Nr 2/2026 Na teraz

Linia życia

Jan Brzozowski
Film

29 stycznia 2024 roku rodzina Hamadów próbowała wydostać się z bombardowanej dzielnicy Tel al-Hawa w strefie Gazy. Na swojej drodze spotkała jednak izraelski oddział wojskowy – żołnierze natychmiast otworzyli ogień, nie zważając na to, że czarną Kią Picanto podróżują bezbronni cywile. Większość pasażerów zginęła od razu. Kiedy Omar al-Qam, dyspozytor z Palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca – organizacji humanitarnej, zajmującej się niesieniem pomocy w strefie Gazy – odebrał telefon z błaganiem o pomoc, przy życiu pozostały tylko pięcioletnia Hind Rajab i jej piętnastoletnia kuzynka Layan. Jedną serię z karabinu później Hind była już w samochodzie sama. Przez następnych kilka godzin wolontariusze gorączkowo próbowali zorganizować dziewczynce bezpieczną drogę ewakuacji.

Historia Hind Rajab odbiła się szerokim echem w zachodnich mediach. Przyczyniły się do tego nie tylko wiek dziewczynki i wyjątkowo tragiczne okoliczności jej śmierci, ale również fakt, iż w mediach społecznościowych na bieżąco pojawiały się fragmenty rozmów telefonicznych z Hind i dramatyczne nagrania z siedziby PCP. Desperacka próba ratunku udokumentowana została niemalże co do sekundy. Omar i jego współpracownicy wierzyli, że publikacja tego typu materiałów może wywołać międzynarodowe poruszenie, a w konsekwencji – wywrzeć presję na przedstawicielach izraelskiej władzy.

Młoda Palestynka szybko stała się postacią-symbolem, kimś na wzór współczesnej Anny Frank, ucieleśniając cierpienie niewinnych i najbardziej bezbronnych ofiar ludobójstwa. Kino zainteresowało się jej historią bardzo szybko. Tylko w 2025 roku powstały aż trzy filmy fabularne poświęcone ostatnim godzinom życia Hind Rajab. Dwa z nich, „Close Your Eyes Hind” Amira Zazy i „Hind Under Siege”, które nakręcił Naji Salameh, to krótkie metraże, będące drobiazgową rekonstrukcją zdarzeń z perspektywy uwięzionej w samochodzie dziewczynki. Kaouther Ben Hania, reżyserka pełnometrażowego „Głosu Hind Rajab”, postanowiła podejść do sprawy od zupełnie innej strony.

Narrację filmu Tunezyjka osnuła wokół tytułowego głosu. Nie licząc pojawiającego się w kilku ujęciach zdjęcia, młodziutkiej Hind nigdy tak naprawdę nie widzimy. Jej personifikacją stają się cyfrowe fale dźwiękowe, zajmujące niekiedy całą płaszczyznę ekranu. W najbardziej dramatycznych fragmentach przypominają one linię życia – dopóki falują, dopóty mamy pewność, że po drugiej stronie wciąż znajduje się rozmówca. Kamera nie opuszcza siedziby PCP. Reżyserka skupia uwagę na czwórce wolontariuszy – Omarze, Ranie, Nisreen i Mahdim – odpowiedzialnych za koordynację akcji ratunkowej. Wydarzenia fabularne napędzane są przez kolejne rozmowy telefoniczne. Bohaterowie tłoczą się przy komputerze i wymieniają słuchawkami – kiedy jeden przestaje wytrzymywać psychicznie, ktoś inny przejmuje pałeczkę. Połączenia rwą się, zagłuszane przez izraelski wywiad wojskowy. W odgłosach, które do nas docierają, skupia się jednak, niczym w soczewce, cały terror wojny: wystrzały z broni palnej mieszają się z przerażonym głosem dziecka, ściśniętego w aucie z martwymi ciałami najbliższych.

Przyjęta przez Ben Hanię perspektywa sprawia, że historia Hind w żadnym momencie nie zamienia się w krwawy spektakl. Zamiast tego film Tunezyjki uwypukla biurokratyczne, niemalże kafkowskie piekło, przez które musieli przejść wolontariusze z PCP. Samochód, w którym utknęła Hind, znajdował się zaledwie osiem minut drogi od najbliższego ambulansu organizacji – koordynacja działań z izraelską armią, za pośrednictwem Czerwonego Krzyża i ministerstwa zdrowia, zajęła jednak ponad trzy godziny. Seansowi „Głosu Hind Rajab” towarzyszy przede wszystkim uczucie potwornej bezsilności. Odbiorca postawiony zostaje niejako w sytuacji bohaterów – świadkuje cierpieniu małej dziewczynki, wiedząc doskonale, że samemu nie jest w stanie nic zdziałać.

Ben Hania konsekwentnie używa w swoim filmie prawdziwego głosu Hind Rajab, przeplatając fabularną rekonstrukcję fragmentami udostępnionych przez organizację archiwaliów. Głosy aktorów i autentycznych wolontariuszy często zlewają się w jedno, powtarzając te same słowa otuchy i wsparcia, byle tylko wlać w dziewczynkę odrobinę nadziei.

Mat. prasowe SNH | American Film Festival

W zdecydowanie najlepszej scenie całego filmu Tunezyjka stosuje najmocniejszy chwyt formalny. Kiedy jedna z bohaterek sięga po telefon, aby zarejestrować fragment rozmowy, na ekranie smartfona pojawia się zamiast twarzy aktorów autentyczne nagranie z mediów społecznościowych PCP, odtworzone przez reżyserkę w skali jeden do jednego. Granica pomiędzy fikcją a rzeczywistością zostaje na moment zatarta również na poziomie wizualnym. Trudno o bardziej dosadne przypomnienie, że wszystko to, co oglądamy na ekranie, wydarzyło się naprawdę.

Widzów śledzących twórczość autorki „Człowieka, który sprzedał swoją skórę” obecność podobnych, deziluzyjnych zabiegów raczej nie zaskoczy. W swoim poprzednim filmie, Czterech córkach”, Ben Hania pozwalała sobie na jeszcze śmielsze eksperymenty, kreując coś na wzór psychodramy: dokumentalne ujęcia łączyła z rekonstrukcją, w ramach której członkinie rodziny Chikhaoui pojawiały się obok aktorek odgrywających role ich zaginionych sióstr. Efekt był piorunujący – wspomnienia powracały do bohaterek w czasie rzeczywistym, a złamana przez religijny fundamentalizm rodzina mogła się zjednoczyć ponownie za pośrednictwem wykreowanej przez reżyserkę fikcji.

W „Głosie Hind Rajab” Ben Hania odwraca proporcje do góry nogami. Jeżeli „Cztery córki” były dokumentem z elementami fabuły, to tym razem mamy do czynienia z fabułą z elementami dokumentu. W obu przypadkach fikcja i nie-fikcja pracują razem na sukces filmu, wspierając się wzajemnie tam, gdzie ich ograniczenia – etyczne, techniczne, emocjonalne – stają się najbardziej widoczne.

Strategię niepokazywania wojny Ben Hania przełamuje dopiero w zakończeniu, przywodzącym na myśl ostatnie minuty „Walca z Baszirem”. Podobnie jak Ari Forlman, Tunezyjka wykorzystuje w nim strzępy materiałów telewizyjnych – to za ich pośrednictwem przenosimy się w sam środek pobojowiska, które do tej pory jedynie słyszeliśmy. Widzimy wrak czarnej Kii Picanto, podziurawiony przez 335 pocisków z izraelskich karabinów maszynowych, oraz to, co zostało z wysłanego do dziewczynki ambulansu. To chwyt stanowczy, ale zrozumiały, jako że powstaniu „Głosu Hind Rajab” towarzyszyła podobna intencja, co upublicznieniu nagrań przez wolontariuszy PCP: aby na przykładzie tragicznej historii jednostki przypomnieć światu o barbarzyństwie, którego ofiarami padają palestyńscy cywile w strefie Gazy. Barbarzyństwie dokonującym się dzień w dzień, na naszych oczach.

„Głos Hind Rajab”
reż. Kaouther Ben Hania
premiera: 29.01.2026