Archiwum
28.07.2011

Historie ludzi z bagien

Magdalena Wołowicz
Literatura

Historia Rwandy, 10-milionowego kraju położonego na południowym wschodzie Afryki, to pasmo niekończących się wojen domowych toczonych między plemionami Hutu i Tutsi.

Do rzezi dochodziło już wielokrotnie, ale dzień 11 kwietnia 1994 roku przeszedł do krwawej historii tego państwa jako początek trwającego 2 miesiące ludobójstwa. W owym czasie bojówki Hutu wycięły maczetami i dzidami około 2 milionów Tutsi. Świat przyglądał się temu z niedowierzaniem. Jean Hatzfeld, francuski reporter i korespondent wojenny, przebywał wówczas w Sarajewie. Pierwsze obrazy ludobójstwa zaskoczyły go w hotelowym pokoju w San Francisco, gdzie dla francuskiego dziennika relacjonował mistrzostwa świata w piłce nożnej. Jakiś czas później autor „Strategii antylop” wyjechał do Rwandy i spisał wspomnienia ocalałych z rzezi Tutsi. „Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy” są efektem przeprowadzonych wówczas rozmów. Książka jest również częścią rwandyjskiej trylogii. W Polsce ukazała się już trzecia część pod tytułem „Strategia antylop”, za którą autor otrzymał nagrodę imienia Ryszarda Kapuścińskiego. W październiku 2011 roku wydawnictwo Czarne wyda część drugą „Sezon maczet”, w której reporter przytacza świadectwa zabójców.

Od momentu, gdy świat dowiedział się o eksterminacji Tutsi, powstało już wiele publikacji (niedawno, również nakładem wydawnictwa Czarne, wyszedł reportaż Wojciecha Tochmana „Dzisiaj narysujemy śmierć”), filmów dokumentalnych i fabularnych; wielu naukowców, socjologów, antropologów, filozofów zastanawiało się nad genezą masakry, po co więc powiększać dość pokaźne zbiory analiz? „Celem tej książki nie jest jednak powiększanie stosu wydanych już opracowań, zbiorów dokumentów, powieści, czasem znakomitych, tylko umożliwienie lektury tych dziwnych opowieści ludzi ocalałych” – deklaruje we wstępie Hatzfeld. Reporter zapuszcza się więc do Naymaty, gdzie w przeciągu 2 miesięcy w bestialski sposób zamordowano maczetami około 50 tysięcy Tutsi. Zgodnie z planem, mieli zginąć wszyscy, ale dzięki chciwości, Hutu za dużo czasu spędzali na grabieżach wymordowanych rodzin. Szczęście w nieszczęściu? Z rzezi ocalało zatem około 8 tysięcy Tutsi, wśród których są bohaterowie „Nagości życia”. Wraz z nimi francuski dziennikarz zapuszcza się na rwandyjskie bagna, wraca do roku 1994, nie próbuje zrozumieć, bo ten, kto nie przeżył ludobójstwa, nigdy nie będzie w stanie zrozumieć ocalałego z masakry drugiego człowieka. Hatzfeld oddaje głos ocalałym, a sam usuwa się w cień, pozwala im mówić, wyrzucić z siebie przykre wspomnienia. W ten sposób czytelnik otrzymuje 13 wstrząsających świadectw ludzi (jest wśród nich również opowieść dziewczyny z plemienia Hutu, która z boku przyglądała się, jak jej plemienni bracia bestialsko znęcają się nad niewinnymi ofiarami), którzy próbują jakoś ułożyć sobie życie po zagładzie swych braci.

Mamy tu zatem historię Edith, która ukojenie po ludobójstwie znalazła w Bogu, z kolei 34-letnia Sylvie oddała się pracy socjalnej na rzecz ocalałych z rzezi dzieci. Niemalże we wszystkich historiach powraca ciągle jedno pytanie: dlaczego biali odwracali oczy od Rwandy? Jedna z bohaterek z wyrzutem stwierdza, że do Iraku biali wysyłają wojska, pomagają innym krajom, a w 1994 roku francuscy żołnierze przyjechali jedynie po swoich księży i wojskowych. Ale zaraz inny rozmówca tłumaczy, że ludobójstwo, po II wojnie światowej i masowej eksterminacji Żydów, zdawać by się mogło czymś absurdalnym, więc zostało wypchnięte ze zbiorowej świadomości.

Wśród bohaterów Hatzfelda są zarówno dzieci, jak i dorośli, kobiety i mężczyźni, w wielu wypowiedziach młodych ludzi pojawia się żal, bo ludobójstwo zamknęło im drogę na studia, zostali zmuszeni do rozpoczęcia życia od nowa, z ciężkim brzemieniem na duszy, z obrazem mordowanych na ich oczach bliskich. Wstrząsająca jest relacja 12-letniego Cassiusa, któremu udało się przeżyć masakrę w kościele. Jedyną szansą na ocalenie była ucieczka na bagna. Życie stało się wartością największą, każdy myślał o sobie, o tym, żeby przebiec jeszcze tych kilka kilometrów, zatopić się w błocie, przeczekać do wieczora, by wyjść na poszukiwanie pokarmu. Wieczór dawał ukojenie, bo Hutu bali się nocy.
Hatzfeld spisywał relację ocalałych 6 lat po masakrze. Przez te lata uratowani z rzezi Tutsi spotykali się w kabaretach przy primusie (popularne w Rwandzie piwo) i opowiadali, wspominali, bo to dawało im ulgę. Strachu jednak się nie pozbyli, są jak zaszczute zwierzęta, na każdy szelest reagują lękiem.

Najbardziej wstrząsającym jest fakt, że wcześniej Tutsi i Hutu żyli w sąsiedztwie, spotykali się na piwie, rozmawiali, ale propaganda władz, podejrzenia o zdradę zmuszały często nieświadomych i nie wyedukowanych chłopów do morderstw. Jak to zauważył Innocent, nauczyciel z Naymaty, władze wykorzystały brak wykształcenia chłopów, którymi łatwiej było manipulować. Po ludobójstwie natomiast wielu z plemienia Hutu wyemigrowało w obawie przed represjami. Po powrocie ci, którzy nie zostali skazani na więzienie, mówili „dzień dobry” ocalałym z rzezi Tutsi i patrzyli im w oczy.

W te tragiczne opowieści Hatzfeld wplata swoiste interludia, opisując miejsca w Naymacie, do których sie udał. Zwiedzamy zatem knajpki i tragi, poznajemy afrykańską przyrodę. To pozwala na złapanie oddechu przed kolejną dawką dramatycznych losów.

„Nagość życia” to makabryczne świadectwo, które wiele mówi o naturze człowieka, o silnie zakorzenionym instynkcie samozachowawczym, o nieumiejętności radzenia sobie z traumą, o cierpieniu i bestialstwie. Po obozach koncentracyjnych musiało minąć wiele lat, by ludzie odważyli się mówić na głos o tym, co się w nich wydarzyło, natomiast wspomniany już Innocent zauważa, że „Ludobójstwo zmieni życie wielu pokoleń Rwandyjczyków, a jednak wciąż nie wspomina się o nim w szkolnych podręcznikach”. I być może dlatego francuski reporter kilka lat po masakrze udał się do Nayamaty, by oddać głos ocalałym oraz by inni nie zapomnieli i mieli się na baczności.

Jean Hatzfeld, „Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy”
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2011

alt