Archiwum
28.06.2011

Teatr od zawsze był wszystkożerny

Adrian Tomczyk Anna Rogulska
Podskórny Poznań

Z Katarzyną Tórz, koordynatorką programu MALTA / IDIOM: Wykluczeni, o tegorocznej edycji festiwalu rozmawiają Anna Rogulska i Adrian Tomczyk.

Tegoroczny Malta Festival Poznań realizuje Idiom: Wykluczeni. Wykluczenie, wyobcowanie, samotność to problemy naszych czasów. Skąd pomysł na ten modny i popularny w mediach temat?
Rzeczywiście „wykluczenie” jest teraz nadobecne w mediach. Myślę, że traci przez to swoje znaczenie. Dwa lata temu, gdy planowaliśmy kolejne odsłony Idiomu, nie było ono jeszcze tak eksploatowane. Wykluczeni są postrzegani najczęściej jako grupa ludzi, którzy z różnych powodów znajdują się na marginesie społeczeństwa. Taka optyka utrwala dychotomię między tymi, którzy są wykluczeni, i tymi, którzy rzekomo nie są, a którzy chcą grupę wykluczonych w jakiś sposób przywrócić społeczeństwu. W ujęciu programowym Idiomu staramy się zdekonstruować takie, bardzo redukujące, rozumienie wykluczenia. Chcemy zaproponować szersze postrzeganie wykluczenia jako kondycji, „stanu istnienia”, stanowiącego swoisty Zeitgeist. Ludzie są wykluczani na różnym poziomie – tożsamościowym, religijnym, światopoglądowym, ekonomicznym. Każdy z twórców zaproszonych do Idiomu podejmuje osobistą próbę badania peryferii wykluczenia. Ich projekty nie traktują wykluczenia ilustracyjnie, nie tworzą tautologii, nie chcą pouczać. Chodzi o to żeby wywołać w widzu pewne poruszenie, zachęcić go, żeby sam odkrył, co wykluczenie czy też autowykluczenie znaczą dla niego.

Czy mieliście własną wizję wykluczonego bohatera, którego zamierzacie pokazać poznańskim widzom, czy też wybór należał do zaproszonych artystów?
Każdy z artystów zmierzy się z tytułowym tematem na swój sposób, każdy wnosi własną wrażliwość i otwarcie na ten temat. Swoje projekty pokażą zarówno artyści uznani, na przykład Jan Fabre czy Pippo Delbono – obaj prezentują radykalną postawę artystyczną i pokazują ją na całym świecie. Idiom to jednak także projekty bardziej niszowe, na przykład mały przegląd Unplugged, w ramach którego prezentujemy spektakle teatrów integracyjnych, funkcjonujących w trudnych, często bardzo podstawowych warunkach. Są to teatry amatorskie lub półamatorskie, które pracują z ludźmi wykluczonymi w sensie społecznym i ekonomicznym – z bezdomnymi, chorymi psychicznie lub niepełnosprawnymi, z alkoholikami. Bardzo nam zależało, aby w ramach Idiomu pokazać także takie zjawiska społeczno-artystyczne.
Widzowie Malty zobaczą też projekty polskie, jak spektakl teatru Usta Usta „Republika” Wojciecha Wińskiego, spektakl-instalację Katarzyny Szyngiery, Agnieszki Jakimiak i Agaty Baumgart w Owińskach czy projekt Rozbratu pod hasłem „Władza wyklucza, wykluczmy władzę!”.

Początki maltańskiego festiwalu były swojskie i kameralne, w ostatnich latach wiele się jednak zmieniło. Teraz Malta ma być raczej imprezą masową czy może elitarną?
Rzeczywiście, festiwal się zmienia i to dość regularnie. Pierwsza dekada stała pod znakiem początków wolnej Polski, kiedy ludzie mieli ogromną potrzebę wspólnego doświadczania spektakularnych zjawisk – także tych odbywających się na ulicy, w przestrzeni miejskiej. Akcent był więc położony na kreowanie takich wydarzeń – ludycznych, karnawałowych. Później, w 2006 roku, struktura festiwalu została podzielona na nurty: teatr/performance, taniec, muzyka, film/sztuki wizualne. W ubiegłym roku rozbudowaliśmy ją o nową oś programową: Malta-Idiomy, rodzaj laboratorium, które co roku bada określony temat. Cały czas jednak główną tożsamością Malty jest jej „miejskość”. Wydarzenia artystyczne zagarniają przestrzeń Poznania, nawet jeśli jest ona ukryta, trudniej dostępna – jak ma to miejsce w niektórych projektach site-specific. Z drugiej strony docierają do nas sygnały, że publiczność jest coraz mniej zaciekawiona fajerwerkami i szczudłami, które można oglądać na ulicy. Często są to projekty zabawne, dostarczające rozrywki, ale nie spełniające oczekiwań, które stawia się wydarzeniu artystycznemu. Coraz więcej ludzi chodzi natomiast na koncerty, które stają się formą masowego uczestnictwa w kulturze. Przykładem mogą tu być bardzo popularne ostatnio festiwale, jak Open’er czy Off. Również na Malta Festival Poznań część muzyczna, choć obecna niemal od początku, w ostatnich latach znacząco się rozrasta. Muzyka zespołów goszczących w tym roku na Malcie – Portishead czy Manu Chao – stoi na wysokim poziomie artystycznym, jednocześnie przyciągając tłumy fanów. Festiwal jest złożony z różnych obszarów, z których każdy ma swoją publiczność, która także migruje, starając się znaleźć własną ścieżkę.

Muzyczna oferta festiwalu jest również bardzo różnorodna, bo obok mainstreamowego Portishead zaprosiliście grupę Young@Heart. To jeszcze muzyka czy już teatr?
Young@Heart to zjawisko unikalne. Traktujemy ten projekt jako pogranicze koncertu i spektaklu. „End of The Road” to koncert performatywny z własną narracją i przemyślaną dramaturgią. Jest to trzecia część trylogii poświęconej, mówiąc banalnie, życiu. Życiu, które w swoich wzlotach i upadkach jest fascynujące. Tytułowy koniec drogi pełen jest gorzkiej autoironii, ale i afirmacji. Koncert bardzo porusza dzięki naturalności i zaangażowaniu członków chóru, a zarazem zachwyca wysokim poziomem artystycznym.

Na festiwalu pojawiają się artyści reprezentujący szeroko pojęte sztuki performatywne, które wymykają się wszelkim kategoryzacjom. Czy w tej różnorodności nie zatraca się gdzieś sam teatr?
Teatr się zmienia. Nie jesteśmy festiwalem, który chce się odgrodzić i skupić tylko na jednej odmianie teatru. Teatr od zawsze był wszystkożerny, angażował różne media, wykorzystywał różne sytuacje na swoje potrzeby. Staramy się obserwować jego przemiany i w ten sposób budować różnorodny, nowoczesny program.

Festiwal reklamuje się światowymi nazwiskami, a jak na tym tle prezentują się polskie zespoły teatralne? Stawiacie raczej na międzynarodowe sławy?
Ważne jest dla nas wychwytywanie tego, co interesującego dzieje się w Europie i poza nią. Nie zawsze są to wielkie nazwiska, znane polskim widzom. Takim przykładem jest Gisèle Vienne, która mimo młodego wieku odnosi sukcesy na znaczących scenach Europy. Mam nadzieję, że jej obecność na Malcie pozwoli polskiej publiczności lepiej ją poznać, zwłaszcza, że Vienne przyznaje się do fascynacji teatrem Tadeusza Kantora. Mimo nacisku na pokazywanie projektów międzynarodowych, staramy się włączać polskich artystów do programu. Przykładem jest tu choćby wspomniany Wojciech Wiński, który na temat wykluczenia miał coś ciekawego do opowiedzenia. Myślę, że motorem napędowym programu każdej edycji jest otwarcie na to, co nowe, ale cenimy też powroty na Maltę artystów, których już gościliśmy. W tym roku ponownie powitamy Pippo Delbono, Jana Fabre’a i La Furę Dels Baus. Choć znani poznańskiej publiczności, z pewnością zaskoczą nową jakością premierowych projektów. To napięcie między znanym a nieznanym, oczekiwaniem na artystyczne powroty i ryzykiem eksperymentu jest najbardziej fascynujące podczas Malty.
Festiwal Malta
Poznań, 4–9.07.2011
program festiwalu
Normal 0 21 false false false MicrosoftInternetExplorer4 fot. Philippe Munda, ze spektaklu „I apologize” Gisèle Vienne