Eurotrash to określenie pejoratywne, charakteryzujące pewną wulgarność i jarmarczność, kontrastujące z obrazem Europejczyków jako wyznawców „wyższych” wartości kulturowych i estetycznych. Choć początkowo odnosiło się do kina eksploatacyjnego lat 70., ponad dwie dekady później używano go do nazywania mieszkańców „Starego Kontynentu”, których cechuje przesadne zamiłowanie do jaskrawych, kontrastujących ze sobą kolorów i błyskotek. Wzorcowym przykładem eurotrashu jest Eurowizja, gdzie celowy kicz łączy się z patriotyzmem, sięgającym aż po poślednie aspekty dziedzictwa kulturowego. Współczesne interpretacje eurotrashu jako estetyki odwracają pierwotną obraźliwość określenia: tak jest w przypadku projektu €URO TRA$H amsterdamskiego duetu producenckiego Yellow Claw, którego celem jest zwrócenie uwagi na wpływ, jaki europejska muzyka klubowa miała na współczesną scenę muzyczną, czy bassline’owych raperów z Bad Boy Chiller Crew z Bradford, dumnie określających się jako chavs (w dużym skrócie – brytyjski odpowiednik dresiarzy). Bliżej, bo w Polsce, łatkę eurotrashu z dumą nosi Mery Spolsky. Jej teledysk do „Kocham Polskę” to więcej niż widmontologia – dresy Juicy Couture, meblościanki czy zawinięty w pitę kebab z przymrużeniem oka afirmują naszość, zachęcając do porzucenia wstydu związanego z pochodzeniem. I dobrze, bo nie ma nic złego w byciu eurotrashem.
Obecnie eurotrash opiera się na nostalgicznym spojrzeniu w przeszłość, ale w Polsce z początku obecnego wieku był niemal normą. Próby naśladownictwa zachodnich wzorców przebijały się przez brunatną rzeczywistość i pozostawiły ślady, których nie da się zatrzeć. Nieprzypadkowo eurotrash kojarzony jest z takimi młodymi nuworyszami jak sportowcy, a w szczególności piłkarze. W Anglii ikonami tego stylu byli gwiazdorzy Premier League, David Beckham i Cristiano Ronaldo, a w Polsce Damian Gorawski czy Radosław Majdan. Czarowi eurotrashu uległa również żona tego pierwszego, przyszła projektantka mody, a wcześniej członkini Spice Girls, Victoria. W Polsce niekwestionowaną królową tej estetyki była Dorota Rabczewska. Jej rozjaśnione blond włosy, opalona skóra, krótkie bluzki i spódniczki oraz białe kozaczki sprawiały, że wraz z Majdanem określano ich kpiąco „polskimi Beckhamami”, tymczasem z perspektywy osób zafascynowanych eurotrashem, do których sam się zaliczam, stanowili parę idealną. Sam eurotrashowo nigdy się nie nosiłem, dlatego tym bardziej podziwiam ludzi nieironicznie wybierających ciasną koszulkę polo, podarte, białe jeansy z paskiem z wielkim logo i tenisówki Lacoste jako sposób wyrażania siebie. Eurotrash wymaga odwagi. A według mitu budowania swojej marki przez Dodę, nikt w Polsce nie był odważniejszy od niej.
Najnowszą próbą podtrzymania go nie jest ostatnia aktywność piosenkarki na rzecz zwierząt, lecz trzyodcinkowy serial „Doda” dostępny na platformie Amazon. Jego premierę poprzedził obszerny materiał Kuby Wątora poświęcony artystce oraz wywiady z jej byłym mężem i byłą przyjaciółką, pokazujące wizerunek piosenkarki znacznie odbiegający od tego, jaki sama kreuje. Serial Elizy Kubarskiej, reżyserki zachwycającego dokumentu o Wandzie Rutkiewicz „Ostatnia wyprawa” (2024), nie poszerza wiedzy na temat piosenkarki – to raczej Doda używa go, by ugruntować swoją wersję wydarzeń, a w konsekwencji mit swojej marki. Podobnie jak uznani twórcy dokumentów, Anthony Wonke i Asif Kapadia, robili, co mogli, by wydobyć coś wartościowego z filmu o Ronaldo, realizowanego we współpracy z piłkarzem (i jego sztabem PR), Kubarska próbuje sięgać głębiej i zapewniać kontekst. Mimo to wypowiedzi wszystkich zaproszonych osób tylko wzmacniają przekaz o wyjątkowości Dody. W konsekwencji ten rzekomo szczery i intymny portret piosenkarki jest do bólu sfabrykowany.
Moją intencją nie jest potępienie czy nawet analiza piosenkarki jako osoby, a próba dyskusji z roztaczaną przez serial narracją zbudowaną na wspomnianym już micie. Na początku pierwszego odcinka Doda przyznaje ze łzami w oczach, że choć każdą ze swoich 157 nagród – jak sama skrupulatnie zaznacza – otrzymała dzięki głosom fanów, to sława, zbudowana zarówno na jej talencie wokalnym, jak i osobowości, nie przyniosła jej tego, czego brakuje jej najbardziej: „normalności” oraz „osoby, do której może wrócić i się przytulić”. Prawdzie jednak bliżej do szkatułki „po babci”, w której artystka przechowuje pierścionki. W rzeczywistości to szkatułka z alabastru, modna w latach dziewięćdziesiątych, a nie od pokoleń pozostający w rodzinie skarb. Ten detal, pojawiający się już na początku serialu, podaje w wątpliwość obietnicę szczerości, jaką ze sobą niesie. Wśród tych 157 trofeów są bowiem między innymi nagrody od dziennikarzy (2008), dziennikarzy i fotoreporterów (2010) oraz nagroda specjalna za całokształt twórczości (2023) w Opolu, jednak nie pasowałyby one do narracji o dziewczynie z ludu i dla ludu, uwielbianej przez tak zwanych zwykłych obywateli, ale wciąż niedocenianej przez przemysł muzyczny.
Tę wersję wydarzeń potwierdza założyciel zespołu Virgin, w którym Doda zaczęła karierę jeszcze jako nastolatka. Trafiła do uformowanego zespołu, z już podpisanym kontraktem, po tym jak odpowiedziała na ogłoszenie, w którym Tomasz Lubert szukał kogoś podobnego do, jak to mówi, „dziewczyny z Garbage”. Jeśli miał na myśli po prostu charyzmatyczną frontmenkę z potężnym głosem, to istotnie Shirley Manson była dobrym punktem odniesienia, jednak Szkotce bliżej do Siouxsie Sioux czy Debbie Harry niż Axla Rose’a; nigdy też nie pozwoliła na seksualizację swojego wizerunku. Bunt Manson skierowany był – i nadal jest – przeciwko restrykcyjnym ramom kobiecości, Doda natomiast uczyniła ze swojej urody nie tyle atut, co istotny element medialnego wizerunku. Kiedy zgłosiła się do reality show „Bar”, celowo zachowywała się wulgarnie i wyzywająco – do czego przyznaje się przed kamerami Amazona – by zwrócić na siebie uwagę i promować zespół. Doda wykazała się niesamowitą intuicją jeśli chodzi o rozumienie mechanizmów rządzących reality shows. Dlatego uzasadnione jest, że Lubert nazywa ją „prekursorką tego wszystkiego”, czyli nowej, medialnej rzeczywistości, gdzie szczególnie pożądane jest zręczne fabrykowanie autentyczności.
W serialu ten obraz artystki legitymizują medialne autorytety – Nina Terentiew i Karolina Korwin-Piotrowska. Ta druga prezentuje zgodny z mitem marki obraz Polski przełomu wieków, gdzie społeczeństwo było przeważająco katolickie, a kobiety desygnowane do roli matek i gospodyń domowych. W serialu pojawia się urywek z talk show Alicji Rosłoniak „Między nami”, gdzie Doda krytykowana jest za swój wpływ na młodzież, którego dowodem ma być materiał filmowy z dyskoteki w Grójcu. Tańczące na parkiecie dziewczyny mają kolczyki w pępkach, odsłonięte brzuchy i podziurawione jeansy. Wbrew temu, co pokazuje serial, Doda nie była dla nich wzorem, a ich reprezentantką.
W 2002 roku, kiedy osiemnastoletnia Doda wystąpiła w drugiej edycji programu „Bar”, Polska była istotnie właśnie po pielgrzymce Jana Pawła II, ale najpopularniejszą postacią w kraju był dwukrotny medalista olimpijski i zdobywca Kryształowej Kuli, Adam Małysz. W telewizji triumfy święcił „Idol”, w którym niektóre uczestniczki eliminacji ubrane były jak „dziewczyny z Grójca”. A seks? Już kilka lat wstecz, w talk shows Mariusza Szczygła i Krzysztofa Ibisza, pojawiały się gwiazdy filmów pornograficznych. W produkcji był natomiast serial dokumentalny „Ballada o lekkim zabarwieniu erotycznym” (2003–2004), o wiele bardziej obrazoburczy i szczery niż to, co w Polsacie prezentowała wygadana nastolatka. Ponadto w kioskach ukazywał się magazyn „CKM” („Czasopismo Każdego Mężczyzny”), żeby nie wspomnieć o publikacjach dla dorosłych wydawnictwa Pink Press. Dlatego gdy Doda zapowiadała w programie: „zrobię kurwa takie porno w kiblu” albo mówiła, że jej ówczesny chłopak „fajnie się bzyka”, było to owszem, wulgarne, wyzywające, ale czy szokujące? Wcześniej w tym samym roku kamery programu „Big Brother” zarejestrowały stosunek płciowy między uczestnikami reality show. Krytyka, jaka spadła jedynie na uczestniczkę, mogłaby świadczyć o kulturowym zacofaniu ówczesnej Polski, jednakże patriarchat wciąż ma się dobrze na całym świecie, więc to raczej problem globalny i niestety bardzo współczesny.
Polska scena muzyczna miała już obsadzone stanowisko szokującej rockmanki – Agnieszka Chylińska miała bardziej chropowaty, przepełniony bólem głos oraz opinię buntowniczki, która nie gryzie się w język. Kiedy na gali Fryderyków w 1997 roku powiedziała: „nauczyciele, fuck off”, część opinii publicznej chciała ją zlinczować, ale część rozumiała, co artystka miała na myśli. Chylińska była głośna i wulgarna, bo nie wiedziała, jak pogodzić wierność sobie z byciem mainstreamową gwiazdą. Doda była głośna i wulgarna, bo chciała nią zostać. Oczywiście miała też ku temu odpowiednie warunki – charyzmę i talent.
Nauczycielka śpiewu, Gosia Sacała, w swojej analizie głosu Dody w swojej analizie głosu Dodypodkreśla, że jej głos jest „dźwięczny i silny”, jednak podczas występów na żywo zbyt często blokują ją obcisłe ubrania, ograniczające pokazanie przez nią pełni umiejętności wokalnych. W tym zasadza się natura problemu, jaki można mieć z Dodą jako artystką – czy zbytnio skupiając się na stronie wizualnej swoich występów, a swoim wyglądzie w szczególności, nie odciąga uwagi od tego, jak dobrą jest wokalistką? Czy Doda to gwiazda telewizji, która potrafi (bardzo) dobrze śpiewać? Czy może to piosenkarka, która używa znanych z reality show technik, by podtrzymywać zainteresowanie swoją twórczością?
Tu znów użytecznym narzędziem analitycznym może okazać się pojęcie eurotrash, ponieważ w dużym skrócie to przerost formy nad treścią. Na początku kariery Dody ten ostry, rockowy wizerunek miał sens, bo Virgin przecież było takim zespołem. „Dżaga” jest oczywiście przyjemna dla ucha, ale to rock w najczystszej postaci. Tego samego nie można powiedzieć o jej późniejszych solowych utworach, takich jak „Riotka” czy „Fake Love”, brzmiących jak typowy, produkowany taśmowo pop. Żeby sprzedać te nijakie piosenki, ich wykonawczyni nie może być nijaka. Alias „Doda” jest trochę jak zbyt duże logo na pasku albo przykrótka kurtka motocyklowa (bez motocykla) – widoczny i jaskrawy, przez co trudno oderwać od niego uwagę.