Nr 17/2025 Na teraz

Pierwsze kroki w mroczną przyszłość

Sylwia Zazulak
Film Środowisko

Dla najnowszej „Fantastycznej Czwórki”, wyreżyserowanej przez Matta Shakmana, podtytuł „Pierwsze kroki” niesie więcej znaczeń, niż może się wydawać. Skojarzenie z raczkowaniem nie jest oczywiście bezzasadne, wszak cała fabuła zbudowana została wokół pojawienia się dziecka. Nie jest zaskakujące – ani dla osób znających znaczenie postaci Franklina dla fabuły komiksów, ani dla tych, którzy po prostu obejrzeli uważnie pierwszą scenę filmu – że to właśnie potomek Sue Storm i Reeda Richardsa stanie się najważniejszym bohaterem. Jednak fakt, że w omawianym filmie mały Franklin potraktowany został jak MacGuffin – okazuje się nieco rozczarowujący.

Mimo wszystko „Fantastyczną Czwórkę” ogląda się z zaangażowaniem i żywym zainteresowaniem losami bohaterów. Retrofuturystyczna stylistyka inspirowana latami 60. sprawnie nawiązuje do estetyki pierwszych komiksów o rodzinie tytułowych superbohaterów, natomiast charakterem świata przedstawionego i otoczką obyczajową zbliża się do nowszych wydań, w których porzucono dyskryminujące podejście do inności bohaterów oraz zrezygnowano z mizoginistycznego przedstawiania Sue. To bardzo dobre posunięcie, ponieważ ostatnie uwspółcześnienie i przeniesienie historii do lat 2000. wywoływało raczej grymas zażenowania lub, w najlepszym wypadku, pobłażliwy uśmiech niż rzeczywistą radość. Tym razem Rzecz nie wzbudza strachu, a Niewidzialna Kobieta nie jest zauważalna tylko wtedy, gdy uda się pokazać aktorkę bez ubrań.

A film Shakmana, znanego widzom produkcji Marvela z serialu „WandaVision”, faktycznie daje wiele radości z oglądania. Tym razem – w przeciwieństwie do trzech filmów wytwórni Fox – nie zabrakło chemii między bohaterami: nietrudno uwierzyć, że Sue, Reeda, Johnny’ego i Bena łączą szczere, ciepłe uczucia. Są przyjaciółmi i mogą na siebie liczyć, ale nie w karykaturalny, przerysowany sposób. Film stroni od patosu, przejmujących deklaracji i wyciskających łzy wyznań, zamiast tego serwuje widzom żywe i wartkie dialogi, w których nie brakuje dyskusji, ostrych wymian argumentów i krztyny ludzkiej niepewności. Momenty nad wyraz wzniosłe traktować można jako znamię tamtych czasów, podobnie jak wszelkie naiwne, acz spajające fabułę społeczne zrywy. Czy istnieje jednak inny okres w historii, o którym Amerykanie mogliby mówić, że był na wskroś jednościowy i patriotyczny, jeśli nie lata 60. pomiędzy misją Mercury i przygotowaniami do lotu na Księżyc a pełnym zaangażowaniem USA w wojnę w Wietnamie, która miała niewygodne dla rządu skutki gospodarcze, społeczne, ekonomiczne i kulturowe? Jeśli spojrzy się na owe zrywy przez pryzmat aktualnej sytuacji społecznej i politycznej w Stanach Zjednoczonych, w tym na podziały i (nie)zgodę obywateli na prowadzoną przez rząd Donalda Trumpa politykę, mają one charakter nostalgicznego moralizatorstwa. Spomiędzy tego wszystkiego przebija się jednak wątek nadrzędny – ekologiczne skutki nieograniczonej ekspansji napędzanej owym konfliktem.

Symbolicznym kosztem, ekologiczną ceną za lata kapitalistycznej industrializacji i antropocentrycznego rozwoju cywilizacji w produkcji Shakmana jest Galaktus. Pożeracz Światów staje się niepojętym, kosmicznym uosobieniem katastrofy klimatycznej. Żywi się rozwiniętymi planetami, aby zaspokoić niezależny od siebie pradawny głód. Jest niepojęty, potężny i nie do powstrzymania. Fantastyczna Czwórka staje w obliczu kosmicznego zagrożenia – Galaktusa, przedwiecznego bytu, Pożeracza Światów, który planuje pochłonąć Ziemię. Gdy bohaterowie próbują z nim pertraktować, stawia brutalne ultimatum: oszczędzi planetę, tylko jeśli otrzyma dziecko Sue i Reeda – Franklina, w którym wyczuwa boskie moce i szansę na uwolnienie się od galaktycznego głodu. Drużyna odmawia, przez co zostaje zmuszona do szukania innego sposobu ocalenia świata, a jednocześnie do radzenia sobie z ostracyzmem ze strony zawiedzionych mieszkańców Ziemi (w świecie przedstawionym komiksu Fantastyczna Czwórka to jedyni obrońcy planety; nie ma innych superbohaterów, a narodowe armie zostały rozwiązane).

Oglądając postać Galaktusa z perspektywy ekokrytycznej, dostrzegłam jej związki z mroczną ekologią Timothy’ego Mortona. Główny antagonista jawi się w filmie jako hiperobiekt – niebezpieczny i niedający się określić byt związany z katastrofą klimatyczną, przypominający o jej nieodwracalności. Zjawisko tak rozległe w czasie i przestrzeni, że przekracza ludzką percepcję i wykracza poza codzienne doświadczenie, choć stale na nie oddziałuje. Galaktus nie tylko, niczym uosobienie takiego mortonowskiego bytu, przekracza ludzkie pojmowanie czasu i przestrzeni, lecz także przejawia jedną z najbardziej osobliwych cech hiperobiektu: lepkość. O jego nieuchronnym nadejściu ludzkości nie dają zapomnieć komunikaty medialne, w których przekazywane są informacje o tym, w którym miejscu w kosmosie znajduje się Pożeracz Światów i kiedy dotrze do Ziemi. Gdy Galaktus pojawia się w Układzie Słonecznym, bohaterowie wiedzą już, że jest tak potężny, iż nie mogą się go całkowicie pozbyć. Początkowo chcą przed nim uciec, przenosząc całą Ziemię do innej galaktyki. Ostatecznie jednak teleportują Pożeracza w najdalsze otchłanie kosmosu – ze świadomością, że kiedyś, za miliony lat, może on wrócić. Jego działania zostają przez superbohaterów jedynie odroczone, ale nie zupełnie powstrzymane.

Moralny dylemat bohaterów, czy oddać dziecko, aby „przekonać” Galaktusa do oszczędzenia planety, staje się więc mrocznoekologicznym dylematem. Dla superbohaterów decyzja jest oczywista – nie można poświęcić własnego potomka. Warto zwrócić uwagę, że syn Sue i Reeda, którzy swoje moce zyskali na skutek promieniowania kosmicznego, również posiada potężną moc, nieujawnioną szerzej w tej odsłonie „Fantastycznej Czwórki” (poza jednym znaczącym działaniem w ostatnim akcie filmu – co wyjaśnię w dalszej części tekstu, ostrzegając przed spojlerem). Niemniej od pierwszej sceny filmu, w której bohaterowie dowiadują się o ciąży, przez okres jej trwania, aż po czas po narodzinach obawy związane z nieujawnioną mocą Franklina nieustannie towarzyszą bohaterom – moce te, niedające się Reedowi-naukowcowi zmierzyć żadnymi dostępnymi parametrami, są do rodziny i świata przylepione. Moce Franklina stanowią zatem kolejny mortonowski hiperobiekt. Ma to szczególne znaczenie w kontekście mrocznoekologicznej symboliki, która zakłada, że przy obecnym stanie zmian klimatu już nie możemy się oddzielić od tego, co szkodliwe – bo w miejscu nieskalanej, idyllicznej Natury istnieje mroczna sieć powiązań, w którą jesteśmy uwikłani i z której nie ma możliwości się wyplątać. Morton odrzuca romantyczną wizję czystej, harmonijnej przyrody i postuluje, by porzucić złudzenia niewinności na rzecz trzeźwego, choć niepokojącego realizmu współistnienia z nie-ludzkimi bytami. Warto zresztą zauważyć, że Galaktus żąda Franklina jeszcze nienarodzonego – co sprawia, że katastrofa jawi się jako coś, co można zatrzymać jedynie za cenę rezygnacji z dalszego rozwoju ludzkości i jej reprodukcji, a więc kosztem człowieczeństwa. Do porodu dochodzi właśnie w dramatycznym momencie ucieczki przed Galaktusem, co podkreśla symboliczne napięcie: życie rodzi się w cieniu śmierci. Z kolei oddanie narodzonego dziecka wiązałoby się z uniknięciem katastrofy kosztem ludzkiej moralności, a tym samym sugerowałoby, że jedynym ratunkiem przed ekologiczną zagładą jest zrzucenie odpowiedzialności na najmłodsze pokolenie, które nie jest za nią odpowiedzialne, ale odczuwać będzie jej najgorsze skutki.

Photo by Marvel Studios | MARVEL STUDIOS - © 2025 20th Century Studios | materiały prasowe

Mam do zarzucenia „Fantastycznej Czwórce” przesadną martyrologię, której ciężar z barków dziecka zostaje przeniesiony na matkę – by dokładnie uargumentować swoje stanowisko, w dalszej części tekstu przytoczę fakty zdradzające ważne momenty fabuły, także zakończenia. Sue w pierwszym i drugim akcie okazuje się bohaterką z krwi i kości, która oczarowuje swoją sprawczością jako aktywistka polityczna i determinacją jako odpowiedzialna za rodzinę. Do ostatnich chwil jej czyny są motywowane troską zarówno o własne dziecko i bliskich, jak i całą ludzkość. Ten obraz zaczyna się jednak rozpadać w scenie ostatecznej walki z Galaktusem, podczas której bohaterka heroicznie wpycha Pożeracza Światów do portalu, a następnie opada z sił i umiera. Chociaż to Srebrna Surferka, heroldka głównego antagonisty, która także poświęciła się jako matka i zgodziła służyć Galaktusowi w zamian za oszczędzenie jej świata, w którym pozostawiła swoje dziecko, postanawia się zbuntować przeciwko swojemu panu i ostatecznie doprowadzić plan superbohaterów do końca, to Sue zostaje nadany status matki-cierpiętnicy, poświęcającej siebie, by ratować potomka. Fabularnie ten moment okazuje się najsłabszy i kładzie się cieniem na całej akcji. Gdyby scenarzyści zdecydowali się oszczędzić bohaterkę i ominąć moment jej śmierci, prawdopodobnie odebraliby jej niepodważalną sprawczość, rozkładając ją pomiędzy współdziałającą drużynę. Jednak decydując się na to, twórcy przekroczyli cienką linię patosu, który może i działał na widza w „Avengersach”, ale dziś zwyczajnie rozczarowuje zarówno przewidywalnością, jak i wydźwiękiem. Heroiczne poświęcenie Tony’ego Starka podczas bitwy o Nowy Jork było niespodziewane, a ze względu na scenariuszową drogę bohatera i przywiązanie widzów do postaci także poruszające. Natomiast ofiara Sue w pierwszej produkcji z jej udziałem wzbudza w widzu niewiarę – wiemy przecież, że Marvel nie uśmierci głównej protagonistki i spoiwa drużyny na samym początku historii (nie wspominając o pozafabularnym czynniku – wcześniejszym ogłoszeniu udziału Vanessy Kirby w kolejnej produkcji) – i niefortunnie ostatecznie konstytuuje jej figurę cierpiętnicy.

Nie zmienia to faktu, że postać Sue i jej sprawczość są dla filmu znaczące. Postać pani Storm stanowi także łącznik pomiędzy cywilizacją a bytami nie-ludzkimi. Na początku filmu widz się dowiaduje, że dzięki niej zapanował pokój i sojusz pomiędzy ludźmi a podziemnym królestwem Subterraneą, którym włada Harvey Elder (dawny przeciwnik Fantastycznej Czwórki, Człowiek-Kret). W myśl mroczno-ekologicznej etyki współtrwania cywilizacja ludzka uznaje inność i niezależność nie-ludzkich mieszkańców podziemia. Relacja pomiędzy światami wymaga też współodpowiedzialności – to właśnie obywatele Subterranei udzielają schronienia nowojorczykom, gdy miasto przygotowuje się do ataku Galaktusa. Ich działanie ma charakter symbiotyczny, ponieważ w interesie obydwu gatunków leży uratowanie planety przed pożarciem. Twórcy filmu podążają wyraźnie amerykocentrycznym tropem, czyniąc z Nowego Jorku centrum świata i cywilizacji. Jednak działalność Fantastycznej Czwórki, a zwłaszcza polityczne inicjatywy Sue, wykraczają poza granice narodowe i prowadzą do podejmowania konkretnych decyzji politycznych o znaczeniu globalnym – w tym także do międzynarodowej i solidarnej mobilizacji wobec zagrożenia. Wszak pierwotny plan ocalenia Ziemi – przeteleportowanie jej do innej, adekwatnej galaktyki – wymagał ścisłej współpracy: wybudowania odpowiednich masztów w konkretnych miejscach całej planety, zsynchronizowanego ich uruchomienia (znaczenie międzypaństwowej komunikacji), wcześniejszego solidarnego oszczędzenia energii (wszystkie państwa wyłączają urządzenia i magazynują prąd).

W filmie dochodzi do uproszczonego przedefiniowania pozycji człowieka – człowiek jest znaczący jako część ekosystemu, chociaż w „Fantastycznej Czwórce” ogranicza się to jedynie do współistnienia ludzi, ludzi spod ziemi oraz nadnaturalnych istot o intencjach zgodnych z interesami człowieka – superbohaterów. Ci ostatni mogą symbolicznie reprezentować inne byty i zjawiska – postać Johnny’ego, czyli Ludzkiej Pochodni, nawiązuje do żywiołów i zjawisk naturalnych, a Ben Grimm, Rzecz, humanoidalna skała, symbolizuje minerały i nieożywione nie-ludzkie elementy ekosystemu – najważniejsza jest jednak ich zdolność do budowania rodziny.

Morton w swoim myśleniu porzuca hierarchiczność i antropocentryczność, co w nowej „Fantastycznie Czwórce” przejawia się w sposobie, w jaki społeczeństwo postrzega Bena. Jego wygląd nie przysparza mu kłopotów ani zmartwień – jest akceptowany i sam zaakceptował swoją formę. Niedyskutowana i niezachwiana akceptacja dla Rzeczy okazała się świetnym pomysłem twórców scenariusza. Bohater ma co prawda potencjał na bycie symbolem wykluczonej, marginalizowanej mniejszości – tą drogą szły poprzednie filmy. W nowej „Fantastycznej Czwórce” zamiast po raz kolejny serwować widzom drogę ku akceptacji i spekulowania, jak może być, wybrano formę dokonaną i pokazano, jak być powinno. Dzięki temu status quo Ben nareszcie jest pełnoprawnym i „naturalnym” członkiem drużyny. Redefinicji w porównaniu do poprzednich filmowych odsłon Fantastycznej Czwórki uległa również postać Johnny’ego. To właśnie dzięki niemu superbohaterowie są w stanie porozumieć się ze Srebrną Surferką – odkrywa on nagranie, które sam nazywa „kamieniem z Rosetty”, umożliwiające zrozumienie języka herolda. Analizując i interpretując skrawki wiadomości, za pomocą tłumaczenia jednego zdania rozszyfrowuje język i historię kobiety o imieniu Shalla-Bal. Nawiązana w ten sposób intergalaktyczna nić porozumienia pozwala heroldce dostrzec w Ziemi i jej mieszkańcach odbicie własnej cywilizacji, którą Galaktus oszczędził w zamian za wieczną służbę kobiety. Początkowo nagrania wydawały się bohaterom niezrozumiałym, nic nieznaczącym brzmieniem z otchłani kosmosu, natomiast Johnny rozpoznał w nim komunikat i historię innego ekosystemu. To Ludzka Pochodnia odbywa empatyczną rozmowę ze Srebrną Surferką, co skłania heroldkę do opowiedzenia się po stronie obrońców Ziemi i ostatecznie przyczynia się do sukcesu Fantastycznej Czwórki w walce z Pożeraczem. Motyw komunikacji międzybytowej, czyli pomiędzy różnymi gatunkami, w produkcjach fantastycznych i science fiction nie jest niczym nowym – przenosi raczej punkt ciężkości z pokazywania oczywistych różnic na poszukiwanie tego, co wspólne, dzięki czemu jawi się jako odświeżający. W „Fantastycznej Czwórce” jest to na początku wątek poboczny, ale ostatecznie okazuje się wyjątkowo istotny. Można się w nim doszukiwać inspiracji „Nowym początkiem” Denisa Villeneuve’a, ponieważ w podobny sposób manifestuje potrzebę włączenia interdyscyplinarnego humanistycznego podejścia do badań kojarzonych dotychczas z naukami ścisłymi. Gdyby nie odkrycie Johnny’ego, na nic zdałyby się stricte techniczne wynalazki Reeda, które poniekąd przyczyniły się do wyboru Ziemi jako pokarmu dla Galaktusa – Pożeracz syci się cywilizacjami najbardziej zaawansowanymi w rozwoju. Tym samym motyw kooperacji w produkcji Shakmana staje się pojęciem palimpsestowym – nie tylko odnosi się do współpracy międzybytowej, drużynowej i społecznej, lecz także do łączenia różnych perspektyw i znaczeń wewnątrz utworzonych już większych wspólnot. Taki model proponują osoby zajmujące się humanistyką środowiskową, bo dostrzegają w nim obopólne korzyści dla nauki per se.

Dzięki wielu możliwościom interpretacyjnym, jakie przed nami otwiera film Shakmana, nie sposób przestać myśleć o tej produkcji. Zdecydowanie jest to jeden z najbardziej udanych, zwłaszcza pod względem wbudowanych znaczeń, filmów uniwersum Marvela od czasu dwóch filmów wieńczących tak zwaną sagę nieskończoności – „Avengers: Wojna bez granic” oraz „Avengers: Koniec gry” – a wątki ekologiczne lub podatne na analizę ekokrytyczną są zdecydowanie najciekawsze. Wcześniej chętnie w takim kluczu odczytywano postać innego kosmicznego złoczyńcy – Thanosa: jako samozwańczego zbawiciela światów, którego można opisywać jako ekoterrorystę szukającego sposobu na odciążenie kosmicznego środowiska z przeludnienia (rozumianego szeroko: jako przeładowanie wszystkimi bytami).

Najnowsza produkcja uniwersum Marvela jako początek kolejnego rozdziału – według zapowiedzi twórców równie intensywnego, co ten przygotowujący widzów do pstryknięcia Thanosa – staje się interesującym rozwinięciem motywów ekologicznych. Po zdecydowanie antropocentrycznym przywróceniu Ziemi do normalności (rozumianej również w sposób antropocentryczny) w „Avengers: Koniec gry” „Fantastyczna Czwórka” stanowi potencjalny zwrot ku krytycznemu spojrzeniu na uwikłanie człowieka w międzybytowe relacje i mrocznoekologiczne prawidłowości przy jednoczesnym zachowaniu rozrywkowego charakteru produkcji. Pozostaje tylko wierzyć, że twórcom dane będzie wykorzystać ten potencjał w sequelu – scena po napisach sugeruje, że w nadchodzącym i poprzedzającym drugą część crossoverze (na ten moment zatytułowanym „Avengers: Doomsday”) wszystkie niuanse przykrojone zostaną do klasycznego konfliktu w budowanym multiwersum – czyli o uczynienie swojego świata centralnym i najważniejszym.

„Fantastyczna Czwórka”
reż. Matt Shakman
premiera: 25.07.2025