Nr 14/2025 Na dłużej

Z Ryfą Ri, czyli Anną Marią Wilczkowską, i Madą, czyli Adamem Fronczakiem, rozmawia Mateusz Romanowski

Czy film „Ghost Dog” Jima Jarmusha, w którym przenikał się świat rapu, samurajów i gołębi, stanowił dla Was inspirację? Pytam o to, bo tworzycie muzykę rapową, w sesji zdjęciowej promującej album „pidżyn” staliście na tle gołębi, a w komunikacji w mediach społecznościowych używaliście emoji samuraja.

Ryfa Ri (Anna Maria Wilczkowska): Zgadłeś.

Mada (Adam Fronczak): W identyfikacji pojawia się również Forest Whitaker, który grał w filmie główną rolę. „Ghost Dog” był dla nas punktem wyjścia do myślenia o płycie.

Ryfa Ri: Pierwotnie mieliśmy plan nagrania płyty „ghost-dogowej”, bo jesteśmy fanami tego filmu. „Pidżyn” jest efektem paroletniej pracy wynikającej z tej fascynacji.

Co Wasza płyta ma wspólnego z gołębiem?

Ryfa Ri: Nie wiem, czy ma dużo wspólnego z gołębiem, ale ma dużo wspólnego z pidżynem.

Mada: „Pidżyn” jest tutaj rozumiany różnorako.

Ryfa Ri: Językiem pidżynowym jest na przykład jamajski patois, czyli to, co u nas można by określić jako gwara. Jestem po filologii angielskiej, stąd słowo pidżyn, nie gołąb. Było dla mnie oczywiste, że płyta musi się tak nazywać ze względu na konotacje slangowe.

Mada: Gołąb jest bardzo warszawskim ptakiem, chociaż miewałem z nimi trochę niemiłych przygód. Ta płyta też jest „gołębia” w warstwie wizualnej: trochę szara, trochę ruda, trochę blado-błękitna. O gołębiach mówi się, że to latające szczury, a my czujemy się podobnie. Jest też cała warstwa symboliczna stojąca za gołębiem: gołąb jako symbol wolności czy miłości, wypuszczany w powietrze na ślubach i uroczystościach. Można długo szukać punktów odniesienia, ale dla nas najważniejszy był wątek ghost-dogowy.

Jakie wiadomości niesie Wasz gołąb?

Ryfa Ri: Nasz gołąb mówi dużo o dialogu. Album opiera się na naszych rozmowach ze sobą – na tym, jak myślimy o komunikacji. Jesteśmy chyba pierwszym hiphopowym duetem damsko-męskim, w którym płeć nie ma znaczenia – jesteśmy w nim na równych zasadach. Obserwujemy życie trochę jak ten gołąb na dachu, który se dziobie i patrzy. Jest taki utwór, „Pół biedy”, który mówi w pewnych odcieniach szarości: o biedzie, której się nie widzi, więc nie do końca jest biedą. Człowiek jej nie zobaczy, więc może zobaczy ją gołąb?

A skąd pomysł na współpracę z Qzynem?

Mada: Poznałem go około trzy lata temu podczas koncertu w Częstochowie. Od słowa do słowa zaproponował mi wysłanie swoich podkładów: przesłał mi od razu czterdzieści siedem beatów, które bardzo mi się spodobały. W międzyczasie sam zrobiłem z nim między innymi kawałek „Facet”. Kiedy zaczęliśmy szukać producenta naszej płyty, chcieliśmy podążać tropem ghost-dogowym, samurajskim, z japońskimi samplami. Wówczas nikt nie odpowiedział na nasze poszukiwania w oczekiwany przez nas sposób. W końcu powiedziałem: „Hej, mam dużo beatów od Qzyna, może coś z nimi zrobimy, bo są świetne” – zwłaszcza że o wiele łatwiej jest zrobić spójną płytę na beatach jednego producenta. Posłuchaliśmy ich wspólnie i nagraliśmy album.

Ryfa Ri: Tym bardziej, że wszystkie mają uwielbianą przez Adasia cechę, czyli brak bębnów.
Mada: Wiadomo, że już teraz nie jest to tak świeże jak jeszcze parę lat temu, ale nadal rapowanie po polsku na beatach bez perkusji pozostaje niszowe i rozwijające, trochę inne od reszty.

Ryfa Ri: Dla mnie to też jest super satysfakcjonujące, bo dzięki temu moje wersy wtedy muszą stać się bębnami, pełnić funkcję rytmiczną. Daje mi to przestrzeń, aby znaleźć swój brud i swoją frazę. Świetnie też dogadujemy się z Qzynem, mamy wspólnie wspaniały vibe.

Mada: Od razu też przystał na nasz pomysł. Zapewnił element, o który nam chodziło: może nie samurajski, ale słychać surowość i pewien rodzaj wu-tangowości [od amerykańskiego składu Wu-Tang Clan – przyp. red.].

Ziarno tego projektu zostało zasiane dosyć dawno temu. Zastanawiam się, jak łączycie pracę w innych miejscach z rapem?

Ryfa Ri: Nasza rutyna organizuje nasze pisanie. Najtrudniej było się zebrać, żeby zacząć, ale ponieważ Adaś jest pozytywnym świrem i kocha wkładać energię w hip-hop, w pewnym momencie przeszliśmy od słów do czynów. Raz na jakiś czas otwieramy sobie hiphopowe biuro: siedzimy pół dnia i sobie słuchamy beatów, rozmyślamy, czasami dyskutujemy o koncepcie płyty i jej brzmieniu, czasami wchodzimy w detale i robimy rapowane wymienianki.

Czym różni się dla Was pisanie utworów braggowych [braggadocio: styl rapu skupiony na wychwalaniu siebie – przyp. red.], jak „Rawst”, od osobistych rzeczy pokroju „Pół-biedy”?

Mada: Na większości płyt hiphopowych masz przekrój tematów, które się powtarzają. Imprezy, chłopaki, dziewczyny, trochę braggi i tak dalej. Jako słuchacz lubię wszystkie te wątki. Nie uciekam od ulicznego rapu – lubię słuchać WWO, Hemp Gru, Slums Attack, ale równocześnie też Borixona i Tedego. Podobnie jest z moją własną muzyką – lubię w niej wszystkie wątki i żyję każdym tym elementem. Lubię braggę i jednocześnie pisanie refleksyjne, wspomnieniowe: czerpię ze wszystkich tych rzeczy i uznaję je za spójne w ramach mojej twórczości. Jestem w stanie bezpośrednio po sobie napisać pół zwrotki o miłości i pół zwrotki o bardziej hardkorowej tematyce.

Ryfa Ri: Jako rapująca kobieta czuję ogromną swobodę pisania czegokolwiek przy Adasiu. Utwory bardziej braggowe mogę pisać niezależnie od okoliczności, ale przy tych bardziej introspektywnych potrzebuję wejść do swojego świata.

Mada: Jest to kolejny wątek, który łączy się z „Ghost Dogiem”. Główny bohater filmu jest z jednej strony bardzo uduchowioną osobą, a z drugiej zabójcą na zlecenie. Dla mnie to wszystko jest składową mojego bycia hiphopowcem, a patrząc szerzej, funkcjonowania w świecie. Czasem kiedy czuję zmęczenie tekstem w jednym stylu, pójście w inną stroną potrafi być uwalniające.

Czyli umiesz się sam sobą zaopiekować po ciężkim przeżyciu?

Mada: Nie zawsze, ale czasem tak.

Ryfa Ri: To się nazywa rapowa regulacja uczuć.

Mada: Bywa różnie. Nie mam aż tyle czasu, żeby non stop pisać i myśleć o pisaniu, więc czasem to jest po prostu ciężka zwrotka i zostanie z tym.

Ryfa Ri: Jestem osobą kompulsywną, więc uwielbiam kończyć rzeczy. Nie mam potrzeby przejścia w hardkorową braggę, aby odreagować bycie w środku pisania hardkorowej zwrotki. Raczej mam ochotę się zagłębić i dokończyć ten temat, by później zająć się następnym.

Mada: Z kolei ja mam takie ADHD, że nie widzę w tym problemu.

Ryfa Ri: Dla uzupełnienia, jestem z kolei w spektrum autyzmu. Tak trzeba się dobierać do pracy.

fot. Mr. Ed

Jakiej muzyki teraz słuchacie na co dzień?

Mada: Mam naturę diggera, poszukiwacza: niekoniecznie wyszukuję artystów z setką słuchaczy, ale lubię wracać do dawno niesłuchanych rzeczy. W tym momencie od dłuższego czasu fascynuje mnie południe USA, więc słucham Pimp C i płyty „Pimpalation” (może to być niespodziewane dla moich odbiorców, ale kocham ją). Dużo czasu spędzam z Tree Six Mafii, w szczególności z „When the Smoke Clears: Sixty 6, Sixty 1”. Ale też przesłuchałem w tym roku niemal całą – naprawdę niemal całą – dyskografię Wu-Tang Clanu. Nawet niektóre solowe płyty Cappadony, od najsłabszej do najlepszej możliwej. Lubię robić sobie tego typu przejażdżki po określonych klimatach.

Ryfa Ri: W muzyce użytkowej staram się znaleźć coś, co rzeczywiście jest muzyką, a nie beatem zrobionym po to, żeby ktoś mógł sobie zatańczyć solówkę na zawodach. Siłą rzeczy przez to słucham bardzo dużo producentów związanych z muzyką taneczną. Uwielbiam twórcę z Ukrainy, który się nazywa swipeex.: produkuje muzykę do tańczenia hip-hop dance’u, ale dziwną, w ciekawy sposób połamaną. Słucham Swipe’a, dużo Tuamiego, a ostatnio próbuję się nauczyć słuchać Kajana. Tym nie mogą zainteresować się ludzie spoza świata tańca, ale super by było, gdyby trafiło to do odbiorców z innej bańki. Z kolei z półki typowo rapowej wracam do „Jasnego obrazu ciemnych czasów” Biaka i Qzyna.

Mada: Świetna płyta.

Czy na scenie rapowej są osoby, z którymi ze względu na poglądy polityczne albo na postawę nie chcielibyście nagrywać?

Ryfa Ri: Nie da się lubić wszystkich i nie widzę siebie znajdującej wspólny język z na przykład Matą. Nie mam też wielu osób, z którymi chciałabym nagrać – może poza Young M. A. i Borixonem.

Mada: Nie widzę wymienionych przez Ciebie czynników jako powodów do niepodejmowania współpracy. Bardziej jako przesłanki do tego widziałbym osobisty konflikt z daną osobą albo brak jakiegoś połączenia. Takie rzeczy też nie są nieodwracalne – zawsze można wyciągnąć do siebie rękę i coś wyjaśnić. Teraz na tapecie jest konflikt z BSK: nie dograłbym się do ich utworu, bo po drugiej stronie są moi ziomale. Podobnie było podczas konfliktu Guziora z Ziołem – w tym przypadku już po śmierci Zioła, po którego stronie stałem, spotkaliśmy się z Guziorem na jakimś wydarzeniu, zamieniliśmy ze sobą kilka miłych zdań i podaliśmy sobie rękę.

Ryfa Ri: Nie dograłabym się metru warszawskiemu i parówkom Berlinkom do Hot16Challenge.

Pytam o wątek polityczny, bo WCK [kolektyw rapowy, do którego należą m.in. Ryfa Ri i Mada – przyp. red.] jest w tej materii bardzo podzielony. Jak sobie z tym radzicie?

Ryfa Ri: Z wiekiem dojrzewamy i uczymy się o tym rozmawiać tak, żeby dać osobie o odmiennych poglądach przestrzeń. Dobrze komunikujemy się ze sobą i jesteśmy trochę za dojrzali, żeby się kłócić o przekonania. Każdy w WCK ma taką przestrzeń, jakiej potrzebuje. Jak Gruby Józek chce nawijać zwrotki o swojej żonie i kościele, to może.

Moją perspektywą polityczną jest indywidualność. Nie mieszam się do polityki kraju, województwa mazowieckiego ani gminy.

Mada: Nie oczekujemy od naszych odbiorców, żeby utożsamiali się z tym, co myślimy. Odbieramy rap jako platformę do wypowiadania swoich myśli, nie do wzajemnego kłócenia się. Jeśli Józek wypowie swój pogląd w wartościowy sposób i opowie o G. K. Chestersonie, którego uwielbia, to super.

W jednym z podcastów z Twoim, Adamie, udziałem, powiedziałeś o swojej niechęci do politycznych demonstracji.

Mada: Moją społecznością jest mój zespół i moi bliscy; przekazywanie tego, co myślę, poprzez rap jest dla mnie w pełni wystarczające. Jako odbiorca też nie muszę się zgadzać ze wszystkim, czego słucham. Mogę zgodzić się z konkretnym numerem Bilona w 20% i dalej uważać go za wartościowy. Te 20% to składowa tego, co potem dla siebie z niego wezmę. Rozumiem potrzebę uczestnictwa w demonstracjach, ale nie odnajduję się w niej.

Ryfa Ri: To ważne, co mówisz, bo to faktycznie niewiele jest wydarzeń, na które możesz pójść bez poczucia, że idziesz tam przeciwko komuś.

To ciekawe, co mówisz, bo sama zagrałaś w przeszłości koncert na demonstracji antyfaszystowskiej.

Ryfa Ri: Zagrałam, było super. Było to jednocześnie spójne ze mną, a moi bliscy mają powody, żeby wspierać takie inicjatywy. Kiedy jakiegoś rodzaju postawy dotykają moich bliskich, udział w takim wydarzeniu jest dla mnie prostą decyzją. Sama też identyfikuję się jako antyfaszystka. Ale nie ze wszystkimi hasłami zgadzałam się w pełni. Rok później nie zdecydowałam się na granie ze względu na warunki – oddolne inicjatywy często bazują na takim poziomie samopoświęcenia, na który nie jestem gotowa.

Zdarza się też, że rzeczy, które pisałam bez intencji wypowiedzi na tematy polityczne, są mimowolnie upolityczniane. Jak na przykład utwór „GRO$$-POL”, który został opublikowany podczas Czarnych Protestów, a był osobistą wypowiedzią.

Odbieram Was jako twórcę i twórczynię, którzy pomimo zapędzania się w eksperymentalne rejony, są nadal bardzo blisko hiphopowego korzenia. Czy Waszym zdaniem w ramach rapu i hip-hopu funkcjonują zjawiska, które wystawilibyście poza jego nawias?

Ryfa Ri: Otworzyło się we mnie kilka Ryf. Ryfa tancerka absolutnie nie chciałaby widzieć tańca współczesnego w hip-hopie. Z mojej perspektywy wygląda to jak ławica dziewczyn tańczących do Adele. Ale hip-hop jest formą sztuki łatwo mieszalną z innymi, więc wszystko jest kwestią gustu i smaku. Drugą Ryfę drażni korzystanie z estetyki hiphopowej dla pieniędzy. Fundamentalne jest rozumienie idei hip-hopu: jeśli ktoś o niej nie ma pojęcia, nie powinien się do niej odwoływać. To zależy także od tego, czy ten bąbelek nazwiesz rap, czy ten bąbelek nazwiesz hip-hop. Dla mnie to jest duża różnica. Rapował Norbi, Monika Brodka, ludzie w reklamach lodów. Rap jest dla wszystkich i wydaje mi się to ok. Z ekonomicznego punktu widzenia niektórzy raperzy na tym zyskują. Z kolei hip-hop to część tożsamości – także mojej, poświęciłam mu życie.

Mada: Rozróżniam to podobnie. Hip-hop jest sporą częścią mojego życia, poświęciłem mu dużo pracy i energii. Nie tylko chciałem rapować, ale też animować kulturę. Korzystamy z podobnego narzędzia, ale używamy go do zupełnie innych rzeczy. Nie odmawiam talentu ludziom spoza mojej grupy. Rapowanie to rzemiosło, którego można się nauczyć i część osób to potrafi. Oczywiście, konkretna osoba może uprawiać więcej elementów hip-hopu – ale nie będzie robić tego lepiej ode mnie w tym sensie, że ja kocham tę kulturę.

Ryfa Ri: I właśnie o miłości do kultury chodzi.