Nr 12/2026 Na dłużej

Przerwy w dostawie muzyki

Hanna Kubaszewska
Muzyka

Złota era khmerskiego rock’n’rolla

Do Phnom Penh przyjeżdżam wieczorem. Wciąż z piaskiem we włosach przywiezionym z wyspy Rong, idę prosto do Meta House, należącego do Instytutu Goethego, gdzie kilka razy w miesiącu odbywają się projekcje filmowe. Trafiam na film „Don’t Think I’ve Forgotten: Cambodia’s Lost Rock and Roll”.

To właśnie tu, w stolicy Kambodży, niegdyś nazywanej „perłą Azji Południowo-Wschodniej”, ponad pół wieku temu rozwijało się pleng samay, czyli khmerska muzyka popularna. Mimo zachodnich wpływów wykształciła ona własne, unikalne i charakterystyczne brzmienie. Lata 60. i 70. XX wieku nazywane były muzyczną „złotą erą”. Ta jednak została brutalnie przerwana przez reżim Czerwonych Khmerów, który unicestwił jedną czwartą społeczeństwa, w tym niemal dziewięćdziesiąt procent artystów, skazując artystyczny dorobek Kambodży na pozorne zapomnienie.

„Muzyka jest duchem narodu” – Król Norodom Sihanouk

Kiedy w 1953 roku, po prawie stu latach protektoratu Francji, król Norodom Sihanouk negocjuje niepodległość dla swojego kraju[1], ma w głowie konkretny plan: Kambodża będzie nowoczesnym i suwerennym państwem, które przejdzie modernizację na miarę krajów zachodnich. A co najważniejsze, będzie neutralna – tak bardzo, jak to tylko możliwe – w cieniu nasilających się z każdej strony konfliktów. Król ma trzydzieści jeden lat, a oprócz rządzenia komponuje, śpiewa i kręci filmy. Pasję do sztuki przejął od swojej matki, królowej Sisowath Kossamak, która odegrała ważną rolę w rozwoju Królewskiego Baletu Kambodży, specjalizującego się w tradycyjnym tańcu apsara. Rozwój kultury stoi dla Norodoma niemal na równi z rozwojem innych sektorów gospodarki. To idealny czas na tego typu agendę, bo Kambodżą, w tym kruchym momencie przejściowym, targa zbiorowe pragnienie odbudowy narodowej tożsamości, tłamszonej przez lata kolonialnych wpływów. To również czas stopniowego otwierania się kraju na świat: radioodbiorniki zaczynają wychwytywać zachodnie kawałki nadawane przez amerykańskie stacje dla żołnierzy w Południowym Wietnamie, a khmerskie elity, które studiowały w Europie, przywożą pierwsze płyty winylowe. Stopniowo do kambodżańskiego pejzażu dźwiękowego przenikają francuskie yé-yé, surfer rock, mambo, cha-cha i afro-kubańskie rytmy. Wcześniej popularne mohori, czyli tradycyjne kambodżańskie zespoły składające się z dziewięciu instrumentów, grały głównie pleng boran, czyli muzykę dawną, ale lata 50. XX wieku to już czas big bandów. Do roneatu (khmerskiego ksylofonu) dołączają kolejno trąbki, perkusja i banjo, a chapey dang veng (dwustrunowa gitara z długą szyjką) duetuje z gitarą elektryczną. Król Sihanouk jako mecenas sztuki, zamiast się temu sprzeciwiać, wspiera łączenie tradycji z nowoczesnością, ponieważ to właśnie w spotkaniu tych dwóch nurtów tkwi fenomen khmerskiej muzyki popularnej. Każde ministerstwo, wojsko, a nawet bank narodowy mają własną orkiestrę, z którą podróżują po kraju. Muzyka, poza dostarczaniem rozrywki, stała się w Kambodży nierozerwalnie związana z budowaniem wizerunku publicznego.

Lekarz, który leczył głosem

Sinna Sisamoutha (1933–1976) zna każdy Khmer. Miał zostać lekarzem, a został „królem o złotym głosie”; tytuł nadał mu zresztą sam Sihanouk. Do pierwszego zespołu trafił jeszcze na studiach medycznych w Phnom Penh, a później pracę pielęgniarza łączył z angażem w Radiu Narodowym. Gdy Kambodża uzyskała niepodległość, Sisamouth miał dwadzieścia lat i korzystał z możliwości, jakie otwierały się wówczas przed młodymi Khmerami. Urodzony na prowincji chłopak przeniósł się do dużego miasta, gdzie szybko zdobył popularność, a wraz z nią zaproszenie od Królowej Matki do dołączenia do klasycznego zespołu pałacowego, współpracującego z Królewskim Baletem Kambodży. Sinn śpiewał głównie bluesowe ballady, nierzadko także zagraniczne covery z khmerskimi tekstami, ale również sentymentalne autorskie piosenki – stworzył setki, jeśli nie tysiące utworów. Jego melodyjny i niezwykle subtelny głos o nostalgicznym zabarwieniu porównywano do Elvisa Presleya, Franka Sinatry czy Nata Kinga Cole’a.

Przełom lat 50. i 60. XX wieku to wciąż czasy, kiedy dostęp do muzyki był przywilejem klas wyższych i elit. Nie każdy miał radio w domu, a muzyczne zapożyczenia i inspiracje z Zachodu były wychwytywane tylko przez nielicznych. Twórczość Sisamoutha rezonowała jednak z resztą społeczeństwa na poziomie przekazu. Syn artysty wspominał, że ojciec regularnie wychodził na ulice, by rozmawiać z ludźmi; to właśnie na podstawie ich opowieści i zasłyszanych historii pisał swoje teksty. Piosenki mówiące o rodzinnych zawodach, tęsknotach, miłości czy zdradzie trafiały do wszystkich Khmerów.

Narodziny królowej

Kiedy Sisamouth jeździ do Chin nagrywać kolejne kawałki, a cały kraj nuci pod nosem „Violon Sneha” i „Champa Batdambang”, setki kilometrów dalej, w prowincji Battambang, na polu ryżowym rodzi się kolejna gwiazda. Ros Serey Sothea (1947/48–1975), najmłodsza z pięciorga rodzeństwa w ubogiej farmerskiej rodzinie, śpiewa od małego. Przyśpiewuje rolnikom podczas pracy, nuci pod nosem, sprzedając gotowane ślimaki. Jej głos jest wysoki, przenikliwy i bardzo melancholijny, choć zarazem nieco nieśmiały. Kiedy więc w jej prowincji organizowany jest konkurs piosenki, to dopiero za namową rodziny i przyjaciół Ros bierze w nim udział – i wygrywa. Piętnastolatka staje się lokalną gwiazdą. Razem z zespołem wykonuje tradycyjną muzykę khmerską w znanej w prowincji restauracji Stung Khiev, ale to Phnom Penh jest miejscem dla obiecujących artystów. Cztery lata później, w 1967 roku, Sothea dostaje zaproszenie do działającego w stolicy Radia Narodowego. Przyjmuje je.

Złote czasy Radia Narodowego

Życie artystyczne w Phnom Penh kwitnie, działa wiele klubów i kin, na dancingach w Mekong Night Club czy Lotus D’or zachodnia moda łączy się z khmerską, a ruchy twista przeplatają się z apsarą. Jednak najważniejszym miejscem dla muzyków jest właśnie Radio Narodowe. Założone w 1957 roku było równocześnie pierwszym studiem nagraniowym, dosyć prowizorycznym, ale przyciągającym wszystkich artystów z kraju. Nagrywały tu takie sławy jak Chuon Malay czy Mao Sareth. To tutaj Sothea poznaje Sisamoutha oraz Sosa Matha, z którym wejdzie w krótkie i burzliwe małżeństwo. Spotyka też ponownie osoby, z którymi śpiewała w Stung Khiev: koleżankę ze szkoły Pan Ron i spikerkę radiową Huoy Meas. Wszyscy się ze sobą przyjaźnią, często wspólnie śpiewają, a po nagraniach chodzą na kleisty ryż. Kiedy Sothea nagrywa hit „I’m 16”, opowiadający o młodej dziewczynie stojącej u progu dorosłości i czekającej na zamążpójście, Ron szybko podejmuje z nią muzyczny dialog, nagrywając przewrotną odpowiedź – „I’m 31”. W jej wersji bohaterką jest dojrzała kobieta, świadoma siebie i swoich wyborów, która z dystansem i ironią odnosi się do społecznych oczekiwań wobec kobiet.

W ciągu dekady powstają liczne albumy zabarwione funkiem, soulem, rockiem i latynoskimi rytmami. Większość artystów współpracuje z królem Sihanoukiem – towarzyszą mu w służbowych podróżach, śpiewając dla ludu.

Skoro Sisamouth jest „królem o złotym głosie”, ktoś musi być królową. Jego i Sotheę łączy bliska relacja. Dzieli ich piętnaście lat różnicy, dlatego Sinn traktuje Ros jak młodszą siostrę. Gdy w jej małżeństwie pojawia się przemoc, Sinn bierze ją pod swoją opiekę. Jej wysoki, krystaliczny głos idealnie dopełnia głębokie brzmienie głosu Sisamoutha. Wspólnie nagrywają dziesiątki ballad.

Równolegle wśród młodych Khmerów coraz większą popularność zdobywają boysbandy i rockowe grupy, których członkowie skaczą i energicznie poruszają się po scenie. To wyraźny kontrast wobec statycznej prezencji scenicznej oraz skupienia na warstwie tekstowej dotychczas popularnych artystów. Radio Narodowe, choć dość zachowawcze, pozostaje otwarte na nowoczesną muzykę, jednak niechętnie emituje piosenki po angielsku i utwory wyłamujące się z przyjętego kanonu. Mimo to nastolatkowie zamiast smętnych ballad wolą słuchać dynamicznego garage rocka.

okładka albumu prezentuje wizerunek muzyka w smokingu otoczonego przez pięciolinie z zapisem nutowym
Okładka albumu Sinn Sisamouth

Zabawa w rockmana

Każda epoka i każdy kraj mają swojego buntownika. W Kambodży był nim Yol Aularong – zawadiacki, sarkastyczny, z długimi rozwianymi włosami. Pisał teksty, które w humorystyczny sposób komentowały rzeczywistość i społeczeństwo. Jego hit „Jeas Cyclo” opowiada o młodym chłopaku, który całą noc jeździ cyklo (wózkiem rowerowym) po mieście, obserwując ludzi. Piosenka, pozornie lekka, trafnie wychwytuje nowe tendencje w modzie oraz pragnienia ówczesnej młodzieży.

Warto jednak zaznaczyć, że Aularong wychował się we Francji i podobnie jak bracia Mol z popularnej grupy Baksey Cham Krong, wywodził się z bardzo zamożnej i uprzywilejowanej rodziny. Mieli więc dostęp nie tylko do zachodnich płyt, lecz także bezpośredni kontakt z zachodnim stylem życia, modą i scenicznym sposobem bycia. Granie w zespole było dla nich również opcją pozbawioną większego ryzyka ekonomicznego – nie musieli stawiać wszystkiego na jedną kartę, jak choćby Sothea. Muzyka była dla nich raczej zabawą, co w połączeniu z obawami rodziców braci Mol na temat tego, że kariera artystyczna nie jest dobrym pomysłem, doprowadziło do rozwiązania zespołu Baksey Cham Krong w 1966 roku i do decyzji braci o pójściu na studia ekonomiczne.

Niemniej Baksey Cham Krong był jednym z pierwszych zespołów, które świadomie adaptowały zachodni rock’n’roll do lokalnego kontekstu. Inspirowali się brzmieniem The Shadows, Cliffa Richarda czy The Ventures – słychać to zwłaszcza w gitarowych riffach i rozbudowanych instrumentalnych wstępach. Za ich sukcesem szybko podążyły kolejne zespoły; wśród nich wyróżniał się Bayon Band, którego styl przywodził na myśl The Kinks, z kolei Apsara eksperymentowała z bardziej melodyjnym, „beatlesowskim” brzmieniem. Sisamouth również szedł z duchem czasu – jego styl ewoluował wraz ze zmieniającymi się trendami muzycznymi. Gdy styl go-go zdobył popularność wśród młodych rockmanów, Sisamouth też zaczął nagrywać w tym tonie. To właśnie umiejętność nieustannej muzycznej przemiany na przestrzeni lat była jego największym atutem i tłumaczy, dlaczego pozostawał tak atrakcyjny dla kolejnych pokoleń khmerskich słuchaczy.

Czerwone chmury nad Kambodżą

W 1967 roku król pracuje nad swoim filmem „La Joie de Vivre”, którego jest reżyserem, scenarzystą i kompozytorem muzyki. To lekka komedia o nielegalnym kasynie ukrytym w sklepie z orchideami i o perypetiach pewnego księcia. Do projektu król angażuje czołowych muzyków. W tym samym czasie w Samlaut, w prowincji Battambang, wybucha antyrządowy bunt chłopski kierowany przez lewicowych intelektualistów[2]. Mieszkańcy wsi sprzeciwiają się korupcji, wyzyskowi rolników, wysiedleniom i złemu traktowaniu przez lokalne wojsko. Kambodża nie była wtedy krajem demokratycznym – wolność słowa kończyła się tam, gdzie zaczynała się krytyka monarchii i rządów Sihanouka. Król tłumi trwające rok powstanie, skazując prowodyrów rebelii na karę śmierci. Rozpierzchnięte po lasach bojówki Czerwonych Khmerów zaczynają się mobilizować, a Angkar, organizacja potajemnie prowadzona przez Pol Pota, snuje plany przejęcia władzy. Dalej historia gwałtownie przyspiesza. W 1969 roku Stany Zjednoczone rozpoczynają bombardowania wschodnich terenów kraju w ramach tak zwanej cichej wojny, wymierzonej przeciwko północnowietnamskim żołnierzom ukrywającym się przy granicy. Setki tysięcy ton bomb spadają na kambodżańską prowincję, pogłębiając chaos i radykalizację społeczeństwa. Rok później, w 1970 roku, podczas zagranicznej podróży Sihanouka generał Lon Nol przeprowadza zamach stanu i ogłasza powstanie Republiki Khmerów wspieranej przez Amerykanów. Rozpoczyna się pełnowymiarowa wojna domowa między rządem Lon Nola a komunistyczną partyzantką Czerwonych Khmerów.

Skok bez spadochronu

Muzyka wciąż jest narzędziem, tylko tym razem w innych rękach. Lon Nol chce, by artyści brali czynny udział w propagandowej misji rządu. Nakazuje Radiu Narodowemu emitować wyłącznie patriotyczne piosenki i daje muzykom miesiąc na napisanie nowych tekstów, które mają zachęcać do podjęcia walki. Blask „złotej ery” zaczyna blaknąć. Wielu artystów utrzymywało bliskie relacje z detronizowanym królem, jednak w cieniu wojny muszą odłożyć te kwestie na bok. Odmowa wstąpienia do wojska grozi aresztem, dlatego dołączają do wojskowych orkiestr. Sisamouth w wojskowym mundurze śpiewa w telewizji, a Sothea trafia do specjalnej jednostki i skacze ze spadochronem. Amerykanie wciąż bombardują Kambodżę – teoretycznie po to, by wyzwolić ją od komunizmu. Efekt jest jednak taki, że giną setki cywilów, których rzekomo chciano ocalić. Coraz więcej obywateli sfrustrowanych sytuacją polityczną dołącza do Czerwonych Khmerów[3]. W Phnom Penh nałożono godziny policyjne i chociaż życie kulturalne jest w stanie coraz większego rozpadu, wciąż się tli, kluby muzyczne otwierają się w ciągu dnia i zamykają na noc, a muzyka gra przy akompaniamencie eksplozji.

Ocalić się piosenką

17 kwietnia 1975 roku Czerwoni Khmerzy wkraczają do stolicy[4]. Panuje powszechna dezorientacja, choć niektórzy wiwatują, wierząc, że wojna domowa wreszcie się skończyła. Nie wiedzą jednak, że to dopiero początek.

Rozpoczyna się Rok Zerowy. Od tej chwili nie ma już religii, historii ani waluty. Społeczeństwo ma być bezklasowe, a wszyscy mają pracować na roli. Utopijny sen Pol Pota okazuje się w rzeczywistości skrajnie radykalnym, maoistycznym komunizmem agrarnym, który wcielony w życie prowadzi do masowego terroru, głodu i milionów ofiar.

Skoro celem jest całkowite odcięcie się od starego systemu, na pierwszy ogień idą elity: intelektualiści, nauczyciele, urzędnicy i oczywiście artyści. Każdy, kto wykazuje jakiekolwiek związki z dawnym światem, ma zostać zgładzony, a wszelkie ślady dawnej kultury – książki, płyty czy instrumenty – muszą zostać zniszczone. Muzyka przestaje grać.

W rzeczywistości nowy system bardzo szybko zjada jego własna ideologia. Szacuje się, że zginęło od półtora do dwóch milionów osób: z głodu, wycieńczenia, podczas tortur[5]. Sisamouth według świadków umierał trzydzieści razy; w jednej z tych wersji miał poprosić żołnierzy, by pozwolili mu zaśpiewać dla nich piosenkę. Wkładając w nią całe swoje serce, miał nadzieję, że przebije się do bezdusznych egzekutorów. W tej i każdej innej wersji zostaje zabity. Sothea, zmuszona do ożenku z Czerwonym Khmerem, znika bez śladu, podobnie jak Aularong. Ron była torturowana; podobno też próbowała ocalić się piosenką.

W 1979 roku reżim Pol Pota upada, a Kambodża zostaje wyzwolona przez Wietnam[6]. Przed krajem są jednak długie lata narodowej traumy, prób odbudowy niedokończonych historii i odnajdywania urwanych śladów przeszłości. Tej wyrwy nie da się już załatać.

Układanka bez puzzli

Trudno ułożyć układankę, w której dziewięćdziesiąt procent puzzli zaginęło, a reszta leży porozrzucana. To, że możemy dziś posłuchać między innymi płyt największych gwiazd „złotej ery”, jest dziełem przypadku, cierpliwej pracy, a przede wszystkim pasji do muzyki.

W 1975 roku Kéo Sinan ukrył swoją gromadzoną przez lata kolekcję 401 płyt w kanałach ściekowych domu jednej z rodzin zamordowanych przez reżim. Owinięte w plastikowe torby krążki nie zostały zjedzone przez robaki tylko dlatego, że dzięki przymusowej pracy na roli Sinan miał dostęp do pestycydów, którymi regularnie obsypywał swój skarb. Wrócił po niego dopiero w 1982 roku. To dzięki niemu zachowało się około 900 piosenek, które w „złotej erze” khmerskiego rocka wybrzmiewały z niemal każdego odbiornika.

W pierwszych latach po ludobójstwie w kraju wciąż panował chaos informacyjny, ocalali szukali po omacku swoich bliskich, trafiając co chwilę na wiele urwanych tropów i sprzecznych informacji. Ros Saboeut, siostra Ros Serey Sothei, zachowała jej listę kontaktów artystów, łącząc ich następnie ze sobą, by wspólnie mogli stopniowo odbudować artystyczną tkankę społeczności.

Ogromną pracę archiwizacyjną wykonała również grupa Preah Soriya – oddolna inicjatywa badawcza złożona z młodych melomanów, zajmująca się restauracją materiałów dotyczących kultury khmerskiej sprzed 1975 roku. W ciągu dwunastu lat działalności zebrali i odnowili ponad 5500 utworów, obejmujących twórczość siedemdziesięciu dwóch artystów i dziesięciu orkiestr. Wśród ich odkryć znajduje się nie tylko muzyka ze „złotej ery”, lecz także liczne nagrania tradycyjne, piosenki dziecięce i patriotyczne. Większość materiałów udało się odzyskać dzięki przeszukiwaniu prywatnych archiwów w Tajlandii oraz digitalizacji nagrań z kaset i płyt winylowych; niektóre utwory zidentyfikowano przy wsparciu ocalałych świadków. Celem ich działalności jest przede wszystkim cyfrowe utrwalanie dziedzictwa kulturowego Kambodży, a także pielęgnowanie zbiorowej pamięci kulturowej.

Punk wasn’t even born

Dziś Kambodża jest najmłodszym społeczeństwem na świecie. Średni wiek obywatela to dwadzieścia sześć lat. Bardzo duża część khmerskiej tożsamości opiera się na poczuciu straty. W kontekście sztuki przed młodym pokoleniem stoi podwójne wyzwanie: odbudowanie tego, co utracone, a zarazem tego, co nigdy nie zdążyło się wydarzyć. W artykule „From Modern Rock to Postmodern Hard Rock: Cambodian Alternative Music Voices” Linda Saphan wysnuwa ciekawą tezę na temat rozwoju muzyki w Kambodży – a raczej o różnicach w przebiegu gatunkowych przejść między Kambodżą a resztą świata. Jak zauważa Saphan, w krajach zachodnich rozwój punku był bezpośrednią odpowiedzią na apatyczny charakter rocka. Swoją obserwację podbija, przytaczając Lawrence’a Grossberga, według którego: „Punk atakował rock’n’rolla za to, że się zestarzał, tracąc tym samym umiejętność nawiązania kontaktu z publicznością”. W przypadku Kambodży mamy jednak do czynienia z dosłowną wyrwą w historii. Ewolucja muzyki koreluje bezpośrednio z sytuacją społeczną, dlatego destabilizacja kultury, jaką spowodował reżim Czerwonych Khmerów, wykluczyła Kambodżę ze schematu sprzeciwu wobec poprzednich stylów muzycznych. Świadomość gatunkowa kambodżańskiej sceny rockowej lat 60. i 70. XX wieku nie miała czasu się wykształcić. Według autorki dzisiejsza scena muzyczna subkultury kambodżańskiej ma w rezultacie niewiele wspólnego z przeszłością. Wydaje mi się jednak, że współcześni Khmerowie – a już tym bardziej diaspora – zerkają w przeszłość z dużą nostalgią, poszukując połączenia ze straconą częścią swojej tożsamości. Możemy to zaobserwować głównie na przykładzie współczesnych projektów muzycznych takich jak Dengue Fever i Radio Mekong, które obficie czerpią z pleng samay. To jeden ze sposobów młodych na walkę z wyobcowaniem z własnej kultury.

Wracając po seansie do mojego hostelu, usłyszałam odgłosy niezwykle popularnego w tej części Azji karaoke. Podążając za źródłem dźwięku, trafiłam na dogorywające wesele. Szybko wyciągnęłam telefon, by sprawdzić, co to za piosenka. Podchmielony Khmer śpiewał Sisamoutha. Puenta sama się napisała. Kambodża pamięta.


Przypisy:
[1] D. Chandler, A History of Cambodia, Westview Press 2008, s. 7.
[2] Ibidem, s. 245.
[3] Ibidem, s. 252.
[4] Ibidem, s. 254.
[5] Ibidem, s. 7.
[6] Ibidem, s. 8.