Nr 6/2026 Na teraz

Rodzinne pęknięcia

Łukasz Homziuk
Film Recenzja

„Wartość sentymentalna” była faworytką do Złotej Palmy jeszcze przed startem ubiegłorocznego festiwalu w Cannes. W jego trakcie publiczność nagrodziła ją blisko dwudziestoma minutami owacji na stojąco, a następnie jury przyznało jej Grand Prix. Już wtedy wpisywano ją na listę potencjalnych oscarowych graczy i przewidywania się spełniły: film Joachima Triera otrzymał statuetkę jako najlepszy film międzynarodowy. Nagrodowa passa znalazła odbicie w uznaniu krytyków – w wielu miejscach w internecie można przeczytać, że jest arcydziełem, filmem kontynuującym „bergmanowskie” tradycje. Mam wrażenie, że w tej opinii jest sporo przesady – co nie znaczy, że mamy do czynienia z filmem nieudanym. Wręcz przeciwnie: to dzieło spełnione na wielu płaszczyznach; przekonujący dowód reżyserskiej biegłości Triera i dorodny owoc wspólnej, starannej pracy zgranego zespołu twórczego. O wybitność i ciężar właściwy Bergmanowi „Wartość sentymentalna” ociera się jednak tylko chwilami.

Początek jest świetny. Widzimy stojący pośród kwitnących drzew i kwiatów ładny dom z czerwoną elewacją i drewnianymi zdobieniami. Przekraczamy jego próg i rozglądamy się po gustownych wnętrzach. Dzięki magii montażu w ciągu kilku minut podróżujemy w czasie, poznając wybrane pomieszczenia i zespolone z nimi historie zamieszkującej tu rodziny Borgów. Schludne korytarze ożywają i stopniowo wypełniają się kolejnymi śladami obecności domowników: czerwoną farbą rozmazaną na boazerii w trakcie zabawy przez małą Norę czy szkłem rozbitym zapewne w trakcie małżeńskiej kłótni jej rodziców. Lata później pęknięcie na ścianie, które powstało w wyniku wady konstrukcyjnej budynku, pozostaje widomym znakiem problemów w rodzinie niczym niezabliźniona rana po przebytej chorobie. Trier dotyka tej rany, ale chciałoby się, żeby nieco bardziej ją naruszył.

Dom jest w „Wartości sentymentalnej” kluczowy zarówno jako miejsce, w którym rozgrywa się lwia część scen, jak i jako materialno-mentalne odbicie procesu kształtowania się tożsamości członków rodziny.

Trier doskonale operuje ograniczoną przestrzenią, która znajduje swój wyraz w pięknie oświetlonych zdjęciach Kaspera Tuxena. Olivier Bugge Coutté montuje obrazy w taki sposób, by jak najbardziej zdynamizować sceny dialogowe i przedstawić w nich perspektywy bohaterów na równych warunkach. Wszystko rozgrywa się pomiędzy czwórką głównych postaci. Reżyser Gustav Borg (doskonale oszczędny w środkach Stellan Skarsgård) po latach nieobecności wraca do życia swoich córek, starszą z nich – emocjonalnie rozedrganą aktorkę Norę (świetny występ Renate Reinsve) – chce obsadzić w głównej roli w nowym filmie, który ma mieć wyraźnie autobiograficzny charakter. Ona się na to nie zgadza, więc Gustav proponuje współpracę amerykańskiej gwiazdce Rachel Kemp (wspaniale niepasująca do postaci Borgów Elle Fanning). Przygotowaniom do produkcji filmu towarzyszy Agnes (wybitna Inga Ibsdotter Lilleaas), młodsza siostra Nory – ta najrozsądniejsza w rodzinie, najmocniej stąpająca po ziemi; w przeciwieństwie do rodziny filmowców nie uległa pokusie i wybrała „normalne” życie z dala od blasków fleszy (mimo że jako dziecko wystąpiła w produkcji ojca).

Film Triera orbituje zasadniczo wokół dwóch przestrzeni tematycznych: relacji rodzinnych oraz refleksji nad sztuką i jej związkami z prawdziwym życiem. To decyduje o charakterze „Wartości sentymentalnej”, która z jednej strony jest trochę dowcipną, a trochę melancholijną psychodramą, z drugiej – portretem procesu twórczego. Ten drugi wymiar wydaje mi się w „Wartości sentymentalnej” nie do końca wyczerpany, pozostaje jednak istotny dla wymowy całości. Połączenie obu tych sfer w ramach jednej opowieści ma u Triera wyraźnie osobisty charakter, co zostaje podkreślone poprzez pewną decyzję obsadową. Scenie otwierającej film towarzyszy narracja z offu, a głos, który słyszymy, należy do Bente Børsum. Swoją pierwszą ważną rolę 91-letnia aktorka zagrała w „Pościgu” (1959), dziele uznawanym za absolutny klasyk norweskiego kina autorstwa Erika Løchena, dziadka Triera. Portretowane na ekranie doświadczenie życia w artystycznej familii jest więc powidokiem prywatnej sytuacji samego reżysera.

Jako dramat rodzinny „Wartość sentymentalna” broni się nieźle dzięki dobrze skonstruowanym postaciom i znakomitej obsadzie. Opowieść jest tkana w zasadzie dwutorowo, bo relacje pomiędzy Gustavem i Norą są na tyle napięte, że bohaterowie unikają siebie nawzajem, a co za tym idzie – rzadko współdzielą ekran. Z początku ich funkcje w historii wydają się jasno rozdzielone: wyrodny ojciec, który poświęcił swoją rodzinę na ołtarzu filmowej sztuki, kontra córka, na której brak rodzinnego ciepła odcisnął piętno. Jednak Trier wraz z Eskilem Vogtem tak konstruują scenariusz, by tę prostą opozycję podważyć – pozwalają stopniowo wypływać na wierzch szczegółom rodzinnej historii, dzięki którym w końcówce jesteśmy już w stanie w pełni zrozumieć bohaterów i pojąć, dlaczego relacje między nimi wyglądają tak, a nie inaczej. Im bliżej poznajemy Gustava i Norę, tym bardziej rzuca się w oczy, jak są do siebie podobni. Wybrzmiewa to szczególnie w ich wspólnych scenach, w czym niewątpliwa zasługa aktorów.

kadr z filmu Wartość sentymentalna główny bohater przytula dwie córki odwrócone do patrzących tyłem
mat. prasowe M2 Films

W zabawnym fragmencie, w którym Gustav wręcza swojemu wnuczkowi na dziewiąte urodziny płyty DVD z „Pianistką” Michaela Hanekego i „Nieodwracalnym” Gaspara Noégo, oprócz udanego żartu warte odnotowania jest bezsłowne porozumienie powstające między postaciami Reinsve i Skarsgårda. Gustav i Nora mają podobne poczucie humoru i rodzaj zawadiackiej kąśliwości, ale też oboje zdają się nosić w sobie cichy smutek tłumiony poprzez ironiczne zdystansowanie. W jednej z późniejszych scen twarze ich i Agnes przechodzą jedna w drugą jak w „Personie” Bergmana. To zupełnie niepotrzebna dosłowność, podkreślenie tego, co już wystarczająco sugestywnie zostało pokazane. W „Wartości sentymentalnej” prócz Bergmana ktoś może dojrzeć echa twórczości Woody’ego Allena, ktoś inny – Federico Felliniego, a jeszcze ktoś – Andrieja Tarkowskiego i tak dalej. Kogo wymienimy w odwołaniach, jest w gruncie rzeczy nieistotne – każde prowokuje to samo pytanie: ile jest Triera w Trierze.

Nieprzypadkowo na początku filmu wybrzmiewają pierwsze wersy afroamerykańskiego spiritualu „Nobody knows all the trouble I’ve seen” (w wolnym tłumaczeniu: nikt nie wie, ile bólu w sobie noszę). Bohaterowie „Wartości sentymentalnej” konfrontują się z tym, co zwykle wypierają. Najpiękniejsze, rozdzierające serce są momenty, w których pomiędzy postaciami nawiązuje się nagle emocjonalne połączenie, a w ich oczach pojawia się cień wzajemnego zrozumienia; kiedy okazuje się, że ktoś jednak widzi ból, jaki w sobie noszą. To odkrycie istotnie zmienia dynamikę relacji Nory i Gustava, ale pięknie wybrzmiewa też w relacji Nory i Agnes. Najlepsza scena filmu to chwila siostrzanej bliskości, w czasie której bohaterki szczerze dzielą się tym, co leży im na sercu, przy pomocy słów i gestów wyznając, jak ważne są dla siebie nawzajem.

Reinsve jako Nora świetnie oddaje stan subtelnej rozpaczy, potwierdza reputację jednej z najciekawszych aktorek swojego pokolenia, na którą zapracowała rolą w poprzednim filmie Triera, „Najgorszym człowieku na świecie”, ale też występami za oceanem, na przykład w „A Different Man” Aarona Schimberga. Największym aktorskim objawieniem „Wartości sentymentalnej” jest jednak Lilleaas. Przed tym filmem o niej nie słyszałem, po zobaczeniu jej w roli Agnes mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości wszyscy będziemy słyszeć o niej jak najczęściej. Jej twarz zdaje się wprost stworzona dla kina. Spojrzenie jej pięknych, niebieskich oczu jest tak uważne, że mogłoby przeniknąć wnętrze każdego człowieka, i tak łagodne, że dodałoby otuchy każdemu drżącemu sercu. Gdy Agnes pojawia się na ekranie, zwykle emanuje spokojem i wewnętrzną siłą, choć chwilami objawia też swoją kruchość.

Mniej intensywne od rodzinnych konfrontacji są fragmenty z udziałem Rachel Kemp. Perspektywa bohaterki Fanning jest bliska naszej: wspólnie z nią wpraszamy się do życia Borgów, nie wiedząc, jakie trupy chowają w szafie; patrzymy na stołek i nie mamy pojęcia, czy jest on pamiątką po rodzinnej tragedii, czy zwykłym produktem kupionym miesiąc temu w Ikei. Wprowadzenie do mikrokosmosu Borgów elementu obcego wydaje się obiecującym zabiegiem, ale nie zostaje on zbytnio wyzyskany. Większość scen z Kemp to zwykłe dowcipne pogaduszki. Sporo zresztą pojawia się w tym filmie sympatycznych scen, które miło się ogląda, ale niewiele z nich wynika. To główny problem „Wartości sentymentalnej”: ciekawe wątki zostają zbytnio rozwodnione, zadziorność przeważnie ustępuje ugrzecznieniu.

Doceniam filmy Triera, choć nigdy nie należał on do moich ulubionych twórców. Mam wrażenie, że jego kino balansuje pomiędzy autentycznością a próbą przypodobania się widzowi. Najmniej pozy, a najwięcej organicznej energii było u niego w debiutanckim „Reprise”, później szala zaczęła się przechylać. W „Wartości sentymentalnej” reżyser stara się nie wytrącać widza ze strefy komfortu, przez co temperatura filmu pozostaje letnia i podnosi się tylko chwilami. Gdyby scen nasyconych silnym ładunkiem emocjonalnym pojawiło się więcej, film mógłby stać się w całości arcydziełem. A tak geniuszu dostaliśmy kilka przebłysków.

„Wartość sentymentalna”
reż. Joachim Trier
premiera: 27.02.2026