Archiwum
12.02.2013

Skandal bez skandalu

Anna Rogulska
Teatr

alt

Michał Zadara zdecydował się tym razem poruszyć temat współczesnej religii, a jako pretekst posłużyły mu dwie niezwykle dyskusyjne postacie – Klaus Kinski i Jezus Chrystus. W 1971 roku Kinski wystąpił z autorskim spektaklem „Jesus Christus Erlöser” – projektem tak kontrowersyjnym, że nigdy nawet nie został wysłuchany do końca. Kontrowersyjnym ze względu na osobę popularnego aktora utożsamiającego się z postacią Chrystusa-wichrzyciela lub – jak wolą niektórzy – Antychrysta, i obrazoburczym z uwagi na krytykę instytucjonalizacji religii. Spektakl Kinskiego był owocem osobistej interpretacji Nowego Testamentu, protestem przeciwko zakłamanemu obrazowi Chrystusa, jaki narzuca Kościół, a żarliwe wystąpienie wywołało burzliwe reakcje publiczności. Kinskiego zakrzyczano i zmuszono do przerwania spektaklu – ten indywidualny mesjanizm przeszedł do historii jako artystyczny i obyczajowy skandal.

W Polsce mesjanizmu mamy pod dostatkiem i choćbyśmy chcieli, nie potrafimy się od niego uwolnić, a już sam tytuł „Jezus Chrystus Zbawiciel” powinien elektryzować publiczność. Zadara przeniósł więc tekst przełożony wraz z Janem Kapelą na krakowską scenę Łaźni Nowej, a w roli Chrystusa-showmana-Antychrysta obsadził znakomitą skądinąd Barbarę Wysocką. Kobieta Jezusem? To materiał na kolejne skandaliczne przesłanie, na manifest antypatriarchalny. Do tego surowa teatralna przestrzeń, z gitarą Bartek Tyciński, przy perkusji Leszek Lorent, w tle slajdy z portretami społecznego marginesu – Wysocka wychodzi na scenę jak zbuntowana wokalistka i daje świetny melorecytowany punkowy koncert. Ale skandalu nie ma.

Monolog podzielono na utrzymane w różnym nastroju utwory muzyczne – jest więc piosenka o końcu świata, na który nawet Papież nie dostanie VIP-owskiego zaproszenia, o Chrystusie nawiedzającym hippisów i prostytutki, o trzydziestu srebrnikach, a do tego zgrabny klamrowy refren – list gończy za nieposiadającym stałego miejsca zamieszkania outsiderem, anarchistą i wrogiem publicznym o pseudonimie Jezus. Wszystko to już było, wszystko znamy, wiemy, jak się skończy. Nie ma dobrego momentu na przyjście Zbawiciela – zarówno dwa tysiące temu, jak i współcześnie traktuje się jego poglądy z podobnym niedowierzaniem. (Spektakl ten powstał zresztą w ramach projektu „Niedowiara”, który zestawił współczesne realizacje teatralne podejmujące tematykę reinterpretowania religijności.)

Największą słabością realizacji Zadary jest niestety brak dialogu z publicznością. Barbara Wysocka poddaje tekst osobistej, refleksyjnej interpretacji, przy czym wyraźnie widać jej dystans do tematu i, przede wszystkim, do widza. Kreacja Kinskiego była (na ile szczerym, to już inna kwestia) krzykiem rozpaczy, starciem, Wysocka natomiast filozofuje. Robi to oczywiście profesjonalnie i z wdziękiem, sytuując punkowego Jezusa w kontekście kontrkultury i subtelnie się z nim utożsamiając.

Spektakl jest dopracowany muzycznie i aktorsko, a alternatywna koncertowa konwencja nieźle dramatyzuje monolog, który bez autokreacji Kinskiego mógłby stracić moc. Ale – czy jesteśmy aż tak zepsuci, że taki temat nie wywołuje już dyskusji, że nie próbujemy Wysockiej przemówić do rozsądku, zepchnąć ze sceny? Czy też może my już po prostu od dawna wiemy, że Chrystus był prorokiem uciśnionych, bo wyłożył nam to obszernie Mickiewicz? Już się nauczyliśmy cierpienia za miliony, za miłość i za idee. Nie trzeba nam obrazoburczych interpretacji Ewangelii, bośmy sobie już tego Chrystusa dawno wymyślili, zrozumieli i pokochali…

Sam Zadara kwituje swoje przedsięwzięcie refleksją: „Chyba zbyt łatwo oddaliśmy Jezusa konserwatystom”. Rzeczywiście, trzeba docenić fakt, że mówienie o religii, zwłaszcza w jakikolwiek nowatorski sposób, nie jest współcześnie łatwym zadaniem. Trudno uwolnić się od ideologicznych, a przede wszystkim politycznych schematów, które wymiar duchowy zastępują społecznym. Dzięki temu, że punktem odniesienia dla Zadary jest przedsięwzięcie Kinskiego, a nie najświeższe napięcia między instytucjami państwa i Kościoła, spektakl uniknął oczywistego opowiadania się po którejś ze stron barykady. I co w tym kontekście mogłoby się wydawać tchórzostwem, w kulturze, która zdaje się dziś skandalem żywić, być może to właśnie brak skandalu okaże się twórczy, inspirujący i… nowatorski.

Klaus Kinski, „Jezus Chrystus Zbawiciel”
przekład Michał Zadara i Jan Kapela
reż. Michał Zadara
Kraków, Teatr Łaźnia Nowa
premiera: 7.12.2012
najbliższe spektakle: Warszawa, Teatr Dramatyczny, Scena Przewodnik, 15 i 16.02.2013

Normal 0 21 false false false MicrosoftInternetExplorer4

Anna Rogulska

Skandal bez skandalu

 

Michał Zadara zdecydował się tym razem poruszyć temat współczesnej religii, a jako pretekst posłużyły mu dwie niezwykle dyskusyjne postacie – Klaus Kinski i Jezus Chrystus. W 1971 roku Kinski wystąpił z autorskim spektaklem „Jesus Christus Erlöser” – projektem tak kontrowersyjnym, że nigdy nawet nie został wysłuchany do końca. Kontrowersyjnym ze względu na osobę popularnego aktora utożsamiającego się z postacią Chrystusa-wichrzyciela lub – jak wolą niektórzy – Antychrysta, i obrazoburczym z uwagi na krytykę instytucjonalizacji religii. Spektakl Kinskiego był owocem osobistej interpretacji Nowego Testamentu, protestem przeciwko zakłamanemu obrazowi Chrystusa, jaki narzuca Kościół, a żarliwe wystąpienie wywołało burzliwe reakcje publiczności. Kinskiego zakrzyczano i zmuszono do przerwania spektaklu – ten indywidualny mesjanizm przeszedł do historii jako artystyczny i obyczajowy skandal.

W Polsce mesjanizmu mamy pod dostatkiem i choćbyśmy chcieli, nie potrafimy się od niego uwolnić, a już sam tytuł „Jezus Chrystus Zbawiciel” powinien elektryzować publiczność. Zadara przeniósł więc tekst przełożony wraz z Janem Kapelą na krakowską scenę Łaźni Nowej, a w roli Chrystusa-showmana-Antychrysta obsadził znakomitą skądinąd Barbarę Wysocką. Kobieta Jezusem? To materiał na kolejne skandaliczne przesłanie, na manifest antypatriarchalny. Do tego surowa teatralna przestrzeń, z gitarą Bartek Tyciński, przy perkusji Leszek Lorent, w tle slajdy z portretami społecznego marginesu – Wysocka wychodzi na scenę jak zbuntowana wokalistka i daje świetny melorecytowany punkowy koncert. Ale skandalu nie ma.

Monolog podzielono na utrzymane w różnym nastroju utwory muzyczne – jest więc piosenka o końcu świata, na który nawet Papież nie dostanie VIP-owskiego zaproszenia, o Chrystusie nawiedzającym hippisów i prostytutki, o trzydziestu srebrnikach, a do tego zgrabny klamrowy refren – list gończy za nieposiadającym stałego miejsca zamieszkania outsiderem, anarchistą i wrogiem publicznym o pseudonimie Jezus. Wszystko to już było, wszystko znamy, wiemy, jak się skończy. Nie ma dobrego momentu na przyjście Zbawiciela – zarówno dwa tysiące temu, jak i współcześnie traktuje się jego poglądy z podobnym niedowierzaniem. (Spektakl ten powstał zresztą w ramach projektu „Niedowiara”, który zestawił współczesne realizacje teatralne podejmujące tematykę reinterpretowania religijności.)

Największą słabością realizacji Zadary jest niestety brak dialogu z publicznością. Barbara Wysocka poddaje tekst osobistej, refleksyjnej interpretacji, przy czym wyraźnie widać jej dystans do tematu i, przede wszystkim, do widza. Kreacja Kinskiego była (na ile szczerym, to już inna kwestia) krzykiem rozpaczy, starciem, Wysocka natomiast filozofuje. Robi to oczywiście profesjonalnie i z wdziękiem, sytuując punkowego Jezusa w kontekście kontrkultury i subtelnie się z nim utożsamiając.

Spektakl jest dopracowany muzycznie i aktorsko, a alternatywna koncertowa konwencja nieźle dramatyzuje monolog, który bez autokreacji Kinskiego mógłby stracić moc. Ale – czy jesteśmy aż tak zepsuci, że taki temat nie wywołuje już dyskusji, że nie próbujemy Wysockiej przemówić do rozsądku, zepchnąć ze sceny? Czy też może my już po prostu od dawna wiemy, że Chrystus był prorokiem uciśnionych, bo wyłożył nam to obszernie Mickiewicz? Już się nauczyliśmy cierpienia za miliony, za miłość i za idee. Nie trzeba nam obrazoburczych interpretacji Ewangelii, bośmy sobie już tego Chrystusa dawno wymyślili, zrozumieli i pokochali…

Sam Zadara kwituje swoje przedsięwzięcie refleksją: „Chyba zbyt łatwo oddaliśmy Jezusa konserwatystom”. Rzeczywiście, trzeba docenić fakt, że mówienie o religii, zwłaszcza w jakikolwiek nowatorski sposób, nie jest współcześnie łatwym zadaniem. Trudno uwolnić się od ideologicznych, a przede wszystkim politycznych schematów, które wymiar duchowy zastępują społecznym. Dzięki temu, że punktem odniesienia dla Zadary jest przedsięwzięcie Kinskiego, a nie najświeższe napięcia między instytucjami państwa i Kościoła, spektakl uniknął oczywistego opowiadania się po którejś ze stron barykady. I co w tym kontekście mogłoby się wydawać tchórzostwem, w kulturze, która zdaje się dziś skandalem żywić, być może to właśnie brak skandalu okaże się twórczy, inspirujący i… nowatorski.

 

 

Klaus Kinski, „Jezus Chrystus Zbawiciel”

przekład Michał Zadara i Jan Kapela

reż. Michał Zadara

Kraków, Teatr Łaźnia Nowa

premiera: 7.12.2012

najbliższe spektakle: Warszawa, Teatr Dramatyczny, Scena Przewodnik, 15 i 16.02.2013

 

 

alt