Archiwum
14.04.2020

Odsłuchy marca

Mateusz Witkowski
Muzyka

Całe szczęście, że wszechobecny zastój nie dotyczy w zbyt wielkim stopniu zaplanowanych wcześniej premier płytowych. Marzec przyniósł nam naprawdę sporo interesujących wydawnictw, a poniższy przegląd stanowi tylko drobny ich wyimek. Zapraszają Dua Lipa, Pejzaż i TOPS, nie zapraszają bracia Golec i Piotr Kupicha.

TOPS
I Feel Alive
(Arbutus Records)

Na swoim najnowszym albumie TOPS brzmią bardzo jak… TOPS. Tylko że lepiej

Powyższa, nieco zawiła teza w rzeczywistości okazuje się całkiem banalna. Nie wiem, czy mamy do czynienia z mityczną „naturalną koleją rzeczy”, czy może główną przyczynę stanowi odświeżenie składu – do grupy dołączyła niedawno grająca na klawiszach Marta Cikojevic. Wiem natomiast, że TOPS są na „I Feel Alive” w swojej szczytowej formie. To nie jest jedna z tych płyt, które obfitują w wielkie odkrycia czy zwroty akcji. Kanadyjczycy wciągają nas w dobrze znaną grę w skojarzenia – dostaniemy tu trochę jangle’ujących gitar Davida Carriere, mnóstwo „stevienicksizmów”, po które tak chętnie sięga wokalistka Jane Penny, do tego nieco sophistipopowej elegancji. I chyba w tym rzecz. Wszak w TOPS chodzi o nienachalną przebojowość, przedniej urody refreny unurzane w romantyczno-slackerskiej mgiełce. Początkowo może się nam wydawać, że mamy po prostu do czynienia ze zgrabną i przyjemną muzyką tła, zapytani o najlepsze numery wymienimy np. „Witching Hour” czy „Ballads & Sad Movies”. Kolejne przesłuchanie sprawi, że dodamy do tego kolejne tytuły. I kolejne. Koniec końców, niezdolni, by dokonać wyboru, wymieniamy całą tracklistę.

„I Feel Alive” to album dyskretny, odświeżający i błyskotliwy. A co za tym idzie: idealny na czas izolacji i wszechobecnego napięcia.

Dua Lipa
Future Nostalgia
(Warner)

W listach często pytacie: „czy »Future Nostalgia« to nowe »Fever« Kylie Minogue?”.

Aby nie trzymać Was w niepewności, odpowiadam: otóż nie. Wspomniany longplay z 2001 roku bywa jednak dość często przywoływany przy okazji premiery drugiego albumu Brytyjki. Nic dziwnego: podobnie jak „Future Nostalgia”, jest w dużej mierze oparty na retropopowych fundamentach, tak jak w tamtym wypadku mamy do czynienia z istnym parkietowym potworem, płytą z gatunku all killers, no fillers. O ile jednak album Australijki stanowił w gruncie rzeczy nowe otwarcie w mainstreamowym popie i nosił w sobie ambicje związane z definiowaniem obowiązującej estetyki, o tyle Dua Lipa wydaje się pogodzona z tym, że oryginalność to dziś jedynie mrzonka, pobożne życzenie. „Future Nostalgia” to płyta arcysolidna, przebojowa, ani na moment niezatrzymująca się na przystanku „ballada”. A na dodatek: manifestacyjnie odtwórcza – podszyte darkwave’owymi syntezatorami „Physical” to nawiązanie do kontrowersyjnego hitu Olivii Newton-John, „Good in Bed” brzmi jak coś z katalogu Lilly Allen, w „Break My Heart” partie wokalu cytują riff gitarowy z „Need You Tonight” INXS, a w „Love Again” mamy w gruncie rzecz do czynienia z samplem sampla.

Obskurantyzm, pójście na łatwiznę? Wręcz przeciwnie. Dua Lipa mogła przecież nagrać bezpieczną, głównonurtową płytę, która balansuje między stadionowością a intymnością. Postawiła na bezczelne bangery, jak gdyby chciała powiedzieć: wchłonęłam cały koncept muzyki pop, pop to ja. Na szczęście ma w sobie tyle charyzmy i niepowtarzalnego chłodu, że jesteśmy w stanie jej uwierzyć.

Wojciech Cugowski, Bracia Golec, Edyta Golec, Natalia Kawalec, Piotr Kupicha, Halina Mlynkova, Piotr Sołoducha, Tulia, Roksana Węgiel
Wszystko będzie dobrze (singiel)
(Biuro Programu „Niepodległa”)

„To już koniec historii” – mówiliśmy. Rzeczywistość pokazała nam jednak, jak bardzo jesteśmy w błędzie. „To już koniec charytatywnych hymnów, które stają się hitami” – mówiliśmy. Rzeczywistość pokazała nam, że… A nie, to akurat prawda.

Jak wszyscy doskonale wiemy, schemat jest następujący: jeżeli pojawia się globalny problem, pojawią się też artyści, którzy – trzymając się za ręce (ok, może nie tym razem) – zaśpiewają nam coś na jego temat. Właściwie powinienem w tym miejscu napisać o całym „koronawave” (wszak piosenki na okoliczność izolacji nagrali m.in. De Mono, Artur Gadowski czy Big Cyc), skupię się jednak na przypadku najdonioślejszym i najpopularniejszym. Otóż wiele można wybaczyć charytatywnym hymnom – poza brakiem chwytliwości i potencjału „singalongowego”. Tymczasem „Wszystko będzie dobrze” to miałki, akustyczny pop-rock o lekko folkowym zabarwieniu, który nie zostawia w naszym umyśle (i sercu) najmniejszego śladu. Do tego dodajmy tekst Wojtka Byrskiego (obok Marcina Kindli – współautora muzyki) z frazami w rodzaju „Wszystko znowu będzie dobrze i się skończy podły czas”, no i jesteśmy w domu (bo gdzie mamy być?). Aż zatęskniłem za „Pokonamy fale” z rapującą Urszulą i nieobecnym wzrokiem Ireny Santor.

A wszystkim spragnionych koronawirusowo-muzycznych wrażeń polecam utwór Wacława Cieślika vel Kordiana. Też jest, hm, ciężko, ale zarazem jakże intrygująco.

Pejzaż
Blues
(The Very Polish Cut-Outs)

„Czy pamiętasz letni wiatr, lato, wakacje, miłość, wspomnienia?” – takie pytanie słyszymy w „Intro”. „Blues” na pewno pozwoli nam przypomnieć sobie o „Ostatnim dniu lata”, wcześniejszej płycie Bartosza Kruczyńskiego wydanej pod szyldem „Pejzaż”. A zarazem udowodni, że producent nie zamierza stać w miejscu.

O tym, że Kruczyński – znany choćby ze słynnego już duetu Ptaki – jest artystą płodnym, nie ma sensu się nawet rozpisywać. Wystarczy jedynie zerknąć na listę jego dokonań z ostatnich kilkunastu miesięcy: sam marzec przyniósł nam (poza „Bluesem”) „LP1” wydane jako Earth Trax i „Selected Ambient Projects” wypuszczone na rynek pod własnym nazwiskiem, w roku ubiegłym jego bity trafiły na albumy schaftera i Sokoła. Słowem: dzieje się. Na „Bluesie” Kruczyński sięga po znaną z jego twórczości metodę pt. „samplowanie polskiej muzyki rozrywkowej”, wartością dodaną są tu zarówno nieoczywiste wybory, jak i jakość kompozycji. W „Moim miejscu” słyszymy fragment singla Marii Sadowskiej sprzed piętnastu lat, skitowy „Deszcz” odsyła nas do twórczości Iwony Loranc, jest też zapomniana Kasia Lessing, którą słyszymy w „Szkle”. Przede wszystkim jednak „Blues” to solidna dawka znakomitego house’u w różnych odcieniach (od afro w „Kiedy jesteś blisko” do filter w „Nocy” opartej na samplu z „Nie chcę zasnąć” Reni Jusis). I choć nowa płyta wypada bardziej tanecznie niż wspomniany „Ostatni dzień lata”, dzięki swojemu milenijno-bałtyckiemu (sami się przekonacie!) nastrojowi stanowi doskonały pokarm dla wszelkiej maści nostalgików, melancholików i duchologów.

Zaraz, zaraz: powiedziałem, że „I Feel Alive” TOPS jest idealną płytą na czas kwarantanny i izolacji? To posłuchajcie „Bluesa”.

Morrissey
I Am Not a Dog on a Chain
(BMG)

Photo by Gavin Allanwood on Unsplash