Istnieje pewien powód, dla którego zachodnioeuropejskie feministki zaczęły myśleć i pisać o pracy w takim, a nie innym, historycznie określonym momencie. Ma to mianowicie związek z kapitalizmem. Wyłonienie się kapitalistycznych stosunków społecznych w szesnasto- i siedemnastowiecznej Anglii oraz ich wdrożenie i utrwalenie się w Wielkiej Brytanii, na kontynencie i w koloniach w ciągu następnych 150 lat, wymagało dramatycznego i rzadko obywającego się bez przemocy dogłębnego przeobrażenia życia zawodowego pracujących ludzi. Charakter wykonywanej przez ludzi pracy, pory dnia, w których ją wykonywali, to, z kim i dla kogo pracowali oraz powody, dla których pracowali, zmieniły się radykalnie. Praca będąca niegdyś środkiem służącym utrzymaniu życia stała się odtąd równocześnie środkiem panowania nad życiem.
[…]
Kapitalizm radykalnie zmienił stosunek człowieka do pracy i życia, który to fakt przez całe swe życie starał się wyjaśnić Marks. I choć zdołał on poddać kapitalistyczne formy pracy błyskotliwej i druzgocącej krytyce, w swych badaniach opierał się na szerszych, ponadhistorycznych założeniach głoszących, że praca jest warunkiem wstępnym ludzkiego życia jako takiego. Docieczenie, co takiego sam przez to rozumiał, pozwoli uzyskać wgląd w szczególny charakter związku, jaki łączy kobiety z pracą, życiem i kapitałem.
Marks dochodzi do własnego ujęcia problemu pracy i życia, zastanawiając się nad umiejscowieniem człowieka w obrębie i wobec przyrody. Nie jest to bynajmniej jałowe dociekanie. Wzorem pozostałych teoretyków społecznych, Marks dążył do zrozumienia dynamiki ludzkich społeczeństw. Jego zdaniem społeczeństwo nie byłoby możliwe bez współdziałania człowieka ze światem przyrody. Zamiast jednak postrzegać społeczeństwo i przyrodę jako dwie odrębne lub przeciwstawne sobie rzeczywistości, w swych analizach wychodzi od podkreślenia ich jedności, a wręcz tożsamości. Innymi słowy, byty, procesy i instytucje powołane do tego, by służyć ludzkim celom, wytwarzane są z surowca pochodzącego z nie-ludzkiego, materialnego świata, na który składają się rośliny, zwierzęta, ziemia, woda i klimat – a zarazem stanowią jego nieodłączny element.
Zdaniem Marksa świat społeczny jest nie tylko częścią szerszego świata przyrody, z którym ludzie również wchodzą w interakcje, ale również sami ludzie wywodzą się z tego świata i do niego należą. Ludzie są przyrodą. W rękopisach poświęconych ekonomii i filozofii Marks zauważa: „Człowiek żyje przyrodą, znaczy to: przyroda jest jego ciałem, z którym musi pozostawać w nieustannym procesie, by nie umrzeć. To, że fizyczne i duchowe życie człowieka jest nierozdzielnie związane z przyrodą, znaczy tyle tylko, że przyroda jest nierozdzielnie związana z sobą samą, gdyż człowiek jest częścią przyrody”.
Doprowadziło to Marksa do sformułowania hipotezy, że istnienie człowieka i reprodukcja życia ludzkiego zależą od jego zdolności do „przyswojenia sobie materii przyrody w postaci przydatnej dla swego własnego życia”. Choć mogłoby się wydawać nieco dwuznaczne, określenie „przyswajać sobie” w tym ustępie nie wskazuje na akt zwykłego przejęcia czy wzięcia czegoś na własność (jak wtedy, gdy Marks odnosi się do przywłaszczenia kapitalistycznego). Oznacza raczej wytwarzanie – „praktyczną działalność ludzką”, czyli pracę w najszerszym sensie. Życie człowieka nie może obyć się zatem bez wytwórczego przyswojenia sobie tworów oceanów, jezior, pól i lasów w zamiarze wytworzenia żywności, schronienia, odzienia i wszelkich innych potrzebnych mu dóbr. Jednak, jak zauważa Marks, tym samym człowiek i ludzkie społeczeństwo są (muszą być) zarazem czymś odrębnym od świata przyrody. Są wobec tego zarówno częścią natury, jak i czymś wobec niej zewnętrznym.
W odróżnieniu od większości nie-ludzkich zwierząt, człowiek w sposób świadomy bierze udział w wytwórczym przyswajaniu. Wchodzi w interakcje z naturą nie tylko instynktownie, ale ze świadomością własnych potrzeb oraz umiejętnościami i zamiarem opracowania konkretnych sposobów ich zaspokajania. Jest to coś, co odróżnia, jak pisze Marks, tkacza od pająka, budowniczego od pszczoły: zdolność do urzeczywistnienia idei i wyobrażeń w biofizycznym współdziałaniu z przyrodą, niezbędnym do przetrwania człowieka. Oto istota ludzkiej pracy jako takiej.
Praca, jako nieuchronny warunek wstępny ludzkiego życia, jest ponadczasową, egzystencjalną rzeczywistością – „wieczną, naturalną koniecznością ludzkiego życia […], niezależną od jakiejkolwiek szczególnej formy tego życia”. Jednak właśnie dlatego, że praca jest świadomym, praktycznym działaniem, jest również warunkiem wstępnym i podłożem dziejów człowieka. Twierdzenie, że praca (bądź wytwórczość) są historyczne, oznacza po prostu, że są one kształtowane przez świat społeczny i są zarazem narzędziem jego kształtowania (nie zaś dziełem jakichś sił przyrody czy boskich mocy). Praca w szczególności wprawia w ruch niedookreśloną, nieustannie zmieniającą się dialektyczną relację między podmiotami ludzkimi a kształtującymi ich świat warunkami: „Oddziałując za pośrednictwem tego ruchu na istniejącą poza nim przyrodę i zmieniając ją, człowiek zmienia zarazem swoją własną naturę. Rozwija drzemiące w niej moce i podporządkowuje grę tych sił swej własnej zwierzchności”.
Twierdzenie, że człowiek „podporządkowuje grę tych sił [przyrody] swej własnej zwierzchności”, dziś rzuca się w oczy i może nam wydać się oczywistym dowodem na to, że Marks nawołuje do zawładnięcia przyrodą dla urzeczywistnienia ludzkich planów, bez względu na wiążące się z tym przedsięwzięciem koszty. Takie odczytanie sprzeniewierzałoby się jednak intencjom całego jego dzieła, Marks zakłada bowiem, że stosunek między człowiekiem a przyrodą polega na wymianie materii [Stoffwechsel]: jako należące do świata natury, ucieleśnione istoty, ludzie istnieją wewnątrz szerszego ekosystemu, a zatem ich przetrwanie zależy od przetrwania całości systemu. Z czego Marks doskonale zdaje sobie sprawę, mimo przywoływanych przezeń obrazów, ludzie w istocie nie sprawują „zwierzchności”. Nie są – i być nie mogą – bez końca, nieustępliwie tępymi wytwórcami. Ich moce twórcze bowiem nieustannie napotykają granice szerszego systemu. Przykładowo: żyzność gleby, obfitość minerałów, liczba dostępnych producentów czy kapryśność klimatu są czynnikami przyrodniczymi, wyczerpywalnymi zasobami świata, które wyznaczają realne granice produkcji.
Warunki przesądzające o tym, co zostanie, a co nie zostanie wytworzone, oraz o tym, w jaki sposób zorganizowany zostanie proces produkcji i reprodukcji życia i świata, nie są jednak czymś po prostu przyrodniczym. Mają również charakter społeczny. Kiedy Marks pisze, że „[L]udzie sami tworzą swoją historię, ale nie tworzą jej dowolnie, nie w wybranych przez siebie okolicznościach, lecz w takich, jakie już zastali, w okolicznościach danych i przekazanych. Tradycja wszystkich zmarłych pokoleń ciąży jak zmora na umysłach żyjących”, nawiązuje do społecznych stosunków zależności i autonomii, panowania i wolności, istniejących między ludźmi. Te społeczne stosunki składają się również na całościowy ekosystem, a także w zasadniczym zakresie kształtują możliwości „wytwarzania własnego życia przez istoty ludzkie”, jak ujmuje to Mies.
Oto podstawowe założenie materializmu historycznego: ludzka praca – praktyczne, świadome współdziałanie ludzi ze światem przyrody, którego są częścią – tworzy społeczne procesy i stosunki, które z kolei determinują procesy i stosunki owej pracy. Nasze pojmowanie tych stosunków nie może więc się obyć bez zrozumienia pracy, tak jak nasze pojmowanie pracy nie może obyć się bez zrozumienia świata społecznego. „Praca” w tym ujęciu nieustannie poszerza swój zasięg. Obejmuje wszystko to, co ludzie robią, by stworzyć sobie cały swój świat – nie tylko pracę wykonywaną na rzecz feudalnych panów czy kapitalistów. Gracowanie pól, montowanie samochodów czy wydobywanie węgla bez wątpienia stanowi również część tej pracy. Ale należą do niej również takie czynności jak wycieranie czyjegoś nosa, sprzątanie naczyń ze stołu, pisanie wierszy czy organizowanie wypraw w celu obserwowania ptaków. Jak przekonamy się w kolejnych rozdziałach, to właśnie ta zdolność pracy do nieustannego poszerzania swego zasięgu działa tak silnie na wyobraźnię feministek – zarówno jako dźwignia krytyki społecznej, jak i inspiracja do budowania światów alternatywnych.
Nic z tego nie oznacza jednak, że praca jest zajęciem z natury dobrym lub złym (choć oznacza, że obdarzona jest określoną wartością dla ludzkiego życia). Nie oznacza to również, że brak nam jakichkolwiek innych pojęciowych okien, przez które można by wejrzeć w to, jak działa ten świat. Oznacza jedynie, że praca jest egzystencjalną rzeczywistością naszego życia i naszych światów. Jest „działalnością życiową”, a ponieważ kształtuje się w ramach wzajemnych stosunków między ludźmi i poprzez nie, praca zmienia się wraz z przeobrażeniami tych stosunków, cechujących się większym lub mniejszym zakresem wolności i równości. Praca jest więc również przesłanką dziejów człowieka. Jej społeczna forma – sposób organizowania pracy – przesądza o tym, z jaką swobodą ludzie mogą tworzyć swoje światy, budować społeczeństwa, kształtować swoje życie. Zgłębianie społecznej organizacji pracy jest więc niezbędne, jeśli teoria społeczna służyć ma wolności. To jest właśnie powód, dla którego feministki zmagają się z kwestią pracy. I właśnie dlatego teorie pracy wrażliwe na dynamikę płci oferują nam cenny wgląd w zrozumienie sił ucisku i wolności.