Nr 1/2026 Na teraz

Bolek z bloków

Dominika Gracz-Moskwa
Komiks

Bolesław Chromry (Damian Siemień) tworzy „Rzyć” jak ktoś, kto z czułością przegląda stary, rodzinny album, przywołując obrazy z przeszłości, rodzinne i lokalne opowieści z czasów PRL-u i transformacji. Wobec bohaterów, czyli swoich bliskich, odczuwa sympatię, jednak nie wpada w pułapkę nostalgii. Zarazem udaje mu się uniknąć strategii rodzinnej konfrontacji. Autor miesza w swoim komiksie to, co przyjemne czy zabawne, z tym, co trudne, przykre, wstydliwe – tworzy w ten sposób spójny obraz domu bezpiecznego, ale nie idealnego.

Większość z ponad dwudziestu krótkich rozdziałów z życia autora to zapośredniczone migawki z PRL-u (zapośredniczone, ponieważ Chromry w momencie końca epoki miał dwa latka). To historie opowiadane mu przez dziadków czy rodziców. Dzięki nim autor z jednej strony przygląda się swojej rodzinie, a z drugiej maluje społeczno-kulturalny pejzaż „przeciętnej” Polski.

Jedna z takich migawek wygląda następująco: Bolesław ma około dziesięć lat i zamiast wyjść z kolegami na boisko, woli posiedzieć z dziadkami. Przegląda nowy numer „Twojego Weekendu”, a w nim rubrykę z nagimi zdjęciami czytelniczek i czytelników. Słucha opowieści dziadka o kradzieży wina ze sklepu i bójce z ZOMO, a potem, gdy z pracy wracają jego ciotki, słucha z nimi muzyki, tańczy, wsłuchuje się w miłosne historie. Jest, jak sam siebie opisuje, ukochanym „pieskiem do towarzystwa” każdego z domowników, ale funkcję tę pełni ochoczo: uwielbia przebywanie w dorosłym świecie. Chłonie go i zapamiętuje – nie tylko twarze i słowa, ale też zapachy, smaki i towarzyszące temu wszystkiemu emocje.

Mamy tu dość sporą galerię postaci, ale dzięki technice fragmentaryczności, bohaterki na tym nie cierpią: każda z nich jest wyrazista. Najlepiej tę charakterność odda pseudonim babci “Pazur” – choć nie jest on wynikiem bycia „z pazurem”, ale tragikomicznej anegdoty: kobieta całe życie przepracowała w sklepie mięsnym i w trakcie wykonywania obowiązków straciła część środkowego palca. Cool jest także ciotka Lidka przypominająca Matyldę z “Leona Zawodowca”, niewiele starsza od autora, więc Bolek traktuje ją jak starszą siostrę. Wśród wyróżniających się rodzinnych charakterów jest też bezpośrednia Boguśka, co to nikogo się nie bała. Autor opisuje ją jako “połączenie Manueli Michalak, z Kayah i Janosikiem”. Na tle silnych, charakternych kobiet nieco zgaszeni są mężczyźni. Co prawda w przytoczonej powyżej migawce dziadek zachowuje się jak bohater łotrzykowski – ale ta aura wynika z dziadkowej autonarracji (być może: autofikcji), nie zaś z zachowania, które mały Bolek może obserwować na bieżąco. Inne są przyczyny „przygaszenia” ojca autora: jest on oazą spokoju, dryfuje pomiędzy falami emocji wywoływanymi przez członkinie rodziny.

Choć Chromry jest bohaterem komiksu, nie zawsze jest aktywnym uczestnikiem zdarzeń, częściej ich odbiorcą: uważnym obserwatorem, czułym uchem, które zbiera wszystkie rodzinne opowieści. Pojawiają się one i znikają, wypierane przez kolejne, tworząc coś na kształt rodzinnej mozaiki. Autor nie tyle ją układa (konstruuje), ile ją (i w niej) miesza. Opowieść jest chaotyczna – Chromry dokłada konteksty, nanosi kolejne warstwy i otwiera nowe perspektywy. Choć więc całość jest krótka i fragmentaryczna, to otrzymujemy ostatecznie obraz złożony i bogaty dzięki niuansom.

O sile „Rzyci” decyduje gra kontrastami, których wypadkowa tworzy obraz rodziny i życia „uśrednionego” – to znaczy przeciętnego (bez przypisywanej temu epitetowi negatywnej wartości). Humor miesza się ze wstydem czy smutkiem. Wspólna zabawa i słuchanie płyt stoją obok opowieści o nieudanej próbie samobójczej. Okazją do spotkań z dalszą rodziną są zwykle pogrzeby i następujące po nich stypy – przez co uroczystości te nie kojarzą się z żałobą, ale z okazją do zobaczenia dawno niewidzianych bliskich, wymiany anegdot i wspólnego picia. W skonstruowanym przez siebie świecie ostrych kontrastów Chromry snuje opowieść niezwykle empatyczną. To perspektywa o tyle ważna, że w narracji nie ma charakterystycznego dla opowieści o doświadczeniach rodzinnych dystansu, a często też ironii. Autor opowiada z dużą swobodą narracyjną, niespiesznie, pilnując puenty. Każda z nich mogłaby brzmieć: „było, jak było, i było to prawdziwe”.

Mikroświat rodzinnego mieszkania osadzony zostaje w szerszej konstelacji blokowiska. Choć nie mamy kłopotów ze wskazaniem, z jakimi – zresztą, dobrze rozpoznawalnymi, mocno osadzonymi w reprezentacjach kulturowych – dzielnicami autor jest związany (chodzi o krakowską Nową Hutę, miejsce dzieciństwa, oraz warszawską Pragę, gdzie mieszka obecnie), to mniej istotny jest tu geograficzny konkret, a bardziej konkretny typ przestrzeni miejskiej. Otoczenie blokowiska przynosi sąsiedzkie relacje dające poczucie więzi i lokalności.

Zarazem przestrzeń Nowej Huty zostaje w komiksie – znów, wedle zasady konstelacji – umieszczona pośród innych rodzinnych miejsc. Odwiedzamy więc podhalańską wieś, która w retrospekcjach do lat 70. czy 80. jest widocznie różna od miasta – nie tylko pod względem materialnym (brak łazienki w domu), ale też mentalności (rozmodlone nad otwartą trumną w domu kobiety, pijaństwo). Słuchamy także o „zagranicy” – o mitycznym Zachodzie generującym aspiracje (amerykańska popkultura, dary z Niemiec, Erasmus), ale też poznajemy zagranicę dziką, biedną, niebezpieczną (reprezentuje ją historia autobusowego postoju w Rumunii w drodze na wakacje do Grecji). Warto zauważyć, że im szersza perspektywa, tym bardziej robi się ona narracyjnie niesprawiedliwa: o ile portret charakterów rodzinnych jawił się jako pospolity, ale autentyczny (najwęższa perspektywa), o tyle miejsca oddalone (wieś, kraje zagraniczne) sportretowane zostały w oparciu o ostre stereotypy.

Trudno orzec, czy taki był zamiar autora – czy chciał w ten sposób wydobyć głębię rodzinnych relacji na tle niedostępnego (w sensie: niedopuszczającego do swojego prawdziwego charakteru) świata – czy raczej kreślona właśnie interpretacja powstaje mimo pierwotnych intencji autora. Faktem jest jednak, że w konstelacji miejsc (czasem dla autora/bohatera strasznych, czasem pociągających, czasem po prostu dziwnych, ale zawsze innych) przestrzeń domu (rozumianego przede wszystkim jako relacje z najbliższą rodziną) jawi się jako zawsze bezpieczna baza. Nawet jeśli pojawiają się w jej obrębie problemy, wyzwania czy zagrożenia, zostają one przezwyciężone przez poczucie bycia u siebie i poczucia bycia z tymi, z którymi bohater wybiera przebywać (jak to ma miejsce na przywoływanej migawce z początku komiksu). Historie kolejnych pożegnań – często ostatecznych, bo kolejnych pogrzebów, z pochówkiem ukochanej babci „Pazur” wieńczącym komiks – są pożegnaniem z bezpieczną przystanią. Jednocześnie przejście do historii ciążących ku współczesności, w których pojawia się partnerka autora, Magda, może sygnalizować próbę odtworzenia tego uczucia w nowej konfiguracji, teraz już na własny rachunek, pod nowym adresem. Bo bliskie i rodzinne relacje są strategią oswojenia siebie w świecie. Taki wniosek płynie z komiksu Chromrego.

Owszem, to pewna apoteoza rodziny – taka, którą Chromry wyssał z mlekiem przodków i co stanowi jego rodzinny spadek, za co zdaje się niezwykle wdzięczny – ale to apoteoza kreślona z trzeźwością. Autor ma świadomość, że rodzinna bańka nie jest zawsze wygodna czy idealna. Ale jest prawdziwa i swoja – czyli taka, jaka być powinna.

Bolesław Chromry, „Rzyć”
Kultura Gniewu
Warszawa 2025