Archiwum
14.06.2011

„Kieł”, czyli grecka nowa fala

Dorota Mieszek
Film

Pojęciem greckiej nowej fali określa się specyficzną estetykę młodego greckiego kina rozwijaną od paru lat przez, niezależnych reżyserów. Jeszcze kilka lat temu krytycy pisali, że kino greckie tkwi w mrokach średniowiecza; od kilku lat jednak podbija międzynarodowe festiwale filmowe.

Giorgos Lanthimos i Athina Rachel Tsangari to dwa gorące nazwiska greckiej kinematografii. Lanthimos reżyseruje i produkuje sam swoje filmy, jest też współproducentem feministycznego, emancypacyjnego filmu Tsangari „Attenberg”, który w listopadzie pojawi się w polskich kinach; w tym filmie pojawia się także jako aktor. Tsangari z kolei (debiut pełnometrażowy: „The Slow Business of Going”, 2000) jest producentką „Kła” i „Kinetty”. Lanthimos debiutował w długiej fabule w 2001 roku filmem „Mój najlepszy przyjaciel”. Reżyserowana przez niego „Kinetta” wzbudziła żywe zainteresowanie międzynarodowych krytyków. Trzeci film, „Kieł”, który właśnie wszedł do polskich kin, zdobył nagrody w Cannes, Londynie, Montrealu, Sarajewie, Sztokholmie, był nominowany do Oscara.

„Kieł” jest minimalistyczny, powolny i transgresyjny. Z akcją w zaniku, wycofanymi dialogami, statyczną akcją, nieustającym poczuciem zagrożenia stanowi percepcyjne wyzwanie. „Kieł” jest także zaskakujący, przezabawny, groźny, surrealny. To alegoria niezidentyfikowanego systemu, groteska spod znaku Burrhusa F. Skinnera, kryptosatyra na naszą ukontentowaną rzeczywistość rodzinną, społeczną, polityczną, państwową. Są takie filmy, o których chce się rozmawiać, które chce się analizować i interpretować, o których ma się potrzebę dyskutować, teoretyzować, stawiać różne hipotezy. „Kieł” jest właśnie takim filmem.

Jesteśmy świadkami eksperymentu na żywym organizmie. Organizmem jest rodzina: rodzicie – trójka dzieci, dwie nastolatki, jeden młodzieniec. Ojciec codziennie rano jeździ do swojej fabryki. Matka opiekuje się domem i dziećmi. To język przynosi pierwsze przeczucie, że nie wszystko jest tutaj normalne, że słowa znaczą co innego, niż wiemy, że znaczą. To, co my nazywamy morzem, rodzina nazywa skórzanym fotelem. Zombie to mały, żółty kwiatek. Język staje się narzędziem zniewolenia. Skutecznie wirusuje rzeczywistość. Śpiewający swoje evergreeny Frank Sinatra, to dziadek, który przekazuje wnukom komunikat o potrzebie właściwego zachowania. Przelatujące samoloty są niebezpieczne, bo mogą się stać symbolem wolności i nieskrępowania, wywołać tęsknotę za złym światem za murem. Dlatego, według rodziców, samoloty to małe zabawki, które mogą też stać się nagrodami za grzeczne zachowanie dzieci; wtedy spadają z nieba do ogródka. Zabawy rodzeństwa są tak samo dziwne jak ich codzienność: kuriozalne, mechaniczne tańce dwóch sióstr do melodii, granej na gitarze przez brata, odgrywanie akcji ratunkowej w ogrodowym basenie, pozornie niewinna zabawa w chowanego. Jedynym bezpiecznym, chroniącym życie sposobem na przekroczenie granicy posesji jest podróż w zamkniętym samochodzie, którego absolutnie nie można opuścić. Ojciec oświadcza dzieciom, że mama jest w ciąży, mówiąc, że urodzi dwoje dzieci i psa. Wszyscy czekają na magiczny moment oswobodzenia. Nadejdzie on, zgodnie z zapewnieniem rodziców, kiedy dzieciom wypadnie ząb (tytułowy kieł) i w jego miejsce wyrośnie nowy.

Idealna rzeczywistość okazuje się jednak rzeczywistością utopijną. W zaprogramowanym przez rodziców świecie pojawiają sie rysy: ukradkowe spojrzenia, podglądanie rodziców, wyszukiwanie ukrytych, zakazanych przedmiotów, akty autoagresji. Nadchodzi chaos, bunt, rewolucja. Jej zwiastunem jest pojawienie się w domu obcego. Sprowadzona przez ojca-tyrana kobieta ma zaspokoić seksualne potrzeby syna. Odtąd będzie ona pojawiać się regularnie w tej posiadłości otoczonej wysokim ogrodzeniem. Naturalnie, skupia na sobie całą uwagę trójki rodzeństwa. Staje się katalizatorem tłumionej wolności, która być może nigdy nie nadejdzie. W finałowej, dwuznacznej scenie wydaje się, że system uda się pokonać, że pragnieniu wolności nie można się przeciwstawić. Lanthimos jest jednak sprytnym reżyserem. Nie pozwala nam odetchnąć z ulgą.

Jak interpretować ten film? Jakie konteksty przywołać? Reżyser nie podpowiada. „Kieł” jest skutecznie surrealistyczny – nie daje żadnego odniesienia czy drogowskazu, który pomógłby zidentyfikować cel tej socjopatycznej łamigłówki. „Matrix”, „Truman Show”, Buñuel, Natascha Kampus, Josef Fritzl, jaskinia platońska, „Szpital Brytania”? Wrzuceni w sam środek patologii, sami musimy znaleźć wyjście. W wywiadach Lanthimos wspomina reakcje widzów, tak samo kuriozalne jak sam film. Amerykanie zadawali pytania na temat idei domowego szkolnictwa, Brytyjczycy uznali, że film jest ostrzeźeniem przed kurczowym przetrzymywaniem miejskich dzieci w domach.

„Kieł”
reż. Giorgos Lanthimos
premiera: 10.06.2011