Nr 12/2026 Na teraz

Emancypacja przez przepoczwarzenie

Robert Guła
Teatr Recenzja

Wyreżyserowane przez Pamelę Leończyk „Larwy” to spektakl oparty na adaptacji opowiadania Agnieszki Szpili ze zbioru „Octopussy. Opowiadania postporno”. W programie przedstawienia krakowskiego teatru Łaźnia Nowa zamieszczono „List do matek” autorki głośnych „Heks”. W tej dramatycznej odezwie, powstałej na potrzeby spektaklu, wybrzmiewa głos zmęczonej rzeczywistością matki, sprzeciwiającej się modelowi macierzyństwa podporządkowanemu idei Matki Polki (pisownia oryginalna):

Od bycia Matką-Polką, która jest niczym więcej, niż ultra posłuszny
organizm społeczny, wolę być larwą.
Bo larwa nie chce być święta.
Nie chce umierać za rodzinę.
Nie chce prać, wybaczać, rozumieć i karmić wszystkich
swoim własnym ciałem.
Trudno. Niech system nazwie mnie potworem.

Tytułowe Larwy to cztery młode kobiety, grane przez Karolinę Adamczyk, Sylwię Boroń, Bogumiłę buzię grędę i Agatę Jędrzejczak. Mieszkają wraz z dziećmi w Domu Samotnej Matki o niezbyt trafnej nazwie Kokon. Każda z nich ma za sobą doświadczenia przemocy i nieudanych relacji z mężczyznami. Jedna tak opisuje ich wspólną karmę: „ciągnęło nas do patologii, chociaż się z niej nie wywodziłyśmy”. Ich opiekunką i jedyną osobą traktującą je z wyrozumiałością jest siostra zakonna (Matylda Sielska), która ciepłym mezzosopranem śpiewa operowe i quasioperetkowe szlagiery z towarzyszeniem przyjemnych dla ucha, relaksujących, syntezatorowych dźwięków skomponowanych przez Magdalenę Sowul.

Kokon – instytucja prowadzona przez siostry zakonne, która z założenia ma pomagać – to narzędzie kontroli i dyscyplinowania mieszkających w nim kobiet. Larwy nie pozostają jednak bierne i – ze wsparciem jednej z sióstr zakonnych – tworzą w ośrodku kobiecą wspólnotę solidarności i równości. Uwolniwszy się od toksycznych związków na nowo odkrywają własną seksualność. Łączy je obsesyjne wręcz pożądanie, którym pałają wobec prawicowego kandydata na burmistrza ich miasteczka – Norberta K. (Łukasz Wójcicki), mimo że same – z afektacją łączącą się z odrazą – nazywają go „konserwatywnym zjebem”. Niewątpliwy seksapil jedynego aktora biorącego udział w spektaklu, wcielającego się w związku z tym także w inne role męskie – dotychczasowego burmistrza oraz zakochanego w jednej z Larw przeciętnego człowieka, który sam o sobie mówi: „co taki koleś jak ja, co kurwa zdania bez kurwy sklecić nie może, może wiedzieć, co to jest miłość”, wymusza na bohaterkach oddanie głosu właśnie na niego, choć nie są nawet gotowe, żeby się to tego przyznać.

Już w pierwszych scenach pojawiają się wyraźne sygnały, że spektakl będzie opowiadał o kobiecym ciele, seksualności i przemocy, operując językiem dosadnym i obscenicznym. Bohaterki pracują w hodowli jedwabników. Kontakt z larwami tych owadów i z feromonami wydzielanymi przez ich samice wyzwala biologiczną przemianę kobiet, która z kolei skutkuje zmianami w relacjach społecznych. Objawy tej pierwszej zmiany to głód, wyostrzone zmysły i zwiększona sprawność fizyczna. Drugiej – wzbudzane w coraz większym stopniu pożądanie u mężczyzn. To z kolei uruchamia nowe pokłady ich żądz, skutkując także pomysłem na biznes: będą sprzedawać własną, przesiąkniętą feromonami bieliznę, przy okazji oferując usługi seksualne.

Pomysłowość Larw obejmuje różnorodne aktywności seksualne: wymierzają i przyjmują mocne klapsy w pupę, polewają partnera seksualnego woskiem, zlizują nabiał z jego skóry i markują fellatio. Także zaprzyjaźniona z bohaterkami siostra zakonna nieśmiało próbuje pettingu na armaturze kuchennej. Sceny obrazujące aktywności erotyczne można traktować jak atrakcję albo uznać za obyczajowy skandal, jest w nich jednak głębszy sens: sugerują, że przyjemność nie jest ostatecznym celem, a jedynie środkiem, służącym odzyskaniu kobiecej podmiotowości oraz kontroli.

Akcja nabiera tempa. Gdy po wygranych wyborach Norbert K podejmuje decyzję o brutalnym zastopowaniu seksualnego apetytu bohaterek, te w rewanżu postanawiają się na nim zemścić. W drugiej części przedstawienia pojawia się wątek kryminalny, który szybko zamienia je w opowieść o przemocy systemowej, a groteska zostaje zastąpiona przez polityczny thriller. Finałowe sceny wydają się radykalne – można czytać je dosłownie (jako body horror) albo metaforycznie, jako znak zwycięstwa bohaterek nad strukturami władzy, którym przez lata były podporządkowane. W naturze larwy to organizmy przetwarzające materię organiczną. W części scen aktorki i aktor naśladują sinusoidalne ruchy tych zwierząt (choreografia: Daniel Leżoń).

Fot. Karolina Jóźwiak

Larwa to stadium przejściowe w rozwoju owada, prowadzące do jego metamorfozy. Larwy w mięsie nie wywołują pozytywnych skojarzeń estetycznych – kojarzą się z rozkładem i budzą obrzydzenie. W kulturze symbolicznej postrzegane są jednak jako znak przemiany, dojrzewania, sugestia przejścia pomiędzy formami istnienia, znak śmierci starej postaci i narodziny nowej. Szpila odwraca negatywne znaczenie tego słowa, proponując jego afirmację. „Larwa” opisuje więc osobę odrzucającą społeczne oczekiwania, doświadczającą rozpadu dotychczasowej tożsamości i przygotowującej się do mutacji.

Bohaterki spektaklu są jednocześnie ofiarami i sprawczyniami przemocy – solidarne wobec siebie, bywają wyuzdane i prowokacyjne, a także okrutne dla świata zewnętrznego. Ich postaci mogą fascynować, a jednocześnie prowokować odrazę widzów. Podczas pokazu, który widziałem, kilka osób opuściło widownię. Teatr zapewnia możliwość złapania oddechu i powrotu na salę, jeśli ktoś chce dać spektaklowi drugą szansę. Nie wrócił nikt.

Niełatwego zadania adaptacji narracji Szpili podjęła się Daria Sobik, dokonując zmian w układzie wątków oraz przesuwając ciężar opowieści z indywidualnego doświadczenia narratorki na doświadczenie wspólnotowe. W literackim pierwowzorze świat przedstawiony organizowany jest przez głos jednej kobiety. W spektaklu najważniejsza staje się grupa – larwy funkcjonują w nim jako zbiorowy organizm, wspólnota kobiet połączonych doświadczeniami macierzyństwa i społecznego wykluczenia. Oba teksty: opowiadanie Szpili i scenariusz Sobik konsekwentnie promują kobiecą solidarność. Ich bohaterki są zmęczone, porzucone, ekonomicznie zależne i społecznie stygmatyzowane. Przypominają produkty drugiej kategorii, ale znajdują w sobie siłę, pozwalającą im na wspólne tworzenie podwalin godnego życia. Ich emancypacja nie pochodzi z zewnątrz, nie została wywalczona w debacie politycznej ani przyznana im przez jakąkolwiek władzę – jej źródłem jest rodząca się samoświadomość i odzyskiwanie przez kobiety panowania nad własnymi ciałami. Archetyp buntu kobiet wobec zastanego ładu społecznego nie jest nowy: wykorzystany w „Bachantkach” Eurypidesa, raz po raz powracał – w kolejnych wiekach raczej rzadko – wyraźnie zaznaczając swoją obecność pod koniec XIX wieku i nasilając się w czasach bliższych współczesności.

Literacki tekst Szpili oscyluje pomiędzy narracyjną praktyką obrazowania konfliktu społecznego, formą klasycznego horroru i satyrą polityczną. Sobik podtrzymuje styl, jakim autorka opisuje świat. Nie próbuje jednoznacznie klasyfikować jej pisarstwa pod względem gatunkowym i nie próbuje opowiadać własnej historii. Leończyk konsekwentnie podkreśla tematy wspólnoty i kobiecej sprawczości. W scenach erotycznych dąży do wzmocnienia aktorek i aktora, zapewniając wsparcie koordynatorki scen intymnych (Iga Dzięgielewska) oraz koordynatorki scen kinkowych (Bogumiła buzia gręda).

Łaźnia Nowa przygotowała program spektaklu, który udostępnia na swojej stronie internetowej. Ta autonomiczna publikacja tworzy intelektualne zaplecze przedstawienia. Znalazły się w niej eseistyczne teksty Agaty Araszkiewicz i Bogny Kietlińskiej-Radwańskiej oraz cytowany przeze mnie na wstępie list Szpili. Każdy z nich odnosi się do tematu kontroli kobiecego ciała i społecznego wymiaru macierzyństwa. Głosy autorek warunkowane są ideologicznie. Proponują one interpretację „Larw” przez pryzmat współczesnej teorii feministycznej, ekologii i filozofii Timothy’ego Mortona. Zestawiają ten tekst z mitem urody kobiecej (Naomi Wolf), ale też z rozważaniami o jedwabnikach i rybikach cukrowych. Teoria goni teorię. Pojawiają się odniesienia do Mary Douglas, Eimear McBride, Carole Pateman czy Hélène Cixous, a także kolejne koncepcje i interpretacje. Teatralny widz może odnieść wrażenie, że program próbuje narzucić mu – niemal agresywnie – określoną interpretację spektaklu. Po lekturze umiałem interpretować patriarchat, biowładzę i rozpoznawać agrosystem. Nie tylko wiedziałem, jak rozumieć spektakl, ale również, jak oceniać go – w wymiarze moralnym i politycznym. Gdybym na przykład uznał, że sceny przemocy wobec mężczyzn, erotyczne fantazje, motywy zemsty czy akty kanibalizmu są dla mnie zbyt kontrowersyjne, program natychmiast przyszedłby mi z pomocą, legitymizując je i podpowiadając, że należy je interpretować jako działania emancypacyjne, polityczne i antysystemowe.

„Larwy” nie przekonają jednak raczej wszystkich widzów. Spektakl można uznać za ostentacyjny i wulgarny, a jego obrazy – za zbyt drastyczne. Prowokacja jest elementem literatury Szpili. Pod jej powierzchniową warstwą pojawia się jednak temat zmęczenia kobiet rolą, która od wieków jest im narzucana przez normy i zwyczaje społeczne. Bohaterki przedstawienia Leończyk nie chcą być święte, cierpliwe ani bohaterskie. Godzą się na niedoskonałość, akceptują swoją wściekłość i domagają się wolności. Ich przemiana, po której nie ma już powrotu do dawnego kształtu ani porządku, prowokuje ambiwalentne, często sprzeczne uczucia.

Agnieszka Szpila
Larwy

Reżyseria: Pamela Leończyk
Dramaturgia, adaptacja: Daria Sobik
Konsultacja dramaturgiczna: Agnieszka Szpila

Scenografia, kostiumy: Magdalena Mucha
Muzyka: Magdalena Sowul
Choreografia: Daniel Leżoń
Reżyseria światła: Damian Pawella

Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie
Premiera: 5.06.2026