Archiwum
20.12.2010

Przez szczelinę

Adam Kruk
Film

Gaspar Noé jest drastyczny, ale nie histeryczny, nie biadoli nad stanem dzisiejszej młodzieży. Jest tylko szczery, wie, że wszyscy oglądaliśmy pornosy.

Oskar (Nathaniel Brown) mieszka w Tokio, ma jakichś przyjaciół, bierze narkotyki, czasem je sprzedaje, szwenda się po mieście, czas niespecjalnie go dotyczy, na pewno nie jest czymś, czym gospodaruje się w kalendarzu. Mieszka z siostrą Lindą (Paz de la Huerta), która tańczy na rurze w erotycznym klubie, jakich pełno w tokijskiej dzielnicy Roppongi. Kochają się bardzo, ale żyją jak potrafią i nie jest to życie, o którym rodzice marzą dla swoich dzieci. Ich rodzice zresztą nie żyją, co ułatwia swobodne dryfowanie, ale wolność ta nie cieszy, bo jest smutną oczywistością. Oskar dając się zaplątać w idiotyczne niuanse życia towarzysko-uczuciowego wzmocnione narkotykowym hazardem, dość szybko umiera, zostawiając siostrę w świecie swoich szemranych znajomych, klubów, dusznych mieszkań, neonowych ulic Tokio. Czuwa nad nią jedynie za pomocą niewidzialnego homunkulusa, którego wydaje z siebie wraz z ostatnim tchnieniem. Homunkulus obserwujący osieroconych przez Oskara bohaterów zespolony zostaje z okiem kamery.

Świat pokazany we „Wkraczając w pustkę” Gaspara Noégo składa się z ciągu niesamowicie intensywnych obrazów, jaskrawych blaskiem neonów, czerwienią, nagimi ciałami, ale i trupami. Pośród wszystkich płynów ustrojowych, które żywo (i śmiertelnie) interesują reżysera filmu, krew zajmuje ważne miejsce. Rodzeństwo wiąże wielorakie braterstwo krwi – to biologiczne i to z wyboru, pokazane stereotypową i nieco kiczowatą sceną zawiązania go. Przede wszystkim jednak łączy ich krew na szybie samochodu, w którym rozbili się ich rodzice. Trauma stanie się podłożem lekko kazirodczego związku rodzeństwa; Oscar i Linda nie będą w stanie znaleźć niczego ważniejszego i mocniejszego niż to, co płynie w ich żyłach. Ale krew ewokuje śmierć, która okazuje się równouprawnionym bohaterem filmu: nie jego końcem, a właśnie jedną z postaci, zwyczajną, walczącą o akceptację.

We „Wkraczając w pustkę” równie ważna co sama opowiadana historia jest materia filmowa. Noé jest spadkobiercą tradycji wideo-artu, robił też wideoklipy – estetykę tę nie tylko doprowadził do perfekcji, ale i wyniósł na wyżyny artyzmu. Jego kadry migoczą, bledną, rozmazują się i wyostrzają, stanowiąc szumy, zlepy, ciągi obrazów i rytmów, hipnotycznie długaśnych ujęć, to znów szalonego montażu. Ton filmowi nadają narkotyki i seks, przeniesione na ekran nie tylko za pomocą opowiadanej historii – w każdym oddzielnym ujęciu, niczym papierek nasączony LSD, przesycona jest nimi sama taśma filmowa. Wizualne arcydzieło, zrobione w naćpanym, rozgrzanym z podniecenia stylu, wypracowanym wcześniej przez Noégo w noweli „We Fuck Alone” z projektu „Destricted” czy w klipie do „Protège-Moi” zespołu Placebo. Bohaterowie „Wkraczając w pustkę” nie są może bardzo sympatyczni, ale jacyś prawdziwi, współcześni, odarci z niepotrzebnych kontekstów. Nagie dusze, jakie znamy z dramatów Marka Ravenhilla i Sary Kane.

Gaspar Noé uchodzi za reżysera analnego; na ten przydomek zasłużył sobie głośnym filmem „Nieodwracalne” czy debiutem „Sodomici”. Namiętne zgłębianie (sic!) odbytnicy w celach tyleż rozkosznych, co iście piekielnych, stało się niemal jego znakiem rozpoznawczym. We „Wkraczając w pustkę” jednak nieoczekiwanie manię analną zastępuje hołd złożony waginie. Oryginalny tytuł – „Enter the Void” rozumieć należy nie tylko tak, jak robi to polski dystrybutor (choć tak również), void bowiem to nie tylko pustka, ale także szczelina i nie ma wątpliwości, że Noému chodzi też o penetrację pochwy. Lacanowskie pęknięcie, ciemny, niezrozumiały brak, symbolizowany jest właśnie przez rozwarte wargi sromowe. W filmie jest scena (niesłychanie zabawna!), kiedy podczas stosunku seksualnego penis filmowany jest wprost z głębi waginy: żołądź napiera na kamerę, wbija się wprost w twarz widza. Oszczędzony zostaje nam moment wytrysku (byłby to prawdziwy cumshot), do którego jednak dochodzi, bo film kończy się narodzinami dziecka. Podkreślony zostaje dualizm waginy: jako narzędzia przyjemności i zarazem narządu rodnego – symbolu odrodzenia, do którego może dojść nawet przy pomocy skażonego narkotykami nasienia. Śmierć rodzi życie, to, co mroczne i pierwotne – pożądanie, splatające Erosa z Tanatosem, wagina zamienia w nowy byt – odbyt tego nie potrafi.

Nierzadko Noé postrzegany bywa jako Marilyn Manson światowej kinematografii (z którym się zresztą przyjaźni) – inteligentny, szokujący, ale cyniczny i tani handlarz kontrowersją. Ale któż inny dziś, prócz może Michaela Haneke, potrafi zafundować widzowi tak mocny i mięsisty, poruszający zmysły, ale i umysł spektakl? Niewykluczone, że za kilka dekad wspominany będzie jako największy geniusz kina początku XXI wieku. Jeśli w dodatku zdarzyłoby mu się umrzeć w dziwnych okolicznościach, status poety kina przeklętego miałby jak w banku.

„Wkraczając w pustkę”
Reżyseria: Gaspar Noé
Dystrybucja: Gutek Film
Premiera: 21.01.2011



Gaspar Noé jest drastyczny, ale nie histeryczny, nie biadoli nad stanem dzisiejszej młodzieży. Jest tylko szczery, wie, że wszyscy oglądaliśmy pornosy.