięczą się głównie osoby piękne i młode, urastające niekiedy do miana współczesnych bogów. Pomimo wielu przemian obyczajowych i krytyki kultu młodości, dla aktorów w jesieni życia wciąż brakuje ról w mainstreamowych, nieniszowych produkcjach – a jeśli już takowe się pojawiają, to wpisują się w stereotypowe postrzeganie matuzalemowego wieku. Często więc artyści przekraczający określoną liczbę lat zostają skazani na filmowy drugi plan i granie sympatycznych i wyrozumiałych babć oraz dziadków. Niekiedy twórcy unikają bezpośredniego przedstawiania starości nawet w opowieściach o alzheimerze. Aktorki Julianne Moore i Julie Christie miały odpowiednio pięćdziesiąt cztery i sześćdziesiąt sześć lat, kiedy wystąpiły w dramatach o rozwoju choroby neurodegeneracyjnej (Moore zagrała w filmie „Motyl Still Alice” [2014], a Christie w „Daleko od niej” [2006]). Pomarszczone ciało i wyblakłe oczy nie są sexy, a kino wciąż chce takie być. Nic więc dziwnego, że jeśli już show biznes wykazuje zainteresowanie przedstawicielami starszego pokolenia, to wybór pada na przykład na Jane Fondę, która wyglądem i wigorem zaprzecza swojemu wiekowi.

Noé przyznał, że jego znajomi nie mają oporów, żeby oglądać filmy o brutalnych gwałtach, kazirodztwie czy pedofilii, ale niechętnie zasiadają przed ekranem, kiedy trzeba zanurzyć się w historie o starych, umierających ludziach. Łatwo to zrozumieć – opowieści o ekstremalnych dewiacjach oferują odbiorcy posmak potworności, jaka nie występuje i być może nigdy nie wystąpi w ich życiach. Starość jest za to cieniem kładącym się na przyszłej egzystencji niemal każdego człowieka.

Noé nie boi się poruszać tematów budzących u innych lęk. Wybór motywu przewodniego „Vortexu” był dodatkowo podyktowany niedawnymi przeżyciami reżysera – artysta doświadczył wylewu, w podobnym czasie jego matka zaczęła cierpieć na demencję, a ojciec ciężko przeszedł COVID-19. Wydarzenia te wytworzyły w nim potrzebę opowiedzenia o chorobie i odchodzeniu. „Vortex” nie jest pierwszym filmem Noégo flirtującym z tematyką tanatyczną (być może każdy jego obraz w mniejszym lub większym stopniu jej dotyka). Starsze o dekadę „Wkraczając w pustkę” (2009) portretowało jednak inną sytuację niż najnowsze dzieło reżysera – wędrówkę duszy dwudziestokilkulatka zmarłego w wyniku postrzelenia. W „Vortexie” niemal nie zobaczymy młodości – głównymi bohaterami są w nim osoby w zaawansowanym wieku, a obecny w kilku scenach mały wnuk jest dla dziadków przede wszystkim drażniącym elementem otoczenia.

mat. prasowe Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

Oczywiście, nie należy kreować mylnego wrażenia, jakoby Noé odkrywał Amerykę i był pierwszym reżyserem kreującym dogłębny, realistyczny, nieupiększony portret starości (lepiej niż kino fabularne z tematem radzą sobie dokumenty, co w polskim kinie udowadnia chociażby twórczość Zofii Kowalewskiej). W ostatnich latach pojawiły się takie filmy, jak „Miłość” (2012) Michaela Hanekego, „My dwie” (2019) Filippo Meneghettiego czy „Ojciec” (2020) Floriana Zellera. „Vortexowi” najbliżej do ostatniego z wymienionych tytułów – francuski reżyser i dramatopisarz próbował dobrać środki stylistyczne tak, żeby zobrazować stan umysłu osoby z demencją. Noé jest jednak bardziej radykalny niż Zeller, a przy tym nie sili się na narracyjne fajerwerki (palimpsestowa struktura fabularna była ogromną zaletą „Ojca”). Argentyńczyk używa prostych, ale sugestywnych środków – wystarczy mu dwoje ludzi, dwie kamery i split screen. Poza idyllicznym prologiem, kiedy postacie dzielą wspólny kadr, przez resztę czasu widz obserwuje dwa osobne obrazy, wewnątrz których rozgrywa się trudna i powolna walka z codziennymi czynnościami. Split screen pozwala uwypuklić samotność starości. Można przebywać w jednym mieszkaniu, a jednak pozostawać w świecie własnych, niedostępnych dla innych demonów. On – grany przez włoskiego nestora reżyserii, Daria Argento – walczy z problemami sercowymi i próbuje pisać książkę o kinie i snach; udaje dobrą formę, a aktywnością zawodową chce oszukać widmo śmierci. Ona – w tej roli zasłużona francuska aktorka, Françoise Lebrun – kiedyś szanowana psychiatra, dziś traci kontakt z rzeczywistością z powodu nasilającej się z dnia na dzień choroby neurodegeneracyjnej.

Noé konfrontuje nas z niezwykle trudnymi, mistrzowsko poprowadzonymi, na wskroś werystycznymi scenami. Jedną z nich jest wizyta bohaterki w wielobranżowym sklepie samoobsługowym. Obserwujemy, jak kobieta błądzi pomiędzy półkami, całkiem zapominając, po co tu przyszła, a nawet gdzie jest. Dramatyzm sytuacji wzmacnia podzielony ekran. Kiedy Ona być może po raz ostatni mierzy się ze światem zewnętrznym, On spokojnie pracuje w swoim gabinecie. Analogiczna jest długa sekwencja, w której postać Argento dostaje zawału. W tym czasie nieświadoma czegokolwiek żona śpi. Odseparowanie dwóch punktów widzenia, dwóch doświadczeń starości, boleśnie uświadamia, że bohaterowie nie są już w stanie sobie pomagać.

Siła „Vortexu” tkwi w jego antynarracyjności i przenoszeniu środka ciężkości ze sfery fabularnej na doświadczenie. Noé nie ma na celu opowiedzenia spójnej historii. Zależy mu na pokazaniu zbioru prozaicznych zdarzeń, z jakimi mierzy się para osiemdziesięciolatków. Rutyna kultywowanych i powtarzalnych przez lata czynności wchodzi w konflikt z wszechobecnym rozpadem i wdzierającym się do każdego działania chaosem. Mechanicznie przygotowywana poranna kawa czy próby sprzątania stosu papierów kończą się małymi katastrofami – niezakręconym kurkiem z gazem i zatkaną toaletą. Wraz z bohaterami uczestniczymy w powidokach dawnej witalności, którą znamy z naszych, dużo sprawniejszych zmagań z materią rzeczywistości. W „Vortexie” patrzy więc na nas otchłań własnej starości.

Doświadczeniowy charakter filmu budują również wybitne role Argento i Lebrun. Trudno uwierzyć, że dla włoskiego mistrza horrorów to dopiero pierwsza taka aktorska kreacja. Być może klucz do jego sukcesu tkwi w reżyserskiej metodzie – autor „Climaxu” pozwala na planie improwizować, a pisane przez Noégo scenariusze są kilkustronicowymi szkicami, dającymi aktorom przestrzeń do własnych wyborów. Jednak oglądając „Vortex”, nie sposób przede wszystkim oderwać wzroku od Lebrun. Francuzka w sposób niezwykle autentyczny oddaje na ekranie zagubienie i z góry przegraną walkę o zachowanie umykających wraz z chorobą resztek tożsamości. W filmie siła wykreowanych postaci nie płynie z dialogów czy z konfrontacji pomiędzy antynomicznymi osobowościami, ale z nasycenia bohaterów czystym istnieniem, które wraz z nieubłaganym upływem czasu okazuje się coraz trudniejsze.

„Vortex” boli poprzez sposób, w jaki – bez upiększeń – pokazywany jest w nim wycinek egzystencji spychany często poza margines kultury. Na ile ów ból oglądania prowadzi do odbiorczego katharsis? Za ogromną wartość należy uznać już samą szansę, jaką otrzymuje widz – może on emocjonalnie zmierzyć się ze starością i powolnym umieraniem, bo – jak dowodzi w swoim filmie Noé – nic co ludzkie nie powinno być nam obce.

 

„Vortex”
reż. Gaspar Noé
premiera: 16.09.2022