Archiwum
29.08.2016

Artyści też muszą wynosić śmieci

Maria Ancukiewicz
Sztuka

W zbiorowej wyobraźni wciąż żywe jest XIX-wieczne wyobrażenie artysty jako nieograniczonego nieznośnymi społecznymi zobowiązaniami wolnego ducha, który nie dał się usidlić nudzie rodzinnego życia. Tymczasem każda jednostka zanurzona jest w relacjach, a indywidualne wybory są w dużej mierze zdeterminowane przez funkcjonowanie w najważniejszej, podstawowej instytucji społecznej, jaką jest rodzina. Świadomość tych mechanizmów pozwala na połączenie roli artysty w sferze zarówno publicznej, jak i prywatnej bez rysowania granicy oddzielającej te dwa światy. Co ciekawe, w ostatnich dekadach coraz częściej pojawiają się udane próby połączenia „prywatnych” i publicznych tożsamości tak, by poszerzyć pole ekspresji artystycznej oraz wzbogacić je o sferę życia rodzinnego. W literaturze popularnym trendem jest pisanie autobiografii złożonej z własnych doświadczeń na gruncie zarówno zawodowym, jak i intymnym, również w sztukach wizualnych inspiracje i twórczą energię nierzadko czerpie się z osobistych przeżyć uwikłanych w rodzinne relacje.

Świadomość istnienia źródeł inspiracji w rodzinnych historiach wydaje się sprawą banalną i oczywistą, mimo to wątek ten okazuje się mało interesujący dla głównego nurtu krytyki. Na początku tego roku szerokim echem odbiła się wystawa „Miłosny performans” kuratorowana przez Zofię Krawiec, na której okazało się (sic!), że „miłość ma więcej wspólnego ze sztuką współczesną, niż mogłoby się wydawać”, w tym samym czasie w warszawskim Rastrze odbyły się „Działania z rodziną”. Ten emocjonalny zryw dotarł także do Szczecina, gdzie zaprezentowano wystawę „Dom na głowie”.

Ekspozycja zorganizowana została w Zonie Sztuki Aktualnej – powołanej z inicjatywy profesora Kamila Kuskowskiego galerii, nad którą pieczę pełni szczecińska Akademia Sztuki. Trzeba przyznać, że Zona działa niezwykle dynamicznie i jest obecnie jedną z najbardziej rozpoznawalnych galerii powstałych przy uczelniach artystycznych. Jest to zapewne zasługa konsekwentnie realizowanego programu, skupiającego się przede wszystkim na aktywności artystów młodego i średniego pokolenia, nie tylko studentów, absolwentów czy wykładowców z Akademii Sztuki, ale także najbardziej znanych twórców polskiej sceny artystycznej. W ramach wystawy „Dom na głowie” również spotkałam się ze zbiorem ciekawych nazwisk, należących do kilku generacji.

Niewielką ekspozycję otwierał „Projekt Pomnika Ojca Polaka” Adama Rzepeckiego. Fotografia przedstawia siedzącego na krześle, ubranego jedynie w spodenki mężczyznę , który przykłada do piersi niemowlę – córeczkę Joasię. Widziane już wiele razy przy okazji różnych wystaw zdjęcie niestety nie ma już szans przykucia uwagi. W tym kontekście jego obecność była jednak bardzo istotna – już na wstępie sytuacja została wyrównana, a sztuka nie jest bezsensownie dzielona na męską i żeńską. To sygnał, że nie tylko w wypadku kobiet pozostaje ona w silnym związku ze sferą prywatną. „Projekt Pomnika Ojca Polaka” jest świadectwem anarchistycznej postawy wobec pewnych schematów społecznych i artystycznych, a oprócz tego obrazem ukazującym intymną relację między ojcem, a dzieckiem.

Bezpośrednio członków rodziny w swojej sztuce wykorzystała także Małgorzata Goliszewska – obecna na wystawie artystka młodego pokolenia. Wideo Goliszewskiej to zapis rozmów telefonicznych z mamą i babcią na tle rozmazanego widoku zza okna jadącego pociągu. Nagrane rozmowy układają się w dość groteskową historię. W drodze do Rotterdamu na spotkanie z galerzystką do Goliszewskiej dzwoni matka, aby upewnić się, że jest ona bezpieczna. Przy okazji snuje scenariusze na temat możliwych niebezpieczeństw czyhających na młodą dziewczynę za granicą. Mimo że w spokojnym głosie artystki nie pojawia się żadna wątpliwość w związku z planowanym spotkaniem z zupełnie obcą osobą, nadopiekuńcza matka wpada w coraz większą histerię. Wykonuje kolejne telefony, którymi wzmaga w sobie (ale też w odbiorcy) coraz większy niepokój. W końcu dochodzi do sytuacji, w której do podróżującej dzwoni policjant i całkiem poważnie informuje o potencjalnym zagrożeniu. Mimo to ziarno paniki nie zostaje zasiane w artystce. Ponad dwudziestominutowa seria rozmów kończy się telefonem matki, która już o wiele spokojniejsza chce jedynie wiedzieć, czy wszystko jest OK. Przejaskrawiony i groteskowy film Goliszewskiej przedstawia epizod, który większość na pewno zna z autopsji. Artystka pokazuje, jak z pozoru łagodna matczyna nadopiekuńczość może stać się formą krzywdzenia dziecka, próbą doprowadzenia do rezygnacji z planów życiowych i pozostania w bezpiecznej atmosferze domu.

Ciekawym punktem wystawy stała się także alternatywna wersja wideo z pierwszej komunii Karoliny Mełnickiej. „Komunia Karolki” zarejestrowana została przez „narzeczonego babci Danki”, Andrzeja Lachowicza. Wbrew pozorom film – któremu ostateczny kształt nadała sama artystka – wcale nie dokumentuje uroczystości nabożeństwa jak w tradycyjnych nagraniach. Jest to raczej zapis komunijnego afterparty. Najlepiej bawi się na nim oczywiście Karolina – zajada rosół, tańczy i rozpakowuje upragnione prezenty. Nie jest chyba żadną tajemnicą, że długo oczekiwanym momentem w życiu dziewczynki wcale nie była chwila przyjęcia eucharystii. Wspólnie z wideo w Zonie prezentowana była kartka komunijna, na nagraniu dumnie odczytywana przez małą Karolinę, od Andrzeja Lachowicza, którego trzy fotografie z cyklu „Topologie” powieszone zostały naprzeciw, będąc negatywami wielokrotnie naświetlanego motywu splecionych dłoni, które tworzą formę abstrakcyjną. Według mnie to najciekawsza – o ile nie jedyna – tak silna korespondencja pomiędzy pracami na wystawie.

Największym sentymentem darzę jednak instalację „Chodź, pokażę Ci moje zabawki, a powiesz mi, kim jesteś” Mikołaja Tkacza. To rozłożone na podłodze koc i kawałek kolorowej wykładziny z motywem znanym z przedszkolnych sal i dziecięcych pokoików. Na wykładzinie rozrzucono zabawki, a umieszczona obok projekcja stanowiła rodzaj audio guide’a. Wyświetlane zdjęcia poszczególnych przedmiotów opatrzone zostały komentarzem artysty, który opowiada o okolicznościach, w jakich je otrzymał, dodatkowo tłumacząc ich przeznaczenie i funkcję pełnioną podczas dziecięcej zabawy. Bez tych informacji nie mogłoby się obyć, ponieważ zabawki Mikołaja to naprawdę szalony zestaw dziwnych stworzeń. Pomimo błyskotliwych historii opowiadanych przez artystę, trudno było w skupieniu wytrzymać do końca projekcji – prędzej czy później odczuwało się chęć zabawy. Długi kabel od słuchawek i nisko umieszczony obraz z projektora wzmagały ochotę, aby na chwilę przysiąść i dotknąć wszystkiego po kolei. Co ciekawe, większość zabawek Mikołaja to przedmioty dołączane do zestawów Happy Meal, więc dość łatwo jest znaleźć kilka takich, które kiedyś samemu się posiadało. Wydaje się, że praca Mikołaja z powodzeniem mogłaby funkcjonować samodzielnie, gdyż tworzy swego rodzaju osobną ekspozycję. Podziwiam artystę za posiadanie tak pokaźnej kolekcji przedziwnych zabawek z dzieciństwa, mnie nie zachował się nawet pluszowy miś.

Dodatkową atrakcję na wystawie stanowiły powieszone w kilku miejscach przestrzeni Zony rysunki Magdaleny Starskiej, przedstawiające jakby zaczerpnięte ze snów i przewidzeń figury. W tym podświadomym strumieniu zaklęte są rozmaite obawy, traumy i koszmary skrywające się w zakamarkach każdego domu. Na ekspozycji ukrywały się one dosłownie, powieszone w miejscach niestandardowych, w cieniu projekcji, za ścianą czy pod sufitem.

Na wystawę „Dom na głowie” złożył się niewielki zbiór prac, dla których wspólnym mianownikiem jest powiązanie pomiędzy artystą a jego domem i najbliższą rodziną. Publicznej próbie poddane zostały więzi, relacje i historie rodzinne, a artyści – którzy, jak się okazało, są konkretnymi ludźmi wiodącymi normalne życie – obnażyli swoją prywatność, znacznie skracając dystans wobec odbiorcy. Na wystawie zabrakło jednak silniejszego związku pomiędzy prezentowanymi pracami, postawienia znaku zapytania, głębszego wniknięcia w podjętą problematykę. Jak napisano w tekście kuratorskim: „zaprezentowane prace charakteryzuje mniej lub bardziej widoczne powiązanie pomiędzy artystą, jego domem i najbliższą rodziną”. I tak było w istocie, mniej lub bardziej.

„Dom na głowie”
artyści: Sandra Gałka, Małgorzata Goliszewska, Andrzej Lachowicz, Karolina Mełnicka, Adam Rzepecki, Mikołaj Sobczak, Magda Starska, Mikołaj Tkacz
kuratorzy: Artur Rozen, Rafał Żarski

Szczecin, Zona Sztuki Aktualnej
10–27.08.2016źródło

alt