04 października 2018
sharpobjects

Dalszy plan: Ozark, Sharp Objects

Spośród premierowych seriali ostatnich dwóch lat „Ozark” i „Sharp Objects” nie są domyślnym zestawieniem. Zaskakująco wiele osób zestawia choćby „Ozark” z „Breaking Bad”, za najważniejszy punkt wspólny uważając niewielką charyzmę głównego bohatera oraz jego przejście na ciemną stronę mocy. To podobieństwo raczej powierzchowne, więcej zaciemniające niż objaśniające. Tymczasem „Ozark” i „Sharp Objects” („Ostre przedmioty”) nie mają ze sobą właściwie nic wspólnego – poza lokalizacją. Ta jednak odgrywa w obu przypadkach kluczową rolę.

Mimo że duża część zdjęć w obu produkcjach miała miejsce w rozmaitych lokalizacjach w Stanach Zjednoczonych, za klimat seriali oraz kontekst wydarzeń odpowiada stan Missouri. Obok wybitnego filmu z Frances McDormand z ubiegłego roku Środkowy Zachód cieszy się zmiennym zainteresowaniem w popkulturze. Trudno się zresztą dziwić. Kolebka dzisiejszych USA, wielka niemiecka imigracja, duże miasta tyleż interesujące, ile niedorastające do mitu San Francisco, Nowego Jorku czy Austin. Missouri, z najbardziej liberalną polityką alkoholową i nikotynową w Stanach, dorobiło się nieoficjalnego przydomka: The Show-Me State, co oznacza ni mniej ni więcej, że mieszkańcy regionu nie wierzą, dopóki nie zobaczą. Z czasem znaczenie ulegało zmianom, by dziś – poza przyziemnością i konkretnością mieszkańców – wskazywać na ich konserwatyzm.

„Ozark” opowiada historię rodzinę Marty’ego, księgowego o skomplikowanej ścieżce kariery, która zaprowadziła go aż na ekstremalną prowincję – tytułowy region gwarantuje nie tylko wspaniałe plenery z jeziorem na pierwszym planie oraz niekończące się lasy, ale także odmienny od chicagowskiego „materiał ludzki”. Mimo że to Marty, jego żona i współpracownicy prowadzą najbrudniejsze interesy, od początku jawią się widzom jako zwykła amerykańska rodzina. Wielokrotnie zresztą podkreślają swój – klasowy i estetyczny przede wszystkim – dystans do lokalnych krętaczy i kryminalistów. Wraz rozwojem akcji wiele się zmienia i w tej sprawie – osobliwe sojusze, zmienne szczęście w biznesach, utrudnione pranie pieniędzy na wielką skalę. Niezmienne pozostaje jedno: najmocniejszym punktem „Ozark” są miejscowi bohaterowie.

Sporo tu zwykłych paskudnych charakterów, ale pojawia się doskonała dramatycznie para – Darlene i Jacob. Jej emocjonalnych wybuchów nie da się powstrzymać, jego oślizgłej układności nie sposób przeniknąć. Związek, który tworzą, prowadząc zarazem makowy biznes, niemal do końca drugiego sezonu zapewnia doskonałą dawkę nieprzewidywalności oraz mieszankę miłości i lęku. Ich współpracownicy są tu osobną kwestią. Ostatecznie jednak Darlene i Jacob stanowią osobliwą symetrię z Wendy i Martym. To oni rozdają wszystkie karty. Niewątpliwie istotnym kontekstem tej historii jest też różnica światopoglądów bohaterów. Rednecks w zestawieniu z mieszczuchami przejętymi niedostępnością organicznych lodów pistacjowych dla córki to może tani kontrast. W serialu sprawdza się on jednak wyśmienicie, niejednoznacznie ośmieszając obie strony i ich wyobrażenia o sobie nawzajem. Wspólne interesy wydają się tu więc raczej ramą dla dramatu charakterów, a antypatyczność większości postaci ustawia właściwą proporcję. Nie sposób kibicować tylko nieciekawemu Marty’emu, ale trudno też rzucić się w serialowe ramiona szalonej rodzinie, która wszystkich swoich przodków pochowała na własnej ziemi. Drugą grupą (bo „Ozark” to w istocie wielowątkowy dramat rodzinny) godną zainteresowania jest – zbliżona do reprezentacji w „Bloodline” rodzina Langmore. Poczynając od ojców, wśród których każdy jest okropny w inny sposób (Cade gra tu mimo wszystko pierwsze skrzypce), po pokolenie dzieci, które wielokrotnie wyrażają przekonanie, że ciąży nad nimi rodzinna klątwa. I mimo talentów, mimo wrażliwości i doświadczonych krzywd, nic nigdy nie może się zmienić. Najpierw są Langmore’ami i do końca są Langmore’ami. To przejmujący, choć chwilami schematyczny obraz, w którym pozycja white trash właściwie urasta do rangi klątwy.

 

Osobna uwaga należy się w „Ozark” postaci, którą uważam za jedną z najbardziej fascynujących kreacji w serialach ostatnich lat. Julia Garner stworzyła kreację, o której nie tylko nie sposób zapomnieć, ale równie trudno ją „złapać”. Ruth Langmore wydaje się spisaną na straty młodą kobietą, której oddanie „tatusiowi” musi zaprowadzić ją ponownie na kryminalną drogę. Co ciekawe, serial sugeruje, że jej udział w ciemnych interesach Marty’ego jest w jakiś – pokręcony i nazbyt chyba domyślny – sposób ratunkiem od występku. Poza doskonałą i głęboką grą aktorską (nie wiem, gdzie były wszystkie jury nagród telewizyjnych, kiedy Garner pojawiała się na ekranie), wielkie brawa należą się scenarzystom. Postać Ruth rozwija się w sposób chaotyczny, ale przekonujący, wielokrotnie sprzeczny, ale zyskujący empatyczny stosunek widza z odcinka na odcinek. Dostrzeżenie jej motywacji i warunków jej życia nie prowadzi do łatwego wzruszenia, raczej do głębokiego przeżycia tego, co z Ruth dzieje się w całym serialu. Miłość do kuzyna, która zdaje się jedyną czystą relacją w jej życiu, ambiwalentne oddanie ojcu, zazdrość wobec rodziny Marty’ego tworzą skomplikowany portret na miarę wielkiej literatury realistycznej. Tym samym drugi plan przejmuje uwagę widza, nawet jeżeli pranie pieniędzy zahacza w tym samym czasie o coraz wyższe kręgi władzy. Ozark-miejsce i Ozark-ludzie przejmują całkowitą kontrolę nad jakością serialu – wyciągając go na jeszcze wyższy poziom, niż sugerowałaby to para głównych bohaterów. To złożone spojrzenie na lokalne postaci i pokazanie, że świat nie zaczyna się wraz z ich przyjazdem, pozwala ocenić „Ozark” powyżej jego wagi gatunkowej. To zaskakujący układ, ale wciągający widza bez reszty.

Mimo że „Sharp Objects” serial, który omówiono już w każdym wymiarze – także próbuje zbudować doskonałe tło społeczne, obyczajowe i „miejscowe”, wydaje się, iż twórcy tak naprawdę nie potrafią ani na chwilę porzucić perspektywy głównej bohaterki. Dramat skupiony w pełni na postaci wykreowanej przez Amy Adams dotyczy powrotu i złożonych relacji głównej bohaterki z matką, a potem – także z przyrodnią siostrą. Deklaratywnie centralnym wątkiem serialu jest poszukiwanie zbrodniarza, który dopuścił się drastycznych morderstw na młodych dziewczynach w Wind Gap (Missouri). Dziennikarka wraca więc na polecenie szefa na długie tygodnie (minus dziesięć punktów za realizm) do rodzinnego domu, aby sprawę zbadać i opisać. Zgodnie z zasadą, że najbardziej lubimy to, co nam szkodzi, Camille zatrzymuje się w domu swojej matki Adory (wyjątkowo udana rola Patricii Clarkson). Złożoność ich wspólnej historii jest na tyle istotna w serialu, że pozostawię to bez dodatkowych dopowiedzeń. Dość wspomnieć, że sprawa narasta wraz z licznymi retrospekcjami (w połowie serialu można zacząć podejrzewać, że nigdzie nie dojdziemy i tylko wyjątkowo cierpliwi zaczekają do siódmego i ósmego, finałowego, odcinka) oraz coraz bardziej niepokojącymi koincydencjami.

Jedną z najciekawszych postaci serialu jest niewątpliwie Amma (Eliza Scanlen) – dziecko-nastolatka, nieustannie grająca przed matką małą dziewczynkę, ordynarna i wyzwolona wśród rówieśników. Dźwięk jej rolek i niepokojący (naprawdę niepokojący) uśmiech tworzą właściwie przygrywkę dla dramatu właściwego. Oglądanie tej postaci niejednego widza przyprawi o dreszcze, podobne emocje wzbudzą jej relacje z Camille. To ona wydaje się największą zagadką aż do samego końca, mimo że to główna bohaterka – z samookaleczaniem, autodestrukcyjnymi decyzjami, strasznymi wspomnieniami – odpowiada za większość emocji w serialu.

Najsłabszym jednak ogniwem „Sharp Objects” (poza dłużyznami połowy serialu oraz niekończącą się sekwencją pt. „postać wchodzi lub wychodzi z pomieszczenia”) jest w istocie wykorzystanie tła społecznego. Omawiana w nieskończoność mroczność Wind Gap, nieustannie ponawiana obserwacja, jak bardzo specyficzne to miasto i jak bardzo nie chce się tam być, nie wprowadza właściwie żadnych ciekawych wątków. Szeryf jest prostoduszny; wszystkie (podkreślam: wszystkie) kobiety poza Camille są puste, pretensjonalne i pozbawione prawdy o życiu, ekscytują się rodzinnymi dylematami i ciuszkami dla dzieci; mężczyźni piją na umór albo znikają z ekranu; publiczne imprezy są przestrzenią dla ukrywania dramatu właściwego, a dzieci grają przed rodzicami dzieci, podczas gdy bliżej im do bohaterów „The Wire”. Absolutnie nieprzekonująca i fasadowa forma, w jaką twórcy serialu ubierają wszystkich poza główną bohaterką (i ewentualnie jej rodziną, której złożoność jest wyłącznie niepokojąca), odciska się w sposób bezpośredni na jakości serialu. Brak balansu pomiędzy empatią wobec Camille a klasową i wielkomiejską pogardą wobec całej miejscowości sprawia, że to dramat jednej historii. Wydaje się, że chciano tu osiągnąć twinpeaksowy efekt – wszyscy coś wiedzą, wszyscy tak naprawdę stoją za zbrodnią. Ostatecznie chwyt się nie sprawdza, a całość historii zdaje się odbywać w nieco przerysowanej scenografii. I o ile centralna historia ostatecznie nabiera rozmachu, o tyle gubi się gdzieś potencjał opowiedzenia większej historii. Wydaje się, że scenarzyści tak bardzo oddali się tworzeniu postaci trzech głównych bohaterek, że reszta w zestawieniu okazała się wyblakła. To jednak wielki błąd, skłaniający do zastanowienia się nie tylko nad zasadami, wedle których mamy podążać za Camille i budować emocje wobec serialu, ale także nad etyką takich gestów. W ostatnich odcinkach w jakimś stopniu uzasadnia się tę strategię, nie sposób jednak nie powracać do wrażenia, że gdzieś – dosłownie, bo historie urywają się bez uzasadnienia – pogubiono inne postaci. Prowincja Missouri funkcjonuje tu więc w ramach – i wyłącznie w ramach – najbardziej trwałych stereotypów o regionie, ani ich nie rozpracowując, ani nie odnosząc się do nich w sposób złożony. Tło pozostaje tłem w sensie ścisłym, epizody nie mają kontynuacji. Centralne pytanie „kto zabił?” także powoli znika spośród pytań widza, ustępując miejsca dramatowi psychologicznemu. Możliwe, że żądam niemożliwego. Nie rozumiem jednak konieczności poniesienia tego kosztu. I jakkolwiek „Sharp Objects” niewątpliwie (głównie przez swoje ambicje) grają w innej lidze niż „Ozark”, to temu ostatniemu należą się największe owacje za cały drugi plan.

 

„Ozark”
twórcy: Bill Dubuque, Mark Williams
Netflix

 

„Sharp Objects” („Ostre przedmioty”)
twórca: Marti Noxon
HBO

Licznik długu, pomysł z Ameryki
03 kwietnia 2020

Licznik długu, pomysł z Ameryki

Licznik zajmuje miejsce w przestrzeni i mimo wszelkich sprzeczności dzielnie poświadcza dojrzałość odgrywania scenariusza kultury ekonomicznej, zupełnie jak plastikowy dowód ze zdjęciem. W tym roku jubilat obchodził przecież swoje urodziny...

Do jednej bramki
02 kwietnia 2020

Do jednej bramki

Z tego typu nierównym pojedynkiem mamy do czynienia na początku „Angielskiej gry”. Jest rok 1879 i oto pod postaciami dwóch drużyn, „szlachetnych” Old Etonians i „barbarzyńców” z Darwen F...

Siła i bezsilność
01 kwietnia 2020

Siła i bezsilność

…stylistyczny talent autora […] pozwala nam niemal zapaść się w wykreowany przez niego świat. Nie dlatego, że jest znajomy i schematyczny, ale dlatego, że tworzy doskonałą iluzję – wszystko to już o świecie, emocjach, dziecięcej percepcji wcześniej wiedzieliśmy...