Latem bardzo niewiele polskich teatrów wystawia spektakle. Czas wakacyjnego wyludnienia miast instytucje wykorzystują na remonty swoich siedzib, konserwację infrastruktury i planowanie przyszłego repertuaru. Potrzeba obcowania ze sztuką homo culturalis nie kończy się jednak wraz z ostatnimi premierami i czerwcowym zamknięciem sezonu. Odpowiedzią na kulturalny głód są różnego rodzaju lokalne inicjatywy: kina plenerowe, letnie sceny muzyczne i kabaretowe oraz imprezy proponujące coś lżejszego, często rozrywkowego. Czasem pojawi się gdzieś jakiś znany stand-uper, a samorząd zorganizuje święto miasta, na którym wystąpi cover band albo lekko przykurzony zespół rockowy, a atrakcją wieczoru będzie koncert Skolima. W ramach letnich inicjatyw kulturalnych teatry konsekwentnie pozostają w ariergardzie. Niezagospodarowanie tej przestrzeni próbują zmieniać mniejsze projekty performatywne, które cieszą się niemałą popularnością, niedorównującą jednak eventom muzycznym czy kabaretowym. W Warszawie co roku latem prezentowane są spektakle Teatru Pijana Sypialnia w cyklu Teatr na Leżakach, a Och-Teatr Krystyny Jandy zaprasza widzów na scenę Och-Grójecka 65. Niesłabnącą popularnością cieszy się również projekt Szekspir w Parku, w ramach którego, od 2020 roku, w ogrodach Pałacu w Wilanowie wystawia się dramaty angielskiego klasyka.
Latem tego roku do teatralnych propozycji wakacyjnych dołączyła inicjatywa „Szekspir pod Gwiazdami”, w ramach której od 11 lipca do 19 sierpnia w ogrodach Zamku Królewskiego w Warszawie prezentowany był „Sen nocy letniej”. Projekt ten finansowany jest przez międzynarodową grupę inwestycyjną PPF, która od 27 lat jest partnerem festiwalu Letní Shakespearovské Slavnosti w czeskiej Pradze. Przedstawienie w reżyserii Jakuba Krofty z dramaturgią Marii Wojtyszko próbuje wypełnić lukę w letniej ofercie teatralnej stolicy. Jego forma prowokuje do pytania, czy w tak różnorodnym i prężnym ośrodku teatralnym jak Warszawa jest latem miejsce dla spektakli, których charakter określa zaproponowane przez Dariusza Kosińskiego sformułowanie „teatr kulturalnego miasta”. Rozumieć należy przez to teatr skrojony na potrzeby mieszczańskiej inteligencji: ambitny, ale bez buntowniczej estetyki, bazujący na klasycznym repertuarze i mocnym warsztacie aktorskim, który będzie odpowiadał na gusta różnorodnej publiczności. W repertuarze takiego teatru mogą znaleźć się zarówno farsy jak i ambitne spektakle polityczne czy performatywne. Choć TKM to raczej strategia instytucjonalna, Krofcie i Wojtyszko udało się wypełnić tę definicję za pomocą tylko jednego wydarzenia, które może stać się przyczynkiem do szerszej dyskusji o potrzebie letniej kulturalnej konsumpcji.
Widzowie znający „Sen nocy letniej” z łatwością zdołają podążać za fabułą przedstawienia wystawianego w ogrodach Zamku Królewskiego. W spektaklu Krofty bez trudu można rozpoznać lekką, uroczą i zabawną szekspirowską komedię pomyłek z domieszką komedii charakterów, których siłą napędową jest kilkoro – biorących udział w przedstawieniu – czołowych polskich aktorów teatralnych. Przed zbliżającym się ślubem króla Aten Tezeusza (Robert Jarociński) i Hipolity (Anna Lobedan) rodzi się konflikt między Egeuszem (Marcin „Sosna” Sosiński) a jego córką Hermią (Julia Totoszko). Ojciec chce, aby poślubiła Demetriusza (Robert Czerwiński), któremu – bez wiedzy dziewczyny – obiecał jej rękę. Hermia kocha jednak Lizandra (Piotr Napierała w dublurze z Dobromirem Dymeckim), który nie przypadł do gustu jej ojcu. Helena (Anna Smołowik), przyjaciółka Hermii, jest po uszy zakochana w Demetriuszu, ten jednak odrzuca jej zaloty. Hermia i Lizander, buntując się przeciwko Tezeuszowi i Egeuszowi, uciekają do lasu, w którego ostępach spierają się ze sobą królowa elfów Tytania (Anita Sokołowska w dublurze z Anną Dereszowską) oraz król elfów Oberon (Grzegorz Małecki). Ten, korzystając z pomocy Puka (Bartosz Bielenia w dublurze z Danielem Malcharem), chce upokorzyć żonę za odebranie mu jego ulubionego pazia. W tym samym czasie amatorska trupa teatralna, składająca się z ekscentrycznego Spodka (Wojciech Kalarus) i lekko przygłupich Ryjka (Wojciech Solarz w dublurze z Sebastianem Stankiewiczem) i Dudy (Adam Cywka w dublurze z Robertem T. Majewskim i Danielem Malcharem), pod wodzą Pigwy (Waldemar Barwiński w dublurze z Piotrem Napierałą) przygotowuje spektakl „Pyram i Tysbe”, który ma zostać zaprezentowany podczas uroczystości ślubnej Tezeusza i Hipolity. W wyniku fatalnych pomyłek w magicznym lesie rozegrają się wydarzenia, które na pewien czas wywrócą życie bohaterów do góry nogami.
Na chwilę przed stworzeniem przez zespół aktorski świata fantastycznej Grecji na scenie pojawiają się Wojciech Solarz i Adam Cywka. Ubrani w żółte kamizelki techniczne, z komediowo-kabaretowym zacięciem przedstawiają zgromadzonym pod gołym niebem widzom instrukcje dotyczące reakcji na niespodziewane anomalie pogodowe i zmiany temperatur. Chociaż twórcy mogli pominąć taki instruktaż, umieścić go na bilecie, przesłać mailem lub przekazać, używając głosu z offu, ich decyzja dotycząca teatralizacji komunikatu okazała się strzałem w dziesiątkę. Sprawiła, że jeszcze przed rozpoczęciem właściwej akcji spektaklu scena znalazła się w centrum uwagi widzów. Lekki, częściowo improwizowany skecz „ucząc bawi, bawiąc uczy”, a także – niczym w dobrej restauracji przed podaniem dania głównego – pełni funkcję przystawki i rozgrzewa twarze oraz gardła widzów przed solidną dawką różnorodnego, dobrze przemyślanego materiału komediowego.
Największą siłą i kołem zamachowym „Snu nocy letniej” jest utalentowana obsada. Na plenerowej scenie pojawiają się zarówno doświadczone osoby aktorskie, jak i młodsze aktorki oraz aktorzy, studenci czy niedawne absolwentki polskich uczelni. Osoby te nie tylko wnoszą klasyczny warsztat, który przydaje się przy inscenizacjach szekspirowskich komedii, ale dysponują również niezwykłą sprawnością ruchową, wokalną oraz elastycznością ekspresji, które odpowiadają na różnorodne wymagania stawiane przez dramat, a także koncepcję reżyserską. Oglądający przedstawienie mogą zauważyć, że zespół aktorski dobrze się czuje na scenie, bawi się tekstem i nie powstrzymuje się od improwizacji, ogrywając nawet niespodziewaną usterkę mikroportu, która sprowokowała Bartosza Bielenię do ściągnięcia Roberta Czerwińskiego ze sceny za nogi. Aktor wybrnął z trudnej sytuacji, nie bez wysiłku powstrzymując się od śmiechu, za co został nagrodzony gromkimi brawami.
Szekspir pod Gwiazdami nie jest projektem trwale łączącym się z jednym konkretnym teatrem ani strategią repertuarową, co mogłoby skutkować wpadnięciem w rodzajowość i sztampę. Twórcy wykorzystali niezależność produkcji na swoją korzyść. Spektakl Krofty i Wojtyszko uniknął również nadmiernego skupienia na aktorskich gwiazdach. Znane, popularne osoby, kojarzone przez widzów z filmu i telewizji, mogłyby przyćmić równie utalentowanych aktorów, na co dzień grających tylko w teatrze. Reżysersko-dramaturgiczny duet zadbał o to, aby każdy z artystów i każda z artystek, niezależnie od rozpoznawalności, mogli w pewnym momencie „błysnąć”, a sceny dwójkowe czy trójkowe służyły uwydatnieniu zespołowości przedstawienia. Dramaturżka jasno akcentowała cechy gatunkowe poszczególnych części dramatu. Dlatego, choć całość to po prostu dobrze zagrany dramat Szekspira, sceny z udziałem trupy teatralnej mają wyraźne zacięcie kabaretowe, a leśne perypetie bohaterów wzbogacone zostały nowoczesnymi układami tanecznymi Mileny Czarnik. Plenerowy „Sen nocy letniej” bardzo sprawnie odpowiedział na estetyczne potrzeby widzów, łącząc nawiązania do Mazurskiej Nocy Kabaretowej, trochę tańca, choreografii i klasyczny, konsekwentnie wzbraniający się przed farsowością warsztat aktorski z genialnym, sprawnie opracowanym przez dramaturżkę, tekstem Szekspira.
Znakomitym urozmaiceniem było bardzo śmiałe użycie autorskiej muzyki Daniela i Kamila Malcharów oraz Daniela Cebuli-Orynicza, która łączyła elementy muzyki klasycznej z elektroniką. Uwagę przyciągały także kostiumy autorstwa Matyldy Kotlińskiej (która zaprojektowała też scenografię). Stroje przeznaczone dla mieszkańców Aten eklektycznie łączyły nawiązania do kreacji znanych z pokazów mody z klasycznym designem teatralnym, a leśne elfy pojawiały się w szczególnego rodzaju ruchomych instalacjach artystycznych, kojarzących się z estetyką fantasy, jakby haute couture łączyło się z teatrem formy.
„Sen nocy letniej” Krofty nie jest spektaklem pozbawionym wad. Jego największym obciążeniem jest statyczna scenografia, złożona ze śnieżnobiałych zastawek i luster oddzielających kulisę od sceny, zdobiona jedynie dwoma bukietami kwiatów i liściastymi girlandami dekorującymi krawędzie przepierzeń. Tło, na którym występują aktorzy, aż się prosi o więcej zieleni, która przecież otacza widownię – prezentacja odbywa się w zamkowych ogrodach. Możliwe, że za taką decyzją scenograficzną stał jakiś pomysł – nad sceną wisi neon z imionami Tezeusza i Hipolity, co może sugerować, że część akcji toczy się w sali weselnej. Niezależnie od intencji twórców scenografia nie koresponduje jednak z bogatymi kostiumami postaci.
Siłą „Snu nocy letniej” jest z kolei jego przystępność. Twórcy nie traktują swoich widzów z wyższością ani nie karmią ich tanią farsą, która mogłaby zniechęcić do śledzenia perypetii Ateńczyków w magicznym lesie. Należy jednak pamiętać, że „Szekspir pod Gwiazdami” to teatr rozrywkowy. A także mieszczański – w znaczeniu, które pozwala rozpoznać w nim społeczne lustro, w którym miejska widownia przegląda się sobie, widząc własne zalety i wady. Skuteczności takiego założenia służy nie tylko wystawiany tekst Szekspira, ale także charyzma różnorodnego zespołu aktorskiego. W przedstawieniu Krofty każdy, niezależnie od gustu, znajdzie coś dla siebie. „Sen nocy letniej” nie jest jedynie kolejnym teatralnym wydarzeniem na letniej mapie Warszawy. Nie będąc formą taniej rozrywki ani nadmiernie ambitnym, niezrozumiałym dla większości społeczeństwa dziełem sztuki, przypomina, że znaczna grupa osób, które regularnie chodzą na spektakle, oczekuje od teatru ambitnej rozrywki. Czy to „teatr środka”? Zdecydowanie bardziej odpowiada mi określenie „teatr kulturalnego miasta”, choć odżegnuję się od pejoratywnego wydźwięku obu tych określeń. Mam nadzieję, że projekt „Szekspir pod Gwiazdami” zostanie na dłużej w letnim repertuarze teatralnym Warszawy i zainspiruje twórców o różnych wrażliwościach estetycznych do urozmaicania sezonu ogórkowego zarówno mieszkańcom miasta, jak i odwiedzającym je turystom.