Michaël Olbrechts już na pierwszych stronach komiksu daje nam do zrozumienia, że ta historia źle się skończy. W przypadku „Galapagos” istotne jest nie tyle to, jak komiks oddziałuje na czytających (a zatem: jak buduje napięcie), ile to, co dokładnie znalazło się na kartach komiksu. Opowiadana historia jest prawdziwa (będzie wymagała ode mnie długiego wyjaśnienia, zdradzającego wiele wydarzeń, na których Olbrechts osadził najważniejsze wątki), a autor dokonał w niej znaczących zmian. Proponuję przyjrzeć się, jak wyselekcjonował materiał: co pominął, co uwzględnił. Od razu uprzedzam, że Olbrechts mocno przesuwa akcenty, przez co komiksowi Friedrich i Dora znacznie różnią się od tych realnych. Prześledźmy więc, co ulega zmianie. I jaki to wywołuje efekt w opowiadanej historii.
W 1929 roku na jedną z wysp Galapagos, Floreanę, przybywa niemiecki lekarz Friedrich Ritter wraz z kochanką Dorą Strauch. Pozostawiwszy w ojczyźnie swoich małżonków, postanowili rozpocząć nowe życie na bezludnej wyspie. Zainspirowali się robinsonadami oraz popularną w latach 20. książką Williama Beebe’a „Galapagos. World’s End” – dlatego skierowali się ku temu archipelagowi. Ritter pragnął uskuteczniać tam nietzscheańską wizję nadczłowieka, a zafascynowana kochankiem Dore postanowiła mu towarzyszyć, tym bardziej, że wyjazd ten miał pomóc jej pokonać chorobę (cierpiała na stwardnienie rozsiane). Tak przynajmniej twierdził Friedrich. Ostatecznie wyspa okazała się nie tak rajska jak w wyobrażeniach pary, a życie na niej stanowiło prawdziwe wyzwanie. Nie mniejszym były napięcia, niezrozumienia i przemoc w związku Fiedricha i Dory. W dodatku bezludna wyspa szybko się zaludniła. Historia niemieckich Adama i Ewy przyciągnęła uwagę mediów, na fali tej fascynacji na Floreanę przybyli kolejni osiedleńcy, a wraz z nimi masa konfliktów. Generatorami największych była rodzina Wittmerów (Heinz, będąca w ciąży Margaret i dwunastoletni syn Heinza z poprzedniego związku, Harry) oraz austriacka baronessa Eloise Wagner-Bosquet wraz z dwoma kochankami, Rudolfem Lorenzem i Robertem Phillipsonem. Baronessa ogłosiła się imperatorką Floreany i postanowiła tam wybudować luksusowy hotel. Od ekwadorskiego gubernatora otrzymała większość ziemi, a pozostałych mieszkańców wyspy nękała i okradała. Szybko jednak i w jej obozie zapanował niepokój. Młodszy z kochanków, Rudolf, stając się popychadłem baronessy Eloise i starszego z kochanków, Roberta, uciekł od swoich prześladowców do Wittmerów. Co się dalej wydarzyło – nie wiemy. Eloise i Robert zniknęli – według Wittmerów odpłynęli z wyspy, według wielu zostali zamordowani, najpewniej przez Rudolfa Lerenzo. Nielepszy los spotkał jego samego – zginął, próbując opuścić wyspę (wraz z kapitanem jachtu). Śmierć przyszła także po Friedricha, który zjadłszy nieświeże mięso, zatruł się botuliną. Dora, choć opuściła wyspę, zmarła w biedzie i samotności. Tylko Wittmerowie pozostali na wyspie, a ich syn zbudował na Galapagos prężnie działający biznes turystyczny.
Tyle historia. Przejdźmy teraz do fabularnej wersji Olbrechtsa.
Komiksowy Friedrich jest człowiekiem trudnym – upartym, oschłym, czasem okrutnym. Skupiony jest na sobie, nie dostrzegając problemów Dory – lub nie chcąc ich widzieć. Ale jest też człowiekiem z zasadami; wegetarianinem, pacyfistą. Kiedy na wyspę przybywają Wittmerowie, Dora pyta ich, czy mają broń i dodaje “Friedrich jest na to dość wyczulony. A w zasadzie tego nie znosi”[i]. Ostatecznie sprzeniewierza się tym ideałom – broń nabywa w obawie przed baronessą, kurczaka zjada, kiedy susza zabiera im absolutnie wszystko – i płaci najwyższą cenę. Ritter na kartach komiksu jest też człowiekiem niezwykle pracowitym, skupionym. Zawsze zajętym, zawsze w działaniu. Dora zdaje się jego przeciwieństwem. Choroba wpływa na jej kondycję fizyczną, trudny jest dla niej już dłuższy marsz. Olbrechts rysuje ją często siedzącą, szwendającą się jakby bez celu, spędzającą czas w towarzystwie ukochanego osła. To ona sprowadza na nich nieszczęście, pisząc w listach do rodziny o życiu na wyspie. Jej historie zostają sprzedane do gazet i przyciągają nowych przybyszy. W końcu: Ritter w komiksie unosi rękę na Dorę, tylko raz – i to wtedy, gdy to ona jako pierwsza uderza go laską.
Czego więc Olbrechts nam nie pokazuje? Albo co pokazuje nam zdecydowanie inaczej? Na przykład to, że wegetarianizm i pacyfizm Rittera był w dużej mierze fasadą – broń chciał zabrać ze sobą od początku, wielokrotnie spożywał też mięso, zawsze mając odpowiednią wymówkę (a także odznaczał się sporym okrucieństwem w stosunku do zwierząt, chociażby doprowadzając konia do śmierci z wycieńczenia). John Treherne w książce „Zbrodnia w raju. Poszukiwania raju na Galapagos” pisze: “Podobną wściekłość u Dore wywołało to, że Friedrich zamierzał zabrać ze sobą strzelbę. Twierdziła, że przeczy to ich idei »życia w pokoju ze wszelkimi stworzeniami«[ii]. I dalej: „Dore sądziła, że wywołała je (owrzodzenia) niespodziewana decyzja Friedricha, by porzucić dietę wegetariańską. Uznawała tę obrzydliwą zmianę za swoje największe nieszczęście w tamtym czasie”[iii]. Inaczej niż w komiksie wyglądała też kwestia podziału obowiązków. Na wyspie od początku było wiele do zrobienia, ale Friedrich nie zmagał się z tym sam – Dora mimo choroby zajmowała się ogrodem, zwierzętami, domem, naprawami i wieloma innymi obowiązkami. Co więcej, często pracowała ponad swoje siły, co przy jej stanie prowadziło do poważnych konsekwencji. Sugestywnie obrazuje to Treherne, opisując proces transportu dobytku pary z wybrzeża w głąb wyspy: „Regularnie była u granic swoich możliwości i z płaczem błagała Friedricha o pomoc. Ten jednak ignorował jej prośby. Zostawiał ją na ziemi przygniecioną ciężarem, łkającą, wyczerpaną”[iv]. To także nie Dora (w swojej naiwności) sprzedała ich prywatność mediom. Najpewniej dziennikarze sami wpadli na trop pary, a (to wiemy na pewno) artykuły w prasie oburzyły kobietę. Ostatecznie oboje – i Dora, i Friedrich – zgodzili się pisać o swoim życiu do gazet, aby walczyć z dezinformacją. Friedrich zaczął też wykorzystywać media do tworzenia bardzo konkretnych wizji jego samego i jego relacji z Dorą.
W komiksie relacja pary bliższa jest narracji Friedrich dla mediów niż faktom. W rzeczywistości związek pełen był codziennej przemocy – psychicznej, słownej, fizycznej. Mężczyzna ignorował ból Dory, odmawiał jej pomocy w opatrywaniu ran, niszczył jej pracę (w tym trzykrotnie jej kwiatowy ogród, bo uznał go za niepoważny), poniżał i bił. I widział w niej istotę mu podrzędną. Mam wrażenie, że o ile wyraźny jest w komiksie toczący się między parą konflikt, pogłębiający się wraz z kolejnymi przeciwnościami losu, o tyle pojawia się on ze względu na czynniki zewnętrzne, czyli trudny życia na Floreanie, a nie stosunek Friedricha do Dory jako taki. A jednak nawet w ostatnich sekundach życia Friedrich, ten realny i komiksowy, winą obciąża Dorę, nie czując do swojej partnerki żadnych pozytywnych uczuć. W kontekście oryginalnej historii ma to sens, jednak w przypadku komiksowej wersji traci na znaczeniu.
Nie da się ukryć, że z tego porównania wyłania się jedna prawidłowość – znacznego złagodzenia postaci Friedricha i jednoczesnego obciążenia odpowiedzialnością Dory. Olbrechts upraszcza i łagodzi. Ale nie tylko relację pary. Innym przykładem jest brak broni na wyspie – który jest fabularnie niezbędny, aby dać baronessie natychmiastową przewagę, a u reszty mieszkańców zasiać frustrację i strach. Autor podejmuje tę decyzję, by mieć wyraźny punkt pozwalający na zwrot fabularny. Z kolei końcowe sprzeniewierzenie się wegetarianizmowi i konsekwencje tej decyzji nadają zakończeniu losów Friedricha dramaturgii – to zatem zmiana, która służy zarysowaniu drogi postaci. Podkreślenie pewnego przywiązania Dore do starego życia (pisanie listów do rodziny) i braku adaptacji do nowych warunków (brak codziennej rutyny związanej z pracą), buduje jasny kontrast, na którym osadzona jest para głównych bohaterów. Ostatecznie Friedrich, który wydawał się odnajdywać w nowej rzeczywistości, już na zawsze pozostanie na wyspie, a Dora ją opuści.
Wiele z uproszczeń lub przeinaczeń wydało się Olbrechtsowi niezbędne, aby zapanować nad wielowątkową historią. Musiał podjąć decyzję – czy powstanie fabularna opowieść o losach Floreany, czy biografia dwojga ludzi, w jej ramach zniuansowany portret przemocy partnerskiej. Postawiwszy na pierwszą, Olbrechts musiał uchwycić wiele zdarzeń, nie przeładowując komiksu faktografią. Stąd uproszczenia – zapewniają one wartką narrację. Niestety, ta sprawność okazuje się obciążeniem: zwłaszcza w drugiej połowie komiksu, gdy na planszy rozstawionych jest już zdecydowanie więcej pionków, można zauważyć, że historia gna. Podkreśla to także pewna epizodyczność fabuły, oparcie scenariusza na krótkich rozdziałach, między którymi często mija trochę czasu. Mamy więc wrażenie, że z jednej strony co chwilę miejsca mają zdarzenia ważne, tragiczne, dziwne, a z drugiej – że umyka nam to, co pomiędzy.
Ostatecznie “Galapagos” Olbrechtsa cierpi z powodu scenariuszowych decyzji. Nieco niuansuje to poczucie fakt, że Olbrechts jest sprawniejszym rysownikiem niż scenarzystą – na plansze spogląda się z przyjemnością. Autor znajduje dobry balans między detalem a czytelnością. Niezwykle przyjemne są też kolory, zwłaszcza tam, gdzie podziwiać możemy panoramę wyspy. Ciężko jednak zatrzymać się na wizualnych walorach, gdy w opowieści brakuje oddechu i balansu.
Nie dostaliśmy więc ani historii wyspy i rozwoju jej społeczności, ani wyraziście zbudowanych portretów wybranych bohaterów. Olbrechts miał szansę stworzyć dzieło hipnotyzujące, postawił jednak na kompromis. Czasem – jak w tym przypadku – jest to najgorsze rozwiązanie.