16 czerwca 2015

40-letni prawiczek w świecie betonowych bloków

alt

Witajcie we współczesnej Gruzji. Ulice wydają się świecić pustkami, elementy infrastruktury miejskiej pokryte są rdzą, a nieodnawiane od dawna budynki górują smutnie nad szarymi ludźmi i ich wtórną, jednostajną egzystencją. Melancholijny klimat stagnacji unosi się w powietrzu. Trudno znaleźć jakiekolwiek oznaki nadziei; zwierzęta są prawie niewidoczne, opustoszałe place zabaw wydają się nie spełniać swojej funkcji; nawet plaża jest pozbawiona koloru i bliższa cywilizacyjnej rutynie niż orzeźwiającemu pięknu natury. W środek tego wszystkiego wrzuca nas Levan Koguashvili, praktycznie nieznany w Polsce reżyser, przedstawiając życie w jego ojczyźnie z nieco innej perspektywy. Co prawda daleko „Randkom w ciemno” do komedii romantycznej, jak chciałyby przekonać nas materiały reklamowe, ale subtelne elementy humorystyczne i częste igranie z absurdem dodają tej, koniec końców, pesymistycznej wizji nieco oddechu.

Dzieje się tak głównie za sprawą zróżnicowanych i unikających schematów postaci. Przez większą część projekcji jesteśmy świadkami losów 40-letniego Sandro, wrażliwego poczciwca, który naucza historii w szkole, wciąż mieszka z rodzicami i ma pewne problemy z nawiązywaniem kontaktu z płcią przeciwną. Jego najlepszy przyjaciel Iva, z którym znają się z dzieciństwa, również nie znalazł jeszcze partnerki życia, a że jest bardziej wygadany, umawia ich obu przez internet na podwójną randkę. Jej przebieg stanie się zalążkiem kolejnych fabularnych zakrętów, które mimo powolnego tempa całości, pojawiają się często. Sylwetki pozostałych bohaterów: barwnych rodziców protagonisty oraz Manany, matki jednej z uczennic i Tengo, jej męża – zostały zbudowane konsekwentnie. Wydają się oni bliscy odbiorcy, a ich perypetie i relacje potrafią wzbudzić uśmiech i sympatię. Problematyka filmu rozrasta się jednak z każdą sceną. W niedługim czasie okaże się, że Sandro musi się zmierzyć nie tylko z własną samotnością i oczekiwaniami społeczeństwa, ale też z konsekwencjami swoich decyzji moralnych i granicami własnej bezinteresowności.

Brak klasycznej konstrukcji dramaturgicznej i częste zmiany wątków sprawiają, że chociaż za samą fabułą nadążyć nietrudno, motywacje bohaterów mogą się zdawać niejasne, a istnienie nadrzędnego celu przyświecającego twórcom budzi coraz większe wątpliwości. Prosta historia o ludziach, którzy, z jednej strony, wydają się wciąż dziećmi, a z drugiej – nie chcą po prostu podporządkować się panującym zasadom, nagle rozrasta się do opowieści o ważnych życiowych dylematach – instytucji małżeństwa, posiadaniu dziecka, konflikcie tradycji z nowoczesnością. Do tego w tle obserwujemy zachodzące powoli w Gruzji przemiany społeczne – bohaterowie biorą na przykład udział w meczu futbolu kobiecego, który dla tego regionu okazuje się obyczajowym novum, a w dialogach regularnie powraca kwestia świętości małżeńskiego związku. Reżyser często ugina się pod nadmiarem tematów, przez co niektóre są zbyt mało rozwinięte, a inne na siłę wydłużone. Najlepsze okazują się powolne sceny rodzajowe, których na szczęście nie brakuje, a które zwykle mają w sobie więcej ładunku emocjonalnego niż te kluczowe dla fabuły. Konfrontacja Sandro z bratem ciężarnej Natii czy spotkanie Ivy z niewidomą kobietą to sekwencje z powodzeniem balansujące na granicy humoru i tragedii – absurdalne, ale poruszające. Kamera, często zupełnie nieruchoma, z cierpliwością rejestruje wszystkie niuanse zachowań bohaterów, powoli zbliżających bądź oddalających się od siebie. To wtedy subtelny czar „Randek w ciemno” może w końcu w pełni zaistnieć na ekranie.

Nie zmienia to faktu, że film Koguashvilego idzie na zbyt wiele kompromisów, aby w rozległym i wielopłaszczyznowym świecie kina artystycznego wyróżnić się czymś niespotykanym. Reżyser nie umie do końca zaufać widzowi – próba ukazania codziennej, jednostajnej egzystencji wkomponowana jest w mocne ramy fabularne, przez co traci na sile. Częste flirty z paradokumentalną estetyką bardziej kłócą się z treścią, niż ją uzupełniają, a kolejne zwroty akcji oddalają nas od samych postaci i ich otoczenia. Specyficzny, melancholijny klimat całości ma szansę przyciągnąć widza, a nawet zagwarantować mu w miarę przyjemny seans, ale „Randki w ciemno” nie posiadają żadnych elementów, które pozwalałyby zapamiętać je na dłużej. Wgląd w oddalony, ale w jakimś stopniu bliski świat Sandro pozostaje więc propozycją z niewykorzystanym potencjałem. Miłośnik filmu, pozostający na czasie z trendami współczesnego kina offowego, może ze spokojem to spotkanie przegapić.

„Randki w ciemno”
reż. Levan Koguashvili
premiera: 8.05.2015

Zimny płomień
13 grudnia 2018

Zimny płomień

W „Krainie wielkiego nieba” wydaje się, że wszystko znajduje się na swoim miejscu; od warstwy technicznej aż do kierujących całym przedsięwzięciem motywów. I chociaż Paul Dano omija wiele pułapek, jakie czyhają na twórców po raz pierwszy maczających palce w sztuce filmowej, traci też po drodze coś, co stanowiło zawsze największą zaletę debiutanckich produkcji: poczucie artystycznej swobody i chęć eksperymentowania...

To (nie) jest kwestia języka
11 grudnia 2018

To (nie) jest kwestia języka

Jakub Sajkowski, tytułując swoją trzecią książkę poetycką „Zestaw do kaligrafii”, jednocześnie wskazuje na różnice pomiędzy kulturą europejską a chińską oraz próbuje tworzyć pomiędzy nimi pomost...