Archiwum
20.10.2016

Sztuka współczesna i disco polo

Maria Ancukiewicz
Sztuka

Plan był taki – napisać relację z tegorocznej, szóstej edycji Warsaw Gallery Weekend, czyli organizowanego w ostatni weekend września święta warszawskich galerii komercyjnych. W tym roku w wydarzeniach związanych z WGW wzięły udział dwadzieścia trzy prywatne galerie, instytucje wspierające wydarzenie (Muzeum Narodowe, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Zachęta, CSW), a także partnerzy (m.in. Art Collection Telekom), co daje prawie trzydzieści wystaw (sama galeria Starter przygotowała ich aż trzy). Niestety przynajmniej połowa z nich nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Doszłam więc do wniosku, że nie warto silić się na kolejny tekst w stylu „najlepsza i najgorsza wystawa WGW” czy „kondycja prywatnych galerii w Polsce” (czyli w Warszawie). Jak piszą organizatorzy: „w warszawskich galeriach weekend trwa cały rok”, a większość wystaw otwieranych z pompą w ostatni weekend września można jeszcze zwiedzać przez prawie miesiąc. Łatwo o tym zapomnieć, podobnie jak o fakcie, że kilka pokazów WGW z pewnością zasługuje na osobną recenzję. Dla mnie jedną z tych propozycji jest pierwsza indywidualna wystawa Rafała Dominika: „Po ludziach, przed robotami: Top 10 mało znanych historii” w Kasia Michalski Gallery.

Dominik to absolwent warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, w 2009 roku obronił dyplom w Pracowni Leona Tarasewicza. Skończył malarstwo, natomiast jego sztuka jest bardzo zróżnicowana formalnie – od grafiki komputerowej i designu, po klasyczną rzeźbę, a nawet ręcznie robione świeczki. Artysta czerpie inspiracje przede wszystkim ze świata kultury popularnej, witryn sklepowych, potocznych przedmiotów i przypadkowych elementów rzeczywistości, także tej wirtualnej. Dominik stara się dotrzeć nie tylko do koneserów, krytyków i znawców sztuki, ale przede wszystkim do zwykłego odbiorcy, przypadkowego przechodnia, który na co dzień nie ma ze sztuką zbyt wiele wspólnego. Swój (niestety rzadki współcześnie) szacunek do publiczności często podkreśla, jak choćby w ramach wystawy „Sztuka w naszym wieku” kuratorowanej przez Dominika wspólnie z Szymonem Żydkiem, która odbyła się na początku tego roku w warszawskiej Zachęcie. Kuratorzy starali się przybliżyć i wytłumaczyć zawiłości związane z odbiorem i wykorzystaniem sztuki współczesnej w codziennym życiu. W przestrzeni ekspozycji obok prac z kolekcji Zachęty i Fundacji Sztuki Polskiej ING pojawiły się zatem utwory muzyki pop, historie z lokalnych gazet, internetowe memy, makiety czy wykresy giełdowe – wszystko po to, aby ułatwić zwiedzającym zrozumienie kontekstu wybranych dzieł sztuki, a także zamysłu artystów. W jednym z wywiadów towarzyszących wystawie Dominik powiedział, że „czymś, co najbardziej uwielbia, jest tłumaczenie sztuki, pokazywanie, że jest ona czymś zupełnie normalnym i każdy może zrozumieć, o czym mówią artyści”.

Aktualna wystawa Dominika w Kasia Michalski Gallery to zbiór prac bliskich naszemu codziennemu doświadczeniu, podany – zgodnie z filozofią autora – w czytelny i przystępny sposób. Sam tytuł brzmi trochę jak z tegorocznego Berlin Biennale poświęconego sztuce postinternetu. W pracach zgromadzonych na wystawie Dominika rzeczywiście da się odnaleźć cechy tej specyficznej estetyki – fluorescencyjne barwy, stylistykę reklamową, fascynację kulturą masową, a także technologicznymi nowinkami. Tytuł jest też elementem pomocnym w samym odbiorze ekspozycji, uporządkowanej wokół dziesięciu osobnych rozdziałów. Wystawę otwiera mural „Z Tradycją w Nowoczesność” przedstawiający uproszczony, komiksowy rysunek nóg w momencie stawiania kroku. W „dymku” z lewej strony wpisana jest litera P (Past), a z prawej F (Future). Mural stanowi ilustrację tezy, że jakość dobrego popu bierze się z równowagi pomiędzy przeszłością a przyszłością – podobnie jak podczas stawiania kroków, kiedy jedna noga znajduje się z przodu, a druga wciąż jest w tyle. Tytuł pochodzi z reklamy PZU z lat 90. Ciekawe jest, jak metaforyczne hasło reklamowe jednej z większych polskich korporacji nabiera w przestrzeni galerii zupełnie innego, „głębszego”charakteru. Drugi rozdział, zatytułowany „Ruins”, to obraz namalowanej jaskrawymi barwami, przewróconej greckiej kolumny. Dwie pierwsze prace sugerują raczej linearną aranżację ekspozycji, ale to byłoby zbyt łatwe. Publiczność trzeba przecież wyrwać z percepcyjnej rutyny. I tak kolejne części, mimo że są kolejno ponumerowane, eksponowane rosnąco i zgodnie z architekturą galerii, nie są jednak ustawione w porządku przyczynowo-skutkowym. Szybko okazuje się, że „dziesięć mało znanych historii” to osobne rozdziały, zróżnicowane tematycznie i formalnie. Cała aranżacja i sposób ekspozycji przypominają wyrwane z kontekstu fragmenty komiksu, układających się w bardzo aktualną historię. Ciekawym momentem jest część zatytułowana „Augmentations (20/20 Visions)”. W zaprezentowanym w tej części wideo „Jak widzimy Świat vs. Jak Świat wygląda Naprawdę a.k.a. Obiektywność” – którego kadr anonsuje wystawę – widać młodą kobietę pływającą w basenie na różowym materacu. Ekran jest podzielony na dwie części i zgodnie z tytułem jedna z nich przedstawia świat realistyczny, druga zaś obraz rozpikselowany, sztuczny. Która z nich jest obiektywna? Artysta sugeruje, że we współczesnym, postinternetowym świecie te dwie płaszczyzny – fizyczna i wirtualna – zaczęły się wzajemnie przenikać. Żyjemy w rzeczywistości hybrydowej. Rozmawiamy, siedząc przy stole, ale kilka godzin później kontynuujemy rozmowę na messengerze lub przez Skype’a. Trudno jednoznacznie powiedzieć, co jest w większym stopniu prawdziwe. To samo dotyczy rozmaitych urządzeń i programów komputerowych, których używamy na co dzień – przestają one być dla nas zauważalne. Korzystamy z nich intuicyjnie, a ich obecność traktujemy jako coś zupełnie naturalnego. Dominik unaocznia i wskazuje te elementy naszej codzienności – na wystawie znajdujemy na przykład akrylowy obraz HUD (head-up display) przedstawiający nowoczesny, przezroczysty wyświetlacz umożliwiający wyświetlanie informacji na przedniej szybie samochodu. Artysta przygotował także kieszonkowe wersje kolumn z obrazu „Ruins”, tytułem nawiązując do podstawowych poleceń z programów graficznych – Scale+Transform. Dodatkowo małe fluorescencyjne kolumienki wyglądają jak wydrukowane drukarką 3D.

Na wystawie znajdziemy także nawiązanie do bliskiej Dominikowi kultury disco polo, czyli przesycony barwami obraz „Skutery na koncercie Disco Polo na parkingu przy centrum handlowym” – tytuł mówi wszystko. Warto w tym miejscu wspomnieć, że artysta jest frontmanem discopolowego zespołu Galactics, powstałego jeszcze w czasie studiów, w ramach opracowywania jednego z tematów w Pracowni Struktur Wizualnych. Dominik postanowił wydać płytę disco polo – zrobił okładkę, naklejki na płytę i nagrał kilka piosenek. Potem okazało się, że Galactics nie pozostał jedynie studenckim projektem – funkcjonuje do dziś.

Solowa wystawa Rafała Dominika w Kasia Michalski Gallery jest obrazem jego bardzo spójnej i konsekwentnej twórczości, a przy tym świetnie podanym. Nawet zachowanie pracownicy galerii, która po moim wejściu do środka szybko zaproponowała oprowadzenie, było jak gdyby częścią planu samego artysty. Na zakończenie dodam tylko, że w ramach Warsaw Gallery Weekend odbył się spacer z Rafałem po Centrum Handlowym Arkadia, będący alternatywą wobec klasycznych wizyt w pracowni artysty. Dominik zdradził, skąd czerpie pomysły i gdzie kupuje materiały do swoich prac. Jak tu go nie pokochać?

Rafał Dominik, „Po ludziach, przed robotami: Top 10 mało znanych historii”
Kasia Michalski Gallery
23.09. – 17.11.2016