Nr 4/2026 Na dłużej

PO NIE-W-CZASIE: 13 – 7 – 38

Jakub Famulski
Literatura Cykl

Wyobraź sobie, że w internecie natrafiasz na nagranie – zapis live’a sprzed jakiegoś czasu. Na co dzień nie należysz do miłośników streamów, ale tu wyczuwasz coś intrygującego. Do głowy wlatuje myśl: jeżeli teraz włączę to nagranie, czy będzie wciąż livestreamem? Czy livestream ma w sobie coś, co czyni go livestreamem, kiedy nie jest już ani live’em, ani streamem? A jeśli to już nawet nie jest wideo, bo nagranie zostało spisane – i w rękach trzymasz książkę „livestream”? W tej zasadniczo niezbyt głębokiej refleksji kryje się fundamentalna problematyka debiutanckiego tomu Jakuba Gutkowskiego.

Nie zaczyna się od końca, ale zaryzykujmy. Na jednej z ostatnich stron tomu znajdujemy sekcję „uwagi”, która sprawia, że łatwo zapomnieć o wcześniejszych rozważaniach wywołanych przez tytuł. Pochłaniają nas figurujące na karcie przypisy w rodzaju następującego: „Wiersz 9 – 18 – 35 składa się z dziewiątego, osiemnastego i trzydziestego piątego wersu sestyny «Oś snu, która wykręca ciało» autorstwa Konrada Góry”. Czyli wiadomo, co i jak – dostaliśmy wyjaśnienie, jesteśmy w domu.

Nie do końca. Owszem, lista zapożyczeń w „livestreamie” pozwala powiedzieć co (m.in.: wersy Tomasza Pułki, recenzja tomu Kiry Pietrek, teoria glitch feminism Legacy Russell oraz tytuły utworów muzycznych Steve’a Lehmana i Claude’a Viviera) – choć poczynienie założenia, że lista wyczerpuje owo co, świadczy o pewnej naiwności czytelniczej – ale nie mówi nic o tym jak. Bo w wierszach Gutkowskiego nie chodzi ani o specyficzną grę z na poły zmyślonymi przypisami w stylu „Sylwetek i cieni” Andrzeja Sosnowskiego, ani o użycie wieloznacznej ironii, z jaką swoją listę na końcu „Kwaśnych oboli” układa Jakub Sęczyk. Wymienione w „uwagach” nazwiska pozwalają na domysł, że w tomie Gutkowskiego będziemy mieć do czynienia z jakimś idiomem zaangażowania. Ale żeby zawyrokować, jak on działa, należy, rzecz jasna, zajrzeć do samych wierszy. Łatwo utworzymy wówczas odpowiedni katalog zagadnień: „ktoś komuś wjechał na kwadrat” – policja, jest; „efekt pauzy markuje linię horyzontu: / pierwsza […] druga […] trzecia […] czwarta fala feminizmu” – feminizmy, są; „spójrz na sklep z używaną odzieżą / i zobacz włoski strajk” – kwestia klasowa, jest. Listę można rozwijać.

13: Samą treścią wtłoczoną ci w ciało

Niestety w takiej lekturze ujawnia się z całą mocą, jak wdrukowane schematy czytelnicze zdolne są oddalić nas od samego wiersza. W takim modelu czytania wyłapanie słów kluczy to tylko krok przed nadaniem klasyfikacji: zawyrokowaniem, na którą półkę odłożyć książkę po zakończeniu lektury.

Nieco pretensjonalną regułę mojego wywodu można określić frazą, którą Gutkowski zatytułował jeden ze swoich wierszy (a właściwie – prozę poetycką): „man invents fictional scenario & then gets angry about it”. Drugi akapit tego utworu może coś rozjaśnić w kontekście literatury krytycznej i krytyki literackiej:

od tygodnia siedzę w mieszkaniu, próbując dokończyć książkę. potrzebuję historii mężczyzny, który dopina swego. tego rodzaju rzeczy – facet-soczewka wyręcza siły historii, yolo-soundtrack reguluje cyrkulację afektów – mogą powstać jedynie na zrębie powszechnie przyjętych faktów – punktów odniesienia dla dyskusji niemieszczących się w kadrze.

Metaliteracka próba podsuwa cały szereg pomysłów na poszukiwane jak wiersza: wiersz, który zmienia świat, czyli „wyręcza siły historii”; wiersz jako blok afektów; wiersz jako reprezentacja faktów, figur i obrazów; wiersz, który mówi wierszem to, czego inaczej powiedzieć się nie da, bo owo to nie mieści się w kadrze.

Nie można powiedzieć, że Gutkowski kryje się ze swoją kompetencją – podmiot tomu jest bez dwóch zdań jednostką ekspercką, uczestniczącą w procesie nieustannego przekładu rzeczywistości na kolejne krytyczne języki. To sytuacja zupełnie odmienna niż u Pułki, w którego „Masmixie” (skąd pochodzi tytuł pierwszego utworu „livestreamu”, czyli „wyobraź sobie Miejsce jako debiut dla Czasu”) czytamy: „Nie znam angielskiego. Weź to spróbuj sprawdzić”. Livestreamujący/livestreamowany zna angielski, zna filozofię, zna literaturę, zna muzykę i narkonautykę, i jeszcze parę innych spraw – ani się tej znajomości nie wypiera, ani nie oczekuje, że będziemy go sprawdzać. Dlaczego?

7: Końca. Bo przedeń nie było ciszy

Nie ma już na to czasu. Proces sprawdzania nie ma sensu, kiedy każda rzecz odsyła do innej rzeczy. Proces przekładu jest procesem zapętleń, nieustannych zmian kanału, skoków na osi czasu w zgodzie z zasadą: na jeden krok w przód dwa kroki w tył. Widać to w poniższym fragmencie:

w koszulach przyciasnych jak trójpodział władzy
biegliśmy nocą na ostatni tramwaj. a każdy nasz
krok był krótszy o każdy nasz filtr, gdy
flirt rozmywał twarze zbyt długą ekspozycją

cenę trzeba było sczytać z ruchem warg. resztę
wydały ręce, ściskające rozmowę jak wytrych:
wyobrażenie kotki wiąże się z ogonem;
rewersem drużyny piłkarskiej jest pluton egzekucyjny 

Równocześnie nie jest tak, że łańcuch skojarzeń (czy raczej przepływ – mówimy w końcu o streamie, czyli strumieniu) podporządkowany jest regułom jakiejś uwolnionej wyobraźni czy logice marzenia sennego. Tok wypowiedzi Gutkowskiego wyłania się „z uśmiechem manekina modelowego / crash-test dummy maksymalnie racjonalnego” (z wiersza bez tytułu o incipicie „zawęzić kontekst jak niesforną sznurówkę”). Problem w tym, że zamiast zawężać, wszystko się rozszerza. Co z tego, że okrąg jest figurą zamkniętą, jeżeli jego obwód nie przestaje rosnąć, „wyobrażenie kotki wiąże się z ogonem”, jak w ostatnim wierszu tomu, „livestreamie i innych wierszach” (który samym tytułem dokonuje kolejnego zapętlenia): „kiedy dzień, jak wąż Urobor, zbytnio ufa / swemu doświadczeniu, kiedy każdy ruch mojego kciuka // jest pustym przebiegiem”. Czyli ostatecznie Gutkowski tkwi w cyklu niekończącego się scrollingu, z którego nie ma wyjścia?

„Nie” to tytuł książki Konrada Góry. Z „uwag” wiemy, że Gutkowski zapożycza wersy wrocławskiego poety, lecz charakter tych zabiegów problematyzuje w wierszu „warszawa wschodnia”: „kiedy cię cytuję, uprawiam ironię […] czy chodzi o ciebie czy o mnie / (o które z nas trzymam za blisko mikrofon, / że wciąż słychać przełykanie śliny”. Można uznać, że adresatem tych wersów nie jest nikt inny, tylko sam Gutkowski. Gutkowski pisze do Gutkowskiego i ja piszę Gutkowskim do siebie piszącego o Gutkowskim. Przypomina się „Nawet w tramwaju” Góry: „Jego ciało chodzi w moim ubraniu”. Zestawienie z Górą pozwala opowiedzieć o formie, czyli rozwiązać problem jak. Góra w „Nie” układa ponad tysiąc dystychów dla ofiar tragedii na Rana Plaza, Gutkowski w „warszawie centralnej”, napisawszy ledwie dwa, podważa ich sens. „czy dystych to powidok / i nie wolno mu ufać?” – tym dwuwierszem nagle ucina utwór, każe mu zamilknąć. Dalej natrafiamy na wiersz zatytułowany „płuco Tarkowskiego”: „kochasz akronimy, / Maurice? RSF, IRA, NSZ. jesteś prawo- / czy leworęczny? wiersz bez treści / wiersz bez treści dla treści bez wiersza”. Ale treści jest tu przecież sporo, rozlewa się w wiersze, brak jej możliwości ujścia. W tym tkwi też pokusa akronimu – to obietnica bez pokrycia: minimum formy dla maksimum treści. Rozróżnienie na formę i treść jest oczywiście sztuczne, lecz właśnie o tę sztuczność chodzi. W powtórzeniach i brakach – w ich niekontrolowanym przepływie – zobaczyć można najgłębszy lęk, który przeszywa na wskroś podmiot „livestreamu”. Jeżeli wyobrazimy sobie, że Gutkowski czyta w „repetytorium” Macieja Taranka frazę „gramatyka interesuje się twoim wierszem jak konstrukcją mówienia w milczeniu poetyki” – to musimy uzupełnić ten obraz o przerażenie malujące się na jego twarzy. Przerażenie, któremu wcale nie daleko do fascynacji. Właśnie dlatego „zawęzić kontekst jak niesforną sznurówkę” przybiera formę sonetu, ale ze strofami raz wyrównywanymi do lewej, a raz do prawej strony – próbując natychmiast rozsadzić własną formę.

38: Zapadnij, ciszy. Wyloguj ciało

Nie wystarczy stwierdzenie, że „livestream” i jego podmiot są określane przez obsesyjne zapętlenia i formalne uniki. Jeżeli poprzestaniemy jedynie na tym rozpoznaniu, pozostaniemy właściwie bez rozwiązania. Nie da się skleić pokawałkowanego podmiotu w całość, ale można coś (z) nim zrobić. Możemy wprawić kawałki w ruch (znów sięgnijmy do Taranka: „powtarzam się. oto ruch: wiersz (sam w sobie) nie jest widowiskowy, atrakcją jest wykonanie ruchu. wierszem należy się ruszyć, wiersz trzeba wprawić w ruch, a ruch przewidzieć”). Nieprzypadkowo „9 – 18 – 35” składa się z wersów sestyny, jako że sestyna pozwala wyznaczyć formalny wektor dla ruchu zapętlenia. Robi to nie tyle w układzie metafor, ile jako zbiór możliwych wyników rzutu kośćmi, które przybliżają istotę tego, co dzieje się w przestrzeni między jednostkowym a politycznym, moim a państwa:

sztuczność aż razi, np. ciągłe powtarzanie który,
i to, że wkładam ten wiersz do mojej
debiutanckiej książki, tę obgryzioną już do szpiku kość,
wyznacza tekstowy charakter wektorów
tego tomu oraz ironiczne ramy projektu… – i znowu szum państw,
niby gończy pies, tropi mnie śladem metafory,

W przywołanej piątej strofie „Et je reverrai cette ville étrange” Gutkowskiego nie brak zapętleń – ukazuje się chociażby fragment konspektu towarzyszący pierwotnej wersji tomu zgłoszonego na Połowy Biura Literackiego. Podmiot stara się już na wstępie zakwestionować formę, wybierając do powtórzenia słowo który, ujawniające sztuczność. A, jak już powiedziałem, o sztuczność tutaj chodzi. Znaczące, że tytuł wiersza jest powtórzeniem tytułu kompozycji Claude’a Viviera, która stanowi przykład monodii – to jednolita linia melodyczna, gdzie poszczególne instrumenty zlewają się w jedność, ale prowadzone partyturą nie gubią kierunku. Może właśnie obietnica przewodnictwa, jaką składa partytura, tłumaczy, czemu muzyka stanowi najczęściej powracający w „livestreamie” motyw.

Wyobraź(my) sobie formę „livestreamu” jako partyturę dla strumienia życia. Gdyby przyjąć takie założenie, debiutancki tom Gutkowskiego okaże się pierwszą próbą, gdzie podejmowane są wstępne kroki w procesie. Wtedy tytuł „Et je reverrai cette ville étrange” [I zobaczę raz jeszcze to niesamowite miasto] można rozumieć u obu twórców (zarówno u Viviera, jak i Gutkowskiego) jako deklarację powrotu rozumianego nie jako regres, ale ruch w przyszłość. Wówczas zapętlenie stanowi wehikuł, a nie cel sam w sobie. Tom Gutkowskiego ukazuje więc możliwość, jaką daje zapętlenie, i stanowi zaproszenie do skorzystania z niej. Dlatego lekturę „livestreamu” zapętlam i kończę frazą z „repetytorium”; kończę wersami z Góry i kończę wierszem z Gutkowskiego: „zrobiłem ruch, teraz twoja kolej”:

9 – 18 – 35 + 13 – 7 – 38
W poszukiwaniu utrwalonego przez pamięć Samą treścią wtłoczoną ci w ciało
Wydłubywaliśmy glisty, martwe od muzyki Końca. Bo przedeń nie było ciszy,
Świadomi jak mało tu ziemi. Zapadnij, ciszy. Wyloguj ciało.

 

Jakub Gutkowski, „livestream”
Kontent
Kraków 2025

PO NIE-W-CZASIE: otwarty cykl, który zainaugurowaliśmy z okazji piętnastolecia istnienia „CzasKultury.pl”. Przyglądaliśmy się wówczas naszym archiwom nie po to, by zbiór treści podsumowywać, ale by go poszerzać. Rok jubileuszowy się skończył, a cykl pozostał. Przeciwstawiając się modelowi uczestnictwa w kulturze, który promuje (i wymusza) kult nowości – chcemy dowartościować lekturę niespieszną i uważną. Wspólnie chcemy analizować dzieła nienowe – co nie oznacza, że bez potencjału na nowe odczytania.