28 listopada 2017
ciambra

W sidłach kultury

Tytułowa Ciambra z filmu Jonasa Carpignano to romska dzielnicą małego miasteczka we włoskiej Kalabrii. W tej opowieści o pewnym nastolatku, który chciałby jak najszybciej przekroczyć próg dorosłości, pragnienie, by w oczach lokalnej społeczności stać się mężczyzną, jest związane z koniecznością utraty czegoś niezwykle cennego – nie tylko dziecięcej niewinności, ale również zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. „Ciambra” jest wyjątkowo realistycznym obrazem zamkniętej grupy, która rządzi się własnymi, momentami niezwykle szokującymi, zasadami.

Styl fotografowania zastosowany przez Carpignano przypomina prace dokumentalistów. Również sposób opowiadania wymyka się w znacznej mierze żelaznym zasadom fabularnej narracji. Jego kamera wydaje się raczej obserwować, podążać za bohaterami, których filmuje w wyjątkowo ciasnych kadrach, niż prowadzić ich jasno wytyczoną ścieżką skrupulatnie skonstruowanej opowieści. Reżysera bardziej interesuje ukazywany na ekranie świat i rządzące nim zasady, które podgląda z pasją antropologa, niż najbardziej nawet wciągająca historia. Fabuła bowiem wynika z fotografowanej rzeczywistości i służy jedynie temu, by lepiej przeniknąć obserwowany świat.

Przewodnikiem po nim jest nastoletni Pio, najmłodszy z rodzeństwa, któremu pragnie dorównać – w jego przypadku: w złodziejskim fachu. Bracia Pio starają się utrzymać liczną rodzinę, właśnie kradnąc samochody, walizki z pociągów czy włamując się do mieszkań. Niedopuszczany do większych „zleceń” Pio stara się pracować na swoją reputację w społeczności na własną rękę. Gdy jednak główni żywiciele rodziny – najstarszy brat oraz ojciec – zostają zamknięci w więzieniu, to właśnie na jego barkach spoczywa obowiązek zatroszczenia się o siostry i matkę. Ta ostatnia niby oburza się, gdy przyłapuje najmłodszego syna na złodziejskiej działalności, ale kiedy chłopak wkłada jej do ręki setki euro za spieniężonego smartfona, tablet czy samochód, nie mówi ani słowa.

Carpignano koncentruje się przede wszystkim na zjawisku enkulturacji, czyli edukowania kolejnych pokoleń do życia według kulturowych zasad rządzących społecznością. Dlatego z wyjątkową, wręcz ocierającą się o niemoralność (pamiętajmy, że „Ciambra” jest fabułą, a nie dokumentem, choć momentami można o tym faktycznie zapomnieć) fascynacją pokazuje malutkie, kilkuletnie dzieci, którym starsze rodzeństwo bez wahania daje papierosy czy polewa alkohol. Można odnieść wrażenie, że proces wychowywania w tej społeczności jest związany z postępującą degradacją – zdrowotną, moralną, emocjonalną – a nie rozwojem. Nastolatki nie potrafią czytać, dzieci nie są posyłane do szkoły, a za kształtowanie ich ducha odpowiadają lokalna dyskoteka i alkoholowo-seksualne spotkania ze znajomymi.

Również wyartykułowany pod sam koniec filmu konflikt moralny, przed jakim staje Pio, jest związany z akceptacją bądź odrzuceniem zasad, które konstytuują pełnoprawnych członków społeczności. Carpignano stara się unikać autorskiego zaangażowania w fotografowany świat. Z chłodnym dystansem dokumentalisty zdaje się jedynie obserwować. Nie chce oceniać, komentować, by największą siłą filmu uczynić autentyzm obrazu. Ale ostatecznie zbudowana przez niego struktura, jak również finalne porzucenie dokumentalizmu i obserwacji na korzyść moralitetu zdradzają jego stosunek do ukazanej rzeczywistości, który jest – zaznaczmy od razu – dość ambiwalentny.

Z jednej strony reżyser sympatyzuje ze swoim bohaterem, którego złodziejską praktykę zdaje się na różne sposoby usprawiedliwiać – że takie wzorce społeczne, taka rodzinna konieczność, presja społeczna, sytuacja w domu i brak innych możliwości. Ta narracja zostaje dodatkowo wzmocniona wskazaniem na bardzo ciekawe zależności międzykulturowe, które układają się w łańcuch wzajemnych uprzedzeń. Romowie, świadomi swojej złej reputacji we włoskim społeczeństwie, jeszcze niżej od siebie lokują „Afrykańców”, jak mówią o imigrantach z Afryki. Podczas jednej z imprez zgodnie twierdzą, że się ich boją, że czarnoskórzy przybysze są dla nich obcy, niezrozumiali, brudni i godni najwyższej pogardy. W tej scenie można zaobserwować bardzo ciekawe semiotyczne przeniesienie, bowiem krzywdzące, stereotypowe określenia, które padają z ust Romów w stosunku do Afrykańczyków, często pojawiają się przecież w dyskursie na temat samych Romów. Carpignano przedstawia więc skrajnie patologiczną – jak na zachodnioeuropejskie standardy – rzeczywistość z pewną dozą wyrozumiałości, wskazując bez uprzedzeń i pogardy na wpływ transmisji wzorców kulturowych, brak alternatyw i długą tradycję odcinania się od społeczeństw, wśród których przyszło Romom żyć.

Z drugiej strony jednak reżyser ukazuje pułapkę, którą na Pio zastawiła własna kultura. Chłopak zostaje postawiony przed tragicznym wyborem, a żadna z dostępnych opcji nie wydaje się satysfakcjonująca. Musi zdecydować, czy będzie lojalny wobec przyjaciela, czy wobec rodziny. Tę dramatyczną sytuację sprokurował osobiście, gubiąc się w narzucanych przez kulturę wzorcach zachowań i społecznych oczekiwaniach. Brak autorytetów i osób, które sprawowałaby opiekę, a przy tym prowadziły po meandrach lokalnej obyczajowości, prowadzi do tego, że chłopak musi odkrywać rzeczywistość, ucząc się jej na własnych, czasami tragicznych błędach.

To napięcie – między zrozumieniem i krytyką ukazanej rzeczywistości – przenika cały film. Wewnętrzna ambiwalencja ostatecznie jednak przeradza się w paradoks. Carpignano dokłada najwyższych starań, by obraz filmowego świata w jak najwyższym stopniu przypominał autentyczną, romską rzeczywistość. Ruchy kamery naśladują sposób filmowania dokumentalistów, a reżyser zdradza się ze swoim zacięciem antropologicznym. Cała ta niezwykle efektowna maszyneria produkująca dokumentalny wręcz realizm okazuje się zaprzęgnięta tylko po to, by przedstawić wizję świata najbardziej zbieżną ze stereotypami na temat życia Romów. Rzecz nie w tym, czy faktycznie tak ona wygląda, przynajmniej gdzieniegdzie. Po prostu marnotrawstwem wydaje się taki sposób wykorzystania ciężko wypracowanego realizmu, by zaprezentować jedynie to, co funkcjonuje w społecznej wyobraźni na temat Romów jako najbardziej popularny stereotyp.

Ostatecznie, choć Carpignano stara się podchodzić do swojego bohatera i świata, w którym on żyje, z ciepłem, zrozumieniem i wrażliwością na odmienność, to wspiera swoim filmem narrację odpowiedzialną za nieprawdziwe, krzywdzące i groźne uprzedzenia wobec Romów. Wydaje się, że realizm na służbie kina posiadającego ambicje antropologiczne powinien być wykorzystany w celu demistyfikacji, komplikacji i wskazywania na złożoność rzeczywistości, a nie zamykania jej w pudle popularnych sądów.

 

„Ciambra”
reż. Jonas Carpignano
premiera: 10.11.2017

Mit Lanthimosa
15 grudnia 2017

Mit Lanthimosa

W niedzielę, 29 października, kiedy decyduję się obejrzeć „Zabicie świętego jelenia” na American Film Festival we Wrocławiu, orkan „Grzegorz” szaleje w najlepsze. Stąd moje obawy i jednocześnie świadomość oceanu szaleństwa, stojącego za podjęciem decyzji o wyruszeniu tego dnia w podróż...

Metatechnologiczny świat
15 grudnia 2017

Metatechnologiczny świat

Prezentowana w krakowskim MOCAK-u wystawa „Nonsensowne technologie” Przemysława Jasielskiego i Rainera Prohaski to wyraz stworzonej przez artystów w 2015 roku koncepcji artystycznej opierającej się właśnie na pojęciu tytułowych „nonsensownych technologii”...

Teza, antyteza, synteza
13 grudnia 2017

Teza, antyteza, synteza

Wbrew temu, co może się pochopnie nasuwać, Lotto nie nazwali się na cześć Totalizatora Sportowego – zainspirował ich zapomniany artysta, Lorenzo Lotto.