Archiwum
25.10.2011

„Pytają mnie o dziewczynkę…”

Magdalena Wołowicz
Literatura

Ponad dwustu szczęśliwców pojawiło się z cudem zdobytymi wejściówkami na spotkaniu z Mario Vargasem Llosą zorganizowanym przez wydawnictwo Znak i Instytut Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego.

Wieczór autorski dotyczył ostatniej powieści noblisty, „Marzenia Celta”. Spotkanie poprowadzili tłumacze prozy: Marzena Chrobak i Carlos Marrodan Casas.

Trzy krótkie pytania, trzy długie odpowiedzi. Marzena Chrobak rozpoczęła rozmowę z pisarzem, skupiając się na ideologicznej otoczce „Marzenia Celta”. Ostatnia powieść stała się pretekstem dla tłumaczki do postawienia pytań natury etyczno-politycznej. Pisarz opowiadał o moralnej ocenie imperiów, które przeprowadzały kolonizacje, zwrócił uwagę na to, że cała historia ludzkości, historia zachodniej cywilizacji to ocean krwi, a my jesteśmy produktem tych historycznych zaszłości. Jest jednak coś, co daje nadzieję:  „Kultura Zachodu posiada pewną cechę, która pozwala na postęp i humanizację, to umiejętność samokrytyki. Roger Casement [bohater „Marzenia Celta”– przyp. mój] jest postacią, która ucieleśnia tę krytyczną postawę”. Na historię Rogera Casementa Llosa wpadł przypadkiem, czytając biografię Josepha Conrada. Conrad spotkał Casementa w Kongu i to właśnie on otworzył oczy autorowi „Lorda Jima”. Gdyby nie to spotkanie, „Jądro ciemności” nigdy by nie powstało. Mario Vargas Llosa zaczął więc szukać informacji o Casemencie, udał się w podróż jego szlakiem, Roger stał się dla niego symbolem walki o prawa człowieka: „To niesamowita postać, która mnie zafascynowała. Człowiek, który stanął sam przeciwko potężnym imperiom, miał odwagę walczyć o sprawiedliwość, stał się pionierem walki o ludzkie prawa i dlatego należy mu się szacunek. To bohater naszych czasów”.

Roger Casement święcie wierzył, że kolonializm usprawiedliwia przenajświętsza trójca trzech „C”: cristianism, civilization, commerce. Czym zatem według Mario Vargasa Llosy jest owa cywilizacja? „Cywilizacja to proces, w którym eliminujemy z naszego otoczenia pewne formy barbarzyństwa. Barbarzyństwo natomiast rozumiem jako przemoc wtedy, kiedy siłą przekonywania zamiast argumentu jest bomba albo bicz. Cywilizacja nigdy nie będzie idealna, bo wytyczamy sobie coraz wyższe szczyty, których nie potrafimy później zdobyć”. Problemem, na który noblista zwrócił uwagę, jest połączenie ze sobą dwóch wartości: wolności i sprawiedliwości. Próbą takiego połączenia jest demokracja, którą pisarz uważa za najlepszy system.

Po pytaniach etycznych Marzeny Chrobak mikrofon przejął Carlos Marrodan Casas, który określił Mario Vargasa Llosę jako mistrza powieści polifonicznych. Noblista odetchnął: „No, nareszcie porozmawiamy o literaturze” – dodał z uśmiechem. Wspomniał, że na każdym spotkaniu autorskim pytają go o politykę (w książce „Jak ryba w wodzie” pisarz opisuje doświadczenia związane ze swoją działalnością polityczną, gdy startował w wyborach na prezydenta Peru), a tymczasem sam nie czuje się politykiem, tylko pisarzem: „Ja nie jestem politykiem, chcę się zająć literaturą. Trudno pisarzowi uczestniczyć w życiu politycznym. Literatura i polityka to dwie dziedziny, które wymagają pełnego oddania i czasu. Narzędziem w tych dwóch dziedzinach jest słowo, ale używanie go w jednym i drugim wypadku jest inne. Polityk musi mówić prostym językiem, posługiwać się stereotypami, musi się powtarzać, by dotrzeć do szerokiego audytorium. Pisarz natomiast musi język odnawiać, odszukiwać stare formy i przywracać je do życia, jego język musi być kreatywny. Bycie pisarzem i politykiem skazuje na wewnętrzne rozdarcie między tymi dwoma sposobami użytkowania języka”.

Carlos Marrodan Casas poruszył również problem formy w powieściach noblisty, omówił dialogowość dzieł Llosy, zwrócił uwagę na to, że książki peruwiańskiego pisarza to rozmowa z innymi formami sztuki, to przygoda intelektualna, czym zatem jest dla niego pisanie powieści? „Pisanie powieści to przygoda, to badanie dokumentów, poszukiwanie informacji po to, by przedstawić jakąś historię”. Llosa podkreślił, że jego książki nie mają na celu przekazywania historycznej prawdy. Biografia Rogera Casementa, choć opiera się na faktach, nie jest książką historyczną, nie jest autentyczną biografią, to fikcja literacka, w której pozwolił sobie na fantazję – tak jak czyni to we wszystkich swoich powieściach. Ta wypowiedź autora sprowokowała pytanie z publiczności, dotyczące postaci Chilijeczki, bohaterki „Szelmostw niegrzecznej dziewczynki”. Skąd się wzięła taka postać, czy istnieje jej pierwowzór w rzeczywistości, czy pisarz kogoś takiego poznał? Mario Vargas Llosa po wysłuchaniu pytania serdecznie się roześmiał: „Jak to jest, że na każdym spotkaniu autorskim pytają mnie o tę dziewczynkę? Nikt nigdy nie pyta o formę powieści, o tematykę, problematykę, tylko wszyscy chcą wiedzieć,  czy niegrzeczna dziewczynka istnieje?”. Pisarz dodał, że wszyscy bohaterowie mają swoje pierwowzory w prawdziwym życiu, ale najważniejsze w tych postaciach jest to, co autor dodaje od siebie, gdy próbuje ubrać w słowa osobę, którą opisuje.

Po rozmowie i pytaniach publiczności nadszedł czas na autografy i czas na rozstanie. Trzeba przyznać, że warszawskie spotkanie z noblistą było świetnie przygotowane: kompetentni prowadzący, konkretny plan spotkania, świetne tłumaczenie symultaniczne – organizatorom należą się duże brawa.

fot. Magdalena Wołowicz, na zdjęciu: Mario Vargas Llosa i Marzena Chrobak

alt