Nr 3/2026 Na dłużej

PO NIE-W-CZASIE: Tajemnica, wzory i węzły boromejskie

Olga Rembielińska
Literatura Cykl

Debiut Aleksandry Góreckiej – „Reguła trzech” – wyraźnie trawestuje dawne tradycje poetyckie, od baroku po nurt lingwistyczny. Jest to też jedna z tych nielicznych współczesnych propozycji, które świadomie sięgają po motywy matematyczne[1]. W książce pojawiają się zarówno konceptualne poszukiwania nawiązujące do XVII-wiecznej poezji dworskiej, jak i inspiracje graficzne zaczerpnięte z Warsztatu Literatury Potencjalnej. Członkowie grupy OuLiPo – szczególnie Raymond Queneau, jej czołowy przedstawiciel – dążyli do ukazania możliwości języka jako rozbudowanego, precyzyjnie zorganizowanego systemu, wykorzystując do tego reguły gramatyczne i matematyczne, słowne kalambury i mechanizmy kombinatoryczne, wersyfikację i wzory. Górecka na tym nie poprzestaje – wplata do tomu również odniesienia do słynnych odkryć matematycznych, których dokonali Joseph Louis Lagrange czy Carl Friedrich Gauss. Przywoływani naukowcy nie tyle odsyłają do konkretnych teorii, ile raczej mają symbolizować stan poznawczy charakterystyczny dla momentu przełomu.

Matematyka współistnieje z poezją od zarania dziejów – początkowo głównie w warstwie audytywnej, poprzez rytm, rym czy rygorystyczną liczbę sylab. Choć powszechnie kojarzymy poezję wizualną z nowoczesnymi eksperymentami, takimi jak kaligramy czy poezja konkretna, tradycja wiązania słowa z geometrią i obrazem sięga antyku. Już wiersze-labirynty czy wiersze figuralne dowodziły, że matematyczny ład tekstu może manifestować się nie tylko w jego brzmieniu, ale i w typograficznym kształcie na stronie. Górecka czerpie z tych tradycji. Wielokrotnie zaznaczała w wywiadach i na spotkaniach autorskich, że fizyczny aspekt wiersza jest dla niej równie ważny jak jego zapis czy głosowa realizacja; dlatego stara się rozszczelniać klasyczny układ graficzny. Idąc za tą zachętą, „Regułę trzech” można odczytywać w duchu arystotelesowskim – kładąc nacisk na jej wymiar wizualny – a zarazem traktować publikację jako obiekt przestrzenny. Pionowe umieszczenie tytułów przy prawej krawędzi strony wymusza konkretną interakcję: aby w pełni obcować z tekstem, czytelnik musi manipulować woluminem, obracając go wzdłuż osi lektury. Ta fizyczna zmiana perspektywy sprawia, że proces czytania staje się nierozerwalnie związany z ruchem i geometrią przedmiotu. W tomie pojawia się również wiele innych interesujących rozwiązań typograficznych: wyrazów rozbijanych na cząstki, zapisywanych w formie obrazów i grafów, co poszerza medialność wiersza. Trzeba pamiętać, że pomysły na tego typu eksperymenty mają już długą tradycję. Mam jednak wrażenie, że balans między empirią a teorią, fizycznością a słowem, ciałem a językiem od dawna nie był nam tak potrzebny. „Reguła trzech” niewątpliwie mi o tym przypomina.

Górecka bowiem za pomocą omszałego eksperymentu stawia fundamentalne pytania egzystencjalne – chociażby o to, czy świat wciąż potrafi nas zachwycić? Czy istnieje porządek w chaosie? Co z nieskończonością? Zdaję sobie sprawę, że można z tego powodu posądzić autorkę o mętną metafizykę, która nie dostarcza żadnych pożytecznych odpowiedzi. Ale w „Regule trzech” doświadczenie (będące oświeceniową podstawą naukowego poznania), metafora i wzór splatają się jak węzły boromejskie: żaden element nie istnieje bez dwóch pozostałych – jeśli którykolwiek zniknie, całość się rozpada. To właśnie wydaje mi się najmocniejszą stroną tego debiutu – fakt, że trzeba go odczytywać jako spójny system, w którym co stronę odnajdujemy ciemne otchłanie, pełne tajemnic.

Słowo „tajemnica” swój metafizyczny ciężar zawdzięcza greckiemu mystērion, przyswojonemu przez tradycję chrześcijańską, będącą jednym ze źródeł kultury europejskiej. Wspominam o tym, bo mam wrażenie, że Górecka próbuje zestroić swój podmiot z głębokimi regułami rządzącymi rzeczywistością. W tym świetle paradoks i tajemnica stają się szczególnie interesującymi tropami. Powraca tu kwestia wspominanych już inspiracji poezją barokową – w baroku podejmowano próby pogodzenia metafizycznej wrażliwości z formalnym zaskoczeniem. To wtedy poszukiwano konceptu – rozumianego jako kunsztowna sentencja lub rzadka, wyszukana figura stylistyczna – prowadzącego do nieoczywistej pointy, efektu niespodziewanego i trudnego do przewidzenia. Tak jak barokowy koncept próbował uchwycić paradoks istnienia w błysku intelektualnej niespodzianki, tak wrażliwość podmiotu Góreckiej odnajduje mistyczne objawienia nie w dogmacie, lecz w strukturze figur, które powtarzają same siebie, rozrastają się, ujawniając porządek ukryty pod powierzchnią chaosu.

W filmie „Kolory nieskończoności” (1995) pojawia się sugestia, że jedynym matematycznym dowodem na istnienie Boga jest „odcisk Jego palca”, czyli fraktalny zbiór Mandelbrota. Prosta reguła iteracyjna pozwala określić, które liczby pozostaną w granicach zbioru (i będą namnażać się w nieskończoność), a które z niej „uciekną”. Z ich ruchów powstają misternie falujące, kalejdoskopowe struktury, których porządek zachwyca i niepokoi jednocześnie. W pewnym momencie kamera pokazuje, jak algorytmiczna linia, powtarzana i rozgałęziana przez komputer, po chwili zaczyna przypominać drzewo, jakby matematyka mimowolnie dotknęła natury. Podobny gest wykonuje poezja Góreckiej, operując nie równaniami, lecz obrazem. Wiersz „Przekształcenia” wygląda następująco:

materiały promocyjne wydawcy

Domyślam się, że fraktal w wierszu nie jest figurą matematyczną, lecz emocjonalnym zapisem wzrostu; linia przechodzi w gałąź, gałąź w las, a ekran w pulsujące terytorium życia. Tajemnica staje się widoczna, choć pozostaje nie do końca uchwytna, a to właśnie za sprawą aktu powtarzania. Czy zatem poezja może przypominać drzewo (rozumiane jako pierwotny i perfekcyjny wzór)? Jeśli wierzyć duchowemu patronowi Góreckiej, Tymoteuszowi Karpowiczowi, słowa są jak gałęzie trudnego lasu – unicestwić można je jedynie w wyobraźni. Dlaczego? Bo istnieją reguły języka: preskryptywne, deskryptywne, kognitywne, ale zawsze jakieś. Język może się zatem rozszczepiać w nieskończone sensy, wytrącając świat z oczywistości, zmuszając użytkownika języka do podążania tropem zwątpienia, jak u bohatera „Psiej trawki” Queneau[2]. Podmiot wierszy Góreckiej zdaje się te procesy śledzić. „Reguła trzech” jawi się jako równanie porządkujące myślenie w cieniu nieregularnego kosmosu. Może przywoływać Trójcę, rytm trójdzielny, złoty podział, klasyczną strukturę narracji (początek – środek – koniec), a nawet, jak podpowiada matematyka, wzór na czwartą, dotąd ukrytą liczbę.

uporządkowanie istnieje
zachowanie funkcji relacji i elementów istnieje:
ptak większy niż przepaść konwalii drgnął
istnieje takie x że
co dzień nadaje imiona
przekrój istnieje
i korytarze i przejścia w trzech wymiarach
modyfikacje konstrukcji

trójkąt istnieje
ściany istnieją

W przytoczonym wierszu uderza opozycja światło-ciemność, która wpisana jest w cały tom. Nie służy ona, jak to często bywało w poezji dawniejszych epok, akcentowaniu egzystencjalnego niepokoju. Górecka zwraca się ku ciemności nie jako metafizycznej otchłani, lecz jako obszarowi pozbawionemu promieniowania elektromagnetycznego, co pozwala jej balansować na granicy metafory i fenomenologii, rozumianej tu jako samoistne ukazywanie się rzeczy (phainō – świecić, wydobywać na światło; phainomenon – to, co się ukazuje).

największa ciemność zawiera przeciwświecenie
bezgwiezdne niebo to tak naprawdę wszystko
tylko bez kosmosu

kula zagięta w czwartym wymiarze tam są zimne gwiazdy
w nich wierzchołki i krawędzie
i pętle i pęta i pędy i jest tam coś bardziej
urojonego niż świat

a już na pewno szybszego niż światło

Wiersze Góreckiej nie tyle opisują światło i ciemność, ile raczej konstruują ich własny model, podobnie jak matematyka buduje modele nieskończoności.

„Reguła trzech” to zatem nie tylko gra formą czy efektowny hołd dla awangardowych eksperymentów literackich. Górecka pokazuje, że poezja może być laboratorium poznania, czyli miejscem, w którym język, matematyka i metafizyka negocjują swoje granice. Jeśli fraktal jest figurą wzrostu, to sama książka przypomina jego strukturę: otwiera się, rozgałęzia, powtarza motywy, ale nigdy nie zamyka się w skończonej formie. Pozostaje migotliwym równaniem, w którym każda zmienna, taka jak ciało, światło, tajemnica czy liczba, domaga się swojej drogi dojścia. Być może w odwadze łączenia porządku z niepewnością tkwi największa siła debiutu Góreckiej, docenionego poprzez nominację do Nagrody im. Wiesława Kazaneckiego. Autorka uzyskała efekt wysokiej abstrakcji i dała świadectwo nowej poetyckiej wyobraźni.

Poezja, zdaje się mówić Górecka, nie musi już naśladować świata – może go konstruować, jak wzór, jak gwiazdozbiór, jak drzewo, które wciąż rośnie, choć nie zna własnych granic. Z jednej strony poetka czerpie z empirii, z naukowego rozumienia rzeczywistości, którą da się policzyć; z drugiej zaś za pomocą języka poetyckiego przenika te światy i konstruuje ich wariant we własnej wyobraźni. W wyniku tej podwójności, mimo że książka ta czerpie z dobrze rozpoznanych koncepcji, zachowuje świeżość i oryginalność, niosąc przy tym poznawczą głębię. Dawne gry i paradoksy formalne zostają tu ożywione niczym figury woskowe w muzeum: nagle poruszają wargami i zdają się trawestować Queneau, mówiąc, że „rzeczy i cały świat znaczą coś innego, niż wydaje się, że znaczą, niż się sądzi, że znaczą”.

Aleksandra Górecka, „Reguła trzech”
Biuro Literackie
Wrocław 2024

PO NIE-W-CZASIE: otwarty cykl, który zainaugurowaliśmy z okazji piętnastolecia istnienia „CzasKultury.pl”. Przyglądaliśmy się wówczas naszym archiwom nie po to, by zbiór treści podsumowywać, ale by go poszerzać. Rok jubileuszowy się skończył, a cykl pozostał. Przeciwstawiając się modelowi uczestnictwa w kulturze, który promuje (i wymusza) kult nowości – chcemy dowartościować lekturę niespieszną i uważną. Wspólnie chcemy analizować dzieła nienowe – co nie oznacza, że bez potencjału na nowe odczytania.


Przypisy:
[1] W. Kopeć, Na początku był wybuch, „biBLioteka”, 9.12.2024.
[2] M. Jakubowiak, Zdania zasłyszane w autobusie, „Dwutygodnik” 126/2014.