Nr 2/2026 Na moment

Mikrozmiany tworzą makrorzeczywistość

Jan Karow Justyna Czarnota-Misztal Anna Galas-Kosil
Teatr Rozmowy

Z Justyną Czarnotą-Misztal, dyrektorką Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego, pedagożką teatru, trenerką, kuratorką i menedżerką kultury oraz Anną Galas-Kosil, kuratorką i menedżerką kultury, zastępczynią dyrektorki Instytutu Teatralnego ds. programowych, rozmawia Jan Karow.

Jan Karow: Spotykamy się tuż przed Wigilią. To czterysta szesnasty dzień Waszej dyrekcji w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego, która zaplanowana została na tysiąc dziewięćdziesiąt trzy dni. Powoli zbliżacie się do półmetka.

Justyna Czarnota-Misztal: W moim wyobrażeniu jestem raczej w jednej trzeciej dystansu… Ania dołączyła do mnie trzy miesiące później.

To jaka była ta pierwsza „jedna trzecia”?

J.C.M.: Mam nadzieję, że najtrudniejsze już za mną. To był czas poznawania całej instytucji – wcześniej dobrze znałam tylko pewną, specyficzną jej część. Pojawiłam się tu w listopadzie 2024 roku. Listopad w kulturze jest, jak wiadomo, trudnym miesiącem: dużo się dzieje, trzeba zamykać kończący się rok, a jednocześnie uszczegóławiać plany na kolejny (na których weryfikację jest niewiele przestrzeni). Pierwsze trzy miesiące wymagały działania w takim tempie i w takim napięciu, że dziś widzę je właściwie jako coś osobnego. Tak naprawdę dopiero teraz kończy się pierwszy rok, w którym przeszłyśmy z Instytutem Teatralnym pełen cykl: poznając instytucję, sprawdzając wiele obszarów, rozgrzebując różne sprawy i rozwiązując rozmaite problemy z przeszłości, a także docierając się z zespołem. Jestem przekonana, że dalej będzie już dużo łatwiej.

Anna Galas-Kosil: Ważnym kontekstem naszej dyrekcji jest to, że obie wcześniej tu pracowałyśmy. Chociaż ja miałam prawie ośmioletnią przerwę i kiedy w lutym 2025 roku weszłam do Instytutu, w ogóle nie miałam poczucia, że wracam w miejsce, które dobrze znam.

Tyle się zmieniło?

A.G.K.: Tak, i to nie tylko tutaj. Świat bardzo się zmienił. Kiedy odchodziłam, obowiązywał na przykład obieg dokumentów w papierze. Dziś w większości pracujemy w obiegu elektronicznym.

A co Wy chciałybyście zmienić?

A.G.K.: Wyodrębniłyśmy z Justyną trzy filary instytucji, które na tę chwilę uważamy za najważniejsze i którym chciałybyśmy poświęcić uwagę. Pierwszy to programy i konkursy, które prowadzi Instytut, drugi – Pracownia Dokumentacji Teatru, trzeci wiąże się z efektywnym wykorzystaniem narzędzi i wiedzy, którą dysponujemy. Przyszłyśmy z poczuciem, że chcemy przyjrzeć się programom i konkursom i ewentualnie zmieniać je tak, aby lepiej odpowiadały obecnej sytuacji środowiska teatralnego w Polsce. Niektóre po kolejnych edycjach były ewaluowane, inne nie, a taka ocena jest kluczem pozwalającym na wprowadzanie zmian. Zaczęłyśmy pracować nad tym, żeby programy i konkursy funkcjonowały we wzajemnych relacjach i uczyły się od siebie nawzajem. Jeśli ich zasady mogą być bardziej jasne i przejrzyste, będzie to przynosiło też korzyści ich beneficjentom.

A kim jest dla Was odbiorca działań i inicjatyw Instytutu?

J.C.M.: To bardzo szeroko rozumiane środowisko teatralne: osoby, które zajmują się teatrem instytucjonalnym, ale też teatrem niezależnym i amatorskim. Chcemy prowadzić projekty, badania, przygotowywać rekomendacje, wypracowywać standardy dla każdej z tych grup i we współpracy z ich przedstawicielkami i przedstawicielami. Jako Instytut pracujemy przede wszystkim z ludźmi teatru również po to, by mogli widzieć i świadomie budować publiczność teatralną. Choć nie jest to grupa, do której bezpośrednio adresujemy swoje działania, zależy nam na tym, by zainteresowani teatralni widzowie wiedzieli, czym zajmuje się Instytut, i kojarzyli realizowane przez nas programy.

Gdzie, przy tak szerokim spojrzeniu, jest miejsce dla Pracowni Dokumentacji Teatru?

A.G.K.: Archiwum – czyli Pracowania Dokumentacji Teatru – to perła Instytutu. Trafia tu wiele dokumentów z teatrów, a także pamiątki od osób prywatnych. Porządkujemy te zbiory oraz dygitalizujemy je, by były szeroko dostępne. Myślimy o korzystaniu z potencjału Pracowni i chcemy łączyć jej działania z praktyką naukowo-badawczą. Zależy nam na tym, żeby materiały i narzędzia Pracowni mogły stać się w jeszcze większy sposób inspiracją dla badaczy i badaczek teatru, a także innych naukowców, którzy wykraczają poza teatr albo spoza teatru do nas przychodzą. Jednym ze sposobów ich udostępniania jest Encyklopedia Teatru Polskiego, której audyt w tej chwili prowadzimy, żeby dowiedzieć się, czego potrzebują jej użytkownicy, a także w jaki sposób strategicznie planować jej dalszy rozwój. Stajemy przed różnego rodzaju wyzwaniami. Jedno z nich dotyczy możliwości korzystania ze sztucznej inteligencji, coraz częściej obecnej w naszej rzeczywistości.

Co masz na myśli, wspominając o zastosowaniu AI?

A.G.K.: Zastanawiamy się, jak korzystać z możliwości, jakie daje ta technologia, ale nie oddawać zarządzającym nią korporacjom naszych zasobów i zachować eksperckość. Jak wykorzystać to narzędzie, żeby służyło nam jako zespołowi, ale też badaczom, badaczkom i wszystkim użytkownikom. Rozważamy różne możliwości, ale nowe zadania wymagają też przygotowania sprzętowego – docelowo musimy na przykład dysponować większą i lepiej wyposażoną serwerownią. Wszystko to wymaga czasu i nakładów finansowych.

J.C.M.: Chcę podkreślić, że działamy dwutorowo. Wnikliwie przyglądamy się sytuacji i odpowiadamy na bieżące potrzeby, proponując konkretne zmiany oraz inicjatywy. Równocześnie jednak staramy się określać także cele nadrzędne, wieloletnie – bardzo zależy nam na tym, żeby były one wypracowywane wspólnie z zespołem Instytutu.

Postrzegamy instytucję jak organizm, który funkcjonuje, rozwija się i zmienia. Kiedy to dostrzegasz, zaczynasz się przyglądać jego pulsowi, sprawdzasz, jaki jest jego rytm. Ludzie, którzy tu pracują, dobrze rozumieją funkcjonowanie tego organizmu. Kiedy zaczyna się z nimi o tym rozmawiać, to wyłaniają się przestrzenie szczególnie życiodajne, w które warto inwestować czas i energię. Ważne jest to, żeby mądrze wprowadzać zmiany, które mogą dawać efekty nie na chwilę, ale na lata. To wymaga reorientacji myślenia o instytucji, ale też zmian w podejściu do sposobów pracy.

Taka zmiana to długotrwały proces, który może wymagać zaangażowania przez całą kadencję. Czy perspektywa trzech lat dyrekcji w instytucji, jaką jest Instytut Teatralny, pozwala na swobodę działania? Możecie w ogóle myśleć o realizacji projektów na dużą skalę?

J.C.M.: Jesteśmy realistkami. Staramy się nie myśleć o tym, co by było, gdybyśmy na przykład dysponowały horyzontem pięciu lat. Chcemy przekazać nasz sposób myślenia zespołowi. Zależy nam na tym, żeby ludzie, którzy tu pracują, dobrze poznali ścieżki, które im proponujemy, i mogli z nich korzystać także wtedy, kiedy nas już tu nie będzie.

A.G.K.: W kontekście strategii zarządzania dużo się teraz mówi o zarządzaniu zmianą. Jak przygotować instytucje czy organizacje do radzenia sobie ze zmianami – zarówno zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi. To projekt na dużą skalę, pozwalający na wypracowywanie długofalowej strategii, która będzie wykraczała poza kadencję, ale będzie jasna i klarowna dla osób pracujących w instytucji i przy realizowanych przez nią projektach.

Collage by Javier Vázquez on Flickr | CC BY-NC-SA 2.0

Czy – w kontekście myślenia w kategoriach zmiany – Instytut Teatralny jest dzisiaj instytucją stabilnie realizującą założone cele?

J.C.M.: Dysponujemy wieloma sprawdzonymi inicjatywami i mechanizmami, których warto się trzymać, żeby zachować ciągłość i stabilność. Instytut jest wartościową instytucją z punktu widzenia polskiej kultury. Przez dwadzieścia lat funkcjonowania to miejsce było sercem środowiska. Tę opinię podziela wiele osób, nawet jeśli część z nich twierdzi, że czasem biło ono wolniej albo nie po właściwej stronie. Wiemy, że ludzie na nas patrzą, są ciekawi, co robimy, w którym kierunku pójdziemy, i mają swoje zdanie na temat tego, co powinno się tu dziać. Ta instytucja ma swój puls i swój puls ma środowisko – staramy się jakoś do siebie dostrajać.

A.G.K.: Przy okazji ostatniego naboru do konkursu badawczo-wydawniczego, którego formułę zdecydowałyśmy się trochę zmienić, zobaczyłam, jak wiele osób proponuje projekty z nurtu practice as research. Chcą łączyć badania z praktyką, a to aktywność, dla której trudno znaleźć finansowanie. Zastanawiamy się również nad jakimś rodzajem wsparcia młodych badaczy i badaczek. Chciałybyśmy stymulować to środowisko, bo nie jest tajemnicą, że często osoby kończące studia teatrologiczne, również po doktoratach, oddalają się od teatru. Zastanawiamy się, jak wykorzystać Pracownię Dokumentacji Teatru i Encyklopedię jako stymulację dla działań badawczo-naukowych i wydawniczych. Jedną z wartości Instytutu jest to, że może funkcjonować pomiędzy nauką i akademią a praktyką artystyczną.

J.C.M.: Ważne jest dla nas dbanie, żeby ludzie realizujący swoje projekty nie byli sami. Na przykład żeby grupa recenzentek funkcjonująca przy programie OFF Polska miała przestrzeń, żeby ze sobą rozmawiać, rozwijać się. Wiedzą wymieniają się również beneficjenci tego programu. Podobnie jest też z innymi naszymi inicjatywami – stawiamy na budowanie grup widzących się i wspierających się nawzajem. Nie jest to nowa praktyka w Instytucie, szczególnie w Dziale Pedagogiki Teatru, choć nie tylko. Ania opisała dokładnie dwa z trzech wspomnianych filarów – trzecim jest produktywne korzystanie z narzędzi i wiedzy, która już jest w Instytucie; z wypracowanych tu mechanizmów i schematów, którymi można się dzielić i dzięki temu wspomagać rozwój środowiska.

A co ze współpracami międzynarodowymi?

A.G.K.: Jednym z interesujących nas obszarów jest promocja polskiej dramaturgii współczesnej. W 2025 roku dominowały w tym zakresie kraje hiszpańskojęzyczne – Hiszpania i Meksyk. Na promocję polskiej dramaturgii w Hiszpanii mamy dwuletni grant z programu „Kultura inspirująca”. To projekt, który został zainicjowany jeszcze przed objęciem dyrekcji przez Justynę. Ja zostałam do niego włączona na etapie składania aplikacji, kiedy jeszcze tutaj nie pracowałam. Widzę potencjał w promocji polskiej dramaturgii za granicą. Kiedy już zostałam dyrektorką, zgłosiły się do mnie osoby organizujące w Meksyku festiwal Drama Fest, z którymi prowadziłam rozmowy już kilka lat wcześniej. Teraz chcieli włączyć do programu polski nurt i szukali partnera merytorycznego oraz dofinansowania. To się udało. A nam pokazało, że jest tam potrzeba, możliwość i otwartość, żeby zasilić teatr polskimi dramatami oraz praktykami, na przykład pedagogiką teatru.

J.C.M.: Poprzednia dyrektorka Instytutu, Elżbieta Wrotnowska-Gmyz, ukuła dla tego miejsca hasło „Dom dramatu”. To się przyjęło w środowisku, więc nie może to być tylko chwilowe, modne hasło, ale idea, którą warto rozwijać. Z biegiem czasu pojawiają się nowe zagadnienia, którym trzeba się przyjrzeć. W kontekście dramaturgii to między innymi kwestie licencji i umów, praw do wystawień, ale również do tłumaczeń.

A.G.K.: Chcemy łączyć wątki. Instytut od wielu lat prowadzi Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej, który w rozmowie o promocji dramatopisarstwa może być jednym z punktów odniesienia. Dlatego w regulaminie tej edycji dopisałyśmy, że komisja będzie również rekomendować teksty do tłumaczenia. Jest szereg tekstów funkcjonujących w obiegu międzynarodowym, ale one były tłumaczone piętnaście lat temu. Brakuje przekładów nowych dramatów. Polski teatr ma w świecie wspaniałą markę. Są twórcy, którzy od piętnastu czy dwudziestu lat funkcjonują w międzynarodowym obiegu festiwalowym czy warsztatowym. To jest fundament, który może pomóc w promocji za granicą młodszych artystów, którzy operują nowymi językami i mają do powiedzenia ciekawe rzeczy o współczesnym świecie.

J.C.M.: To jeden ze sposobów wykorzystania wytworzonego w Instytucie know-how. Wspomnieliśmy już Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej, w którym spektakle ocenia kilkuosobowa komisja. Każda z osób wchodzących w jej skład, dzięki temu, że ogląda spektakle w całej Polsce, zyskuje ogromną wiedzę o bieżącym sezonie teatralnym. Dlatego pojawiła się myśl, żeby właśnie je zapytać, w których tekstach widzą potencjał do prezentacji za granicą. Podobne pytanie od tego roku będziemy stawiać osobom pracującym w Zespole Sterującym programu Teatr Polska. Zależy nam, żeby ci specjaliści i specjalistki tworzyli listę spektakli rekomendowanych do prezentacji w lokalnych domach kultury. Słyszymy głosy, że takie placówki często nie wiedzą, skąd brać dobre spektakle. Dlatego nawet nie dysponując większymi środkami, chętnie będziemy dzielić się wiedzą. Zależy nam na szukaniu rozwiązań, które są w zasięgu ręki, wystarczy połączyć kropki i analizować sytuację.

A.G.K.: Innym tego typu przykładem jest polska prezentacja na Praskim Quadriennale (Prague Quadrennial of Performance Design and Space), za którą od wielu edycji odpowiada Instytut. Najbliższa edycja tego wydarzenia odbędzie się w 2027 roku. Zaproponowałyśmy reprezentantom wydziałów i kierunków scenograficznych z uczelni w całej Polsce, żeby wspólnie zastanowić się, jak najlepiej wykorzystać tę część PQ, która dedykowana jest osobom studiującym. Dydaktyka scenografii zmienia się, a dziedzina ta szuka dla siebie miejsca w związku ze zmianami organizacji na akademiach, z wewnętrzną konkurencją, tworzeniem kierunków poświęconych nowym mediom i nowym technologiom. PQ to największe na świecie wydarzenie poświęcone szeroko rozumianej scenografii. Przez wsparcie młodych scenografek i scenografów chcemy podkreślić rangę i znaczenie tego zawodu.

Zostańmy przy bieżącym życiu teatralnym i wspomnianym konkursie na wystawienie polskiej sztuki współczesnej. Słyszę czasem opinie, że OKnWPSW stracił rację bytu, że spełnił swoje zadanie i nie ma sensu go kontynuować. Co odpowiecie na takie głosy?

J.C.M.: Taka opinia jest nam daleka. Zamiast z czegoś rezygnować, wolimy zastanawiać się nad tym, jak ulepszyć to, co już istnieje i ma swoją markę. Ale proponujemy zmiany – już teraz, i będziemy to robić konsekwentnie, również w oparciu o badania czy szeroką ewaluację. W ramach Teatr Polska prowadzimy badania mobilności teatrów, bo wydaje się, że możliwości wielu zespołów bardzo się zmieniły. Jestem bardzo ciekawa, do czego nas to zaprowadzi. Uważamy, że prezentacje spektakli poza miejscami, gdzie działa stały teatr, są bardzo ważne. Udało się pozyskać środki na dodatkowe objazdy spektakli powstałych w poprzednich edycjach programów OFF Polska i Przestrzenie Sztuki – Teatr. OFF Polska umożliwia wspieranie artystycznego, eksperymentalnego, poszukującego teatru niezależnego. Formuła Przestrzeni Sztuki zmieni się tak, że to teatry niezależne będą operatorami tego programu – tworzące je osoby najlepiej wiedzą, w jaką stronę chcą iść. W tym roku pojawiły się istotne korekty w regulaminie OKnWPSW. To nie tylko wspomniane przez Anię tłumaczenia dramatów, ale też, zaznaczona w preambule, troska o nowe sposoby promocji dramaturgii – nagrody i wyróżnienia będą przeznaczone dla teatrów wykazujących szczególną dbałość o stałą, regularną eksploatację spektakli opartych na nowych dramatach i adaptacjach współczesnej literatury. Te decyzje nie są może spektakularne. Myślę jednak, że przyczynią się do lepszej realizacji celów konkursu i przejrzystości jego zasad.

A.G.K.: Nie wyobrażamy sobie wprowadzania tak dużych zmian bez szerszej rozmowy ze środowiskiem i intensywnego, merytorycznego dialogu z naszym organizatorem, czyli z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W tym wypadku ważna jest świadomość dotycząca narzędzi służących kreowaniu polityki kulturalnej.

J.C.M.: Na Instytucie spoczywa także odpowiedzialność za środowisko teatralne. Dzięki konkursom osoby zajmujące się recenzowaniem docierają do różnych mniejszych miejscowości, komentują rzadziej opisywane spektakle spoza głównego nurtu.

To jeden z argumentów w dyskusjach nad sensownością konkursu. Może zastąpić go jakimś programem stypendialnym dla recenzentów, Nową Siłą Krytyczną 2.0?

J.C.M.: Przypomnę, bo może z dzisiejszej perspektywy nie jest to oczywiste: Nowa Siła Krytyczna powstała w 2006 roku jako alternatywa dla osób piszących w gazetach i pismach, ponieważ pojawiające się głosy recenzentów monopolizowały rynek krytyki w prasie branżowej i lokalnej. Była platformą dla nowych sposobów pisania o teatrze. Ta idea zrodziła się z protestu wobec tego, jak wygląda polski teatr i jak funkcjonowała krytyka. Dziś chyba jesteśmy w innym miejscu, prawda? Dyskutujemy raczej o zalewie tekstów pojawiających się w blogosferze czy istotności głosów w mediach społecznościowych. Nie wiem, na jaki problem odpowiadałoby zaproponowane przez ciebie rozwiązanie. Uważam, że w Polsce potrzebujemy więcej możliwości wyróżniania i doceniania różnych – szczególnie innowacyjnych – propozycji teatralnych. Każda nagroda jest istotna, a już szczególnie tak ważna jak w OKnWPSW. Nie bez znaczenia jest też kwestia prestiżu: kto przyjeżdża, jak buduje kontakt, co pisze, co zostaje zauważone w szerokim kontekście porównawczym. Siłą konkursu jest fakt, że komisja złożona z osób z różnych pokoleń, o różnym doświadczeniu, ogląda te same spektakle, a potem spotyka się i o nich rozmawia. Właśnie dlatego uważamy, że co roku tę drogę – która wymaga poświęcenia całego sezonu na teatralne podróże – powinny przechodzić inne cztery osoby. To inwestycja w ich rozwój. Stąd pomysł na otwarty i transparentny nabór członkiń i członków komisji. Chodzi nam o to, żeby nasze projekty działały jak najlepiej. Dlatego wprowadzamy mikrozmiany, starając się zachować w tym, co funkcjonuje od lat, wszystko, co najlepsze.

Poprawa tego, co już jest, jest istotna. A czy możemy spodziewać się czegoś nowego?

A.G.K.: Planujemy uruchomić grupę seminaryjną, której tematem będą zmiany w systemie teatralnym po 1989 roku. Jak mechanizmy kapitalistyczne wpłynęły na polski teatr? Co się stało z instytucjami? Z publicznością? Z repertuarem? Pojawiły się teatry prywatne, ale nadal mamy przecież prężnie działającą scenę niezależną oraz twórców i twórczynie, którzy kończą szkoły teatralne i wcale nie widzą swojej drogi zawodowej w obiegu instytucjonalnym. Ogromnym wyzwaniem jest obecnie refleksja nad percepcją i uwagą widzów. Mechanizmy kapitalistyczne bardzo nas indywidualizują, co stoi w kontrze do teatru wspólnotowego, który funkcjonował przed 1989 rokiem. Być może efekty tego seminarium zainicjują jakiś nowy, wieloletni projekt. Jednak na razie musimy zobaczyć, gdzie jesteśmy dzisiaj.

J.C.M.: Ja zrobię unik: specjalizuję się jednak w ulepszaniu tego, co jest, i chcę to podkreślać z całą mocą. W odniesieniu do tego, co powiedziała Ania, chcę jednak podkreślić, że wiele osób nie chodzi do teatru – bo nie są nim zainteresowani albo uważają, że nie ma teatrów w małych miastach. Chcemy się zastanawiać, w jaki sposób dowartościowywać to, co jest, i zachęcać potencjalnych odbiorców, żeby korzystali z tego, co mają na wyciągnięcie ręki, a czasem nie zdają sobie z tego sprawy. Teatr to nie tylko wielki budynek w dużym mieście. Teatr może być w każdym domu kultury. Skoro widziałaś popularnego aktora, to może teraz zechcesz zobaczyć inny rodzaj teatru, który także wszyscy finansujemy z publicznych środków, za które chcemy ponosić odpowiedzialność. Chcemy przyciągać ludzi do teatru. Teatr to doświadczenie. Teatr to spotkanie. Teatr to rodzaj więziotwórczej kontrpropozycji dla świata mediów antyspołecznościowych – jak się dziś czasem mówi. Jeżeli miałabym definiować dla nas jakiś wielki cel, to wiązałby się z tym, co możemy zrobić, żeby zainteresować teatrem nowych ludzi. Wydaje się, że okoliczności są świetne, by kuć to żelazo – wiele robi tu Michał Kotański, który prezentuje nowy, różnorodny repertuar w Teatrze Telewizji.

Kotański dysponuje „największą teatralną sceną świata”. W Instytucie jest jedna z najmniejszych. Jak dzisiaj myślicie o scenie Instytutu? Czy to miejsce na Interwencyjne Forum Teatralne, czy na prezentacje działań artystycznych?

J.C.M.: Ponieważ to jedyny zasób, który mamy, musi być i jednym, i drugim. Chcemy stwarzać okazje do spotkań środowiskowych. Możemy się dzielić tym miejscem z podmiotami, które nie dysponują taką przestrzenią. Może reżyserki czy dramaturdzy chcą zrobić konferencję albo mają inny pomysł? Zapraszamy – możemy pomóc. Salę teatralną kilka razy w miesiącu udostępniamy na preferencyjnych warunkach twórcom, którzy prezentują tu swoje spektakle. Dotychczas robiliśmy otwarty nabór, ale zapotrzebowanie środowiska jest ogromne, a ja nie chciałabym wzmacniać konkurencyjności. Będziemy się zastanawiać, jakie transparentne i jasne dla środowiska rozwiązanie zaproponować w kolejnym sezonie.

A.G.K.: W kraju brakuje scen impresaryjnych. Wiele projektów powstaje poza instytucjami, te zaś nie mają wypracowanych możliwości, które ułatwiałyby prezentacje czegoś, co nie powstało w ich strukturach. W Warszawie debaty na ten temat od lat inicjowało środowisko tańca. Ich efektem jest uruchomienie Pawilonu Tańca. Ale problem pozostaje dużym wyzwaniem. Odnosi się też do teatrów tworzonych przez osoby z doświadczeniem migracji i osoby uchodźcze. Widziałam w Finlandii budynki teatralne, które udostępniane są tylko teatrom nieinstytucjonalnym, grupom niezależnym i innym podmiotom prowadzącym działalność teatralną. Możemy dzielić się naszą sceną w Instytucie, ale to kropla w morzu potrzeb. Potrzebna jest szersza systemowa debata.

W listopadzie 2022 roku dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego IT dokonał zakupu budynku przy ulicy Kruczkowskiego, gdzie obecnie trwa jeszcze remont. W założeniu ma się tam przenieść część działów Instytutu. Jakie plany związane są z tym miejscem?

J.C.M.: To inwestycja, którą przejęliśmy w trakcie realizacji i kontynuujemy pracę naszych poprzedników. Zastanawiałyśmy się, które działy muszą zostać w naszej siedzibie na Jazdowie. Nowy budynek znajduje się na Powiślu, w oficynie, gdzie nie ma bezpośredniego wejścia od ulicy. Związana z tym decyzja, że nie przenosimy Czytelni, Księgarni ani Pracowni Dokumentacji, determinowała pozostawienie w tym samym miejscu całej działalności skupionej wokół książek i badawczo-naukowej. Przeprowadzać będziemy działy, które mogą pracować z ograniczonym dostępem do tych zasobów. Jest też planowana bardzo fajna sala konferencyjna, więc nie jest tak, że nie będzie tam otwartych działań merytorycznych – będą jak najbardziej. Jeśli chodzi o osoby pracujące w Instytucie, chcemy, aby mogły pracować w różnych miejscach, w obu naszych siedzibach – niezależnie od stałego miejsca pracy, jeżeli ktoś będzie robił coś w drugim budynku, będą tam wydzielone przestrzenie, które będzie można wykorzystać.

W 2024 zakładowa Inicjatywa Pracownicza w Waszej instytucji postawiła pytanie: „Po co nam Instytut Teatralny?”. Jak dziś brzmi odpowiedź na to pytanie?

J.C.M.: Jeśli pomyślimy, że środowisko sztuk wizualnych negatywnie odnosi się do braku podobnej instytucji działającej w ich polu, uświadamiamy sobie, jak ogromny mamy zasób. Jak długo trwają dyskusje na temat potrzeby wydzielenia tańca z kompetencji instytutu, który zajmuje się nim wspólnie z muzyką (NIMiT)? A my mamy instytut, który zajmuje się teatrem! To swego rodzaju skarb. Zachęcałabym wszystkie osoby tworzące środowisko teatralne, żeby patrzeć na Instytut Teatralny nie tylko jak na instytucję, która jest nam przynależna, ale też jak na wartość dodaną, o którą wszyscy musimy się troszczyć. Chciałabym, żeby takie podejście było wzajemne – my, pracując w Instytucie, troszczymy się o środowisko, a ta troska do nas wraca.