Nr 20/2025 Na teraz

Między innymi

Iga Skrzypczak
Teatr

„Inter Alia”, nowa sztuka Suzie Miller, miała swoją premierę na deskach londyńskiego National Theatre w lipcu tego roku. Podobnie jak poprzednie dramaty, ten również odnosi się do tematyki sądowej, co wynika bezpośrednio z wykształcenia autorki i jej doświadczenia zawodowego. Miller pracowała jako prawniczka specjalizująca się w prawach człowieka i sprawach karnych. Australijska dramatopisarka zdobyła rozpoznawalność na scenie międzynarodowej dzięki spektaklowi „Reasonable Doubt”, który miał premierę na Edinburgh Festival Fringe w 2008 roku, jednak największy rozgłos przyniósł jej dramat „Prima Facie”, którego inscenizacja w reżyserii Justina Martina obsypana została prestiżowymi nagrodami, w tym dwoma Olivierami i Tony – zarówno dla najlepszej oryginalnej sztuki dramatycznej, jak i dla najlepszej aktorki (za zapadający w pamięć występ Jodie Comer). Najnowszy tekst Miller, ponownie reżyserowany przez Martina, od początku budził spore oczekiwania, zwłaszcza z uwagi na nawiązania do „Prima Facie”, z którą tworzy dwie części zapowiadanej przez autorkę trylogii.

Kolejny raz centralną postacią dramatu jest kobieta robiąca zawrotną karierę w systemie brytyjskiego sądownictwa. W „Prima Facie” śledzimy losy adwokatki specjalizującej się w bronieniu mężczyzn oskarżonych o przestępstwa seksualne, natomiast główna bohaterka „Inter Alia”, Jessica Parks, jest sędzią Sądu Koronnego dokładającą wszelkich starań, by wydawać sprawiedliwe wyroki w sprawach podobnej materii, równocześnie zaznaczając wyraźnie swoje wsparcie dla ofiar. W tę rolę wciela się – powracająca po kilkunastu latach na sceny teatralne – zdobywczyni Złotego Globu oraz nominowana do Oscara za role filmowe Rosamund Pike („Zaginiona dziewczyna”, „Saltburn”).

Sam spektakl porusza kilka istotnych społecznie tematów, przede wszystkim wpisuje się w zyskującą coraz większą uwagę dyskusję wokół kultury gwałtu i jej źródeł. Sytuacja, w której znajdują się jego bohaterowie i bohaterki, oraz niektóre z przedstawionych w nim okoliczności budzą uzasadnione skojarzenia z głośnym niedawno miniserialem „Dojrzewanie” Jacka Thorne’a i Stephena Grahama. Mimo wyraźnych różnic estetycznych podobieństwo motywów może budzić obawę o wtórność rozwiązań fabularnych czy potencjalnych wniosków względem światowego hitu Netflixa. Jednak postać głównej bohaterki i jej perspektywa nadają spektaklowi unikatowy charakter i poszerzają pole refleksji nad podjętą tematyką. Przedstawione wydarzenia obserwujemy bowiem przede wszystkim oczami kobiety – sędzi, feministki i matki – która poruszając się na co dzień pomiędzy różnymi rolami, pewnego dnia musi się zmierzyć z sytuacją, gdy jej wkraczający w dorosłość syn zostaje oskarżony o gwałt na koleżance.

Jessica Parks od początku jawi się jako postać celowo przerysowana – w pierwszych scenach, których akcja toczy się w sali sądowej, pojawia się w oprawie typowej dla gwiazdy rocka: z mikrofonem w ręce i neonami w tle. Bohaterka swoimi płomiennymi przemowami i charyzmą rozbija linię obrony, czemu towarzyszą dźwięki gitary i perkusji. Jest świadoma wszystkich niuansów składających się na skostniały, oparty na patriarchalnych zasadach system prawny i przychodzi do sądu po to, aby z nim efektywnie walczyć. Dalsze sekwencje prezentują kolejne twarze bohaterki, starającej się osiągnąć podobną doskonałość na każdej płaszczyźnie swojego życia – zwłaszcza jako żona i matka. Mimo wyraźnie profeministycznej postawy Jessica w życiu prywatnym wpisuje się w – utrwalony w konserwatywnym paradygmacie – stereotyp gospodyni domowej, a rażąco nierówny podział obowiązków sprowadza jej rolę do usługiwania mężowi. Zachowanie bohaterki i wygłaszane przez nią komentarze w wielu momentach wzbudzają śmiech publiczności – w większości przypadków zupełnie uzasadniony, ponieważ dramat (szczególnie w pierwszej części) obfituje w żarty słowne oraz sceny, w których napięcie rozładowywane jest humorem. Całkowite poświęcenie sędzi Parks i jej próby osiągnięcia perfekcji w każdej roli sprawiają, że w swoich reakcjach często wypada niemalże karykaturalnie. Nie można jednak traktować tego jako argumentu podważającego to, w co wierzy.

Postać protagonistki przedstawienia nie służy obnażeniu feminizmu jako systemu wartości i zestawu przekonań, który może się załamywać pod wpływem czynników takich jak presja społeczna czy konflikt ról. Mimo to wiele scen wydaje się zaprzeczać wizerunkowi kobiety w pełni wyemancypowanej i odrzucającej wszelkie przejawy patriarchatu (hasła na przygotowanych przez NT gadżetach reklamowych krzyczą podobnie jak Jessica: „The fucking PATRIARCHY!”). Pomimo wyraźnych deklaracji światopoglądowych, które wygłasza na sali sądowej czy przekazuje swojemu synowi podczas rozmów wychowawczych, bohaterka notorycznie przejawia bierność wobec nierówności, na które bez większego wahania wydaje się zgadzać we własnym małżeństwie. Niemal samodzielnie wykonuje wszelkie obowiązki domowe – gotuje, prasuje, sprząta, przygotowuje przyjęcie – podczas gdy mężczyźni w jej rodzinie są takich zadań praktycznie pozbawieni. Jest też zawsze gotowa, by odpowiedzieć na potrzeby męża – nie daje sobie prawa do zmęczenia, uprawia seks, nawet jeśli akurat nie sprawia jej to przyjemności (choć próbuje samą siebie przekonywać, że jest inaczej), i udaje orgazm, starając się wymazać sprzed oczu sceny gwałtu z nagrań obejrzanych na sali sądowej.

W końcu widzimy ją również w momencie, kiedy staje przed przerażającym dylematem moralnym, będącym prawdopodobnie jednym z największych koszmarów każdego rodzica, i mierzy się z druzgocącym poczuciem rozpadu systemu wartości, w który wierzyła. Z jednej strony myśli nadal jak sędzia walcząca o sprawiedliwość oraz jak kobieta empatyzująca z ofiarą, ale jednocześnie zaczyna przyjmować perspektywę matki starającej się chronić swoje dziecko. A nawet – jak przedstawicielka obrony analizująca luki i mankamenty systemu prawnego – obmyśla strategie zwiększające szanse na skuteczne doprowadzenie do uniewinnienia oskarżonego. W ten sposób mimowolnie przyjmuje postawę, z którą na co dzień stara się walczyć w sądzie.

Jasper Talbot (Harry), Rosamund Pike (Jessica) and Jamie Glover (Michael) in Inter Alia at the National Theatre. (c) Manuel Harlan

Liczne momenty ujawniające paradoksalne położenie postaci protagonistki nie dyskredytują jej ani nie przekreślają jej szczerych intencji, ponieważ motywowana jest tragicznymi okolicznościami. Parks zdaje sobie sprawę, że nie może popełnić żadnego błędu. Nie powinna też działać przesadnie doskonale – wówczas ktoś mógłby poczuć się dotknięty jej sukcesem. Chociaż jako sędzia rozstrzyga w sprawach innych osób, na wielu płaszczyznach sama poddawana jest ciągłej ocenie: zarówno cudzej, jak i – co wprost przyznaje – własnej. W pewnym momencie mówi, że jako matka zawsze czuje się winna. Zwraca tym samym uwagę na drugi z kluczowych problemów najnowszej sztuki Miller, czyli rodzicielstwo. Naturalne wydaje się dążenie matki do takiego wychowania dzieci, by uchronić je przed przemocą oraz nie dopuścić, by stały się jej sprawcami. To dylematy, z którymi Parks mierzy się przez całe życie, co ilustrują retrospekcje ukazujące sytuacje z dzieciństwa jej syna Harry’ego. Jessica, będąca jednocześnie bohaterką i narratorką spektaklu, wraca do konkretnych momentów, które szczególnie zapadły jej w pamięć jako matce. Zabiera widzów w przeszłość, dzięki czemu – pozostając w tej samej przestrzeni – obserwujemy rozmowy głównej bohaterki z synem, którego reprezentuje charakterystyczna żółta kurtka. Głosu udziela mu Pike, wypowiadająca kwestie wszystkich bohaterów retrospektywnych scen. Widzimy, jak Jessica dokłada wszelkich starań, by zapewnić dziecku potrzebne wsparcie i nauczyć je szacunku dla drugiego człowieka. Mimo to każda taka sytuacja naznaczona jest poczuciem niewystarczalności lub niedoskonałości podejmowanych przez nią działań, do czego przyznaje się wprost, komentując własne wspomnienia i zwracając uwagę na popełnione błędy.

Głównej bohaterce towarzyszy pełne spektrum różnorodnych emocji i stanów psychicznych, które Pike w imponujący sposób ukazuje na scenie. Tak wiarygodnie wypada w roli charyzmatycznej prawniczki, że trudno oderwać od niej wzrok. A przecież w spektaklu National Theatre odgrywa więcej niż jedną rolę, prowadząc także (auto)narrację i użyczając głosu innym postaciom, które nie zostały obsadzone przez innych aktorów – przyjaciółce i współpracownikom Parks czy wspomnianej młodszej wersji jej syna (ze wspomnień). Na scenie śpiewa, prezentuje ruchy taneczne, zmienia kostiumy i łapie w biegu rzucane przez innych aktorów przedmioty, ani na chwilę nie tracąc przy tym tempa. Imponuje niespożytymi pokładami energii i ogromną świadomością artystyczną. Pike przyćmiewa partnerujących jej aktorów, gdyż sztuka jest tak silnie zorientowana wokół głównej bohaterki, że daje pozostałym nieproporcjonalnie mało możliwości pogłębienia profilu psychologicznego postaci. Mimo to dobrze wypadają także Jasper Talbot jako nieporadny życiowo syn Jessiki oraz Jamie Glover w roli jej egocentrycznego męża Michaela. W wybranych scenach pojawiają się postacie dzieci – młodszy Harry ze wspomnień bohaterki oraz jego przyjaciele – których obecność podbija emocjonalny wydźwięk całej historii.

Decyzje reżyserskie Martina pozwalają na sprawne ukazywanie kolejnych zwrotów akcji. Przeżycia bohaterki i przemiany jej osobowości podkreślane są przez zmiany organizacji sceny. Scenografia Miriam Buether łączy elementy realistycznie ukazanego wnętrza salonu Jessiki z symbolicznymi odniesieniami do przestrzeni sądu oraz ciemnego lasu. Pod neonowym emblematem brytyjskiego Crown Court sędzia Parks przypomina gwiazdę rocka. Kluczowe wydarzenia rozgrywają się również w mrocznym lesie, w który – dzięki wykorzystaniu ruchomych elementów – zamienia się scena. Taki układ przestrzenny odzwierciedla emocje bohaterki uświadamiającej sobie trudną prawdę o własnej rodzinie – pozornie przytulny dom zostaje tu skontrastowany z leśnymi ostępami symbolizującymi lęk, zagubienie i niepewność. Wrażenie niepokoju podbija praca świateł (Natasha Chivers) oraz muzyka Erin LeCount i Jamesa Jacoba (Jakwoba).

Nie ulega wątpliwości, że „Inter Alia” ma szansę na sprowokowanie ważnej dyskusji jako wyrazisty głos w sprawie odpowiedzialnego rodzicielstwa, przemocy, kultury gwałtu oraz patriarchatu w kontekście obowiązującego systemu prawnego. Miller, przez lata aktywna zawodowo jako prawniczka, deklaruje, że przed napisaniem tego dramatu przeprowadziła wiele rozmów z kobietami sędziami. Utwierdziły ją one w przekonaniu, że taka ścieżka kariery wciąż wymaga przebijania się przez skostniałe struktury genderowe, klasowe i rasowe. W oficjalnym programie przedstawienia znalazły się dane statystyczne odnoszące się do problemów, do których nawiązuje „Inter Alia”, między innymi informacja, że w 2024 roku Sąd Koronny rozpatrywał ponad trzy tysiące spraw związanych z przestępstwami seksualnymi i że zwiększył się udział dzieci w sprawach karnych, a także krótka historia kobiet pracujących w zawodach prawniczych. Umieszczono tam również informacje dotyczące zaangażowania dzieci i młodzieży w social media (wraz z ryzykiem natrafienia na nieodpowiednie strony) zestawione ze wskaźnikami niskiego stopnia kontroli ich aktywności w sieci przez rodziców i opiekunów. Choć w tekście dramatu wyraźnie wyczuwalny jest element dydaktyczny, nie padają w nim bezpośrednie postulaty czy propozycje rozwiązań poruszanych kwestii. Również odpowiedź na pytanie o to, dlaczego doszło do tragedii, która spotkała dziewczynę o imieniu Amy, może – na tle innych produkcji poruszających podobne tematy – wydawać się wtórna, choć wciąż ma znaczenie. Jakość samego spektaklu sprawia jednak, że „Inter Alia” jest ważnym głosem w dyskusji, jak wychowywać kolejne pokolenia (zwłaszcza chłopców) i jaką postawę społeczną przyjąć, by zatrzymać dalsze eskalowanie przemocy, mającej swoje źródła w kulturze, która wciąż się nie uwolniła spod jarzma patriarchatu.

Miller upomina się o sprawiedliwość dla ofiar. Wyraźnie, choć nie bez ironii, dba także o reprezentację kobiet, tak często rozdartych pomiędzy różnymi rolami społecznymi, w które muszą się wcielać. Jedna z nich zakłada przyjmowanie na siebie win innych osób – również tych, które odpowiadają za problemy w wymiarze systemowym.

Suzie Miller
„Inter Alia”

reżyseria: Justin Martin

scenografia i kostiumy: Miriam Buether 
światła: Natasha Chivers 
muzyka: Erin LeCount, James Jacob PKA Jakwob 
reżyseria muzyczna: Nick Pinchbeck 

Lyttelton, National Theatre, Londyn
premiera: 10.07.2025

„Inter Alia” była grana na scenie londyńskiego National Theatre od 10 lipca do 13 września. W październiku spektakl trafi do wybranych polskich kin w ramach cyklu NT Live.