12 października 2015
alt
fot. Joanna Gałuszka

Radykalna prawda

Kto jest dzisiaj przyjacielem, a kto wrogiem ludu? Jaką wartość, wobec władzy i pieniędzy, ma prawda? Jan Klata inscenizuje dramat Henryka Ibsena, proponując dyskusję na temat populistycznych, ale i idealistycznych deklaracji współczesnych polityków. Wykorzystuje przy tym aktualne – w obliczu kolejnych tegorocznych wyborów – tematy medialne.

Centralny konflikt z „Wroga ludu” Ibsena, wokół którego Jan Klata rozgrywa przedstawienie, toczy się pomiędzy doktorem Tomasem Stockmannem (Juliusz Chrząstowski) a jego bratem i przełożonym – burmistrzem Peterem (Radosław Krzyżowski). Inicjuje go odkrycie przez doktora ekologicznego zagrożenia, którego źródłem jest miejscowe uzdrowisko, będące chlubą miasta i podstawowym źródłem dochodu jego mieszkańców. Tomas, mając na uwadze zdrowie miejscowych i kuracjuszy, pragnie ujawnienia wyników swoich badań. Peter, przerażony perspektywą ekonomicznego upadku miasta, dąży do przemilczenia prawdy na temat kurortu. Obrazowym znakiem opozycji w sposobie bycia bohaterów i różnic wyznawanych przez nich racji są kostiumy: idealista Doktor najczęściej pojawia się w niedopasowanych, zgniłobrązowych spodniach i wyciągniętym, staromodnym swetrze, populistyczny burmistrz zaś – w perfekcyjnie eleganckim garniturze.

Dom Tomasa przypomina pusty basen, do którego powrzucano – jakby przypadkowo – tandetne, różnokolorowe i niepasujące do siebie meble. Pojawiający się w tym wnętrzu Peter przypomina egzekutora, którego zadaniem jest pilnowanie porządku i dbałość o styl. Komu łatwiej zaufać? Klata daleki jest od sugerowania widzom konieczności opowiedzenia się po jednej ze stron. Zamiast tego pokazuje niedorzeczność zachowań protagonistów: dwóch postawnych, dorosłych mężczyzn, którzy przerzucają się głupimi wyzwiskami, okładają łapkami niczym dzieci i używają wielkiego pora jako narzędzia walki. W spektaklu drażni nieustanne rozgrywanie tego – kluczowego dla dramaturgii tekstu Ibsena – konfliktu w oparach beztroskiej, przaśnej zabawy. Sceny domowego pijaństwa – pełne sformalizowanych ruchów, tworzących rodzaj zbiorowego tańca (choreografia Maćka Prusaka) – wydają się efektowne tylko przez chwilę. Klata wprowadził je, dążąc do ukazania postaci Doktora i Burmistrza jako showmanów próbujących przekonać swoich słuchaczy nie racjonalnymi argumentami, a poprzez wzbudzanie gwałtownych emocji. Występ Tomasa Stockmanna pełen jest chaotycznych – choć równocześnie harmonijnych – dźwięków. Szalony taniec Chrząstowskiego sprawia, że grana przez niego postać wydaje się beztroska i wolna. Z kolei jego brat animuje choreograficznie i muzycznie znajdujące się na scenie osoby, tworząc z nich jedno muzyczno-taneczne ciało, wyśpiewujące wzniośle „param pam pam”.

Walka o uzdrowisko staje się metaforą współczesnej walki politycznej. W improwizowanym, wypowiadanym wprost do publiczności monologu doktora, niczym w antycznej parabazie, pojawiają się komentarze do wielu aktualnych spraw, tak chętnie poruszanych przez przedstawicieli polskich stronnictw politycznych. Powraca problem krakowskiego smogu i regulacji prawnych z nim związanych, a także temat ewentualnej obecności uchodźców w Polsce. Tyradę kończy komentarz na temat gry obietnicami, dobrze znanej z kampanii wyborczych. Cała ta scena okazuje się przełomowa dla spektaklu, ponieważ dopiero w trakcie jej trwania widz zaczyna dostrzegać aktualność problemu, który poruszył Ibsen. To popis aktorski znakomitego Chrząstowskiego, który wychodzi z roli Stockmanna, mówiąc jakby we własnym imieniu. Całkowita zmiana formy – z przerysowanej, przaśnej, groteskowej, nierealistycznej; na bezpośrednią, akcentującą obecność widowni – sprawia, że widzowie nie mogą pozostać obojętni wobec padających ze sceny słów. Chrząstowski obnaża teatralność sytuacji, stwierdzając: „tak mnie wyreżyserowano”. W imieniu swoim, a także Klaty, pyta więc, czy zakazać biednym ludziom palenia węglem, czy wpuścić uchodźców oraz czy ignorować puste obietnice polityków. Nie chodzi przy tym wcale o konieczność formułowania odpowiedzi na te pytania, a raczej o próbę pokazania, że nasze zdanie, nawet gdy tracimy cierpliwość i popadamy w złość, nie ma żadnego znaczenia. Wobec rzeczywistości politycznej pozostajemy bezradni.

Wraz z kolejnymi zmianami poglądów mniejszych urzędników, przedstawicieli prasy i zwyczajnych obywateli (reprezentowanych przez żonę i córkę Tomasa), decydujących o tym, kogo powinni poprzeć, szala zwycięstw i porażek Doktora i Burmistrza przechyla się to na jedną, to na drugą stronę. Urzędnicze decyzje dyktowane są przez pragnienie zyskania większej władzy i wpływów, podczas gdy dziennikarze szukają sensacji, sławy, a przede wszystkim – pieniędzy. Rodzina walczy o coś, co nazywa „rozsądkiem”, lecz z upływem czasu hasło to okazuje się pustą, pozbawioną znaczeń formą. Zaciera się różnica pomiędzy uznawaniem kogoś za przyjaciela czy wroga ludu. Maski nie opadają, a zmieniają się, czego znakiem jest ubranie eleganckiego, białego munduru przez sympatycznego doktora, a także przywdzianie pikowanego płaszcza i wełnianej czapki przez oziębłego burmistrza. Kiedy pojawia się nierozstrzygnięte pytanie dotyczące rzetelności wyników badań, powraca poczucie niepokoju o dewaluację prawdy, którego nie sposób się pozbyć.

Podejmując dyskusję na temat racjonalności i rozwagi, Klata podważa normalizującą zasadę moralności na rzecz głoszenia radykalizmu. W obliczu emocjonalnych uniesień doktora, wyrachowania „ludu” oraz racjonalności burmistrza nikt nie odnosi zwycięstwa. W jednej z ostatnich scen Klata pokazuje rodzinę Tomasa, której członkowie uśmiechają się do widowni, jakby pozowali do rodzinnej fotografii. Słychać wystrzały z karabinu, które zdają się uderzać w postacie na scenie. Ich ciała nie zostają jednak uszkodzone, więc po odegraniu reakcji na przyjęcie kuli znów zaczynają pozować. Ktoś nabazgrał znaczące „WON!” na murze. Można pomyśleć, że w mieście znaleźli się już niechciani uchodźcy, stężenie smogu osiągnęło krytyczny poziom, a politycy nie dotrzymali obietnic. Zapanował chaos, brud i bałagan. Ten, kto wyrzeknie się prawdy i przyjmie fałszywy kodeks moralny – otrzyma spadek od ojca, rockmana i satanisty (Zbigniew Ruciński w charakteryzacji à la Nergal). Kto zaś zrezygnuje z pieniędzy i stabilizacji życiowej – skazany zostanie na pełną niebezpieczeństw tułaczkę. Po stronie prawdy Klata stawia moralną konsekwencję. Ci, którzy się na nią zdecydują, nie zostaną wynagrodzeni: nie zyskają uznania ani szacunku społecznego, nie będzie im zapewnione finansowe wsparcie. Rozrzucone meble w domu Stockmanna pokryje szara folia, która poruszana, zamieni się w burzowe morze. Jednak nawet w obliczu potopu radykałowie zdołają utrzymać się na powierzchni.

Henryk Ibsen, „Wróg ludu”
reżyseria: Jan Klata
scenografia: Justyna Łagowska
choreografia: Maćko Prusak
Narodowy Stary Teatr w Krakowie
premiera: 03.10.2015

 

Solidarni w przemijaniu
19 lutego 2020

Solidarni w przemijaniu

Jest więc „Kłamstewko” filmem o inscenizowaniu fikcji dla bardzo wymagającej publiczności, o fingowaniu rzeczywistości w specyficznych, antyhollywoodzkich warunkach: w środku chińskiego kolektywu, w którym to rodzina poświęca się dla utrzymania dobrostanu jednostki, a nie – jak przyzwyczaiło nas globalne Hollywood – pojedynczy człowiek heroicznie wykuwa dobrostan własnego stada...