Archiwum
13.04.2011

Niezbędna korekta

Adam Kruk
Film

Czasami, żeby zrobić krok do przodu, trzeba cofnąć się o dekady. W „Erratum” bohater udaje się właśnie w taką podróż – bynajmniej nie sentymentalną.

Akcja „Erratum” ma miejsce w Szczecinie, czyli nigdzie. Pokazane przez Marka Lechkiego miasto (faktycznie film kręcono we Wrocławiu i Wołowie) ma nosić znamiona prowincji. Chodzi o opuszczoną małą ojczyznę, która tkwi głęboko w sercu, ale do której powrót okupiony jest trudnymi pytaniami – trochę jak w „Cinema Paradiso” Giuseppa Tornatore, tyle że bajkowo. Bohater filmu, Michał (Tomasz Kot), po szybkim zarzuceniu młodzieńczych marzeń znalazł się w życiowym martwym punkcie. Ten stan rzeczy trwa tak długo, że niemal przestał już uwierać. Michał pracuje bez pasji w firmie rachunkowej, mieszka w przezroczystym mieście (Warszawa) z urodziwą i wiecznie obrażoną żoną oraz synem, z którym kontakt nie wydaje się zadowalający. Niby dobra krajowa średnia, a jednak czegoś brak.

Kiedy bohater pojedzie w delegację do rodzinnego miasta, poprzez spotkanie z tym, od czego uciekał, zmuszony będzie do konfrontacji z tym, kim jest dziś. Początkowo chce z rodzinnych stron jak najszybciej uciec, bo zimny ojciec zatrzasnął się w sobie na cztery spusty, przyjaciel z czasów wspólnego muzykowania żywi do niego urazę, nieprzyjazne wydaje się całe otoczenie. Michał jest przejazdem, niby niechcący, udaje, że to nie jego świat. Na domiar złego spowoduje wypadek samochodowy, który sprawi, że będzie musiał w Szczecinie pozostać dłużej. Konfrontacja ze śmiercią umożliwi jednak przemianę: oczekiwania żony i szefa zejdą na plan dalszy, bohater zatopi się w krainie przeszłości. Swoista żałoba (a może pokuta) połączona zostanie z poszukiwaniem utraconej części samego siebie, trzonu tożsamości, który rozmył się w mechanicznie powielanej codzienności. Tym razem jednak każe on o sobie przypomnieć. Ucieczka sprzed lat miała być walką o siebie samego, ale okazało się, że to może właśnie młodzieńcze porywy były maksimum, które osiągnął Michał. Czy da się jeszcze dokonać korekty, ocalić siebie od cichej rezygnacji?

Lechki na to nie odpowiada. Zmiany nie zachodzą na naszych oczach, choć dostajemy ich sygnały. Trudno powiedzieć, jaki będzie końcowy efekt, skoro bohater tak długo tkwił w tytułowym błędzie myślowym. Ale coś drga, kotłuje się w środku, wewnętrzne dziecko daje o sobie znać. Michał najpewniej straci pracę, ale odzyska kontakt ze światem – jego przemianę widać przede wszystkim w sposobie komunikacji. Po kilku nieudanych próbach porozumienia się z ojcem, bohaterowie zaczną szukać innego języka, skoro ten werbalny tylko je utrudnia. Odżyje dawna przyjaźń z muzykiem, symbolizującym jakby alternatywną wersję życia Michała. Zaleczeniu ulegną stare rany, ale bohater zdolny będzie też do nawiązania nowych relacji: przygarnie psa, pochyli się nad ludźmi, których wcześniej zbywał zdawkowym „sorry”, nawiąże dziwną przyjaźń z policjantem. To właśnie umiejętność budowania nowych związków i wyjście poza własne doświadczenie cechuje młodość (tu odzyskaną), a także świadczy o humanizmie w ogóle.

Marek Lechki debiutował w 2002 roku „Moim miastem” i od tego czasu, jak mówi się w filmie o Michale, „tyle go widziano”. W tym czasie, jak wielu reżyserów, którzy nie znaleźli się jeszcze na świeczniku albo już z niego wypadli, pracował nad niewyszukanym serialem telewizyjnym „Plebania”. Ale też przygotowywał się do drugiego uderzenia. „Erratum” robi właśnie wrażenie nieco spóźnionej, ale przez lata rozbudowanej i dopracowanej do perfekcji etiudy studenckiej. Właśnie to „spóźnienie” wydaje się symptomatyczne i rozciąga znaczenie filmu do rozmiarów rzeczy pokoleniowej. Bo chociaż „Erratum” jest dziełem bardzo osobistym, wręcz prywatnym (Lechki jest autorem scenariusza, reżyserem, producentem, wreszcie – Michała można czytać jako porte-parole autora), podsumowuje kręte ścieżki i niełatwe wybory roczników urodzonych w latach 70. Ta swoista inwentaryzacja aktywów i pasywów, zysków i strat, prowadzi w kierunku poszukiwania szans na wydostanie siebie ze społecznych kolein, uniknięcia zobojętnienia i utraty nadziei oraz, co najważniejsze, przełamania własnych ograniczeń. Dla Lechkiego, któremu bliżej już do czterdziestki niż trzydziestki, za późno jest na bycie złotym dzieckiem, za wcześnie zaś, by rozmieniać talent na drobne w telewizji. Wydaje się, że zarówno Michałowi, jak samemu reżyserowi, nie chodzi o najlepszą zemstę, jaką jest sukces, tylko o komfortowe czucie się z samym sobą.

„Erratum”
reżyseria: Marek Lechki
premiera: 8.04.2011



Czasami, żeby zrobić krok do przodu, trzeba cofnąć się o dekady. W „Erratum” bohater udaje się właśnie w taką podróż – bynajmniej nie sentymentalną.