Archiwum
12.09.2011

Od pensjonarki po żonę i kochankę

Magdalena Wołowicz
Literatura

Pewnego dnia 1895 roku pan Henry Gauthier-Villars, paryski literat, zwrócił się do swej małżonki Sidonie-Gabrielle z propozycją przerzucenia na papier jej szkolnych wspomnień. „Nie bój się jakichś szczególików trochę pikantniejszych” – dodał.

Młoda kobieta była akurat po ciężkiej chorobie, ale na propozycję męża przystała. W ten oto sposób powstał cykl przygód Klaudyny, bezczelnej nastolatki o niewyparzonej buźce i mającej w głębokim poważaniu wszelkie konwenanse. Mężowi jednak powieść się nie spodobała: „Nie omyliłem się. To mi na nic się nie przyda”, i rękopisy powędrowały do szuflady. Na szczęście, po 2 latach paryski literat natknął się na schowane woluminy i zaklął pod nosem: „Psiakrew, cóż za dureń ze mnie”, po czym zabrał zapisane zeszyty i w 1900 roku ukazała się pierwsza część cyklu o łobuzie w spódnicy. Jej autorem został jednak Henry. Nie będę przytaczać całej historii tego, na ile mąż sławnej Colette ingerował w fabułę (podobno wątki erotyczne są jego autorstwa, choć nie sądzę, by mężczyzna potrafił tak subtelnie pisać o miłości). Klaudyna podbiła serca wszystkich, książki Colette inspirowały ówczesny świat artystyczny od teatru począwszy, a na modzie skończywszy.

Tetralogię otwiera „Klaudyna w szkole”: bohaterka ma 15 lat i uczęszcza do szkoły dla panien – przyszłych nauczycielek w prowincjonalnym miasteczku. Jej ojciec, zapalony malakolog, pracuje nad dziełem swojego życia i bardziej niż córka interesują go ślimaki. Klaudyna może więc robić, co jej się tylko podoba: biega po lasach, czyta Balzaka i literaturę, która dla młodych dam jest co najmniej niestosowna, dokucza koleżankom w szkole, i ma za nic wszelkie zasady i dobre wychowanie, jakie przystaje pensjonarce, przyszłej nauczycielce. „Klaudyna w szkole” to historia inicjacyjna – to tutaj bohaterka po raz pierwszy poczuje smak miłości, do tego miłości zakazanej, bo skierowanej do młodej nauczycielki Aimeé. Miłości niespełnionej, zakrapianej goryczą i rozczarowaniem. Klaudyna bez zbędnej kokieterii i obłudy zwierza się swemu dzienniczkowi z erotycznych fantazji. Wyobrażacie sobie, jaki skandal ówcześnie musiała wywołać Colette takimi wyznaniami? Nie dość, że młoda dama robi, co jej w duszy gra, to na dodatek ma homoseksualne skłonności!

„Klaudyna w szkole” to również obraz ówczesnej obyczajowości i zasad edukacji. Młode nauczycielki były przyuczane do tego, by w przyszłości kształtować charaktery niesfornych panienek. Uczono je śpiewu, kaligrafii, haftu, różnego rodzaju robótek i oczywiście ogólnej wiedzy o świecie. Po co Klaudynka poszła do takiej szkoły – nie wiem, ale egzamin na nauczycielkę zdała śpiewająco, ujmując swym urokiem osobistym komisję, i … wyjechała z ojcem do Paryża, o czym mówi druga część cyklu –„Klaudyna w Paryżu”. Tak, tak, szalony malakolog, ignorowany przez środowisko naukowe, wyjeżdża do metropolii, by podzielić się naukowymi odkryciami. Córeczka jednak nie czuje się zbyt dobrze w wielkim dopóki nie poznaje swojego kuzyna – Marcela o delikatnej urodzie i wysublimowanych manierach oraz niezdefiniowanej orientacji seksualnej. Przyjaźń z nim stała się dla dziewczynki antidotum na tęsknotę, ale człowiekiem, który zupełnie zawrócił nastolatce w głowie, stał się starszy od niej o 20 lat ojciec Marcela, Renaud.

„Klaudyna w Paryżu” jest zatem zapisem kolejnych etapów dojrzewania. Bohaterka z nieopierzonego dziewczęcia staje się powoli kobietą, do jej życia wkraczają mężczyźni, a świadomość o kobiecej władzy nad męskim plemieniem zaczyna się rozwijać coraz bardziej. Jaki może być rezultat? „Małżeństwo Klaudyny”. Trzecia część cyklu, jak się zapewne domyślacie, to pamiętnik z pożycia małżeńskiego. Renaud to człowiek światowy, obracający się w artystycznym środowisku, prowadzący salonowe życie, więc siłą rzeczy nasza bohaterka zostaje wprowadzona w rzeczywistość paryskiej bohemy. Poznajemy świat paryskiej opery, teatru, uczestniczymy w salonowych herbatkach, przysłuchujemy się napuszonym rozmowom napuszonych, choć sympatycznych, krytyków i dam z towarzystwa. Ale nie bójcie się, nasza Klaudynka nie da się wcisnąć w żadne gorsety reguł, nie obchodzi jej opinia innych, nie interesuje jej, co należy robić, jak się zachować, nic sobie nie robi z plotek, które słyszy za plecami, ale widać jednak zmianę w charakterze naszej niesfornej damy. Już sam sposób prowadzenia narracji, styl zapisków w pamiętniku zdaje się bardziej subtelny, stonowany, pozbawiony tego wariackiego pazura i zadziorności, który ujawniał się w pierwszych częściach. Nic dziwnego, mamy do czynienia z kobietą spełnioną, zakochaną i dojrzałą. W pewnym momencie szczęście jest zagrożone: pojawia się intryga, druga kobieta, która staje się kochanką Klaudyny przy przyzwoleniu jej męża.

W trzecim tomie Klaudyna żegna się z czytelnikiem: „Klaudyna odchodzi”. Rolę narratorki przejmuje Ann – młoda kobieta, świeżo upieczona mężatka, stłamszona przez konwenanse i męża. W czwartej części Klaudyna pojawia się sporadycznie, tylko po to, by wzbudzić w Ann poczucie własnej wartości. „Klaudyna odchodzi” jest więc opowieścią o emancypacji, o próbie wydostania się spod jarzma zasad i gier oraz odkryciu własnej drogi.

Colette za każdym razem ociera się o granice przyzwoitości, łamie wszelkie zasady obowiązujące na salonach, wkłada kij w mrowisko, ale robi to w sposób subtelny. Sceny erotyczne są osnute mgiełką niedopowiedzenia, brak tu też kwiecistych metafor, niepotrzebnych zdrobnień, wszystko odbywa się dyskretnie, ale wzbudza lekki dreszczyk. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: to, co kiedyś szokowało i wywoływało skandal, w dzisiejszych czasach wywołuje. Tetralogia przygód Klaudyny nie wzbudza dziś takich emocji jak onegdaj, ale to nie znaczy, że powieści Colette stały się nieaktualne. Są one bowiem świetną analizą francuskiej mentalności przełomu XIX i XX wieku. To powieści o charakterze psychologicznym z zabarwieniem feministycznym – czytelnik bowiem śledzi dojrzewanie młodej kobiety, która próbuje iść własną drogą, mając w nosie wszelkie przyjęte zasady. Colette przedstawia również interesujący obraz środowisk artystycznych oraz panującej wówczas mody. Wiele się od tego czasu nie zmieniło, no, może z wyjątkiem mody.

Colette, „Klaudyna w szkole”, „Klaudyna w Paryżu”, „Małżeństwo Klaudyny”, „Klaudyna odchodzi”, przekład Krystyna Dolatowska, W.A.B., Warszawa 2011

alt