3/2021 Na chwilę

Sytuacja lose-lose

Julia Niedziejko
Teatr

Wyobraź sobie, że mieszkasz w drewnianym domu, który w latach 70. został zbudowany przez twoich rodziców. Dookoła chatki jest las, a niedaleko płynie strumień, w którym bawiłaś się lub bawiłeś jako dziecko. Lubisz to miejsce, dlatego łatwo przyszło ci podjęcie decyzji, aby osiedlić się tu, będąc dorosłą czy dorosłym. Pewnego dnia otrzymujesz przesyłkę, zawierającą stos dokumentów. Wynika z nich, że twój dom znajduje się na ziemi zasobnej w gaz. Czytając dalej, znajdziesz informację, że w zamian za prawa do odwiertów otrzymasz znaczne wynagrodzenie. Zakładam, że nie odrzucasz w tym momencie przesyłki i próbujesz dowiedzieć się więcej. Co będzie w liście? Zapewnienia, że przedsięwzięcie jest bezpieczne, a firma, która ubiega się o prawa do twojej ziemi, ma spore doświadczenie w temacie? Informacje, że dysponuje ona sprawdzoną technologią, która stosowana jest w różnych rejonach świata? Przekonująca zapowiedź łatwego i szybkiego zysku zarówno dla ciebie, jak i korporacji? Sytuacja jawić się może jako win-win. Uwierzysz w to?

Josh Fox, twórca dokumentu „Gasland” (2010), nie uwierzył treści podobnego listu, który otrzymał. Postanowił przyjrzeć się sprawie, przemierzając Stany Zjednoczone i odwiedzając miejsca, w których znajdują się kopalnie gazu łupkowego. Poznawał ludzi, którzy żyją na terenach zdominowanych przez firmy wydobywające ten surowiec metodą szczelinowania hydraulicznego i dowiedział się o śmiertelnym żniwie, jakie zbierają prywatne korporacje udające ekologiczne, nowoczesne i zatroskane losem ludzi przedsiębiorstwa. Wiele z substancji stosowanych w wydobywaniu gazu spowodować może trwałe uszkodzenia zdrowia; odpady trafiać będą do rzek, a w sąsiedztwie odwiertów powstaną stawy toksycznych ścieków zanieczyszczających wody gruntowe. Konsekwencje wykraczają poza kontekst lokalny – w procesie szczelinowania zużyte zostają niebotyczne ilości zdatnej do picia wody, transportowanej na miejsce odwiertów setkami cystern. Badania Foxa w widoczny sposób zainspirowały twórców spektaklu „Gaz!”, zrealizowanego w Teatrze Fredry w Gnieźnie. Osadzone w wielkopolskich realiach przedstawienie wyreżyserowane przez Marcina Wierzchowskiego opowiada o ekologicznej i społecznej szkodliwości wydobywania gazu łupkowego.

W Polsce znajdują się dwa obszary szczególnie zasobne w ten surowiec: zapadlisko przedkarpackie i Wielkopolska. Przeszukując internet, z łatwością dotarłam do informacji o postępujących badaniach geologicznych prowadzonych przez PGNiG i Orlen w okolicach Szamotuł, Czarnkowa czy Trzcianki. Akcja „Gazu!” rozgrywa się niedaleko Poznania, ale twórcy nie podają dokładnej lokalizacji zdarzeń. W tym niedopowiedzeniu mieści się apel o czujność, jakby w każdej chwili złoża mogły zostać odkryte w dowolnej podpoznańskiej wsi, na podwórku któregoś z widzów.

Taka sytuacja miała miejsce kilka lat temu w Żurawlowie w województwie lubelskim, gdzie amerykańska firma Chevron planowała wydobycie gazu łupkowego. Jednak przedstawiciele lokalnej społeczności, zaniepokojeni planem realizacji kontrowersyjnego projektu na ich terenie, zmobilizowali się w proteście przeciwko zagranicznej korporacji. Sprawa zaowocowała medialnym rozgłosem, a także powstaniem filmu dokumentalnego „Drill, Baby, Drill” autorstwa Lecha Kowalskiego. Zdjęcia z dziewiczej Zamojszczyzny przeciwstawiono w nim kadrom z Pensylwanii – ukazującym tereny, które uległy drastycznym przemianom od czasu rozpoczęcia odwiertów.

Fot. Dawid Stube

W foyer Teatru Fredry zaaranżowano wystawę fotograficzną poświęconą strajkom przeciw odwiertom w Żurawlowie. Gnieźnieńska publiczność mogła poznać tak historię, która inspirowała przedstawienie Wierzchowskiego. Zdjęcia autorstwa Andrzeja Bąka prezentują bardzo różnych ludzi zrzeszonych we wspólnej sprawie. Na pojedynczych fotografiach osobiste historie tych osób, ich zwyczaje i poglądy pozostają jednak zagadką. W sytuacji, w jakiej znaleźli się protestujący, nie miały one znaczenia – zbiorowa mobilizacja zniwelowała wcześniejsze podziały. Trudności w zjednoczeniu lokalnej społeczności we wspólnej sprawie są najważniejszym tematem spektaklu Wierzchowskiego.

Co, poza obietnicą fortuny, może przekonać ludzi do zgody na odwierty? Jak mogłyby wyglądać pertraktacje z nieprzekonanymi sąsiadami? Na jakim etapie pojawiłaby się obawa o nieodwracalne konsekwencje wydobycia gazu – zanieczyszczenie, przekształcenie terenu, pozostałości produkcyjne? Twórcy przedstawienia spróbowali przeniknąć umysły osób znajdujących się w podobnej sytuacji. W tym celu stworzyli aż cztery zupełnie od siebie różne rodziny: spodziewającą się dziecka parę Gołębiewskich (Paweł Dobrek, Anna Stela), zatroskaną o zdrowie ojca (Wojciech Kalinowski) Olgę Strzelecką (Martyna Rozwadowska), poróżnione między sobą małżeństwo Gawlików (Iwona Sapa, Roland Nowak) i ich zbuntowanego syna zwanego Dzikiem (Michał Karczewski) oraz skonfliktowane rodzeństwo Czerniów (Joanna Żurawska, Marcin Bikowski, Marcin Bartnikowski). Każda z rodzin miała własne powody, by w fortunie obiecanej przez przedstawicielkę amerykańskiej firmy Redemption Resources Unlimited – Grażynę (Zuzanna Czerniejewska) – dostrzec nadzieje na poprawę swojego losu.

O ile strajk w Żurawlowie mobilizował społeczność do zrzeszenia się we wspólnej sprawie, o tyle w rzeczywistości teatralnego przedstawienia nastąpiło załamanie wcześniejszych relacji między sąsiadami. Uważne przebrnięcie przez pierwszy akt spektaklu, złożony z przydługich scen, wypełnionych dialogami przypominającymi teksty z „Na Wspólnej”, było konieczne, by docenić niuanse innej, bardzo ciekawej części „Gazu!” – spotkania, na którym miała zostać podjęta decyzja w sprawie odwiertów. Ile tam się działo! – nieśmiałe manipulacje, wyraźne animozje, poniżające szantaże, zdrady. Nie zabrakło nawet postaci kasandrycznej, której proroczych przeczuć nikt nie potraktował poważnie. Od pierwszego spotkania z przedstawicielką firmy tylko Bogdan – ojciec Olgi – widział w odwiertach apokaliptyczne zagrożenie. Mącąca umysły żądza zysku, wsparta przez manipulacje Grażyny operującej niedomówieniami i przesłaniającej szkodliwe efekty działania swojej firmy, wpłynęła na kolektywną decyzję. Wszystko, czego nie powiedziała reprezentantka korporacji, wyszło na jaw, kiedy ruszyło wydobycie.

Dramatyczne dialogi oraz umieszczona na scenie makieta realistycznie ilustrują proces wydobycia gazu. Makieta to atrybut Michała (Marcin Bikowski), który przestawia znajdujące się na niej figurki i szkicuje jej układ na papierze. To jedyna postać, która naprawdę interesuje się realizacją odwiertów od strony technicznej. Jedyna! A przecież to sprawa dotycząca wielu osób. Nikt inny nie zadał sobie jednak trudu poznania metod Redemption Resources Unlimited. Trudno uwierzyć w taką naiwność, którą tłumaczy tylko tragiczny schemat prezentacji. Bardziej jednak rozczarowują klisze i stereotypy w sposobie kreowania postaci. Choć noszą one indywidualne cechy, ostateczną motywacją każdego z bohaterów okazuje się chciwość (wyjątkiem jest Bogdan, którego sprzeciw był wyraźny i niezmienny przez cały spektakl). Odmienne są tylko jej powody: Olga zatroskana jest o zdrowie ojca, na którego leczenie potrzebuje pieniędzy; żyjący za granicą brat Agaty chce ukoić własne sumienie inwestycją w potrzeby swojego rodzeństwa; Dzik, postać o zapędach aktywistycznych, traci zapał podczas debat z sąsiadami i zbyt łatwo oddaje decyzje w ręce rodziców, wobec których na co dzień manifestacyjnie się buntuje; ci z kolei wykorzystują sytuację do zaogniania prywatnego sporu, szantażując siebie nawzajem. Ostatecznie każda z postaci okazuje się porażająco krótkowzroczna.

W widowisku Wierzchowskiego uderzyła mnie społeczna izolacja poszczególnych postaci względem reszty świata. W realiach spektaklu nie ma państwa, prawa ani innych ludzi skorych do wsparcia bohaterów w sytuacji zagrożenia. Bezsilność władz i instytucji to obiecująca perspektywa, jednak reżyser i dramaturdzy nie poszli tropem społeczno-politycznym, skupiając się na temacie człowieczeństwa. Ekspozycja konfliktu tragicznego podkreśla potęgę fatum wpływającego na losy człowieka niezależnie od podjętych decyzji.

Zgodziłeś lub zgodziłaś się na wydobycie gazu za swoim garażem? Pieniądze zostały wypłacone i rozdysponowane zgodnie z twoimi potrzebami? Czy szczęścia nie mąci ci dotkliwy ból głowy, inny niż dotychczas? Po jakimś czasie zaczynasz tracić smak, masz trudności z koncentracją. Łączysz te objawy z kopalnią, bo twoi sąsiedzi czuję się podobnie. Co z tym zrobisz?

W ostatnim, postapokaliptycznym akcie spektaklu na scenie panuje ciemność. Katastroficzny obraz dopełniają postaci, na pograniczu życia i śmierci rozliczające się ze swoich decyzji. Przysłonięcie antykapitalistycznej wymowy przedstawienia krajobrazem schyłku osłabiło jego wywrotowy potencjał. Szkoda, że twórcy „Gazu!” nie popuścili wodzy fantazji i nie zabrali głosu w sprawie możliwego ocalenia świata po spustoszeniu wywołanym ludzką zachłannością. Widmo radykalnego katastrofizmu unosiło się nad spektaklem od samego początku. Dlatego bardziej niż to, jak dochodzi do katastrofy, ciekawiło mnie, co się stanie, gdy już ona nastąpi. Twórcy nie pozostawili nadziei na ocalenie. Teatr, stwarzając alternatywną rzeczywistość, jest miejscem, w którym można projektować różne wizje przyszłości. Szkoda, że twórcy „Gazu!” nie zwrócili się ku poszukiwaniu szans na odrodzenie po upadku. W najbliższych latach takie perspektywy mogą być bardziej pożyteczne niż przestroga zawarta w – prezentowanej przez Wierzchowskiego – wizji porażki.

„Gaz!”

reżyseria: Marcin Wierzchowski
scenariusz: Justyna Bilik, Daniel Sołtysiński
scenografia i kostiumy: Kasia Minkowska
asystent scenografa: Łukasz Mleczak
muzyka: Anna Stela, Kamil Tuszyński
choreografia: Jakub Lewandowski
reżyseria światła: Marek Kozakiewicz

Teatr im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie
premiera: 13.03.2021