Archiwum
18.06.2013

Szwedzi z nerwową wysypką

Wojciech Nowacki
Muzyka

Istnieje kategoria albumów, których nie słucha się dla przyjemności. Estetycznie potrafią odstręczać, nie nadają się na muzykę tła, do jazdy samochodem, na spotkanie z przyjaciółmi przy winie i sałatkach. Podobnie jak nie czytujemy manifestów politycznych do porannej kawy czy nie chodzimy na wystawy World Press Photo, by nasycić się ładnymi zdjęciami.

„Shaking The Habitual” to płyta trudna i kontrowersyjna, ale bez wątpienia istotna.

Rozpoznawalność The Knife to szereg pułapek zastawionych na słuchaczy rozmiłowanych w archetypowych szwedzkich wokalistkach i tamtejszej elektronice. Grupa skupiła na sobie uwagę słuchaczy dzięki współpracy Karin Dreijer Andersson ze słynnym norweskim duetem Röyksopp i jej wokalowi w przeboju „What Else Is There?”. Niektórzy odkryli, że urokliwe „Heartbeats” w wykonaniu Jose Gonzaleza rozpowszechnione przez słynną reklamę ze skaczącymi piłeczkami, to w istocie jego przeróbka wcześniejszej piosenki The Knife. Nieliczni śledzili poczynania duetu już od singlowego „Pass This On”, opatrzonego transgenderowo-lynchowskim teledyskiem.

Po wydanym w roku 2006 albumie „Silent Shout” rodzeństwo zamilkło, choć udało się jeszcze na pierwszą w swej karierze trasę koncertową. Dopiero trzy lata później Karin pod szyldem Fever Ray wydała swoją pierwszą płytę solową. Intrygujący wizerunek Fever Ray, teledyski, igranie z mediami – to wszystko przesłoniło fakt, że bez pomocy brata prezentuje muzykę w istocie dość nudnawą. Ciekawiej zapowiadał się powrót The Knife, lecz w zgoła nieoczekiwanej formie. Podwójny album „Tomorrow, In A Year” z 2010 roku, będący ścieżką dźwiękową to elektro-opery poświęconej życiu Karola Darwina, przyniósł z sobą solidną porcję trudnej muzyki. Ledwie kilka utworów można było ewentualnie podciągnąć pod bardziej tradycyjne, choć wielominutowe, piosenkowe kategorie. Większość albumu wypełniały niepokojące ambientowe kolaże i drony, dość powszechnie zatem uznano go za poboczną ciekawostkę w dyskografii The Knife.

Już jednak pierwsze głosy o nowej płycie pokazały, jak duży wpływ na późniejszą twórczość rodzeństwa Dreijer miały pracę nad „Tomorrow, In A Year”. Pierwszy od siedmiu lat regularny album The Knife zapowiedziany został jako dwupłytowy, wypełniony długimi, czasem kilkunastominutowymi utworami, na pierwszy zaś singiel wybrana została licząca niemal 10 minut „Full Of Fire”, surowa, agresywna i daleka od jakichkolwiek tradycyjnych struktur.

Na „Shaking The Habitual” znajdziemy krótkie zgrzytliwe przerywniki, jego siłę budują jednak rozbudowane konstrukty, pełne napięcia i chaosu, gotujące się w postaci elektronicznej magmy, z której z rzadka tylko wypływają na powierzchnię surowe taneczne fragmenty. Brudna romantyka dawnych piosenek The Knife pojawia się praktycznie jedynie w „Without You My Life Would Be Boring” i „Wrap Your Arms Around Me”, wyjątkowo trzymających się standartowych ram czasowych. Ale również one nie stanowią trzonu „Shaking The Habitual”.

W „Full Of Fire” Karin wyrzuca z siebie zdanie o liberałach, za sprawą których dostaje nerwowej wysypki. W „A Tooth For An Eye” wzywa do otwarcia się kraju i kłamliwych granic wytyczonych za pomocą linijki. Granic najwyraźniej społecznych, niekoniecznie geograficznych. Źle musi się dziać w państwie szwedzkim. Różnicujący system pojawia się w „Raging Lung”, rzecz ujmowana jest jednak globalnie, za słowami: „There’s the lottery about geography” skrywa się prosty wniosek o nierównomiernym rozwoju ekonomicznym. The Knife w finalnym „Ready To Lose” deklarują gotowość rezygnacji ze swych przywilejów rodem z bogatego Zachodu, lecz wymowa całości nie napawa optymizmem.

Krytyka różnic gospodarczych pokrywa się jednocześnie z afirmacją różnych tożsamości, zwłaszcza seksualnych. O płci jako możliwości wyboru The Knife chcą rozmawiać w „Fuel Of Fire”, seksem wydaje się przesiąknięta „Fracking Fluid Injection”, której podstawowym elementem jest dźwięk łóżkowych sprężyn.

Dokładnie w połowie albumu pojawia się najbardziej kontrowersyjna kompozycja „Old Dreams Waiting To Be Realized”, niemal dwudziestominutowa plama upiornych dźwięków, pozornie monotonna, lecz niezwykle plastyczna, do słuchania koniecznie na słuchawkach. Z czystej przekory określam ten fragment ulubionym na „Shaking The Habitual”, wiem bowiem, że The Knife zależy na igraniu z naszym poczuciem czasu. Kompromisem jednak jest wydanie albumu również w formie jednopłytowej, pozbawionej „Old Dreams Waiting To Be Realized”, które to jednak można pobrać ze strony internetowej duetu. Na jednej czy na dwóch płytach, jest to album trudny, ale istotny. Wysłuchanie „Shaking The Habitual” powinno dostarczać znacznie większego spektrum emocji niż prosta przyjemność z obcowania z muzyką.

 

The Knife, „Shaking The Habitual”
Rabid Records
2013

 

fot. The Knife, Alexa Vachon

alt