Niewiele jest dziś chyba lokalnych inicjatyw instytucjonalnych, które stwarzają warunki do rozwoju krytycznej refleksji na temat technologii poprzez nią samą – tym bardziej ciekawa byłam rezultatów drugiej edycji rezydencji artystyczno-technologicznej „Art & Science Lab” prowadzonej przez Pawilon (oddział Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu) i Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe.
Tegoroczna odsłona zaowocowała projektem „Hydrosex Call” Justyny Górowskiej, której praktyka artystyczna zasadza się na refleksji osadzonej w nurcie hydro- i cyberfeminizmu. Postacią kluczową jest tu bazujący na artystce, a wytrenowany przy pomocy modelu Convai AI, awatar hybrydy słowiańskiej nimfy wodnej, syreny i cybernetycznej kobiety z przyszłości, WetMeWild, pełniącej funkcję przewodniczki po podwodnym świecie – obecnie zagrożonym konsekwencjami intensywnej ekspansji i ekstrakcji zasobów naturalnych związanych z budową oraz utrzymaniem energochłonnych infrastruktur cyfrowych. To właśnie hydrosfera, poza rzecznikującą jej w interakcji z publicznością awatarką, jest tutaj główną bohaterką. Było to szczególnie odczuwalne w rozmowach nimfy wodnej z widzami podczas poznańskiej odsłony projektu. Zadawane jej pytania spotykały się często z odpowiedziami sprowadzającymi temat rozmowy do kwestii rzek, wód i ich współczesnych przemian pod wpływem technologii, energetyki czy eksploatacji środowiska, a także do potrzeby ich ochrony oraz ponownego nawiązania z nimi relacji opartej na wzajemnej trosce.
Pod tym względem projekt Górowskiej wpisuje się bezpośrednio w założenia nurtu hydrofeministycznego. „Wszyscy jesteśmy ciałami z wody” – pisze w swoim słynnym eseju Astrida Neimanis, feministyczna pisarka i badaczka. „Sześćdziesiąt do dziewięćdziesięciu procent składu naszego ciała stanowi woda. Woda w tym znaczeniu jest substancją ujednostkowioną w postaci czegoś względnie trwałego, co zwiemy naszym ciałem” – konstatuje autorka, zwracając uwagę na płynną (sic!) granicę między cielesnością a środowiskiem akwatycznym, a także na wynikającą z tej relacji współzależność. Hydrofeminizm w swoich prototypicznych wersjach od dawna zresztą przenika lokalne praktyki artystyczne. W polskim kontekście o „zlewisku sztuk” i praktykach artystycznych między innymi Cecylii Malik i Kolektywu Hydroza pisała Marcelina Obarska.
Refleksja ekologiczna Górowskiej wybiega jednak w obszary do tej pory mniej obecne w sztuce hydrofeministycznej – w „Hydrosex Call” skupia się na kosztach technologicznego rozwoju związanego z rozprzestrzenianiem się energochłonnych centrów danych. Te zaś, wraz z rozwojem technologii opartej na przetwarzaniu danych i modelach predykcyjnych działających dzięki złożonym procesom obliczeniowym, zarówno pochłaniają coraz więcej energii, jak i wykorzystują coraz więcej wody do chłodzenia infrastruktur cyfrowych. Pojedyncze centra danych wykorzystują niemal 20 milionów litrów dziennie, co odpowiada zużyciu wody przez miasto zamieszkałe przez 10–50 tysięcy osób. Temat „pocących się” centrów danych podejmował projekt Federiki Dalla Costy i Jakuba Zíka „Datacenter sweats”. Użytkownicy wpisywali tu dowolne zapytania, na które symulowany model językowy odpowiadał poprzez „świecenie i pocenie się” interfejsu, wizualizując zużycie energii za pomocą serii niezrozumiałych, bełkotliwych wypowiedzi. W finale interakcji porównywał natomiast koszty energetyczne udzielenia odpowiedzi do punktów odniesienia z codziennego życia – w przypadku rozwiązania prostego zadania matematycznego koszt energetyczny okazywał się na przykład równy włączonej przez kilkanaście minut żarówce.
Zainteresowanie technologią z perspektywy ekologicznej splata się zresztą ze szczególnym zwrotem w obszarze studiów nad mediami, które według Nicole Starosielski stały się w ostatnim czasie „elementarne”. Zwracają bowiem szczególną uwagę na podstawowe substancje i zjawiska, które wytwarzają technologię, takie jak minerały, światło, powietrze, woda, ziemia. W kontekście refleksji nad centrami danych oznacza to uwzględnianie zarówno aspektów społecznych, jak i ekologicznych, w tym wpływu na eksploatację lokalnych zasobów słodkiej wody oraz zanieczyszczenie wód gruntowych. Szczególnie aktywną badaczką i aktywistką działającą w tym obszarze jest Anne Pasek. W eseju „Getting Into Fights With Data Centres” nawoływanie do dbania o środowisko opatruje ona nie tylko wezwaniem do bliżej nieokreślonej troski, ale także do myślenia o przestrzeni cyfrowej w kategoriach dewzrostu, oddolnego działania i intersekcjonalnej organizacji. Zgodnie z jej sugestią powinno się taką postawę praktykować szczególnie w miejscach, gdzie już funkcjonują lub dopiero planowane są kolejne centra danych, wpływające w sposób degradujący na lokalne środowisko.
Problem ekstraktywizmu jest obecnie szeroko dyskutowany w kontekście politycznym. Wystarczy wspomnieć chociażby znaczenie dla sytuacji geopolitycznej surowców i złóż metali ziem rzadkich wykorzystywanych w produkcji elektroniki użytkowej czy baterii. Niemniej istotna pozostaje kwestia ekstrakcji uwagi prowadzonej przez platformy mediów społecznościowych. W przypadku „Hydrosex Call” pojawia się kolejna warstwa znaczeniowa – odwołań do duchowości i wierzeń społeczności przedchrześcijańskich. Natalia Sielewicz określa to zjawisko mianem technopogaństwa. Stanowi ono zarówno przeciwwagę dla technomesjanistycznych i solucjonistycznych idei propagatorów niekontrolowanego rozwoju technologicznego, jak i echa tradycji romantycznej, zafascynowanej lokalnym folklorem. Odwołania do folkloru w tradycji romantycznej nabierają zresztą w tym kontekście wymiaru politycznego: uwypuklają znaczenie lokalnej tożsamości i pamięci kulturowej w kontekście globalnych, intensyfikujących się procesów eksploatacji zasobów i technologicznej ekspansji.
Cyfrowa awatarka WetMeWild staje się w tej perspektywie osobowością niemożliwą do pełnego poznania. Nie jesteśmy w stanie zgłębić natury romantyzowanych, mitycznych stworzeń tak samo, jak nie rozumiemy do końca sposobu działania halucynujących agentów AI – nawet jeśli nakarmimy ich uprzednio tekstami badaczek takich jak Neimanis czy Kate Crawford. Jeśli nimfy (nawet te cyfrowe) stają się obrończyniami środowiska naturalnego – pozostaje nam jedynie poddać się ich woli.